Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Premier League. Pięć rzeczy po meczu Chelsea - United

W sobotnim hicie ligi angielskiej Chelsea pokonała Manchester United (1-0), czym zbliżyła się do mistrzowskiego tytułu. O najważniejszych kwestiach i wnioskach z tego spotkania, m.in. Edenie Hazardzie i Wayne'u Rooneyu, pisze Michał Zachodny.
Mourinho robił się coraz bardziej nerwowy. Awans uciekał mu z rąk. Mourinho robił się coraz bardziej nerwowy. Awans uciekał mu z rąk. STEFAN WERMUTH/REUTERS

Jaki to będzie mistrz?

Gdy na piątkowej, przedmeczowej konferencji Portugalczyka pytano o prowadzenie w rankingu klubów, które są najczęściej obrażane, ten odpowiadał, że jego to nie dziwi. - W końcu prowadzimy od początku sezonu, jesteśmy nudni - mówił. Trudno sądzić, by cokolwiek w tej kwestii mogło się zmienić - Chelsea ma dziesięć punktów przewagi na sześć meczów przed końcem, a jej rywale potrzebowaliby zapaści, jakiej żaden z zespołów Jose Mourinho nie doświadczył, by odrobić straty i przegonić "The Blues". Będzie to mistrz wartościowy? Na pewno taki, który zawsze kontrolował sytuację, jeśli notował wpadki, to pojedyncze, nigdy w dłuższej serii. Wygrywał pięknie i brzydko, a jeśli Chelsea nie przegra za tydzień z Arsenalem, to w drugim kolejnym sezonie nie zanotuje żadnego "zera" w starciach z drużynami czołowej czwórki. To tylko potwierdza, że "The Blues" zawsze potrafili najważniejszych rywali utrzymać na dystans. Także biorąc pod uwagę to, ile problemów miał Arsenal, Manchester United i Manchester City, nie mogło być w Premier League innego rozwiązania.

Kontrola bez piłki

- Nie dbałbym o to nawet, gdyby Manchester United miał 99-proc. posiadanie piłki - śmiał się po spotkaniu Mourinho. I w typowym dla Portugalczyka stylu, Chelsea oddała futbolówkę rywalom i postawiła na dyscyplinę w ustawieniu. Zouma indywidualnie pilnował Fellainiego, Matić osłaniał strefę przed obrońcami, a Fabregas blokował możliwość zagrania prostopadłych podań. Nie było ryzykowania pojedynków Cahilla i Terry'ego z szybszymi rywalami, jeśli już dwójka stoperów musiała się z czymś mierzyć, to wyłącznie z dośrodkowaniami rywali. W dokładnych statystykach, choć Chelsea miała 400 podań mniej (!), to niewiele mniej kontaktów z piłką w polu karnym rywali niż Manchester United (16 do 24). To pokazuje, że z każdym przejęciem piłki gospodarze szukali ataku, rozwiązania. I jeśli podliczyć klarowne szanse, to nie dostrzegło się przewagi "Czerwonych Diabłów".

Najlepszy mecz United?

Po spotkaniu Van Gaal odważnie mówił, że to był najlepszy mecz w sezonie jego zespołu, że pogratulował każdemu zawodnikowi występu. Plan Manchesteru United był różny od zeszłotygodniowych derbów z City, bo wymusiły to braki choćby Michaela Carricka i Daleya Blinda. Wbrew temu, co mówił Holender nie wszyscy jego piłkarze spisali się świetnie, lecz konsekwencja z jaką "Czerwone Diabły" dążyły do strzelenia wyrównującego gola musiała imponować. Wymienność pozycji w środku pola, ciągłe pokazywanie się do podań, przerzuty na lewą stronę, gdzie Young, Fellaini i Shaw czasem stwarzali sobie wystarczająco miejsca i przewagi, by zagrozić rywalom. Nie było niepotrzebnego dorzucania długich piłek na wysokiego Belga - w ostatnich tygodniach obwołanego mianem "wycofanego napastnika" - co zresztą najlepiej pokazuje postęp zespołu Van Gaala. Poparty rozsądniejszymi transferami niż przed rokiem, to może dać skuteczniejszą pogoń za Chelsea w następnym sezonie.

Eden Hazard chce nagrody

W poprzednich sezonach wygrywał tytuł dla najlepszego młodego piłkarza - choć w Anglii, co absurdalne, ta nagroda może powędrować nawet do 24-latka! - a teraz całkiem zasłużenie zasadza się na pełną pulę w głównej kategorii. Owszem, dorobek strzelecki Harry'ego Kane'a imponuje, a Alexis Sanchez okazał się świetnym transferem Arsenalu, jednak to Belg nie miał słabszych momentów w tym sezonie. Owszem, zdarzało się, że to nie on asystował czy nie strzelał goli, ale zawsze był w centrum akcji ofensywnych swojego zespołu, to na nim tak często Chelsea opierała grę. On, choć po mundialu, nie miał żadnego odpoczynku, nie miał "dołka" czy powolnego startu. 13 goli i 8 asyst pokazuje, że nie jest jednowymiarowym piłkarzem, do tego jest liderem klasyfikacji dryblingów (miał ich aż 235 w samej lidze), do tego ma 87 kluczowych podań. Z Manchesterem United to znów on błyszczał, to jego gol dał kluczowe zwycięstwo gospodarzom. Mógł strzelić drugiego, w ekwilibrystyczny sposób z niemal niemożliwej pozycji, ale piłka trafiła tylko w poprzeczkę. Co wcale nie umniejsza jego jakości.

Ronney jako Carrick? Jeszcze nie

Kto wie, może faktycznie przyszłość Wayne'a Rooneya nie jest w ataku, ale jako rozgrywającego z głębi pola? Faktycznie - trudno o drugiego napastnika, który posiadałby taki talent do zagrywania różnego rodzaju podań, do tego chęć ciężkiej pracy bez piłki, wytrzymałość do biegania, szybkość i umiejętność odbioru. Nawet czasem obracano to przeciwko Anglikowi - potrafi on tak wiele, że... robi za dużo. Z Chelsea zastąpił w roli środkowego pomocnika kontuzjowanego Michaela Carricka i nie spisał się źle. Kilka jego crossów na skrzydła było najwyższej klasy, a jednak... A jednak po meczu kapitan gospodarzy, John Terry z ulgą przyznał, że ucieszyła go gra Rooneya w środku pola. To pokazuje, że rywale wciąż najbardziej boją się go w ataku. Także po tym, co pokazał w derbach z City, gdy - choć miał zaledwie 35 kontaktów z piłką i tylko jedną asystę - skupiał na sobie uwagę stoperów z czego skrzętnie korzystali koledzy. Dziś przy piłce był bardzo często, już do przerwy podawał przynajmniej raz do każdego swojego kolegi, ale czegoś rewelacyjnego brakowało. Może gdyby nie zmarnował swojej szansy z pierwszych minut, to inaczej byśmy o tym rozmawiali...

Anglia o mały krok bliżej Europy?

O niedostatkach angielskich drużyn w rywalizacji z europejskimi potęgami wielokrotnie wspominał w swoich felietonach dla "Daily Telegraph" Gary Neville. Były reprezentant kraju i obrońca Manchesteru United twierdził, że to brak "taktycznej organizacji" przyczynił się do kontynentalnych porażek angielskich klubów w ostatnich latach. W tym sezonie po klęskach Chelsea (rewanż z PSG), Arsenalu (pierwszy mecz z Monaco), Liverpoolu (nieudana faza grupowa) i Manchesteru City (potyczki z Barceloną) mówiono o naiwności szkoleniowców. Zresztą, zaznaczał Neville, wystarczy porównać sobie hity Premier League do tych z innych czołowych lig, by dostrzec oczywistą różnicę w dyscyplinie, uniwersalności, przyjęcia i cierpliwej realizacji planu meczowego. Przykłady? Ostatnie derby Madrytu, "Der Klassiker" w którym Bayern dla wyniku oddał dominację Borussii, bardzo taktyczne starcie Olympique Marsylia z PSG. To nie były same ofensywne widowiska. Dlatego starcie Chelsea z United nieco przywróciło wiarę, że to wkrótce może się odmienić. Może jeszcze brakowało jakości, ale poziom gry pod względem taktyki, organizacji i zespołowości musiał wreszcie zadowalać. Nie było szaleńczych rajdów od bramki do bramki, tuzinów błędów w obronie, braku środka pola i... rozrywki. Ale rozrywka nie daje wyników w Europie, czego zresztą większość niedawnych ćwierćfinałów Ligi Mistrzów była najlepszym przykładem. Może i w Anglii już o tym wiedzą.