Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Zarobki sportowców w Trójmieście. Nie jak za Krauzego, ale też bogato

Lubisz grać w koszykówkę i wydaje ci się, że jesteś dobry? A co byś powiedział, gdyby dawali ci za to milion dolarów, a do tego apartament w Sea Towers i służbowe auto? Tak zarabiali kiedyś sportowcy w Trójmieście. Teraz eldorado się skończyło - za kopanie piłki można dostać "tylko" 40 tys. zł. Miesięcznie
Ryszard Krauze Ryszard Krauze Fot. Dominik Sadowski / AG

Eldorado u Ryszarda Krauzego

Największe eldorado w Trójmieście mieli przez lata koszykarze, sponsorowani - najpierw w Sopocie, a potem w Gdyni - przez biznesmena Ryszarda Krauzego (na zdjęciu). On sam też grał w koszykówkę, miłością do tego sportu starał się zarazić syna Aleksandra i potrafił hojnie obdarowywać największe gwiazdy Prokomu.

Rekordowy budżet drużyna Krauzego miała w sezonie 2007/2008, kiedy wynosił on 25 mln zł. Pieniądze jak na polską koszykówkę kosmiczne, ale wtedy do Sopotu ściągano graczy z najwyższej półki. I przepłacano. Najwyższe kontrakty dostali finalista NBA Travis Best i mistrz olimpijski Ruben Wołkowyski - obaj mieli zarobić w Prokomie po milion dolarów, a na ich zatrudnienie naciskał sam Krauze. Best i Wołkowyski zarobili ostatecznie mniej, bo nie wytrzymali w Trójmieście całego sezonu. Zawiedli, grali słabo i umowy z nimi rozwiązano już w listopadzie, obowiązywały tylko cztery miesiące.

Koszykarzem, który zarobił w Prokomie najwięcej, jest zatem mistrz świata, Serb Milan Gurović. On też dołączył do drużyny w tym samym czasie, co Best i Wołkowyski, dostał ciut mniejszy kontrakt - 700 tys. euro, ale w porównaniu z Amerykaninem i Argentyńczykiem został z zespołem do końca sezonu. Zarobił kokosy, ale poprowadził też Prokom do kolejnego mistrzostwa Polski, rzucając w decydującym meczu z Turowem Zgorzelec 36 pkt.

25.05.2008 SOPOT , KOSZYKOWKA , CZWARTY MECZ PROKOM TREFL SOPOT - TUROW ZGORZELEC O MISTRZOSTWO POLSKI . NZ. MILAN GUROVIC I THOMAS KELATI ROZPOCZELI NA PARKIECIE W 13 MINUCIE MECZU WALKE NA PIESCI  FOT. BEATA KITOWSKA / AGENCJA GAZETA SLOWA KLUCZOWE: BITWA BOJKA KLOTNIAMilan Gurović. Fot. Beata Kitowska

W klubie Krauzego było tyle pieniędzy, że - według różnych anegdot - szefowie Prokomu proponowali koszykarzom większe zarobki, niż... chcieli sami zawodnicy. Tak miało być z Robertasem Javtokasem, który podczas negocjacji w Trójmieście, po ustaleniach z agentem, specjalnie rzucił zawyżoną kwotę, żeby miał ją z czego zbijać. Kiedy Litwin ogłosił, ile chciałby zarabiać i czekał na twardy opór, usłyszał, że bez problemu tyle dostanie, a nawet "dorzucimy ci jeszcze kilka tysięcy euro...". Choć Javtokas i tak nie podpisał umowy.

Po rozbiciu koszykówki w Trójmieście, kiedy mistrz Polski przeniósł się z Sopotu do Gdyni, pensje koszykarzy nie były już tak bajeczne, ale nadal wysokie. Jeden z najlepszych koszykarzy w historii trójmiejskiej koszykówki Qyntel Woods, zaraz po tym, jak dostawał miesięczną wypłatę, miał w zwyczaju oznajmiać: "No to idę po nowego rolexa". I jechał go zamówić przez internet do swojego apartamentu w Sea Towers w Gdyni, do którego dojechał oczywiście służbowym samochodem. Podobne auta i apartamenty mieli też inni zawodnicy.

30.03.2010 GDYNIA EUROLIGA . LINAS KLEIZA (L) I QYNTEL WOODS (C) PODCZAS MECZU KOSZYKOWKI : ASSECO PROKOM GDYNIA - OLYMPIACOS PIRAEUS . Qyntel Woods. Fot. Renata Dąbrowska

A.J. Walton A.J. Walton fot. Łukasz Głowala / Agencja Gazeta

Teraz gwiazda za 1,5 tys. dolarów

Eldorado skończyło się w momencie, kiedy Krauze podjął decyzję, że wycofuje się ze sponsorowania koszykówki i sportu w ogóle. Było to w lutym 2013 r., choć na początku tego sezonu lider zespołu Łukasz Koszarek dostał jeszcze pensję w wysokości 80 tys. zł miesięcznie. Problem w tym, że zaraz po rozpoczęciu rozgrywek Krauze przestał płacić zawodnikom, a firma Asseco - która przejęła klub, żeby go ratować, też nie zamierzała płacić wygórowanych pensji. W efekcie z zespołu odeszli najdrożsi gracze.

W ostatnim sezonie, kiedy Asseco od początku samo budowało budżet, drużyna z Gdyni miała jedne z najmniejszych pieniędzy w lidze. Firma z Rzeszowa łata jeszcze dziury z poprzednich lat i nie ma zamiaru (przynajmniej na razie) szastać pieniędzmi. Budżet klubu to ok. 2 mln zł, z czego 900 tys. zł przeznaczono na pensje wszystkich koszykarzy. Czyli przez cały rok cały zespół zarobi w sumie zaledwie trzy razy więcej, niż siedem lat temu Best dostawał za jeden miesiąc grania. Ale teraz w Gdyni nie ma już kontraktów po milion dolarów. Największa umowa to 2,5 tys. euro miesięcznie, tyle dostawał np. Rosjanin Fiodor Dmitriew. A największa gwiazda drużyny, Amerykanin A.J. Walton (na zdjęciu), który okazał się też jednym z najlepszych graczy w całej lidze, miał zarobki w wysokości 1,5 tys. dolarów miesięcznie, na dodatek podpisał od razu kontrakt na dwa lata.

Oczywiście wysokość budżetu, pensje i klasa koszykarzy odbiły się na wynikach zespołu, który w tym sezonie odpadł już w ćwierćfinale, choć wielu wieszczyło, że z takim składem i takimi pieniędzmi Asseco nie zakwalifikuje się nawet do najlepszej ósemki ligi.

Paweł Dawidowicz (z lewej) Paweł Dawidowicz (z lewej) Fot. Jan Kowalski / Agencja Gazeta

Talent na miarę Benfiki? Za 3 tys. zł

Zarobki sportowców budzą zazwyczaj wiele dyskusji, nie brakuje opinii, że mają za wysokie pensje w stosunku do umiejętności i wkładanego w wykonywany zawód wysiłku.

Najczęściej krytykowaną grupą są piłkarze. Dla przykładu, jeden z najlepszych piłkarzy na świecie Cristiano Ronaldo we wrześniu 2013 r. podpisał pięcioletni kontrakt z Realem Madryt, który gwarantuje mu ok. 17 mln euro, czyli ponad 70 mln zł za sezon gry. Po przeliczeniu daje to astronomiczną kwotę 200 tys. zł... dziennie. W tym roku przebił go jeszcze Leo Messi, któremu Barcelona będzie teraz płacić 20 mln euro rocznie. Połowę mniej dostanie w Bayernie Monachium najlepszy polski piłkarz Robert Lewandowski.

Największe gwiazdy futbolu należą do krezusów, ale i piłkarze polskiej ekstraklasy nie powinni narzekać. Ot choćby Manuel Arboleda, któremu miesięcznie do kieszeni wpada od Lecha Poznań wypłata w kwocie 140 tys. zł. Dobrze płaci się również w zespole mistrza Polski Legii Warszawa, gdzie ponad 100 tys. zł miesięcznie kasują Orlando Sa oraz Helio Pinto. Również powyżej 100 tys. na miesiąc pobiera z kasy Śląska Wrocław Sebastian Mila.

A jak płaci się w Lechii? Polityka finansowa gdańskiego klubu zabrania tworzenia kominów płacowych, choć dla najlepszych robiono wyjątki - w minionych sezonach Abdou Razack Traore czy Bedi Buval mogli liczyć na miesięczną pensję w wysokości 50 tys. zł. Temu pierwszemu, żeby tylko został w Gdańsku, Lechia była gotowa podwyższyć pensję nawet do 100 tys.

15.08.2011 . GDANSK PILKARZE LECHII GDANSK PLYWAJA KAJAKAMI PO MOTLAWIE . ABDOU RAZACK TRAORE (L) .  FOT. RENATA DABROWSKA / AGENCJA GAZETA  SLOWA KLUCZOWE: LECHIA GDANSKAbdou Razack Traore. Fot. Renata Dąbrowska

Dziś najwyższymi kontraktami mogą się pochwalić ściągnięci z Rosji Maciej Makuszewski i Zaur Sadajew, którzy według naszych informacji dostają 40 tys. zł miesięcznej wypłaty. Z kolei nowy nabytek gdańskiego klubu, bramkarz Dariusz Trela, który dołączy do drużyny od 1 lipca, ma otrzymywać miesięcznie 30 tys. zł.

Pozostali piłkarze Lechii zarabiają mniej - ich pensje wahają się od kilkunastu do dwudziestu kilku tys. zł. Dla przykładu - w zeszłym sezonie 23 tys. zł miesięcznie zarabiał zawodzący od samego początku obrońca Piotr Brożek. Najniższe kontrakty mają najmłodsi piłkarze. Nawet Paweł Dawidowicz (na zdjęciu u góry slajdu), sprzedany ostatnio przez Lechię do Benfiki Lizbona za dwa miliony euro. Jeszcze do niedawna Dawidowicz dostawał w Gdańsku 3 tys. zł miesięcznie, ale od 1 stycznia dostał podwyżkę i do czerwca będzie zarabiał dwukrotność tej kwoty.

15 goli, podwyżka, a potem... lipa

Podobnie, jak w koszykówce, wraz z kłopotami i wycofaniem się Krauzego, tłuste lata skończyły się u piłkarzy Arki Gdynia. Za czasów prosperity biznesmena, kiedy trenerem był dbający o interesy swoich piłkarzy Wojciech Stawowy, najlepsi zawodnicy dostawali w Gdyni wypłaty w granicach kilkudziesięciu tysięcy złotych. I to w I lidze, bo Arka została zdegradowana z powodu korupcji! Sam Stawowy, według różnych źródeł, inkasował powyżej 75 tys. zł, miał też do dyspozycji samochód, mieszkanie i inne luksusy.

Dziś Arka nadal jest w I lidze, ale najbardziej doświadczeni piłkarze mogą liczyć na pobory rzędu kilkunastu tysięcy. 14 tys. zł miesięcznie zarabia podstawowy, środkowy obrońca Arki. Z kolei inny zawodnik z przeszłością ekstraklasową co miesiąc może liczyć na kwotę blisko 20 tys. zł. 10 tys. dostaje pierwszy bramkarz żółto-niebieskich, jego zmiennik musi się zadowolić kwotą o cztery tysiące złotych niższą.

Dobrą postawą w rundzie wiosennej na solidną podwyżkę pracuje Mateusz Szwoch. Wielce prawdopodobne jednak, że wyższy kontrakt Szwoch wynegocjuje po 30 czerwca, kiedy zwiąże się umową... z nowym pracodawcą. Wtedy wygasa bowiem jego kontrakt z Arką, na mocy którego pobiera sumę ok. 7 tys. zł. Pensję w granicach 4-5 tys. ma Paweł Wojowski, który wiosną przebojem wszedł do składu Arki, a niedawno przedłużył z nią kontrakt.

17.03.2013 Gdynia , Mateusz Szwoch (L),  Arka Gdynia kontra Cracovia Krakow Fot. Rafal Malko / Agencja Gazeta  SLOWA KLUCZOWE: /FR/Mateusz Szwoch. Fot. Rafał Malko

Ponad tysiąc złotych dostają od Arki piłkarze, którzy są jeszcze juniorami. Na rękę to kilkaset złotych, ale dochodzą do tego koszty utrzymania w internacie plus dodatkowa opieka medyczna. Dopiero pierwszy profesjonalny kontrakt z pierwszą drużyną zagwarantuje im wzrost uposażenia.

Na wysokie zarobki nie miał co liczyć następca zwolnionego niedawno Pawła Sikory. Jak nieoficjalnie udało nam się ustalić, działacze Arki szukali trenera, który zgodzi się przejąć zespół w trudnym momencie za 6 tys. zł miesięcznie. Skusił się Piotr Rzepka.

Kwotę między 11 a 13 tys. ma wpisaną w kontrakcie Marcus da Silva (na zdjęciu na górze slajdu). Brazylijczyk wynegocjował takie warunki po udanym poprzednim sezonie, w którym strzelił aż 15 goli. Negocjacje w sprawie podwyżki przeciągały się w czasie - da Silva miał oferty z klubów z ekstraklasy, ale ostatecznie wybrał Arkę. W tym sezonie, po podwyżce, gra dużo gorzej albo leczy kontuzje.

W Gdyni w tym sezonie piłkarze mogli też liczyć na wysokie premie. Szefowie klubu awans do ekstraklasy wycenili na 800 tys. zł, do podziału na cały zespół. Licząc, że kadra drużyny liczy ok. 25 nazwisk plus sztab trenerski, daje to kwotę ok. 27 tys. na głowę.

300 tys. zł za sam podpis

Choć zarobki piłkarzy robią wrażenie, to krezusami są dopiero żużlowcy jeżdżący w Polsce. Ci najlepsi zarabiają dużo lepiej, niż największe gwiazdy piłkarskiej ekstraklasy. Ale trzeba pamiętać, że to wśród sportowców specyficzna grupa zawodowa. Sporą część pieniędzy zarobionych na torze zawodnicy muszą bowiem zainwestować w sprzęt, opłacić nie tylko zakup motocykli i silników, ale przede wszystkim ich remonty i tuning. A ci najlepsi mają do dyspozycji nawet kilkanaście maszyn. Ponadto każdy żużlowiec posiada swój team (menedżer, mechanicy), który również opłaca z własnej kieszeni. Do tego dochodzą jeszcze podróże, większość zawodników startuje bowiem w kilku ligach zagranicznych (gdzie zarobki są raczej symboliczne). To wszystko nie zmienia jednak faktu, że w Polsce żużlowcy zarabiają godne pieniądze. I to pomimo tego, że naszą ligę przynajmniej teoretycznie trawi kryzys i nie wzbudza ona już takiego zainteresowania kibiców, jak kilka czy kilkanaście lat temu.

W 2013 r. pierwsze miejsce na liście płac zajął Tomasz Gollob (Unibax Toruń), który w sumie zarobił 2,6 mln zł. Powyżej dwóch milionów zainkasowali również Duńczyk Nicki Pedersen (PGE Marma Rzeszów) - 2,3 mln, Amerykanin Greg Hancock (Polonia Bydgoszcz) - 2,2 mln oraz Jarosław Hampel (Falubaz Zielona Góra), Australijczyk Chris Holder (Unibax Toruń) i Szwed Andreas Jonsson (Falubaz) - po 2 mln zł.

02.07.2013 Gdansk , stadion PGE Arena, konferencja prasowa przed zuzlowymi mistrzostwami Europy z udziałem Tomasza Golloba . FOT. Renata Dabrowska / Agencja Gazeta Tomasz Gollob. Fot. Renata Dąbrowska

Wybrzeże Gdańsk tak wielkich stawek nie płaci, tym bardziej że klub od kilku lat ma poważne kłopoty finansowe. To nie znaczy jednak, że gdańscy zawodnicy klepią biedę. W ostatnich latach rekordową stawkę wynegocjował wspomniany Pedersen, który był zawodnikiem Wybrzeża w sezonie 2012. Wówczas Duńczyk za sam podpis pod kontraktem zainkasował 500 tys. zł, z kolei każdy zdobyty przez niego punkt miał wartość 5 tys. zł. Pedersen w całym sezonie wywalczył ich razem z bonusami aż 264, a to oznacza, że w sumie kosztował Wybrzeże ponad 1,8 mln zł.

Teraz żużlowcy gdańskiego zespołu o takich stawkach mogą jedynie pomarzyć. W obecnym sezonie najdroższym zawodnikiem Wybrzeża jest Leon Madsen (na zdjęciu u góry slajdu). Duńczyk za podpis dostał 300 tys. zł, a każdy punkt wyceniony został na 4,5 tys zł. Jeżeli utrzyma on skuteczność z poprzedniego sezonu i wystąpi w większości meczów, z tego tytułu na jego konto wpłynąć powinno ok. 500-600 tys. zł. Co ciekawe, dużo słabsze warunki wynegocjował teoretycznie najlepszy zawodnik zespołu Fredrik Lindgren (uczestnik cyklu Grand Prix). Za podpis pod kontraktem Szwed zainkasował "tylko" 150 tys. zł, a za każdy punkt otrzymuje 3,8 tys. zł.

Jeden zespół, różne pensje - od 4 do 50 tys. zł

Na pensje nie mogą narzekać także siatkarze, a nawet siatkarki, choć ich liga jest mniej popularna. Pół miliona złotych za sezon to dla najlepszych zawodników standard, a mówimy tylko o lidze polskiej, która jest w tyle w porównaniu do Turcji, Włoch, Rosji czy Azerbejdżanu, gdzie dostaje się często kontrakty życia.

Właśnie taki proponowano Małgorzacie Glince, kiedy kończyła przygodę w Stambule, gdzie zarabiała ok. 300 tys. euro. Od kolejnego sezonu w jednym z klubów z Azerbejdżanu miała podobno zarabiać nawet trzy razy więcej (!), ale bardzo zależało jej już na powrocie do Polski. Mimo mocnych pokus ze strony Atomu Trefla Sopot, Glinka poszła do Chemika Police, gdzie potężny sponsor łoży na klub olbrzymie pieniądze. Dzięki temu Glinka może zarabiać nawet 200 tys. zł miesięcznie, co daje ponad 2 mln zł rocznie.

Dla porównania w Trójmieście, gdy Atom Trefl Sopot (sezon 2011/2012) stać było na naprawdę wysokie kontrakty, największe wynagrodzenia otrzymywały Małgorzata Kożuch - 790 tys. zł rocznie, Megan Hodge - 660 tys. zł i Neriman Ozsoy - 520 tys. zł. Obecnie najlepsze zawodniczki w Sopocie dostają nawet ok. 400-500 tys. zł za sezon. W większości jednak miesięcznie stawki w zespole utrzymują się na poziomie od 4 do 10 tys. zł.

Podobne, a nawet większe pieniądze, zarabiają w siatkówce także mężczyźni, choć aby naprawdę dobrze zarobić trzeba raczej wyjechać za granicę, np. do Rosji. Tak uczynił np. Michał Winiarski, któremu Fakieła Nowy Urengoj zaproponowała ok. 1,5 mln zł rocznie. Dla porównania w sezonie 2012/2013 Winiarski zarabiał w Skrze Bełchatów dwa razy mniej. Bardzo wysoki kontrakt za czasów gry w Rosji, w Dynamie Moskwa, wywalczył Bartosz Kurek, który za jeden sezon zarobił niemal 2,5 mln zł.

15.02.2014 Gdansk .  Lotos Trefl Gdańsk - Jastrzebski Wegiel . fot. Lukasz Glowala / Agencja Gazeta  SLOWA KLUCZOWE: soczi 2014 olimpiada biegi narciarskie  /FR/Jakub Jarosz. Fot. Łukasz Głowala

W Gdańsku w Lotosie Treflu pensje rozpoczynają się od ok. 4 tys. zł, a kończą nawet na kilkudziesięciu tysiącach. W ostatnim sezonie najwięcej zarabiał z pewnością sprowadzany jako gwiazda Jakub Jarosz, który w poprzednim klubie, Andreoli Latina, za sezon zarobił 800 tys. zł.

Więcej o: