Real znów oko w oko z Barceloną

Ze wszystkich futbolowych szlagierów to szlagier najgorętszy. Katalończycy mają nowych piłkarzy i trenera, ?Królewscy? w ogóle się nie zmienili. Obie drużyny mogą się czuć mocniejsze niż wiosną. Pierwszy mecz o Superpuchar Hiszpanii o 22.30, transmisja w TVP 1. Relacja na żywo na Sport.pl

Zanim zaczynały się ostatnie El Clásico, Real Madryt często uchodził za faworyta - bo pierwszy raz był zarządzany przez José Mourinho, bo jego drużyna wygrała dziesięć meczów z rzędu, bo wydawała się doganiać największego rywala. Częściej triumfowała jednak Barcelona.

Dziś znów nietrudno wytłumaczyć, dlaczego "Królewscy" wydają się mieć większe szanse na trofeum. Na Camp Nou w tym roku remisowali i - po pięciu latach oraz pięciu meczach - wygrali. Odebrali Katalończykom mistrzostwo, zatrzymali drużynę stawianą wśród najlepszych w historii.

Trener Pep Guardiola, który ten zespół ulepił, mieszka dziś w Nowym Jorku, obserwuje amerykański styl życia i doskonali swój angielski. Na ławce zastąpił go jego przyjaciel i asystent Tito Vilanova. Katalończycy wspominają, że na początku lat 90. takiej samej zmiany dokonał Johan Cruyff. W przerwie sparingu Barcelony Guardiola usłyszał od holenderskiego trenera, że jest wolniejszy od jego babci, i został zastąpiony Vilanovą.

Na jednego z najlepszych środkowych pomocników końca XX w. wyrósł jednak ten pierwszy, drugi miotał się między pierwszą a drugą ligą. Gdy pięć lat temu znów spotkali się w Barcelonie, szefem został Pep. Tito nie był jednak asystentem, którego obowiązki zaczynają się na noszeniu pachołków, a kończą zbieraniem piłek po treningu. Katalończycy piszą, że to on został mózgiem duetu odpowiadającym za taktykę, wymyślającym ćwiczenia na treningach. Guardiola był jego twarzą. W szatni, gdzie ogłaszał decyzje piłkarzom, i przed kamerami, gdy się z nich tłumaczył. "Jeśli Guardiola to yin, Tito jest yang" - pisało "El Mundo Deportivo".

Teraz Tito został sam

W szatni wybór ma większy niż poprzednik wiosną. Po kontuzji wrócił David Villa, głównym kandydatem do gry na lewej obronie jest najlepszy na tej pozycji na Euro 2012 Jordi Alba, a nie zawodnik zazwyczaj występujący w innym miejscu boiska. W środku pola może stanąć kupiony z Arsenalu Alex Song. Pracę Vilanova zaczął świetnie, w niedzielę Barcelona rozniosła Sociedad 5:1.

Real nikogo nie kupił (podróż Luki Modricia z północnego Londynu do Madrytu przeciąga się tak, jak przeciągała się wyprawa Cesca Fabregasa z tej samej części stolicy Anglii do Barcelony) i słabo zaczął sezon. Zremisował z Valencią 1:1, Cristiano Ronaldo pierwszy raz od września 2011 r. zakończył mecz ligowy bez celnego strzału, Pepe zderzył się z Ikerem Casillasem oraz Sergio Ramosem i rozciął głowę. Gdy w przerwie lekarze zapytali, jak się nazywa, miał powiedzieć: "Jestem Pablo, co ja tutaj robię?". W szpitalu okazało się jednak, że nic poważnego się nie stało. Piłkarz chciał zagrać na Camp Nou, ale Mourinho ogłosił, że zamiast niego na środku obrony stanie Raul Albiol. To wielkie osłabienie mistrza Hiszpanii i szansa na El Clásico, które nie zamieni się w bijatykę. Pepe współtworzył trójkę środkowych pomocników, która miała rozbijać ofensywne próby Barcelony, zdarzało się, że robił to świetnie. Ale był też zawodnikiem, który najczęściej tracił głowę, brutalnie i bezmyślnie faulował, z premedytacją przechadzał się po ręce leżącego rywala.

Na wojnę nie zapowiada się także dlatego, że od czasu, gdy Real zbliżył się do Barcelony, na boisku zrobiło się spokojniej. Mourinho mówił, że Superpuchar to najmniej ważne trofeum, a gdyby musiał wybierać, wolałby przegrać, jeśli potem zatriumfowałby w lidze. Pomyśleć, że rok temu rewanż kończył się gigantyczną awanturą, a palec Mourinho wylądował w oku Vilanovy. Portugalczyk mówił później, że nie wie, kim jest jakiś Pito Vilanova. "Pito" to po hiszpańsku slangowe określenie penisa.

Wtedy telewizje i gazety pierwszy raz zauważyły 43-letniego szkoleniowca. Teraz czeka go wielkie wyzwanie, każda jego decyzja będzie porównywana do decyzji podejmowanych przed, w trakcie i po El Clásico przez Guardiolę. Na przebicie poprzednika szans wielkich nie ma, Barcelona Pepa w pierwszym meczu z Realem Mourinho wygrała 5:0, a prezes "Królewskich" Florentino Pérez mówił o "największej porażce w historii klubu".

Więcej o: