Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Zapaść BVB i Schalke, Bayern bez rywala, ale... [PODSUMOWANIE BUNDESLIGI]

Wielkie firmy jak Borussia Dortmund czy Schalke wylądowały w tabeli końcowej za drużyną z drugim najniższym budżetem w lidze, której piłkarze paradowali w koszulkach z napisem "w Europie nikt nas nie zna". Bayern Monachium z mistrzostwem, ale spisujący się nadzwyczaj słabo w meczach z najsilniejszymi zespołami. Co jeszcze zapamiętamy z tego sezonu Bundesligi?
Piłkarze także zrobili co trzeba i pokonali Werder 3:2. Piłkarze także zrobili co trzeba i pokonali Werder 3:2. INA FASSBENDER/REUTERS

Zapaść i pogoń BVB

Kto mógł się spodziewać, że po 17. kolejkach Borussia Dortmund będzie na przedostatnim miejscu w tabeli, mając tyle samo punktów, co ostatnia drużyna? Dlaczego BVB potrafiło przegrać pięć spotkań z rzędu?

Ta zapaść Borussii Dortmund to jedna z największych zagadek piłkarskich ostatnich lat. Z początku tłumaczono ją zwykłym lekceważeniem rywali - bo wyniki w Lidze Mistrzów były dobre, BVB wyprzedziło w grupie Arsenal. Ale gdy sytuacja nadal się nie poprawiała, tłumaczono ją nietrafionymi transferami i niemożnością zastąpienia Roberta Lewandowskiego (Ciro Immobile nie rozczarowywał wyłącznie w LM, Adrian Ramos to również nie ten kaliber). Bez formy byli Mats Hummels czy Roman Weidenfeller. Shinji Kagawa nie zachwycał jak podczas pierwszego pobytu w Dortmundzie. I te przeklęte kontuzje (20 meczów Marco Reusa, 23 występy Ilkaya Gundogana, o jeden mniej Łukasza Piszczka). Tylko Pierre-Emerick Aubameyang rozegrał ponad 30 spotkań; nikt inny nie wychodził w podstawowym składzie więcej niż 24 razy, nikt inny nie zagrał w więcej niż w 28 meczach. To bundesligowy ewenement.

Ale to tylko częściowe wytłumaczenie. Pokazuje ono, dlaczego BVB nie mogło walczyć o mistrzostwo z Bayernem Monachium. Dlaczego nie było w stanie dotrzymać kroku Wolfsburgowi, Borussii Moenchengladbach i Bayerowi Leverkusen w walce o Ligę Mistrzów. Ale żeby bić się o utrzymanie? Tego wyjaśnić nie sposób.

Zastanawiali się nad tym statystycy, z każdego modelu wynikało, że BVB z takim posiadaniem piłki, taką liczbą strzałów czy celnością podań powinno być w czołówce. Ale jak to możliwe, skoro BVB straciło w tym sezonie aż cztery gole w pierwszych minutach spotkań?

<iframe width="640" height="360" src="https://www.youtube.com/embed/ifihNetuRqw" frameborder="0" allowfullscreen></iframe>

Wiosną było lepiej. Gdyby brać pod uwagę wyłącznie wyniki rundy rewanżowej, BVB zajęłoby piąte miejsce z 31 pkt. Ale wszyscy przekonali się, że pomysł Juergena Kloppa na tę drużynę nie dawał już takich efektów jak wcześniej. I współpraca zostanie zakończona po sezonie. Został jeszcze tylko finał Pucharu Niemiec, który może stanowić piękne zakończenie fantastycznego związku Kloppa z BVB.

Bayern - Mainz Bayern - Mainz MICHAELA REHLE/REUTERS

Bayern bez rywala

Brak jakiegokolwiek rywala wpłynął demobilizująco na Bayern. W pierwszym sezonie pod wodzą Pepa Guardioli Bawarczycy zdobyli 90 pkt (2,65 / mecz). Teraz "tylko" 79 (2,32 / mecz). Bayern mógł sobie jednak pozwolić na częstsze niż rok temu wpadki, zwłaszcza w końcówce sezonu - przegrał trzy mecze z rzędu, a łącznie pięć.

Ciekawsze jest jednak co innego. Bayern bez problemu rozbijał słabszych rywali - w meczach z zespołami z dolnej części tabeli 46 punktów na 51 możliwych, o osiem więcej niż drugi Wolfsburg - ale w tabeli za mecze z czołową szóstką Bayern jest dopiero... siódmy (tabela poniżej, posortowana według punktów na mecz). Wygrał trzy spotkania, tyle samo zremisował i przegrał aż cztery. Ten wynik nieco usprawiedliwia fakt, że porażki z Bayerem i Augsburgiem nastąpiły już po zdobyciu mistrzostwa. Ale to i tak powód do zaniepokojenia przed kolejnym sezonem, zwłaszcza w kontekście Ligi Mistrzów.

 

tabela bundesligiscreen

Klapa Schalke

Władze klubu znalazły już kozłów ofiarnych słabych występów w tym sezonie. Zwolnieni z efektem natychmiastowym zostali Kevin-Prince Boateng oraz Sidney Sam. Marco Hoeger został zawieszony. Ale problemy sięgają głębiej. Podczas niedawnego meczu z Padebornem kibice urządzili 47-minutowy protest, podczas którego siedzieli cicho. Transparenty nawoływały do zmiany na wyższych szczeblach klubu. W końcu Schalke ze swom budżetem, pozycją, stadionem, kibicami oraz świetną akademią powinno stanowić drugą, trzecią siłę w Niemczech. A tak nie jest. Schalke w czasach Bundesligi (od 1963 roku) nigdy nie zdobyło mistrzostwa Niemiec!

W październiku zwolniono Jensa Kellera - trenera, który nigdy nie był specjalnie poważany wśród kibiców oraz zawodników Schalke. Nie miał odpowiedniej charyzmy, traktowano go raczej jako zło konieczne. Ale dwa razy zdołał wprowadzić S04 do Ligi Mistrzów. Zastąpił go w trakcie sezonu Roberto Di Matteo. Włochowi ta sztuka się nie udała. Schalke prowadzi od 9. kolejki, tym czasie jego drużyna zdobyła 40 punktów. W tym przedziale czasowym zajmuje 5. miejsce. Czwarty Bayer ma aż 9 punktów więcej.

Gdyby jeszcze przynajmniej styl gry przekonywał i rokował jakoś na przyszłość - ale tak nie jest. W 26 meczach jego podopieczni zdobyli 31 bramek - więcej niż zaledwie pięć drużyn. A to drużyna z młodymi zawodnikami i potencjałem, co udowodnił rewanż 1/8 finału LM z Realem w Madrycie, gdy Schalke wygrało 4-3. Zachwycił wtedy Leroy Sane, a przecież są jeszcze tacy zawodnicy jak Max Meyer, Julian Draxler (choć grał mało w tym sezonie) czy Leon Goretzka. Di Matteo uparł się na defensywną wersję ustawienia 3-5-2, przez co jego drużyna jest często nieoglądalna. Nie ma stylu, nie ma również wyników. Cenę za to zapłaci Roberto Di Matteo, którego Schalke chce zwolnić. Jednak najpierw obie strony muszą dogadać się w sprawie odszkodowania.

Sensacja sezonu

Mieli drugi najniższy budżet w lidze - ok. 28 mln euro - a pomimo to zajęli piąte miejsce. Mowa o Augsburgu, który dokonał cudu i wyprzedził o wiele bogatsze kluby takie jak Schalke czy Borussię Dortmund. Bawarczycy po raz pierwszy awansowali do Bundesligi w 2011 roku. Potem zajmowali kolejno 14., 15. i 8. miejsce, by teraz wylądować tuż za czołową czwórką z bilansem bramek... 43-43.

Sukces tej ekipy jest tym bardziej niespodziewany, że przed sezonem z klubu odeszli Andre Hahn (do Borussii Moenchengladbach) czy Matthias Ostrzolek (HSV). To jedna z najstarszych drużyn w lidze, nie ma tu zawodników ze znanymi nazwiskami - bo za takie trudno uznać Paula Verhaegha (jeden z najskuteczniejszych obrońców w Europie, wykonuje rzuty karne), Tobiasa Wernera czy Raula Bobadillę. Najbardziej znany jest 32-letni Halil Altintop. Bawarczycy nie wydają wielkich pieniędzy na transfery. Ostatnio przeznaczyli na nie 15 mln euro, ale tylko dlatego, że wcześniej sprzedali piłkarzy za prawie 9 mln euro. Wcześniej nie kupowali zawodników za więcej niż 3,5 mln.

Augsburg będzie starał się przedłużyć wypożyczenie Pierre'a-Emile'a Hojbjerga z Bayernu Monachium, który w ostatniej kolejce strzelił przepiękną bramkę. Klub może mieć problemy z utrzymaniem 20-letniego Abdula Rahmana Baby. To lewy obrońca z Ghany, interesuje się nim m.in. Borussia Dortmund czy AS Roma.

Trenerem od 2012 roku jest Markus Weinzierl. Był wtedy szerzej nieznany, awansował z Regensburgiem do drugiej ligi. Początki miał bardzo trudne, w pierwszej rundzie (17 meczów) jego Augsburg zdobył zaledwie 9 punktów, wygrywając jeden mecz. Utrzymanie Bawarczycy zapewnili sobie dopiero w ostatniej kolejce. W kolejnym sezonie do awansu do Ligi Europy zabrakło im zaledwie jednego punktu.

Połączenie gry w Bundeslidze oraz w Lidze Europy - "w Europie nikt nas nie zna", koszulki z takim napisem założyli piłkarze - będzie trudne. Ale na razie Augsburg powinien cieszyć się największym sukcesem w historii klubu.

Nie powtórzyć błędów z przeszłości

Borussia Moenchengladbach w Lidze Mistrzów mogła zagrać już w 2012 roku. Ale wtedy lepsze okazało się Dynamo Kijów. Ukraińcy wygrali w Niemczech 3-1 i nawet zwycięstwo Borussii 2-1 w rewanżu nie dało awansu. Teraz o kwalifikację nie muszą się martwić, zajęli 3. miejsce.

Ale wtedy po sezonie odszedł kręgosłup drużyny - Marco Reus, Dante i Roman Neustadter, odpowiednio do Borussii Dortmund, Bayernu Monachium oraz Schalke. Co gorsza, to nie była decyzja "Źrebaków", nie mogły nic zrobić w tej sprawie. Reus i Dante mieli klauzule odejścia, Neustadterowi kończył się kontrakt. Mało który zespół byłby w stanie pozbierać się po takich ciosach. Wtedy do końca kontraktu Favre pozostał rok i podobno zainteresowany był nim Bayern. Szwajcar jednak przedłużył kontrakt, a Borussia poszła na zakupy. Pozyskała m.in. Luuka de Jonga za 15 mln euro. Nie sprawdził się, a z Dynamem strzelił samobója.

Teraz również pojawiają się problemy. Max Kruse odchodzi za 12 mln euro do Wolfsburga. Dostanie tam 5 mln euro pensji - to pieniądze, jakich w Moenchengladbach nie są w stanie zagwarantować nikomu. Christoph Kramer wróci z dwuletniego wypożyczenia do Bayeru. Ale Borussia zdołała przedłużyć kontrakty z Patrickiem Hermannem oraz Granitem Xhaką. I za 3 miliony euro zagwarantowała sobie usługi Larsa Stindla z Hannoveru 96.

I pomyśleć, że "Źrebaki" cudem uratowały się przed spadkiem w sezonie 2010/11. Po 22. kolejkach zajmowały ostatnie miejsce z 16. punktami. Do barażowego miejsca traciły 7 punktów. Wtedy przyszedł Lucien Favre i odmienił drużynę. W pozostałych 12. kolejkach Borussia zdobyła 20 punktów (za ten okres zajęła 8. miejsce). Bundesliga została uratowana po barażach z Bochum.

W tym sezonie imponująca w wykonaniu "Źrebaków" była runda rewanżowa. Zostali "mistrzami wiosny" z 39 punktami. W dodatku w meczach z zespołami z górnej części tabeli byli najlepsi. Kapitalnie prezentowali się chociażby w starciach z Bayernem Monachium, z którym zdobyli aż cztery punkty. Imponowali obroną, stracili 26 goli w 34 meczach (Bayern 18, kolejny Bayer aż 37).

Borussia miała też trochę szczęścia. Kontuzje omijały ją szerokim łukiem w przeciwieństwie do innych rywali. Cały sezon Borussia rozegrała z zaledwie 18 zawodnikami (nie licząc Mahmouda Dahouda, który zagrał zaledwie minutę). Poszerzenie kadry to konieczność, by móc powalczyć zarówno w Lidze Mistrżów, jak i w Bundeslidze.

Maximilian Arnold Maximilian Arnold MARTIN MEISSNER/AP

Jakość, nie ilość

W Lidze Mistrzów zagra również Wolfsburg, który został wicemistrzem. To już nie jest drużyna, do której piłkarze ściągani są hurtowo (w sezonie 2011/12 Felix Magath wystawił w Bundeslidze 36 różnych piłkarzy, to rekord). "Wilki" wydały wtedy na wzmocnienia prawie 60 milionów euro, ale przeznaczyły je aż na 15 zawodników (w tym Mateusza Klicha). Postawiły na ilość, nie jakość.

To się zmieniło. Nadal na transfery przeznaczane są ogromne jak na Bundesligę kwoty (ok. 150 mln w trzy lata), ale wydawane są rozsądniej. Lepiej wydać 30 mln euro na Kevina De Bruyne'a niż takie same pieniądze za kilku średniej klasy piłkarzy. Belg jest rewelacją tego sezonu, to autor 10 bramek oraz 20 asyst (rekord Bundesligi). A zimą za ponad 30 mln przyszedł Andre Schuerrle z Chelsea, to trzeci najdroższy transfer w historii Bundesligi. Siła Wolfsburga dzięki sponsorowi - właścicielem jest Volkswagen, przez co klub jest darzony niechęcią, nazywany jest "sztucznym" jest przeogromna. Nikt poza Bayernem nie jest w stanie kupować piłkarzy za takie kwoty.

Na wiosnę zachwycał Bas Dost; jesienią był często wyśmiewany za to, że jest "drewniany". Ale coś nagle się zmieniło - strzelił cztery gole z Bayerem, w sześciu pierwszych meczach na wiosnę strzelił jedenaście goli. Od początku marca do siatki trafił jednak tylko trzy razy. A zastanawiano się, jak poradzi sobie Wolfsburg po tragicznej śmierci 20-letniego Juniora Malandy, która przerwała zimowe przygotowania.

Radość piłkarzy Bayeru Leverkusen Radość piłkarzy Bayeru Leverkusen FRANK AUGSTEIN/AP

Wyniki te same, ale Bayer rusza do przodu

Nie sposób nie wspomnieć o Bayerze Leverkusen, jednej z najbardziej fascynujących drużyn w Europie. - Chcemy zachwycić naszych kibiców ofensywnym futbolem, właśnie po to tu jestem. Na boisku chcemy zaliczyć perfekcyjny występ, zbliżyć się do naszego limitu - powiedział Roger Schmidt na pierwszej konferencji w roli trenera Bayeru. Jak obiecał, tak zrobił, już w 1. kolejce z BVB "Aptekarze" zdobyli bramkę po 9 sekundach.

Pressing Bayeru był bardziej szaleńczy niż Borussii Dortmund w czasach jej największej chwały. To podobało się kibicom i czyniło mecze Bayeru bardzo ciekawymi. Czasami aż za bardzo; wystarczy wspomnieć porażkę 4-5 z VFL Wolfsburg czy stratę prowadzenia 3-0 ze Stuttgartem w 20 minut. Pozycji Schmidt nie poprawił - Bayer znowu wylądował tuż za podium - ale zmiana dokonała się chociażby w Lidze Mistrzów. Rok temu Bayer odpadł po porażce 1-6 z Paris Saint-Germain, a w fazie grupowej przegrał 0-4 i 2-5 z Manchesterem United.

Tej wiosny Atletico Madryt okazało się lepsze dopiero po rzutach karnych. Dopiero jedenastki zadecydowały również o porażce z Bayernem Monachium w Pucharze Niemiec. Czyli niby nie zmieniło się zbyt wiele - bo wyniki były podobne, nawet liczba punktów w lidze identyczna - ale jednak Bayer ruszył do przodu. Potencjał tej ekipy jest ogromny. Władze klubu są zadowolone ze Schmidta, czego dowodem nowy kontrakt do 2019 roku.

Freiburg - Bayern Monachium Freiburg - Bayern Monachium MICHAEL PROBST/AP

Kominiarze nie przynieśli szczęścia

Sześć zespołów zagrożonych spadkiem przed ostatnią kolejką - nigdy w historii Bundesligi nie było ich więcej. O 15.30 do drugiej ligi spadały Paderborn i Hamburger SV, natomiast Stuttgart mógł szykować się do gry w barażach. Ale niecałe dwie godziny okazało się, że w drugiej lidze zagrają Paderborn oraz Freiburg, a w barażach wystąpi HSV.

"Dinozaury" zajęły 16. miejsce po raz drugi. A to jedyna niemiecka drużyna, która zawsze grała w Bundeslidze (od 1963 roku). Z Schalke musiała radzić sobie bez Rafaela van der Vaarta, który po niepotrzebnym faulu w końcówce meczu ze Stuttgartem dostał żółtą kartkę. Media w Hamburgu stwierdziły, że "kapitan po raz kolejny uniknął odpowiedzialności". Nastroje nie były dobre. - Nie ma zbyt wielkiej nadziei, jeśli mam być szczery - powiedział Uwe Seeler, legenda HSV.

Klub w tym sezonie miał czterech trenerów. Ale zegar liczący kolejne dni HSV w Bundeslidze - to już 51 lat i 272 dni - nadal chodzi. Będzie tak przynajmniej do 1. czerwca - wtedy HSV zagra rewanż z trzecią drużyną 2. Bundesligi.

Od tego dwumeczu zależy przyszłość HSV. Budżet w obliczu spadku miałby spaść ze 120 mln euro do 75. Na same płace przeznacza się w Hamburgu 53 mln. Z praw telewizyjnych klub w Bundeslidze dostaje 24 mln euro, ale po spadku ta kwota zostałaby okrojona o połowę. A przecież jest jeszcze kwestia sponsorów.

Kapitalną ucieczkę z dna tabeli zanotował Stuttgart. W ostatnich ośmiu meczach zdobył trzynaście punktów. W ostatniej kolejce pokonał Paderborn, który również walczył o życie. Utrzymanie nie byłoby możliwe bez trafień Daniela Ginczka (6) czy Martina Harnika (9). Ginczek stwierdził, że "w pierwszej połowie zachował się jak idiota, bo nie każdy jest w stanie nie trafić do bramki z pięciu metrów". Ale w drugiej połowie to on strzelił gola na wagę utrzymania.

Paderborn przegrał pomimo obecności 51 kominiarzy, którzy mieli przynieść szczęście. Ale dla tego klubu już walka do ostatniego meczu była sukcesem. Spodziewano się raczej, że ta ekipa spadnie dużo wcześniej. Rok temu wchodziła do Bundesligi z budżetem na poziomie 6 milionów euro! Początek sezonu był świetny - lider po 4. kolejkach, 10. miejsce po jesieni - ale w rundzie wiosennej Paderborn zdobył zaledwie 12 punktów, najmniej w całej lidze.

Z Bundesligą pożegnał się również Freiburg. To głównie wina bramek puszczanych w ostatnich minutach. Tylko jesienią Freiburg stracił w ten sposób 10 punktów. Trener Hannoveru (sobotniego rywala) Michael Frontzeck określił ich spadek mianem "żartu". Ale to młoda drużyna ze świetną akademią. Może powalczyć o powrót do najwyższej ligi już po roku, o ile rywale jej nie rozkupią. A jest kogo kusić transferami - Daridę, Mehmediego, Burkiego, Sorga czy Schmida. Jeśli ktoś szuka trenera, może również rozważyć kandydaturę Christiana Streicha - przejął zespół w połowie sezonu 2011/12, gdy ten był w fatalnej sytuacji. Uratował ligę i zdołał zająć z Freiburgiem nawet 5. miejsce.

Więcej o: