Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Serie A. Kryzysowe derby, czyli co wiemy po meczu Milan - Inter

Spotkania Milanu z Interem zawsze są emocjonujące. Ostatnio niestety wyłącznie ze wzgląd na wspaniałą historię obu klubów. Niedzielne "Derby della Madonnina" podkreśliły kilka słabości obu zespołów, nieprzypadkowo zajmujących obecnie siódme oraz dziewiąte miejsce w tabeli Serie A. Milan zremisował z Interem 1:1, a gole strzelali Menez dla Milanu oraz Obi dla Interu.
Fernando Torres i Juan Jesus Fernando Torres i Juan Jesus ANTONIO CALANNI/AP

Torres, ciało obce

- Gdy tylko przybyłem do Mediolanu, od razu spojrzałem na terminarz, by zobaczyć kiedy zagramy z Interem. Marzyłem o udziale w takim spotkaniu od dziecka - mówił przed meczem Fernando Torres. Gdyby życie było bajką, Torres po słabym początku w Milanie strzeliłby zwycięskiego gola w derbach, stając się ulubieńcem kibiców. Tylko że trudno zdobyć bramkę, gdy nie oddaje się żadnego strzału. Nawet niecelnego. Hiszpan coraz bardziej wygląda na ciało obce w ekipie Filippo Inzaghiego, zupełnie odizolowane od reszty drużyny. Wystarczy spojrzeć na jego statystyki, które perfekcyjnie oddają jego grę - zaledwie 29 kontraktów z piłką, ledwie jeden udany drybling, trzy pojedynki główkowe przegrane...

Z taką grą prędzej czy później wyląduje na ławce, niezależnie od wsparcia prezydenta Silvio Berlusconiego. W tej chwili tylko zabiera miejsce lepiej prezentującym się zawodnikom, takim jak Keisuke Honda (to Japończyk wszedł za niego w 73. minucie). Ambicji odmówić mu nie można, częściowo winni są również jego koledzy, ale Milan momentami wyglądał, jakby grał w dziesiątkę. - Torres daje z siebie wszystko i zawsze używam przykładu Hernana Crespo. Carlo Ancelotti wierzył w niego nawet gdy nie strzelał przez dwa miesiące, ale gdy się przełamał, nie mógł przestać strzelać - broni swojego podopiecznego Inzaghi.

Awaryjna obrona i pomoc Milanu

Sulley Muntari wraz z Michaelem Essienem w pierwszej połowie nie pozwalali piłkarzom Interu na zbyt wiele. Rzucali się na nich jak wściekłe psy. Muntari tak "uszkodził" Dodo, że ten krwawił przez większość spotkania. Siła, siła i jeszcze raz siła. Ale finezji brakowało. To ich błędy naprawiać musieli Philippe Mexes i Giacomo Bonaventura, za co dostali po żółtej kartce. To spotkanie pokazało też, jak wiele Milan traci bez de Jonga. To Muntari był bardziej cofniętym zawodnikiem, ale jak na tę pozycję jest zbyt nieodpowiedzialny. To personifikacja chaosu. W 8. minucie w zupełnie niegroźnej sytuacji podał piłkę do Mauro Icardiego, miał stuprocentową sytuację. Na szczęście Muntariego Argentyńczyka powstrzymał Diego Lopez. Po kilku minutach powinien dostać żółtą kartkę. A czym dłużej trwał mecz, tym więcej błędów popełniał. Zauważył to Inzaghi, zmieniając go na kwadrans przed końcem.

Ale awaryjna jest też obrona Milanu. Cristian Zapata przez całe spotkanie grał niemal bezbłędnie. Niemal, bo pomylił się w jednej sytuacji. Jego nieudane wybicie trafiło pod nogi Joela Obiego, który wyrównał na 1-1. Taki właśnie jest problem z Kolumbijczykiem czy Mexesem - jeśli grają dobrze niechybnie oznacza to, że za chwilę coś zawalą. Chociaż Zapata już dwie kolejki temu zaliczył "popis", gdy w meczu z Palermo strzelił samobója oraz zawalił drugą bramkę. Milan przegrał wtedy 0-2 i nie wygrał już od pięciu spotkań.

Inter bez wyrazu, ale...

- Nie mamy jaj - mówił zwolniony ostatnio Walter Mazzarri. Zmiana trenera na razie nie poskutkowała pod tym względem, choć Roberto Mancini miał bardzo mało czasu - bo tylko pięć dni - na wprowadzenie własnych porządków. "Nerazzurri" grali... dziwnie. To najlepsze słowo na określenie ich gry. Zdecydowanie nie zachwycili, trudno pochwalić ich za ten mecz. Ale nie wolno też ich ganić; defensywa dobrze radziła sobie z atakami Milanu, a Yuto Nagatomo stwarzał spore zagrożenie na prawej flance. Jak na "nowy początek" i radykalną zmianę formacji (z 3-5-2 na 4-3-1-2) nie było źle. Mancini ma w czym rzeźbić, choć może żałować słabego występu Mauro Icardiego. Przed spotkaniem z Milanem strzelił cztery ostatnie ligowe gole dla Interu, ale w niedzielę zmarnował trzy bardzo dobre okazje - w normalnej dyspozycji zdobyłby co najmniej jedną bramkę. Inter mógł zdobyć trzy punkty.

Roberto Mancini Roberto Mancini ALESSANDRO GAROFALO/REUTERS

Kto będzie liderem Interu?

Tuż za napastnikami Interu wystąpił Mateo Kovacić, ale ktoś oglądający to spotkanie nieco mniej uważnie mógł nie zauważyć Chorwata. Podawał dokładnie, ale bezpiecznie - zbyt bezpiecznie, zabrakło prostopadłych zagrań czy też błyskotliwych rajdów, z których jest znany. Ale miał za mało miejsca i nie mógł się odnaleźć w tej sytuacji. - To młody piłkarz i nauczy się na swoich błędach. Musi się uczyć, na przykład nie przytrzymywać zbyt długo piłki, by zrobić coś prostego - stwierdził Mancini po meczu. A może zdecyduje się wycofać go do drugiej linii, gdzie będzie miał więcej przestrzeni, a za napastnikami postawi na Hernanesa? Możliwości ma kilka, ale czasu na eksperymenty mało. Za tydzień "Nerazzurri" jadą do Rzymu na mecz z AS Romą.

Stephan El Shaarawy był - i chyba nadal jest - wielką nadzieją włoskiego futbolu. Stephan El Shaarawy był - i chyba nadal jest - wielką nadzieją włoskiego futbolu. ALESSANDRO GAROFALO/REUTERS

Nadzieje Milanu zawodzą

Silvio Berlusconi marzy o Milanie, w barwach którego graliby sami Włosi, najlepiej młodzi i wychowankowie. Większość tych założeń spełnia lewa strona, gdzie grają Mattia De Sciglio oraz Stephan El Shaarawy (nie jest wychowankiem). To również dwie największe nadzieje "Rossoneri" na powrót do starych, dobrych czasów. Ale obaj ostatnio mają spore problemy. De Sciglio nie przypomina piłkarza, którym parę miesięcy temu miał interesować się Real Madryt czy Arsenal. Zniknęły jego największe atuty. Rzadziej angażuje się w akcje ofensywne, przez co rzadziej (i gorzej) dośrodkowuje. W obronie nie jest o wiele lepiej. Chyba nie jest zadowolony z gry na lewej stronie; bo tak naprawdę to prawy obrońca, ale to miejsce zarezerwowane jest dla świetnego w tym sezonie Ignazio Abate. Zastępujący go w niedzielę Adil Rami, nominalny środkowy defensor, spisał się nadspodziewanie dobrze. Na pewno lepiej od De Sciglio.

El Shaarawy za to... za bardzo się stara. Jest głodny gry i ładnie asystował przy bramce Jeremy'ego Meneza, biorąc wcześniej udział w rozegraniu akcji. Ale nazbyt stara się udowodnić swoją wartość. Pod koniec spotkania niepotrzebnie próbował sam strzelić gola. Zupełnie zignorował kolegów. Wcześniej w sytuacji sam na sam z Samirem Handanoviciem trafił w poprzeczkę. Stać go na więcej, co pokazał choćby swoim rajdem w poprzednim spotkaniu z Sampdorią (2-2). Strzelił wtedy pierwszego gola po 622 dniach.

Więcej o: