Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Premier League. 12 momentów sezonu wartych zapamiętania

To był najbardziej szalony sezon w historii Premier League. Bez Fergusona, ale za to z Mourinho. Z odrodzonym Liverpoolem, z MU w kryzysie oraz Arsenalem i Tottenhamem kapitulującymi po raz kolejny. Z pierwszym mistrzostwem trenera spoza Europy, w plebiscytach na najlepszego szkoleniowca przyćmionego i tak przez ratującego swój zespół przed spadkiem "Crystal Pulisa". Najlepsze momenty ligi angielskiej wspomina Michał Okoński, dziennikarz "Tygodnika Powszechnego" i autor bloga "Futbol jest okrutny".

Potknięcie

13 kwietnia 2014, 25. rocznica tragedii Hillsborough. ?Nigdy więcej pieprzonych potknięć? ? krzyczy Steven Gerrard. Jego koledzy cieszą się właśnie z ciężko wywalczonego zwycięstwa nad Manchesterem City. Wygląda na to, że mistrzostwo kraju jest na wyciągnięcie ręki, więc czekający na nie przez całą swoją karierę kapitan drużyny ma łzy w oczach, a potem gromadzi wokół siebie kolegów, żeby jeszcze na boisku mobilizować ich do powtórzenia wysiłku w kolejnym meczu. Ale kilka tygodni później Gerrard... potyka się podczas spotkania z Chelsea, adresowane doń podanie Sakho przejmuje Demba Ba, pędzi na bramkę i strzela gola w doliczonym czasie gry pierwszej połowy. W drugich 45. minutach drużyna z Anfield bije głową w mur, a goście kontrują raz jeszcze. Po porażce 0:2 szanse Liverpoolu na mistrzostwo znacząco się zmniejszają, żeby spaść do zera podczas jednego z najbardziej nieprawdopodobnych meczów sezonu, 5 maja, kiedy zespół Brendana Rodgersa, zajęty nadrabianiem niekorzystnego stosunku bramek do MC, w 9 minut trwoni trzybramkowe prowadzenie w spotkaniu z Crystal Palace. Żeby strawestować słynne powiedzenie dawnego obrońcy Liverpoolu Alana Hansena ("Niczego nie wygrasz z dzieciakami", skomentował wystawianie przez Aleksa Fergusona w 1995 r. mistrzowskich wkrótce młodzieńców: Beckhama, Neville'a, Butta czy Scholesa) - niczego nie wygrasz bez obrony.

Luis Suarez Luis Suarez Fot. PHIL NOBLE

Powrót

25 sierpnia 2013. Luis Suarez wraca do składu Liverpoolu po dziesięciomeczowej karze za ugryzienie Branislawa Ivanovicia. Jego zespół przegrywa wprawdzie mecz Pucharu Ligi z MU, ale będzie to jedna z nielicznych porażek, odniesionych w tym sezonie. Urugwajczyk wraca (zacytujmy raz jeszcze Rafała Steca) "z subtelnymi podcinkami, 40-metrowymi wolejami, chirurgicznymi cięciami z rzutów wolnych, slalomami, które nie miałyby końca, gdyby nie musiał kiedyś walnąć do siatki. Jakby odmówił odbębniania snajperskiej formalności, z zemsty za tamtą karę na zawsze wzgardził golami wkopanymi z dwóch metrów, rykoszetami, strzałami dupą". W sumie w sezonie 2013/14 zdobędzie 31 goli w 33 spotkaniach (w tym dwa hat tricki i jeden mecz zakończony czterema trafieniami) ? niebywałe statystyki, zważywszy, że w wielu spotkaniach wystąpi nie jako wysunięty napastnik, ale jako jeden z piłkarzy atakujących ze skrzydeł i pracujących na bramki kolegów (po sezonie naliczymy mu 87 podań kluczowych, w tym 12 asyst). Zasłużenie wybrany piłkarzem roku zarówno przez piłkarzy, jak i przez dziennikarzy, Suarez chce zostać w klubie - co pozwala kibicom Liverpoolu pogodzić się jakoś z wicemistrzostwem. Przed rozpoczęciem sezonu zresztą nie mierzyli tak wysoko.

Arsenal - Norwich City Arsenal - Norwich City Fot. Bogdan Maran AP

Gol

19 października 2013, mecz Norwich-Arsenal. Wszystko zaczyna odbiór Flaminiego przed własnym polem karnym. Wilshere przejmuje piłkę, omija próbującego mu ją odebrać Fera, podciąga akcję w okolice środka pola i podaje do biegnącego przy lewej linii Gibbsa. Ten przekracza połowę i odgrywa do znajdującego się przed nim Cazorli. Hiszpan ścina do środka i oddaje Wilshere'owi, będącemu już około pięciu metrów przed polem karnym. Wszystko zaczyna dziać się równocześnie. Wilshere przyjmuje, oddaje znów Cazorli, ten bez przyjęcia zagrywa do Giroud - niby nic, niby jeszcze jedno z tak lubianych przez Wengera rozegrań w trójkącie, ale dwóch pomocników Norwich zostaje już za plecami, problemem są jedynie obrońcy, z którymi Francuz pozostaje w jednej linii. Giroud piętą do Wilshere?a, Wilshere piętą do Giroud, piłka w powietrzu, Wilshere w ruchu, obrońcy wryci w ziemię liczą na spalonego, Giroud zewnętrzną częścią stopy do Wilshere'a, Wilshere do bramki. Dwadzieścia trzy kontakty z piłką, dziesięć podań, przy czym od momentu zagrania Cazorli do Wilshere'a liczba kontaktów z piłką i podań zrównuje się. Ostatnich siedem, tak jest, siedem podań odbywa się bez przyjęcia w ciągu czterech i pół sekundy. Wtedy jeszcze naprawdę można wierzyć, że to może być przełomowy sezon Arsenalu...

Kontuzja

26 grudnia 2013. Utykający Aaron Ramsey schodzi z boiska w 64. minucie spotkania z West Hamem. Arsenal jest wtedy liderem tabeli, a 23-letni Walijczyk w poprzednich spotkaniach strzela bramki równie często jak Olivier Giroud i asystuje równie regularnie jak Mesut Ozil, a biegając od pola karnego do pola karnego przewodzi również w statystykach odbiorów. Kiedy Ramsey wróci na boisko po czterech miesiącach, jego drużyna odpadnie już z Ligi Mistrzów i przestanie się liczyć w walce o mistrzostwo kraju (tylko, a może aż - zważywszy na medialny obyczaj liczenia Arsene'owi Wengerowi lat bez trofeum - na Puchar Anglii może jeszcze liczyć). Leczących kontuzje Kanonierów będzie w minionym sezonie oczywiście dużo więcej: dość wspomnieć wielotygodniowe nieobecności Walcotta, Ozila, Oxlade-Chamberlaina i Wilshere?a; w ostatniej kolejce po półtorarocznej przerwie zagrał wreszcie Abou Diaby. Nic dziwnego, że o konieczności przebudowy sztabu medycznego na Emirates mówi się równie często, co o kolejnych - na miarę Ozila - transferach do klubu.

Transfer

23 sierpnia 2013. Brazylijczyk Willian jest w ośrodku treningowym Tottenhamu, gdzie ma podpisać kontrakt z tym klubem. Media, za cichym przyzwoleniem służb prasowych północnolondyńskiej drużyny, rozpisują się na temat badań medycznych piłkarza. Wtedy do akcji wkracza Jose Mourinho. Wystarcza kilka telefonów, rosyjskie koneksje Romana Abramowicza (Willian jest zawodnikiem Anżi Machaczkała), a przede wszystkim obietnica gry w Lidze Mistrzów, by piłkarz zmienił zdanie, opuścił północny Londyn i przeniósł się do zachodniej części miasta. W Tottenhamie Andre Villas-Boas ze smutkiem tłumaczy się dziennikarzom ze swojej porażki, a dyrektor sportowy Franco Baldini na gwałt poszukuje zastępców Brazylijczyka. W Chelsea na konferencji prasowej Jose Mourinho życzliwie radzi innym klubom, by trzymały w sekrecie fakt badań medycznych piłkarzy, których zamierzają kupić, żeby nikt ich nie sprzątnął sprzed nosa. Konsekwencje niefrasobliwości Tottenhamu są spore: Willian jest pierwszym celem transferowym Villas-Boasa, który kilka miesięcy później straci pracę po tym, jak nie uda mu się wkomponować do składu "transferów zastępczych", sprowadzonych na miejsce Garetha Bale'a; w Chelsea z kolei miejsce w składzie traci Juan Mata, który zimą trafi do Manchesteru United.

David Moyes David Moyes Fot. Clint Hughes/AP

Dośrodkowanie

9 lutego 2014. Manchester United zaledwie remisuje u siebie z Fulham. Oczywiście katastrof w tym sezonie Czerwonych Diabłów było dużo więcej (podczas kadencji Davida Moyesa dwukrotnie przegrali z MC, dwukrotnie z Liverpoolem i dwukrotnie z poprzednim klubem tego trenera Evertonem; do tego wypada doliczyć porażki ze Stoke, Swansea, Tottenhamem, Newcastle; Ryan Giggs z kolei przegrał u siebie z Sunderlandem), ale ta symbolizuje najdobitniej fiasko taktyki szkockiego szkoleniowca: 81 dośrodkowań w ciągu 90 minut nie pozwoliło jego podopiecznym wygrać z zespołem, który za parę miesięcy spadnie z Premier League. 28 marca 2014 roku nad Old Trafford pojawi się samolocik ciągnący za sobą hasło "Wrong One - Moyes Out", co nawiązuje rzecz jasna do wiszącego na jednej z trybun baneru "Chosen One". Od tamtej chwili trener MU popracuje jeszcze niecały miesiąc: zostanie zwolniony 22 kwietnia. Nie pomogą wysiłki odrodzonego Rooneya, nie pomoże transfer wspomnianego Maty i danie szansy młodemu Januzajowi: Moyes, zdaniem wielu dziennikarzy, ?straci szatnię?, a po kolejnych porażkach nie będzie potrafił udzielić spójnych odpowiedzi na proste pytanie, dlaczego zespół gra źle. W końcu właściciele klubu stracą cierpliwość: z sześciu lat, na które podpisał kontrakt, zrobi się niepełny sezon. A z odejściem Moyesa (oraz przechodzącego do Interu Nemanji Vidicia i Rio Ferdinanda, z którym nie przedłużono kontraktu) ostatecznie skończy się epoka sir Aleksa Fergusona, który był kluczową osobą podczas jego procesu rekrutacyjnego. Następny trener zostanie wybrany zgodnie z regułami korporacji.

Alan Pardew kontra David Meyler z Hull City Alan Pardew kontra David Meyler z Hull City Fot. Lynne Cameron

Byk

1 marca 2014 roku. 72 minuta meczu Hull-Newcastle. Piłkarz gospodarzy David Meyler biegnie do linii bocznej, żeby wyrzucić piłkę z autu, potrącając po drodze menedżera Newcastle Alana Pardew. Pardew ma pretensje, rozpoczyna się pyskówka, w trakcie której 52-letni szkoleniowiec zbliża twarz do twarzy piłkarza, jakby miał zamiar uderzyć go z byka. Sędzia odsyła trenera na trybuny, Newcastle karze go stutysięczną grzywną, do której kolejne 60 tysięcy dokłada Football Association (wraz z siedmiomeczowym zawieszeniem). To kolejny incydent z udziałem Alana Pardew w sezonie 2013/14 - wcześniej wulgarnie zwyzywał Manuela Pellegriniego; poprzednimi laty potrafił popchnąć sędziego albo wdawać się w werbalne utarczki z Arsenem Wengerem. Do zwolnienia menedżera ostatecznie nie dochodzi, choć media piszą o tym regularnie, a atmosfera wokół klubu jest fatalna: w 69. minucie marcowego meczu z Cardiff protestujący kibice masowo opuszczają St. James? Park. Dwa miesiące wcześniej Newcastle sprzedaje jednego z najlepszych w drużynie Yohanna Cabaye'a, później zaczyna przegrywać mecz za meczem. O braku ambicji właściciela klubu Mike'a Ashleya mówi się od lat, podobnie jak o trudnościach w zintegrowaniu francuskojęzycznej grupy piłkarzy z zawodnikami z Wysp. Czy człowiek, który nie panuje nad sobą, będzie w stanie zapanować nad podwładnymi? Futbol, choć obraca gigantycznymi pieniędzmi, jest jedną z nielicznych gałęzi ekonomii, w której podobnych pytań się nie stawia.

Arsenal - Chelsea Arsenal - Chelsea Fot. ANDREW WINNING REUTERS

Mecz

23 marca 2014. Tysięczny mecz Arsenalu pod wodzą Arsene'a Wengera, rozgrywany na Stamford Bridge i rozstrzygnięty w zasadzie po dziesięciu minutach. "Zjawiliśmy się tu, żeby zabijać" - podsumuje nastawienie swoich podopiecznych Jose Mourinho. Arsenal zderza się z pressingiem przeciwnika, piłkarze Wengera tracą piłkę raz i drugi, mniej więcej z połowy boiska rusza szybki atak Chelsea, podają kolejne bramki. W trakcie tego spotkania sędzia myli się, wyrzucając z boiska nie tego piłkarza Arsenalu za rękę w polu karnym, ale w gruncie rzeczy ta pomyłka nie ma wielkiego znaczenia dla całości obrazu. "To był koszmar, za który biorę pełną odpowiedzialność" - mówi po meczu Wenger. Po upływie dwóch miesięcy nie znamy odpowiedzi na pytanie, dlaczego nie zaczął tamtego spotkania ostrożniej. Za bardzo wierzył w swoich chłopców? Jego zdolności racjonalnego myślenia przed meczem zaburzyły osobiste wycieczki Mourinho? Skończyło się 6:0: brutalne zderzenie z rzeczywistością wszystkich tych, którzy w szesnastym sezonie Wengera postanowili uwierzyć w niego ponownie.

Arsenal 2-0 Southampton Arsenal 2-0 Southampton Fot. Matt Dunham AP

Błąd

23 listopada 2013, mecz Arsenal-Southampton. Bramkarz gości Artur Boruc próbuje dryblingu we własnym polu karnym, Olivier Giroud odbiera mu piłkę i strzela bramkę. Jest kupa śmiechu, podobnie jak wtedy, gdy reprezentant Polski wpuszcza gola strzelonego mu przez? bramkarza Stoke Asmira Begovicia. Poza tym jednak nikt z jego drużyny się nie śmieje - a i Boruc broni całkiem dobrze. Southampton kończy sezon na ósmym miejscu, pod trenerem Mauricio Pochettino grając intensywnym pressingiem, szybkimi podaniami, zawsze z okiem na ofensywę, słowem: tak, jak większość z nas lubi najbardziej. I ma do tego - a przynajmniej miało do niedawna ? trzech znakomitych młodych Anglików, Luke'a Shawa, Adama Lallanę i Jaya Rodrigueza (po pierwszego już zgłosił się Manchester United, po drugiego - Liverpool, trzecim interesuje się Tottenham). Oprócz Evertonu pod Roberto Martinezem, to Southampton Mauricio Pochettino robi największe postępy z drużyn spoza wielkiej czwórki, a efektem jest zainteresowanie innych klubów nie tylko piłkarzami: argentyński trener Southamptonu staje się jednym z najpoważniejszych kandydatów do pracy w Tottenhamie.

Tony Pulis Tony Pulis Fot. PHIL NOBLE REUTERS

Nominacja

23 listopada 2013 znajdujące się w strefie spadkowej i powszechnie typowane do spadku Crystal Palace zatrudnia Tony?ego Pulisa, dawnego szkoleniowca Stoke i człowieka, który nigdy jeszcze podczas 21-letniej kariery trenerskiej nie doświadczył degradacji. To, co dzieje się później, nie daje się porównać z niczym ? nawet z inną wielką ucieczką tego sezonu, dokonaną przez Gusa Poyeta z Sunderlandem. Poyet, owszem, w ciągu zaledwie dwóch tygodni wygrywa na Stamford Bridge i Old Trafford oraz przywozi remis z Etihad, ale cuda Pulisa rozkładają się na czas dużo dłuższy. Dziewiąte miejsce (awans o dziewięć pozycji w tabeli), 45 punktów na koniec sezonu, kiedy po pierwszych 11 kolejkach były zaledwie 4, jedenaście zwycięstw w 24 spotkaniach, w końcu tytuł trenera roku od League Managers Association, a w wielu jedenastkach sezonu także miejsce dla przewodzącego w statystykach wślizgów i przechwytów Mile?a Jedinaka, generalnie szczelniejsza obrona (10 meczów bez straty gola), i piekielnie szybkie kontrataki (o dryblingach Yannicka Bolasie mogliby coś powiedzieć nie tylko obrońcy Liverpoolu), a nawet drugie życie wyśmiewanego w czasach Arsenalu Marouane'a Chamakha, tu używanego nie jako wysunięty napastnik, ale jako "dziesiątka" - czasem, jak widać, warto zmieniać menedżerów.

Jose Mourinho Jose Mourinho Fot. Andres Kudacki (AP Photo/Andres Kudacki)

Cytat

Tu do wyboru, do koloru. Wszystkie oczywiście z Jose Mourinho - nic dziwnego, że angielskie media tak tęskniły za Portugalczykiem. Np. o swoich podopiecznych jako "pięknych młodych jajeczkach, które potrzebują mamy, albo ? w tym przypadku - taty, który będzie trzymał je w cieple, żeby mogły się wykluć", lub - innym razem - o źrebakach, które wciąż potrzebują mleka i uczą się skakać, a stają do wyścigu o mistrzostwo z rumakami wyścigowymi. O "strachu przed porażką', paraliżującym rzekomo Arsene?a Wengera i o "wiecznych narzekaniach" trenera Arsenalu. O XIX-wiecznym ponoć futbolu West Hamu, kiedy piłkarze Sama Allardyce'a nie dali sobie strzelić gola na Stamford Bridge (kultowa riposta trenera WHU zaczyna się w 33. sekundzie tego klipu. Wszystko to ogląda się i cytuje znakomicie, ale najciekawsze są jednak wypowiedzi Mourinho o taktyce, tłumaczące dlaczego w pewnym momencie sezonu odszedł od wcześniejszych deklaracji o tym, że nie podobał mu się styl gry drużyny z czasów przed swoim powrotem do klubu. Mourinho uznaje, że aby odnieść sukces z tymi piłkarzami powinien pozostać przy takim właśnie stylu - nieefektownym, polegającym często na wkładaniu kija w szprychy przeciwnika, ale gwarantującym wyniki. "Wszystko, co mówię i robię, to wojna psychologiczna. Wszystko jest wojną psychologiczną, z wyjątkiem rezultatów" - tłumaczy również swoje krasomówstwo. Pytanie, czy trzecie miejsce w lidze i półfinał Champions League to rezultat satysfakcjonujący, należałoby postawić Romanowi Abramowiczowi.

Radość Manchesteru City po golu na 3:2 Radość Manchesteru City po golu na 3:2 Fot. DARREN STAPLES REUTERS

Wspomnienie

13 maja 2012 (tak to nie pomyłka): Sergio Aguero zdobywa bramkę w 93. minucie meczu z QPR, zapewniając Manchesterowi City mistrzostwo Anglii. Poprzedni gol dla MC również pada w doliczonym czasie gry. W zakończonym właśnie sezonie odzyskanie tytułu po rocznej przerwie nie wiąże się z aż takimi emocjami ? może tylko wyrównujący gol Nasriego w 88. minucie meczu z Sunderlandem, 16 kwietnia 2014, okazuje się istotny w kontekście późniejszych wpadek Liverpoolu. Na blogu pisałem o syntezie, jaką stanowił w tym roku zespół Manuela Pellegriniego między równie imponującym w ofensywie Liverpoolem i tylko nieco lepszą w defensywie Chelsea. Oczywiście momentów istotnych w sezonie MC jest wiele, nie najmniej ważnym okazuje się posadzenie na ławce popełniającego jesienią błędy Joe Harta, ale mistrzostwo kraju zdobywają nie dzięki któremuś z nich osobno ? a bardziej dzięki ich powtarzalności. Yaya Toure, wyprowadzający piłkę sprzed własnego pola karnego, zdobywa  ponad 20 goli. Borykający się z kontuzjami Aguero strzela w zasadzie tyle samo, a kiedy nie może grać, piekielne ważne bramki zdobywa Dżeko. Silva i Nasri operują między liniami, z tyłu do poziomu Kompany'ego doszlusowuje w końcu Demichelis? To przez uzyskaną po pierwszych kilku miesiącach pracy Pellegriniego w Anglii regularność, emocji w ostatniej kolejce było jak na lekarstwo - wyjątek potwierdzający regułę, że generalnie Premier League równa się emocje.

Więcej o: