Liga Mistrzów. Milan buja w obłokach?

Wczoraj mediolańscy piłkarze panowali w Europie, dziś Barcelona nawet by na żadnego nie spojrzała. Najbardziej utytułowane firmy XXI wieku walczą w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Mecz w środę. Transmisja w TVP 1 o 20.45. Relacja Z Czuba i na żywo na Sport.pl i w aplikacji Sport.pl Live..

W latach 2003-07 mediolańczycy dwukrotnie podnosili najcenniejsze trofeum, raz polegli w finale, raz odpadli w półfinale. Kiedy zeszli w fazę schyłkową, kibicom nie przemknęłoby raczej przez głowę, że za kilka chwil nie będą oklaskiwać ani jednej gwiazdy międzynarodowego formatu. Monumentalna drużyna nie tyle z wolna niszczała, ile gwałtownie runęła, a po wyprzedaży z minionego lata - obejmującej liderów Thiago Silvę i Zlatana Ibrahimovicia oraz tłum wypalonych mistrzów - na San Siro zapadła ciemność.

Jeśli aż tak bolesnej zapaści nie przeczuwał Milan, to Barcelona tym bardziej nie miała powodów, by wyobrazić sobie, że za kilka chwil stanie się kandydatką (mocną!) na drużynę wszech czasów, którą w ruch wprawia kandydat (mocny!) na futbolistę wszech czasów. Nawet triumf w Lidze Mistrzów w 2006 roku zdawał się incydentem, po którym nastała anarchia wymagająca radykalnych środków zaradczych - z kulminacyjnym pozbyciem się mistrza ceremonii Ronaldinho.

W futbolu ery trwają jednak niewiele dłużej niż mgnienie oka i teraz w mediolańskiej szatni trudno wskazać kogokolwiek, może poza Stephanem El Shaarawym, kto byłby godny podstawowej jedenastki Barcy. Ba, większości rywali Katalończycy nie wpuściliby do swojej rezerwy.

Włosi uświadamiają sobie niższość gospodarzy, zwłaszcza że ci wyjdą na murawę ostro pokiereszowani w napadzie. Wspomniany El Shaarawy - wicelider rankingu strzelców w Serie A - poświęci się i zagra pomimo obolałego kolana, choć wytrzymujący pierwszy tak intensywny sezon z życiu 20-latek zasługiwałby na odpoczynek i bez urazu. Z tych samych powodów słabuje jeszcze młodszy M'Baye Niang, po mięśniowej kontuzji dopiero ożywa Giampaolo Pazzini, ze zmęczeniem walczy nawet wyglądający na atletę ze stali Kevin-Prince Boateng. Nie zagrają wreszcie Robinho oraz sprowadzony w styczniu Mario Balotelli. Jego wart 20 mln euro transfer był powiewem utraconego luksusu, zaczął się natychmiast spłacać (cztery gole w trzech ligowych kolejkach), ale zgłoszenie włoskiego snajpera do Champions League uniemożliwiły przepisy.

Gdybyśmy szacowali szanse obu rywali, polegając na ich ubiegłosezonowych meczach w LM, musielibyśmy przydać ich rossonerim. W grupie Milan zdołał zremisować na San Siro i minimalnie przegrać u siebie, by potem twardo opierać się Barcelonie przez 130 ze 180 minut ćwierćfinału. Ale od tamtej pory minęła wieczność - sideł na Leo Messiego (w Italii nazywają go "kanibalem" i przypominają, że w swojej historii nie znajdą żadnego gracza z trzema setkami goli strzelonymi dla klubu) nie będzie już zastawiał obrońca klasy Alessandro Nesty.

Gdy rzucimy okiem na zdarzenia najnowsze, też dostrzeżemy skazy faworytów i zalety niefaworytów. Katalończycy tracili przecież gola w każdym z siedmiu ostatnich meczów, Włosi siedem ostatnich meczów na własnym stadionie wygrali. Tyle że wraz z hymnem Ligi Mistrzów piłkarze przeniosą się w inny wymiar, a w ostatnich latach nastąpiła zamiana ról - Milan, który niegdyś czuł się stworzony do wyższych celów i roztargniony gubił punkty w kraju, skupia się na Serie A, tymczasem barcelończykom łatwiej będzie poczuć pełną mobilizację na scenie międzynarodowej niż w Hiszpanii, w której prędko zniknęli konkurentom z oczu. Defensywnie niby zmarnieli (patrz Javier Mascherano czy Dani Alves), jednak wpadki przytrafiają im się zazwyczaj w trakcie wielobramkowych zwycięskich fiest. Srogo za błędy zapłacili raz, w San Sebastian, gdzie prowadzenie zmieniło się w porażkę po wyrzuceniu z boiska Gerarda Piqué.

Mediolańczycy w bieżącym roku zwyciężają wyłącznie jednobramkowo, niekiedy cierpiąc niemal po ostatni gwizdek. Spójrzmy na trzy ostatnie kolejki - Parmę pokonali dzięki samobójowi rywali i rzutowi wolnemu Balotellego, remis w Cagliari ocalili dzięki "jedenastce" w 82. minucie (strzelec: Balotelli), Udinese przepchnęli dzięki wydatnej pomocy arbitra w 94. minucie (strzelec: oczywiście Balotelli).

Tym bardziej intrygująco brzmi zapowiedź trenera Massimiliano Allegriego, że wymyśli, jak odebrać Barcelonie piłkę. Czy raczej: ograniczy jej posiadanie. Gdyby plan się powiódł, do odkrywania tajemnicy sukcesu rzuciłaby się pewnie połowa Europy, bo dotąd Katalończyków powstrzymywali ci, którzy pokornie się cofali - od Rubina Kazań przez Chelsea po Celtic Glasgow - pozwalali faworytom wymieniać jeszcze więcej podań niż zazwyczaj i odpowiadali pojedynczymi, błyskawicznie wyprowadzanymi pchnięciami. El Shaarawy dysponuje niezbędną do tego szybkością, a grasuje po flance notorycznie porzucanej przez Daniego Alvesa.

Wygrać z obecną Barcą inaczej!? Brzmi jak bujanie w obłokach, to byłby wynalazek nie z tej ziemi. I powrót do pięknych tradycji, wszak tamten Milan tworzyli innowatorzy, ich MilanLab chcieli skopiować wszyscy rywale.

Rolę nauczycieli też jednak przejęli już barcelończycy. Cały świat kombinuje, jak po katalońsku żyć z wychowanków, system szkolenia wzorowany na modelu rozsławionym przez La Masię opracowują m.in. w Mediolanie. Taki nadszedł czas, że przyjmować Messiego, Xaviego, Iniestę i resztę orkiestry to niemal zaszczyt.

Więcej o: