Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

W niedzielę Barcelona - Atletico. Mecz który zmieni losy wyścigu o mistrzostwo Hiszpanii?

- Z całym szacunkiem dla Realu Madryt, ale dziś to mecze Barcelony z Atletico są najlepszym daniem ligi. Tak podpowiada nie tylko tabela, ale i wrażenia z oglądania - mówi Sport.pl Kibu Vicuna, hiszpański trener, pracujący jako asystent Jana Urbana. - Faworytem jest Barca, ale tylko 55 procent do 45.

O 16.15 w Barcelonie mecz wiosny, a być może i mecz sezonu w Hiszpanii. Jeszcze miesiąc temu nikt by się nie spodziewał, że 4 marca na Camp Nou na szali może być też tytuł mistrzowski. Ale od tego czasu Atletico odrobiło aż 6 z 11 punktów straty do Barcelony. Lider zremisował w trzech z pięciu ostatnich meczów ligowych. Atletico od 28 stycznia wygrało już osiem meczów z rzędu, w tym sześć ligowych. A Antoine Griezmann tylko w lutym strzelił w lidze osiem goli, czyli o jednego więcej niż przez resztę sezonu. - Griezmann jest najlepszy w Atletico. Ale najważniejszy jest Diego Costa - mówi Sport.pl Kibu Vicuna, hiszpański trener, który od ponad 10 lat jest asystentem Jana Urbana w kolejnych klubach.

Paweł Wilkowicz: Barcelona rzeczywiście ma zadyszkę, pozwalającą Atletico marzyć o tytule, czy to jednak był raczej kontrolowany poślizg lidera, oszczędzanie tego co najlepsze na decydujące momenty w lidze i pucharach?

Kibu Vicuna: Musi się zdarzyć w sezonie taki moment zejścia z obrotów. Gdy grasz co trzy dni, robisz zmiany w składzie, oszczędzasz piłkarzy. I ten moment Barcelony podgrzał emocje przed niedzielą, bo i przewaga jest już znacznie mniejsza, i pewność siebie trochę ucierpiała. A w Atletico wszystko się układa znakomicie. Barcelona przed tym meczem tylko zremisowała w Las Palmas, a Atletico rozbiło Leganes. Atletico to jest inna drużyna, od kiedy przyszedł Diego Costa. Wszyscy mówią o Antoine Griezmannie. Bez dwóch zdań, jest w świetnej formie, w ostatnich dwóch kolejkach strzelił siedem goli. Ale dla mnie to też jest efekt Diego Costy. Przy nim Griezmann jest dużo lepszy, bo Costa na sobie skupia obrońców przeciwnika. Griezmann jest najlepszy, ale Costa jest najważniejszy.

Przemiana Francuza jest niesamowita. W rundzie jesiennej Griezmann był w kryzysie, zagubiony. A przy Coście kwitnie. Dlaczego?

- Nie miał wcześniej piłkarza, który by go tak uzupełniał w ataku. Grał albo z zawodnikami zbyt podobnymi do siebie, jak Angel Correa, albo z napastnikami w słabszej formie. Diego Costa na "dziewiątce" i Griezmann z nim w ataku to najlepsza para. Cała drużyna rośnie, gdy jest Costa. On udowadnia, że nie trzeba być wirtuozem, żeby podnieść grę drużyny na inny poziom. To trochę tak jak w Barcelonie było z Carlesem Puyolem. Nie był to ktoś, kto tam grał najlepiej w piłkę. Może nawet pod względem umiejętności piłkarskich bywał najgorszy w składzie. Ale kiedy grał, wszystko się lepiej układało. W Atletico działa to samo: my mamy Costę i wam pokażemy. Bo on do nas idealnie pasuje, do stylu Diego Simeone. Nikt tak nie potrafi wykorzystać jego szybkości i waleczności jak Simeone.

Costa wrócił w tym sezonie do klubu po trzech latach w Chelsea, od stycznia 2018 wrócił do składu. I zaczęły się porównania  z ostatnim sezonem w którym grał: tym z mistrzostwem Hiszpanii z 2014. Porównania są uzasadnione?

- Tamta drużyna miała bardzo jasną wizję, jak chce grać. Ta wizja nie każdemu się podobała, ale była skrojona na ten zespół. Przez następne lata Simeone trochę kusiło, próbować gry ładniejszej , z większym rozmachem. A teraz jakby znów się pogodził: zawsze będziemy brzydsi niż rywale i tak jest dobrze.

Znacząca była ostatnia sprzedaż m.in. Yannicka Ferreiry-Carrasco, piłkarza z fantazją, ale chimerycznego. Simeone wolał mieć kadrę szczuplejszą, ale z żelaza.  

- On próbował grać inaczej, bardziej na posiadanie piłki, ale jednak Atletico nawet historycznie to była drużyna przede wszystkim twarda, zdyscyplinowana, pilnująca obrony i najlepiej czująca się w kontrataku. I zgadzam się, że teraz Simeone wrócił do korzeni. Do czytelnego 4-4-2, z czwórką typowych pomocników. W środku Gabi i Thomas, po bokach Saul I Koke, bez skrzydłowych. To powrót do 2014, ale ta drużyna jest piłkarsko lepsza od tamtej. Bardziej wszechstronna, lepsza technicznie. Ma Saula, Griezmanna, ma Sime Vrsaljko ze świetnymi dośrodkowaniami, jednymi z najlepszych w lidze hiszpańskiej. Thomas jest bardzo silny fizycznie, dobrze gra w powietrzu, ale rozwinął się też w kombinacyjnej grze. Kiedyś tylko oddawał do najbliższego, dziś stał się bardziej kompletnym piłkarzem. Lucas Hernandez teraz jest kontuzjowany, ale to jest przyszłość Atletico w obronie, dla mnie jest lepszy od Stefana Savicia, dobrze wyprowadza piłkę. A jeszcze w odwodzie jest sprowadzony w obecnym sezonie Vitolo: silny, szybki, dobry w pojedynkach, bramkostrzelny. Bardzo się przyda na finiszu ligi, będzie grał więcej po odejściu Ferreiry-Carrasco. Drużyna umie więcej niż ta z 2014, ma więcej wariantów, ale nastawienie jest podobne jak cztery lata temu: trzeba się rywalowi dobrać do gardła. Tyle w 2014 byli też finalistami Ligi Mistrzów, a teraz bardzo szybko się z nią pożegnali. Potem w styczniu odpadli z Pucharu Króla. T to się mogło skończyć głębszym kryzysem, ale dla nich było punktem zwrotnym. Od tamtej pory grają coraz lepiej. Sevilli ostatnio wbili pięć goli, mocnemu w obronie Leganes - cztery. A w niedzielę nawet remis będzie dla nich dobry, bo pięć punktów przewagi Barcelony to nie tak dużo, gdy ją czekają wyzwania w Lidze Mistrzów, a Atletico ma tylko Ligę Europy.

Ma tylko Ligę Europy, bo w październiku przepadło w grze co trzy dni. Nie potrafiło wygrać nawet z Karabachem Agdam, Griezmann był w kryzysie. Choć akurat Barcelonę Atletico wtedy postraszyło, prowadziło z nią u siebie, ostatecznie zremisowało 1:1. Co ich jeszcze odmieniło w 2018, poza grą Costy?

- W poprzedniej rundzie nie było w Atletico takiej chemii, typowej dla drużyny Simeone. Bywały mecze bez werwy, Griezmann się męczył, atmosfera wokół niego się robiła gęsta od transferowych plotek, że odejdzie do Manchesteru United albo Barcelony. Inni napastnicy też mieli problemy, było więcej dyskusji niż zwykle, a mniej dobrego grania. I już wtedy było takie czekanie: od stycznia będzie mógł grać Costa, będziemy inni, to jest nasz totem. Costa wrócił, wiara razem z nim. Są teraz świetni. Podczas każdego kryzysu w Atletico słychać pytania, czy czas Simeone się nie skończył, czy coś się nie wypaliło. A jednak on potrafi ich ciągle napędzać. Potrafił odbudować Koke, który gra ostatnio znakomicie. Wprowadzać nowych piłkarzy. Sprawiać, że wszystkim dalej chce się wylewać poty na treningach kondycyjnych u Profe Ortegi. Umiał podtrzymać ogień u Gabiego, któremu lat przybywa, ale dalej gra. Gabiego nogi już tak nie niosą, ale nadal jest przywódcą, taktykiem, grającym trenerem Atletico. To samo w obronie daje Diego Godin. Nie jest w takiej formie jak bywał, ale to nadal lider obrony. I z Gabim, liderem pomocy, nadają ton. Za sobą mają fantastycznego Jana Oblaka, przed sobą Griezmanna  z Costą. To kręgosłup Atletico. Bardzo zdrowy. A po bokach też jest świetnie. Saul, Koke, Filipe Luis, dla mnie obok Marcelo najlepszy w ostatnich latach lewy obrońca na świecie. Potrafią się i przyczaić, i podejść do wysokiego pressingu. Robią błyskawiczne kontry, ale utrzymają też piłkę w ataku pozycyjnym.

Simeone był od 2014 roku trenerem, który najbardziej inspirował w lidze hiszpańskiej. Ale czy nie przyćmił go teraz Ernesto Valverde?  

- Każdy z nich jest lepszy w czym innym. Dla mnie Simeone góruje nad Valverde do momentu wyjścia z szatni. Lepiej przygotowuje mecz, ale już w czytaniu gry lepszy jest już Valverde. Ale z kolei Valverde jest tylko - i aż - trenerem Barcelony. A Simeone nie jest tylko trenerem. Jest liderem Atletico. Najważniejszym człowiekiem w klubie. Ważniejszym od piłkarzy i prezesów. Bardzo mi się podoba to co robi Valverde. Najlepsza w ostatnich latach pozostaje Barcelona Pepa Guardioli, ale już do porównań z Luisem Enrique Valverde śmiało może stawać, jeśli chodzi o styl. Luis Enrique stawiał na szybki atak, wszystko było podporządkowane trójce Messi-Suarez-Neymar. A Valverde trochę wymieszał Guardiolę i Luisa Enrique. Atak pozycyjny z szybkim. Odbudował wysoki pressing Barcelony, z czym następcy Guardioli mieli problemy. Odrestaurował całą linię obrony. Jordi Alba to najlepszy hiszpański lewy obrońca, świetny sezon ma Sergi Roberto, błyskawicznie rozwija się Samuel Umtiti, a Pique - z przejściowymi zawirowaniami - jest znów liderem pełną gębą. Barcelona traci gole wyjątkowo rzadko, rzadko dopuszcza rywali do dogodnych sytuacji. Valverde świetnie gasi pożary. Małe i duże. Przychodził do Barcelony grać 4-3-3, a po stracie Neymara wszystko szybko poprzestawiał. Wprowadził Paulinho, w którego mało kto wierzył. Świetnie reaguje, robi dobre korekty w przerwie. Jest spokojny. Tego drużyna bardzo potrzebowała, bo Luis Enrique to jest nerwus. Widać to było nawet po konferencjach prasowych, na które przychodził nastroszony. A Valverde stara się każdy ładunek wybuchowy rozbroić. Znam piłkarzy którzy pracowali z nim w Athleticu Bilbao i świetnie o nim mówią. Jako trenerze i jako człowieku. Spokojny, lojalny, kulturalny, wie czego chce, umie rozmawiać. Jego Athletic grał bardzo dobrze.

Valverde ma teraz w lidze dwie wizytówki: to jak gra Barcelona i jak nie gra Athletic Bilbao, od czasu gdy on tam nie pracuje.

- Gdy Valverde był trenerem Athleticu, to powołania do kadry dostawali nawet tacy piłkarze jak Mikel San Jose czy Oscar de Marcos. Teraz dostaje tylko bramkarz Kepa i czasami Aritz Aduriz. Inaki Williams gra gorzej niż za Valverde, którego nazywa najlepszym trenerem z jakim pracował. Wielu piłkarzy mówi to samo. Michał Żewłakow spotkał Valverde w Olympiakosie Pireus i też powtarza: najlepszy jakiego miałem. David Albelda, który pracował z Hectorem Raulem Cuperem, Rafaelem Benitezem, z Luisem Aragonesem, też powtarza że Valverde najlepszy, choć pracowali razem tylko kilka miesięcy.

Barcelona w obecnym sezonie to mistrz sytuacji awaryjnych: straciła Neymara, a nie straciła rozpędu. Straciła na jakiś czas Umtitiego w obronie  i nagle się okazało, że Thomas Vermaelen to też jest piłkarz na miarę Barcy. Nikt nie wierzył w Paulinho, a on wszedł do ligi jak po swoje. Andres Iniesta miał gasnąć, a u Valverde gra jak po wymianie silnika. Za to gorzej było z tymi, wobec których oczekiwania były ogromne: Ousmane Dembele nie gra jak piłkarz za ponad 100 mln euro i kontuzja nie tłumaczy wszystkiego. Philippe Coutinho też na razie wejście do drużyny miał dość ciche w zestawieniu z oczekiwaniami.

- Ja miałem od początku sporo wątpliwości co do transferu Dembele. Że za takie pieniądze akurat on: świetny piłkarz, ale czy dla Barcelony? Może tak, czas pokaże. Coutinho to inny przypadek. On jak najbardziej pasuje do Barcelony, zabezpiecza przyszłość po Inieście. Oczywiście teraz, gdy grają razem, to jeszcze wygląda inaczej, ale on ma czas. Zastanawiam się, na kogo Valverde postawi w niedzielę: czy na niego, czy na Paulinho. Barcelona ma ostatnio pewien problem z Paulinho, który zaczynał jako ofensywny pomocnik, a teraz gra bliżej prawej strony i to już nie jest ten sam Paulinho. Grając w środku był bardzo skuteczny. A teraz rzadko dochodzi do sytuacji bramkowych, woli podawać niż szukać strzału. I stąd ten znak zapytania, pewnie największy co do składu Barcelony na Atletico: opcja bezpieczniejsza z Paulinho, czy bardziej ofensywna z Coutinho? Pytanie, czy ofensywna nie zbyt ryzykowna przeciw takiej czwórce pomocników Atletico. Dla Barcelony to jest bardzo trudna próba. Bo jednak ona w niedzielę bardzo potrzebuje zwycięstwa, żeby pokazać: to koniec, tytuł jest nasz, a teraz zajmiemy się Ligą Mistrzów.

Barcelona wygra?

Dla mnie jest faworytem, bo takie mecze ją mobilizują. Woli grać z Atletico niż z Las Palmas, dostosowuje się do wyzwania. To jest normalne, że przy tylu meczach w sezonie czasem się rozprężysz, jak w czwartek w Las Palmas. A z drugiej strony, w pierwszym meczu z Atletico Barcelona miała duże problemy. W Lidze Mistrzów w pierwszym meczu z Chelsea, która gra innym ustawieniem niż Atletico, ale z podobnym nastawieniem, też się męczyła. Spotykają się dwie najlepsze drużyny La Liga. Z całym szacunkiem dla Realu Madryt, ale dziś najlepsze danie ligi to Barcelona-Atletico. Tak podpowiadają nie tylko punkty w tabeli, ale i wrażenia z oglądania. No i moment na to spotkanie wypadł idealnie, bo pewnie miesiąc temu powiedzielibyśmy: Barcelona jest zdecydowanym faworytem, a tytułu już nikt jej nie odbierze. A tu proszę, Atletico wróciło z zaświatów. Nadal to Barcelona ma więcej szans na zwycięstwo, ale to jest już nikła przewaga, jakieś 55 procent do 45. Gdybym miał przewidywać wynik, to obstawiłbym 2:1 dla Barcelony. Choć wolałbym, żeby mistrzostwo się jeszcze nie rozstrzygnęło w niedzielę. Zbyt dobra jest ta walka, żeby ją kończyć przed czasem.

Więcej o: