Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Pięć spostrzeżeń po meczu Bayernu z Bayerem

- Skąd jesteście? Z Polski? To zaraz coś wam pokażę! - powiedział taksówkarz, który wiózł nas do hotelu. Po chwili wyjął telefon i pokazał zdjęcie, na którym obok niego stoi Robert Lewandowski. W sobotę Bayern Monachium pokonał 1:0 Bayer Leverkusen w szlagierze 14. kolejki Bundesligi. O swoich spostrzeżeniach po meczu pisze z Monachium Piotr Kalisz, dziennikarz Sport.pl.
Koszulka Roberta Lewandowskiego Koszulka Roberta Lewandowskiego Piotr Kalisz

Lewandowski? "Nice Guy!"

- Wiozłem go kiedyś na lotnisko, jechał spotkać się z siostrą. Mam zdjęcia ze wszystkimi piłkarzami Bayernu oprócz Xabiego Alonso, ale on jest nowy, jeszcze zdążę - wytłumaczył taksówkarz.

To był przykład na to, jaką popularnością cieszy się w Monachium Bayern i sam Polak. Taksówkarz określił go słowami "nice guy", a nie każdy na takie określenie zasłużył. "Arrogant!" - tego dla odmiany słowa użył do opisania charakteru Marka van Bommela, który w Bayernie już nie gra.

O popularności Lewandowskiego dużo mówi też liczba kibiców z koszulkami z jego nazwiskiem podczas meczu. Choć było stosunkowo zimno i fani chowali koszulki pod kurtkami, można było dostrzec sporo "Lewandowskich". Wchodząc na stadion chciałem odszukać choć jednego takiego kibica i zrobić mu zdjęcie. Zajęło mi to minutę

 

 

 

Sklep klubowy Bayernu Monachium Sklep klubowy Bayernu Monachium Piotr Kalisz

Lewandowski za 102

Koszulek z Lewandowskim nie brakowało też w sklepie klubowym. Zresztą, czego w nim nie ma. Skarpetki z logo Bayernu? Są. Majtki? Są. Butle ze smoczkiem do karmienia? Obecne. W sklepie można też kupić podkoszulki i szaliki z podobizną Polaka. Oficjalna koszulka Bayernu z nazwiskiem Lewandowskiego kosztuje 102,45 euro, tyle samo, co np. Francka Riberyego. Co ciekawe jednak, Goetze "kosztuje" mniej - 94,5 euro, a za Schweinsteigera zapłacimy "tylko" 89,95 euro.

 

 

 

 

Bayern Monachium - Bayer Leverkusen Bayern Monachium - Bayer Leverkusen Piotr Kalisz

Tylu kibiców, a cicho

Choć Bayern ma tak dużo fanów (na meczu było 71 tysięcy ludzi) to atmosfera na stadionie jest dość chłodna. Na Allianz Arena ludzie przeżywają mecz raczej introwertycznie, przyśpiewki intonuje niewielka jak na ogrom stadionu grupka. Może dlatego Lewandowski, gdy schodził z boiska, nie dostał zbyt głośnej owacji - kibice są po prostu cisi. Gdyby nad moją głową latała mucha, na pewno bym ją usłyszał.

 

 

 

Bayern Monachium - Bayer Leverkusen, Lewandowski na skrzydle Bayern Monachium - Bayer Leverkusen, Lewandowski na skrzydle Piotr Kalisz

"Lewy" skrzydłowy

Kibice mieli jednak prawo nie być pod wrażeniem gry Polaka w tym meczu. Na ocenę występu mogły zaważyć dwie rzeczy: sytuacja z 60. minuty, którą Lewandowski spektakularnie zmarnował nie trafiając z bliska w bramkę (kibice byli już przekonani, że padł gol, bo wydawało się, że musi!) oraz eksperyment trenera Guardioli, który w pierwszej połowie ustawił reprezentanta Polski na pozycji lewego skrzydłowego. W nowej roli Lewandowski miał niewiele pracy. Symboliczne były momenty, gdy gra toczyła się na połowie Bayernu, a Polak jak bumerang wracał (z 10-15 razy) w to miejsce na boisku, gdzie dokonuje się zmian, jak do jakiejś bazy. Widać, że takie były zalecenia, ustawiał się momentami tak szeroko, że wydawało się, że jako rezerwowy czeka na wejście na murawę, a nie już na niej się znajduje.

Swoją bazę Lewandowski opuszczał dopiero, gdy Bayern ruszał z atakiem. Wtedy najczęściej pokazywał kolegom, że jest wolny i nie dostawał podania lub grał krótkie piłki z Riberym, które do Polaka często nie dochodziły (choć sam też miał słabą skuteczność podań, poniżej 50 procent). W drugiej połowie, gdy grał już na swojej normalnej pozycji znacznie się ożywił, więcej biegał, bardziej "żył", a nie tylko tracił energię na gestykulację i puste przebiegi

 

Sebastian Boenisch i Clemens Fritz Sebastian Boenisch i Clemens Fritz FRANK AUGSTEIN/AP

Z Boenischem nie pogadasz

Tymczasem Sebastian Boenisch, podobnie jak ostatnio w reprezentacji -  w ogóle nie zagrał. Gdy wychodził ze stadionu, pojawił się w tzw. mixed zone (strefa medialna) i był w kiepskim nastroju. Odmówił rozmowy z polskimi dziennikarzami (niemieccy chyba nie chcieli). Miał oczywiście prawo. Daleki jestem od nazywania takiego zachowania określeniem, jakiego taksówkarz użył w stosunku do Van Bommela. Ale mimo wszystko szkoda.

Transmisje z meczów Bundesligi w Eurosporcie 2