Hit ekstraklasy po raz kolejny zawiódł. Po raz kolejny potwierdziło się też, że nawet słabej Legii na jej boisku zagrozić nie jest w stanie nawet najpoważniejszy konkurent z kraju. Nieważne teraz, że w drugiej połowie piłkarze Henninga Berga biegali tylko za grającymi piłką rywalami. Legia najlepsza. Najlepsza wśród słabych.
Beznadziejny początek i znakomity finisz w Kielcach. Dwa gole bohatera kolejki Marcina Robaka uratowały punkt i pozwoliły szczecinianom wciąż cieszyć się mianem niepokonanych w tym roku. Gdyby mecz potrwał jeszcze kilka minut, niewykluczone, że ekipa Dariusza Wdowczyka wracałaby do domu z kompletem punktów.
Przez większość czasu w meczu ze Śląskiem nie zanosiło się na zwycięstwo Zawiszy. Przeciwnie. To goście byli bliżsi zdobycia gola, a ich gra była bardziej przekonująca. W pewnym momencie coś jednak przeskoczyło i punkty zostały w Bydgoszczy. Żal tylko kontuzji Michała Masłowskiego, który nie zagra już do końca sezonu.
- Co z tego, że byliśmy lepsi - mówili po meczu w Warszawie piłkarze Lecha. Kto się nie zgodzi, że to poznaniacy pozostawili lepsze wrażenie? Mecz nie stał jednak na tak wysokim poziomie, żeby choć z tego faktu mogli czuć przy Bułgarskiej zadowolenie. W tym starciu najbardziej liczyły się punkty, a te zostały przy Łazienkowskiej.
Nowy trener przyniósł Lechii szczęście. Piast został odprawiony z kwitkiem, kibicom się podobało, a i na dwie kolejki przed końcem sezonu zasadniczego w Gdańsku mają tylko punkt straty do pierwszej ósemki. Pytanie, czy moc nowego trenera wystarczy na dłużej czy tylko na jedno spotkanie.
Gdyby lubinianie przegrali z Wisłą, mogliby mówić od dużym pechu. To oni byli w poniedziałkowym meczu lepsi, a fatalny błąd jednego z obrońców niemal zniweczył cały trud włożony w spotkanie. Tak się jednak nie stało, bo kibice miedziowych obejrzeli jeden z najefektowniejszych finiszów od lat. Brawo!
Sześć zwycięstw z rzędu spowodowało euforię w Chorzowie. Czas pokazał, że spokojne utrzymanie to wszystko na co mają ochotę piłkarze z Cichej. Obecnie zespół Jana Kociana zmienił front i skoro sam zapewnił sobie spokój, lubuje się w rozdawaniu punktów drużynom, które wciąż zagrożone są spadkiem.
Słabo wyglądali piłkarze Franciszka Smudy na tle zdeterminowanych lubinian, a mimo to mogli z wyjazdu przywieźć komplet punktów. W końcówce dali jednak pokaz piłkarskiej nieudolności w tak dużym stopniu, że nawet Michał Miśkiewicz, całkiem niedawno uznawany za jednego z najlepszych piłkarzy swojej drużyny, wyszedł na fajtłapę.
Pierwsze pół godziny meczu w Zabrzu zwiastowało katastrofę w wykonaniu Jagiellonii. Wydawało się, że Górnik pomści białostocką porażkę innego ze śląskich klubów (Ruch przegrał na Podlasiu 0:6). Wtem nastąpił jednak cud i zamiast łomotu, piłkarze Piotra Stokowca dostali od zabrzan punkt.
Zespół z Kielc stać na bardzo wiele, ale jedynie w granicach godziny gry. Później piłkarzy Korony zaczynają łapać skurcze, ostra gra fair przeistacza się w spóźnione wślizgi, a najczęściej winien wszystkiemu jest sędzia. Mimo wszystko tak pogonić Pogoń, nawet jeśli mowa o godzinie gry, dawno nikt nie potrafił.
W Bydgoszczy Śląsk prezentował całkiem dobrą grę i wydawało się, że to drużyna gości zgarnie pełną pulę. Stało się jednak odwrotnie i w maju we Wrocławiu może być naprawdę gorąco.
Trudno coś wywnioskować z postawy bielszczan. Raz potrafią zagrać tak beznadziejnie jak przeciwko Cracovii, a za chwilę wywożą z Chorzowa zwycięstwo, prezentując przez cały mecz poukładaną i konsekwentną grę.
Piast znów przegrał i tym samym uzupełnił grono drużyn, które zabijać się będą o ligowy byt już za miesiąc. Skoro o utrzymanie drżeć będzie musiał Śląsk Wrocław, to co mają powiedzieć w Gliwicach?
Piłkarze Górnika bardzo starają się, żeby spaść do dolnej części tabeli, ale chyba im się to nie uda. Przed nimi wyjazdowe spotkanie z Cracovią, która dla odmiany bardzo pragnie awansu do czołowej ósemki. Zapowiada się ciekawie.
Remisem u siebie z Widzewem piłkarze Pasów udowadniają, że bliżej im do dołu niż do góry tabeli. I chyba tak już zostanie. Ale uwaga! W następnej kolejce na Kałuży zagości gorszy od Widzewa w tym roku Górnik .
Każde "oczko" się liczy. Dzieląc dorobek w tym momencie, Widzew ma pięć punktów straty do bezpiecznego miejsca. Jak jeszcze coś odrobi, może liczyć się w walce o ligę do końca.