Pięć rzeczy po remisie Arsenalu z Manchesterem City

W hitowym starciu czwartej kolejki Premier League, Kanonierzy na własnym stadionie zdołali zremisować z Manchesterem City (2-2). Kto był najsłabszy, a kto zagrał po profesorsku w tym ekscytującym meczu?
Manchester City mistrzem Anglii Manchester City mistrzem Anglii Fot. DARREN STAPLES

Profesor Kompany

- Jakby przez cały tydzień oglądał już to spotkanie - napisał na Twitterze w pewnym momencie angielski dziennikarz, Iain Macintosh. Bo tak właśnie można było określić grę Vincenta Kompany'ego, który w znacznej większości akcji był ustawiony po prostu idealnie. Przerywał akcje, przechwytywał piłkę, czy po prostu przewracał np. zbyt słabego fizycznie Welbecka. Znaczna większość jego akcji defensywnych była przed polem karnym. Zresztą on, jako jedyny z pozostałych środkowych obrońców City i Arsenalu, potrafił łączyć aktywną grę w destrukcji z bardziej pasywną, dostosowując się do tego, co wymagała sytuacja. Inteligentnie i skutecznie, choć nie można tego samego powiedzieć o jego kolegach z defensywy.

Navas koszmarem Monreala

To od początku wyglądało na kluczowy pojedynek w tym spotkaniu. Jesus Navas, szybki skrzydłowy Manchesteru City, musiał wykorzystać niedostatki najsłabszego obrońcy w czteroosobowej formacji Arsenalu. Jeszcze przed otwierającym golem dla gości ich pomocnik kilka razy świetnie przebił się lewą stroną i płaskimi dośrodkowaniami szukał w środku pola Sergio Aguero. Natomiast już w tej akcji bramkowej widać było, jak Monreal zlekceważył swojego rywala, a następnie nie był w stanie go dogonić. Później obrońca Arsenalu wyłącznie go faulował, kilka razy dał się łatwo ograć i można niejako spodziewać się, że ilekroć wybiegnie w podstawowym składzie Kanonierów, rywale będą atakować głównie jego stroną.

Wilshere odrodzony

Gol i asysta, ale też całkiem dobry występ. Wypadałoby powiedzieć wreszcie, bo jego pierwsze spotkania w tym sezonie były po prostu słabe. Często tracił piłki, niewiele wnosił do gry ofensywnej, a i nie asekurował należycie defensywy. Przeciwko Manchesterowi City też nie miał najlepszego początku, ale już w drugiej połowie był czołową postacią Arsenalu. Po pierwsze, znacznie lepiej wspierał Flaminiego. Po drugie, wreszcie starał się swoimi sprintami rozerwać obronę rywali. Po trzecie, zaczął skutecznie dryblować - przed przerwą z ośmiu prób miał tylko cztery dobre, w drugiej połowie aż 6 na 7 było udanych. Niektórym może się wydawać, że jego asysta głową była przypadkowa, ale na powtórkach było widać idealnie, że tym zagraniem nie tylko zatrzymał kontrę rywali, lecz jednocześnie otworzył Sanchezowi drogę do bramki.

Czemu Oezil nie gra jak Silva?

Chociaż w ostatnim meczu Arsenalu, zremisowanym na wyjeździe z Leicester City, Mesut Oezil również był ustawiony na lewym skrzydle, to wtedy miał więcej do powiedzenia w grze swojego zespołu. Dziś był mocno w cieniu innych piłkarzy - zwłaszcza wspomnianego Wilshere'a, ale też Sancheza, Ramseya i nawet Welbecka. Nie znaczy to, że grał źle - po prostu brakowało jego otwierających, prostopadłych podań. Jedno kluczowe miał z bocznej strefy, inne dosyć daleko od bramki. Tylko połowa jego dryblingów była udana, a więcej do powiedzenia miał dopiero, gdy mecz się znacząco otworzył w końcówce spotkania. Jednak wciąż to była gra bardziej na kontrolowanie wydarzeń, a nie rozwijanie akcji Arsenalu. Wydawało się, że Oezil będzie dla Kanonierów takim piłkarzem, jak Silva dla Manchesteru City. Przy genialnych dryblingach Hiszpana, jego ruchliwości i sposobie szukania prostopadłych piłek można napisać, że dzisiaj kontrast między popisami tych dwóch piłkarzy nie mógł być większy.

Frank Lampard Frank Lampard Fot. LASZLO BALOGH

Powrót jak zakończenie

Owszem, przy piłce wciąż wyglądał rozsądnie, całkiem nieźle wyprowadzając akcje Manchesteru City, to brak dynamiki był aż nadto widoczny. Oczywiście Lampard nie miał zastąpić Toure, bo już dawno nie jest tego typu zawodnikiem, lecz zmiana w przerwie była dosyć brutalnym podsumowaniem jego braków. Wynikających oczywiście z jego wieku i utraty walorów fizycznych. Lampard próbował kilku wślizgów, za każdym razem próbując nadrobić swoje spóźnienie - za jeden z tych fauli otrzymał żółtą kartkę. Później się pilnował, ale debiut w Manchesterze City był dla niego odzwierciedleniem zakończenia kariery na Stamford Bridge. W Chelsea w swoim ostatnim meczu także został zmieniony w przerwie, bo w środku pola brakowało "The Blues" szybkości...

Więcej o: