Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Pięć rzeczy po pierwszej kolejce Premier League

David Moyes przypomina się kibicom Manchesteru United nie tylko wywiadem, a Arsene Wenger z tęsknotą wypatruje powrotu do formy niemieckich mistrzów świata. Jednak w pierwszej kolejce Premier League kibice skupili się głównie na występach latem kupionych do Anglii piłkarzy.

Nowy wybraniec przypomniał poprzednika

Czy to przypadek, że pierwszy po zwolnieniu z Manchesteru United wywiad z Davidem Moyesem pojawił się dzień po debiucie Louisa van Gaala w Manchesterze United? Dodatkowo debiucie, który tak dosadnie przypomniał zgromadzonym na Old Trafford kibicom o katastrofalnym poprzednim sezonie. Mniejsza o sam fakt porażki ze Swansea City, to raczej jej styl musiał najbardziej boleć - z murawy aż raziło przeciętnością.

Owszem, van Gaal ostrzegał, że dziewięć kontuzji i brak znaczących wzmocnień może zatrzeć dobre wrażenie po sześciu zwycięstwach z okresu przygotowawczego, ale żeby aż tak? Darren Fletcher narzekał, że Swansea wystarczyły dwa ataki do zdobycia dwóch goli, lecz pretensje powinien mieć wyłącznie do swoich kolegów. O ile pierwsza bramka była popisem gry zespołowej "Łabędzi", tak rozstrzygające trafienie Sigurdssona dobitnie pokazało brak jakości w defensywie. Smalling łatwo oddał rywalom piłkę, Jones nie zatrzymał rywala, Blackett przestraszył się strzału, a Fellaini jak zwykle był spóźniony z kryciem.

Lepiej wcale nie wyglądała gra w ataku, bo United stwarzali zagrożenie głównie po stałych fragmentach gry. Jak za Moyesa, szukając jak najszybszego zagrania na skrzydła i dośrodkowania w pole karne. Jednak nie tylko pod tym względem pierwsze tygodnie van Gaala w lidze angielskiej przypominają czas Szkota. - Wszyscy wiedzieli, że chcieliśmy ściągnąć na Old Trafford Bale'a, Ronaldo i Fabregasa - tłumaczył we wspomnianym wywiadzie Moyes. Tego lata, oprócz przeciętnego wczoraj Andersa Herrery, Manchester United wciąż czeka na wielki transfer. Może jednak zamiast próbować niemożliwego i szukać piłkarzy za minimum czterdzieści milionów funtów, szefostwo "Czerwonych Diabłów" powinno skupić się na mniej spektakularnych, ale mimo wszystko jakościowych transferach? Po wczorajszej porażce van Gaal był wściekły i jeszcze mocniej domaga się nowych graczy. Jeśli ich nie dostanie, możliwe, że za rok przeczytamy podobny wywiad Holendra...

Francuskiej rewolucji ciąg dalszy

Właśnie - nawet patrząc na Newcastle można zapytać, dlaczego Manchester United nie zainteresował się sprowadzeniem takiego piłkarza jak Remy Cabella. Francuz był rewelacją skądinąd nudnego niedzielnego spotkania z Manchesterem City, które mistrzowie w iście mistrzowskim stylu wygrali.

24-letni skrzydłowy kapitalnie dryblował, sprawiał najwięcej problemów rywalom, kreował sytuacje kolegom i tylko zabrakło okazji, by mógł strzelić gola. Nieźle zaprezentował się też Daryl Janmaat, wprowadzony w drugiej połowie Ayoze Perez szybko stworzył zagrożenie i powinien był wyrównać wynik przed rozstrzygającą bramką Sergio Aguero. Nieco zawiódł kolejny z francuskich transferów Newcastle, Emmanuel Riviere, który chociaż miał swoje szanse, to jego strzały lądowały bliżej narożnika boiska niż bramki Joe Harta.

A co z mistrzami? Na pewno poprawili grę w porównaniu z meczem o Tarczę Wspólnoty, ale wciąż jest kilka powodów do niepokoju - choćby dlatego, że Demichelis i Kompany regularnie przegrywali pojedynki z Remym właśnie. Nie zawiedli napastnicy, bo Edin Dżeko zaliczył piękną asystę, bardzo aktywny był Jovetić, a wprowadzony w drugiej połowie Sergio Aguero chyba tym golem zapomniał o indywidualnie nieudanym mundialu.

Southampton "A" 2-1 Southampton "B"

Wielu spodziewało się, że po letniej rewolucji w Southampton ich otwarcie będzie bolesną lekcją od wice-mistrzów Anglii, którzy przecież także z wyprzedaży na St Mary's Stadium skorzystali. Błąd - Ronald Koeman nie tylko całkiem dobrze wkomponował nowych piłkarzy, ale też utrzymał styl, który jakiś czas temu narzucił "Świętym" Mauricio Pochettino.

Jeszcze przed przerwą niedzielnego spotkania może widać było trochę nerwowości w grze Southampton, którą wykorzystał świetnym prostopadłym podaniem Henderson, zaliczając asystę przy golu Sterlinga... ale w drugiej połowie goście zdominowali faworyzowany Liverpool. Świetnie grał James Ward-Prowse, który w poprzednim sezonie był u Pochettino skrzydłowym, a Koeman zrobił z niego dynamicznego i inteligentnego rozgrywającego. Z bardzo dobrej strony pokazał się Dusan Tadić (jego też nie znają w Manchesterze?), całkiem solidnie zagrał Graziano Pelle - dwóch piłkarzy sprowadzonych z Eredivisie. To rezerwowe i rozkupione Southampton naprawdę zasłużyło w Liverpoolu na punkty.

Nawet na ławce nie znalazł się za to Artur Boruc, jakby udowadniając, że jego dni w tym klubie są policzone. Jeden z najlepszych zawodników "Świętych" poprzedniego sezonu już w czwartek na jednym z portali społecznościowych sugerował zmianę miejsca pracy. Gdzie wyląduje? W Anglii o jego transferze jest cicho, co raczej sugeruje transfer poza Premier League...

Kto tęskni za mistrzami?

Krytykowany w drugiej części poprzedniego sezonu, także różnie oceniany za grę w reprezentacji Niemiec na mistrzostwach świata - jeśli jednak mecz Arsenalu z Crystal Palace coś pokazał, to właśnie brak w jedenastce "Kanonierów" Mesuta Oezila. Podopieczni Arsene Wengera wymęczyli zwycięstwo z drużyną, która straciła w czwartek menedżera.

Cała pierwsza kolejka kręciła się wokół tego, jak spiszą się w poszczególnych klubach nowi zawodnicy i akurat Arsenal nie był tego wyjątkiem. Całkiem nieźle funkcjonowała prawa strona kandydatów do mistrzostwa, gdzie Debuchy skutecznie asekurował chętnie dryblującego Alexisa Sancheza. Jednak i Chilijczykowi, i np. Cazorli czy Ramseyowi brakowało Oezila. To właśnie Niemiec najlepiej czuje się w ścisku pod polem karnym rywala, a piłkarze Crystal Palace wyjątkowo szczelnie trzymali swoją defensywę. Bez niego niemal bez echa przeszły występy Sanogo i zastępującego go później Giroud.

Gorzej, że Arsenalowi brakowało też Mertesackera. Calum Chambers popełnił błąd przy akcji, która doprowadziła do rzutu rożnego przy którym Laurent Koscielny nie zorientował się w porę, że wyprzedza go Brede Hangeland i Crystal Palace wyrównało. Niemiecki środkowy obrońca to prawdziwy lider defensywy i jego dojrzałości, umiejętności oceny sytuacji zabrakło nawet w starciu ze słabym rywalem. Wtorkowe wyzwanie - starcie o Ligę Mistrzów z Besiktasem - Arsenal podejmie wciąż bez mistrzów świata.

Trener Tottenhamu Mauricio Pochettino Trener Tottenhamu Mauricio Pochettino SUZANNE PLUNKETT/REUTERS

Liga dla odważnych

Wydawało się, że najbardziej wyczekiwaną taktyczną ciekawostką pierwszej kolejki Premier League będzie występ Manchesteru United i 3-4-1-2 Louisa van Gaala, ale tak naprawdę zaimponował Mauricio Pochettino. Sobotnie derby Londynu z West Hamem układały się dla Tottenhamu fatalnie, gospodarze swoich rywali niemal wciskali w bramkę kolejnymi dośrodkowaniami, a eksperymentalne zestawienie defensywy Spurs kompletnie się nie sprawdzało. Do czasu czerwonej kartki dla... jednego z obrońców. Gdy Naughton wyleciał z boiska wydawało się, że zwycięstwo West Hamu jest niemal pewne, ale Mark Noble zmarnował karnego i spotkanie się wyrównało.

Pochettino jednak nie zrobił żadnej defensywnej zmiany - co więcej, nawet grając w dziesiątkę jego zespół był usposobiony ofensywnie, z tylko jednym defensywnym pomocnikiem i takimi zawodnikami jak Lamela, Lennon i Eriksen w drugiej linii. Zdało to egzamin głównie dzięki podaniom ostatniego, a imponowała wymienność pozycji, asekuracja oraz skuteczność w wygrywaniu pojedynków, zwłaszcza po przerwie.

Spotkanie dla Tottenhamu wygrał Eric Dier, który zaczynał mecz na środku obrony, później przeszedł na prawą stronę, a akcję bramkową wykończył jak rasowy napastnik. Można nawet powiedzieć, że w sposób mało charakterystyczny dla typowego angielskiego defensora, ale przypadek Diera jest znacznie ciekawszy. On od dziesiątego roku życia szkolił się w Portugalii, ze Sportingu Lizbona trafił tego lata do Tottenhamu. W jego grze widać było spokój, skupienie, ale też elegancję i pewność każdego ruchu - aspekty zupełnie odmienne od wielu wybierających jak najprostsze rozwiązania rodaków. To również nie przypadek, że to właśnie jego - nominalnego defensywnego pomocnika - Pochettino wybrał na łatanie dziur w składzie, jakby podkreślając inteligencję piłkarza. Kwestia czasu, jak ten "stworzony" (choć bardziej pasuje określenie - wychowany) w Portugalii talent trafi do kadry Roya Hodgsona?