Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Nie tylko 1983 rok. Pamiętne mecze Lechii Gdańsk w Pucharze Polski

22 czerwca 1983 roku. Ta data na zawsze wpisze się w historię Lechii Gdańsk, która tego dnia zdobyła Puchar Polski, pokonując w Piotrkowie Trybunalskim Piasta Gliwice 2:1. Z okazji 30 rocznicy zdobycia przez Lechię Pucharu Polski trojmiasto.sport.pl przypomina inne pamiętne mecze biało-zielonych w tych rozgrywkach.

29 września 1955 roku. Legia Warszawa - Lechia w finale

Po dziesięciu latach od powstania klubu, biało-zieloni osiągają swój pierwszy sukces. Beniaminkowi ekstraklasy udało się awansować do finału Pucharu Polski, w którym Lechia zmierzyła się z Legią Warszawa. Podopieczni trenera Tadeusza Forysia z Romanem Koryntem (na zdjęciu) i Romanem Rogoczem w składzie, w starciu z warszawiakami byli jednak bez szans. Lechia przegrał spotkanie 0:5, a bramki strzelali jej Henryk Kempny (trzy), Ernest Pol i Jerzy Słaboszewski. Obok spotkania z Piastem w 1983 roku, mecz z 1955 roku jest jedynym występem biało-zielonych w finale Pucharu Polski.

Tomasz Korynt Tomasz Korynt Fot. Kamil Gozdan / AG

11 sierpnia 1974. Warfama Dobre Miasto - Lechia w 1/32

Spotkanie w Dobrym Mieście przejdzie do historii Lechii, jako jedna z największych "strzelanin" w historii klubu. W samo południe 11 sierpnia 1974 biało-zieloni w 1/32 pokonali Warfamę aż 10:2. Hat-trickiem w tym spotkaniu popisał się Leonard Radowski, po dwie bramki w tym spotkaniu zdobyli Zdzisław Puszkarz i Tomasz Korynt (na zdjęciu), a po jednej Krzysztof Matuszewski, Andrzej Głownia oraz Janusz Makowski. Sukces w spotkaniu ze słabiutkim rywalem nie natchnął jednak gdańszczan do dalszych sukcesów, bo w 1/16 finału Lechia odpadła po rzutach karnych z Pogonią Szczecin.

W poniedziałek oficjalnie otwarto muzeum Lechii Gdańsk, które mieści się na PGE Arenie. Kustosz muzeum Zbigniew Zalewski, dzięki pomocy wielu darczyńców, zgromadził ok. 1600 eksponatów, głównie dotyczących sekcji piłkarskiej, ale nie tylko (są również gabloty poświęcony rugby, podnoszeniu ciężarów czy lekkiej atletyce). Muzeum otwarte będzie dla zwiedzających codziennie oprócz poniedziałków i dni meczowych, w godz. 10-16 (bilet wstępu 5 zł normalny, 3 zł ulgowy). Zapraszamy na galerię zdjęć przedstawiających najciekawsze eksponaty. Powyżej gablota Zdzisława Puszkarza W poniedziałek oficjalnie otwarto muzeum Lechii Gdańsk, które mieści się na PGE Arenie. Kustosz muzeum Zbigniew Zalewski, dzięki pomocy wielu darczyńców, zgromadził ok. 1600 eksponatów, głównie dotyczących sekcji piłkarskiej, ale nie tylko (są również gabloty poświęcony rugby, podnoszeniu ciężarów czy lekkiej atletyce). Muzeum otwarte będzie dla zwiedzających codziennie oprócz poniedziałków i dni meczowych, w godz. 10-16 (bilet wstępu 5 zł normalny, 3 zł ulgowy). Zapraszamy na galerię zdjęć przedstawiających najciekawsze eksponaty. Powyżej gablota Zdzisława Puszkarza Fot. Dominik Werner / Agencja Gazeta

26 listopada 1978. Lechia - Wisła Kraków w 1/4

Biało-zieloni w rozgrywkach Pucharu Polski sezonu 1978/1979 szli jak burza. W pierwszej rundzie pokonali na wyjeździe Gryf Słupsk 2:1, a w 1/32 finału Wielim Szczecinek 4:0. Kolejne dwa spotkania to kolejne wygrane - w 1/16 z Widzewem Łódź 2:1, a w 1/8 z Unią Tarnów 3:0. Marsz Lechii po Puchar Polski zatrzymała dopiero krakowska Wisła w ćwierćfinale. "Biała Gwiazda", która była wówczas aktualnym mistrzem Polski prowadziła w Gdańsku po golu Zdzisława Kapki 1:0, ale w 73. minucie wyrównał Henryk Kliszewicz. Nadzieje na awans gdańskiej drużyny pogrzebał na dwie minuty przed końcem meczu Andrzej Targosz. Straconej szansy na awans do półfinału mocno żałowali fani Lechii, zastanawiając się, co by było, gdyby w meczu mógł zagrać kontuzjowany Zdzisław Puszkarz (na zdjęciu jego gablota w Muzeum Lechii). Ostatecznie Do najlepszej czwórki PP awansowała Wisła, która w półfinale wygrała w meczu z Zagłębiem Lubin 3:0. W finale piłkarze spod Wawelu musieli jednak uznać wyższość Arki Gdynia, która pokonała Wisłę 2:1.

Dariusz Gładyś Dariusz Gładyś Fot. Renata Dąbrowska / Agencja Gazeta

15 września 1993. Arka Gdynia - Lechia w 1/32

Jedyne jak do tej pory derby Trójmiasta w rozgrywkach Pucharu Polski. Bardziej szczęśliwe okazały się dla żółto-niebieskich, którzy skromnie, bo skromnie, ale pokonali Lechię 1:0 po bramce strzelonej przez Wojciecha Sobczaka, który strzałem głową pokonał bramkarza Lechii Dariusza Gładysia (na zdjęciu).

26 września 2007. Lechia - Górnik Zabrze w 1/32

To już był powiew ekstraklasy. Drugoligowa Lechia, która odrodziła się z piłkarskiego niebytu w 2001 roku, grała u siebie z ekstraklasowym Górnikiem, który przyjechał do Gdańska w roli zdecydowanego faworyta. I przez niemal cały mecz wydawało się, że z tej roli wywiąże się w 100 procentach. Po bramce Adama Dancha z 23 minuty Górnicy utrzymywali skromne prowadzenie 1:0. W 88. minucie heroicznie walczący podopieczni Dariusza Kubickiego doprowadzili do remisu za sprawą Pawła Buzały (na zdjęciu). W dogrywce, ten sam piłkarz strzelił drugą bramkę, na którą szybko odpowiedział jednak Tomasz Zahorski.

W konkursie rzutów karnych bohaterem był Paweł Kapsa, który obronił "jedenastkę" wykonywaną przez Marisa Smirnovsa w ostatniej serii, czym zapewnił biało-zielonym przepustkę do 1/16 finału. W niej gdańszczanie aż 5:1 pokonali Wisłę Płock, a w ćwierćfinale trafili na Legię Warszawa. Tej ekstraklasowej przeszkody Lechia już nie pokonała, ulegając dwukrotnie po 0:1.

 

6 kwietnia 2010. Lechia - Jagiellonia Białystok w 1/2 finału

Ten mecz mocno zachwiał karierą Tomasza Kafarskiego, który wówczas był trenerem Lechii. Biało-zieloni stali przed olbrzymią szansą na powtórzenie osiągnięcia z 1955 i 1983 roku, czyli awansu do finału. W pierwszym meczu półfinałowym Lechia pogrzebała jednak historyczną okazję, bo przegrała u siebie z Jagiellonią 1:2, po bramkach Rafała Grzyba i Bruno. Dla biało-zielonych honorowego gola zdobył w 90. minucie Hubert Wołąkiewicz z rzutu karnego. Wcześniej, bo w 71. minucie jedenastki nie wykorzystał Karol Piątek. Porażka nie byłaby tak bolesna, gdyby nie decyzja trenera Kafarskiego, który w spotkaniu z drużyną z Białegostoku w pierwszym składzie wystawił graczy, którzy nie łapali się do składu w meczach ekstraklasy. Ten eksperyment obrócił się przeciwko Kafarskiemu, któremu kibice Lechii do dziś wypominają tamtą porażkę.

Tomasz Kafarski Tomasz Kafarski Fot. Paweł Małecki / Agencja Gazeta

20 września 2011. Limanovia Limanowa - Lechia w 1/16 finału

Dla 15-tysięcznego miasteczka wizyta zespołu z ekstraklasy była prawdziwym świętem. Jeszcze większym byłoby zwycięstwo nad faworyzowanym rywalem. I choć wielu przecierało oczy ze zdumienia, to jednak fakt pozostaje niezaprzeczalny. III-ligowa Limanovia pokonała Lechię 1:0, co w Gdańsku odebrano, całkiem słusznie, za jedną z największych kompromitacji ostatnich lat. Jedynym piłkarzem, który stanął na wysokości zadania, był nieopierzony jeszcze golkiper Lechii, Wojciech Pawłowski.

A tak trener Kafarski wspomina tamto spotkanie: "To był prawdziwy blamaż i moja największa porażka, jako trenera. Do dziś, jak słyszę nazwę miejscowości Limanowa, to mam bóle głowy, jak mogliśmy do tego doprowadzić. Niech mi wszyscy uwierzą, że byliśmy wtedy słabszym zespołem. I nie wynikało to z odpuszczenia czy zlekceważenia rywali. Piłkarze po tym meczu byli niesamowicie zmęczeni, zostawili na boisku wszystko, co mieli, a może i więcej, a nie przełożyło się to na wygraną. A co musiało dziać się w głowach moich zawodników, to wiedzą tylko oni sami."