Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Przed sezonem grał w trzecioligowych rezerwach, teraz jest bohaterem [WEEKEND W EUROPIE]

Czołówka angielskiej Premier League zdecydowanie zawodzi w ostatnich meczach, Atletico Madryt nie zatraciło nic ze swojej niesamowitej skuteczności, a w Valencii bohaterem jest 25-latek, który przed tym sezonem co najwyżej grał w trzecioligowych rezerwach. Zapraszamy na przegląd najciekawszych weekendowych wydarzeń z zagranicznych lig europejskich.
Anthony Martial Anthony Martial TONY O'BRIEN/REUTERS

Zmierzch czołówki

Jeden tweet, który mówi wszystko o tym sezonie Premier League.

Czołowa ósemka poprzedniego sezonu - to kolejno Chelsea, Manchester City, Arsenal, Manchester United, Tottenham, Liverpool, Southampton i Swansea - w ostatnich 40 meczach (czyli pięciu kolejkach) zdobyła 45 punktów. Te zespoły wygrały 11 spotkań, zremisowały 12 i przegrały aż 17. Nawet biorąc pod uwagę, że w tym czasie grały ze sobą pięciokrotnie to zatrważająca statystyka. I pokazująca wyrównany, ale jednocześnie nie najwyższy poziom obecnego sezonu.

Słowo "jakość" jest na Wyspach odmieniane przez wszystkie przypadki, zwłaszcza po odpadnięciu Manchesteru United z Ligi Mistrzów. "Czerwone Diabły" są na czwartym miejscu pomimo tego, że wielu kibiców nie może zwyczajnie oglądać ich nudnej i przewidywalnej gry. Pomimo to do prowadzącego Arsenalu tracą tylko cztery punkty. Ale to tylko wierzchołek góry lodowej, jeśli Manchester City w ostatnich meczach wygrało ze Swansea i Southampton, ale skompromitowało się też ze Stoke oraz Liverpoolem. I zremisowało z szorującą na dnie Aston Villą. Każdy może pokonać każdego, o czym najlepiej świadczą niewielkie różnice w tabeli.

 

xSport.pl

Zdjęcie NIKE RĘKAWICE BRAMKARSKIE GK CLASSIC GS0281-885 Zdjęcie NIKE Rękawice bramkarskie GK Match GS0282 Zdjęcie Nike RĘKAWICE BRAMKARSKIE GK MATCH JR GS0284 010
NIKE RĘKAWICE BRAMKARSKIE G... NIKE Rękawice bramkarskie G... Nike RĘKAWICE BRAMKARSKIE G...
Sprawdź ceny Sprawdź ceny Sprawdź ceny
źródło: Okazje.info
Atletico Madryt Atletico Madryt ANDREA COMAS/REUTERS

Ciszej jedziesz, dalej zajedziesz?

Nadspodziewanie cicho o Atletico Madryt w tym sezonie, ale to nie oznacza, że osunęli się w przeciętność. Wręcz przeciwnie. Właśnie wykorzystało wpadkę Barcelony (2-2 z Deportivo) i zrównało się z nią liczbą punktów, 35 po 15 kolejkach. Co prawda strzeliło o 14 goli mniej od Katalończyków (22 do 36), ale Jan Oblak puścił tylko 7 goli w 15 meczach przy 15 Barcelony! Nikt nie jest lepszy w czołowych ligach Europy; nawet Bayern Monachium, który nie ma konkurencji w Bundeslidze, stracił 8 goli w 16 meczach.

A Atletico cały czas robi swoje. Dokładnie tyle ile potrzeba, by wygrywać kolejne mecze. 2-1 z Athletikiem w ten weekend, 2-1 z Benfiką dające wygranie grupy Ligi Mistrzów, 2-0 z Granadą, 2-1 z Reus w Pucharze Hiszpanii, 2-0 z Galatasaray, 1-0 z Betisem, 1-0 ze Sportingiem Gijon. 8 zwycięstw z rzędu, 14 spotkań bez porażki.

Czy to oznacza, że Atletico powalczy o tytuł? - Mamy własny sposób na walkę o mistrzostwo. Żyjemy w teraźniejszości, to najlepszy sposób na skupienie się na przyszłości. Ta filozofia przyświeca całemu klubowi, od stewardów po sztab - powiedział Simeone. Martwić może to, że Jackson Martinez nie spełnia pokładanych w nim nadziei tak samo jak i Luciano Vietto czy Stefan Savić - na tę trójkę latem wydano 80 mln euro - ale sytuację ratuje Antoine Griezmann, chyba największa gwiazda ligi nie licząc piłkarzy Realu i Barcelony. 8 goli i 2 asysty w 15 meczach. "Wyciągnął gola z kapelusza", napisała o nim "Marca" po niedzielnym meczu z Athletikiem, określając go mianem "największego talentu Atletico". A nawet gdy on nie strzela, to zawsze znajdzie się ktoś inny. Dla Atletico bramki zdobywało już jedenastu różnych piłkarzy; dla porównania w Realu i Sevilli dziewięciu, w Valencii ośmiu, a w Barcelonie siedmiu.

Grał mimo tragedii

To chyba najlepszy tydzień w historii Bournemouth. Tydzień temu na Stamford Bridge pokonało 1-0 Chelsea, natomiast w ten weekend okazało się lepsze od Manchesteru United (2-1). I pomyśleć, że w maju 2008 roku "Wiśnie" spadły do czwartej ligi angielskiej, natomiast Manchester wygrywał właśnie Ligę Mistrzów po finale z... Chelsea. W obu zwycięstwach spory udział miał Artur Boruc dzięki swoim interwencjom, ale wszyscy fani i piłkarze wspierają Harry'ego Artera.

Reprezentant Irlandii w środku tygodnia stracił dziecko. Jego córka zmarła przy porodzie. Trener Eddie Howe nie wiedział, czy postawić na niego z Manchesterem. Ale po rozmowie z nim nie miał już żadnych wątpliwości. - Czułem, że dzięki temu zajmę czymś myśli, że dzięki temu będzie mi łatwiej. Moja rodzina chciała bym zagrał. Chciałem zadedykować ten występ mojej rodzinie, zarówno obecnej tutaj, jak i nieobecnej - powiedział Arter po meczu. Po tym jak dostał żółtą kartkę w 84. minucie niemal się popłakał; został zmieniony dwie minuty później. Ma za sobą świetny występ, był praktycznie wszędzie; napędzał ataki i pomagał bronić skromnego prowadzenia.

Jaume Domenech Jaume Domenech HEINO KALIS/REUTERS

Od rezerw do bohatera

Jaume Domenech. Kto znał tego bramkarza przed sezonem? Nawet fani Valencii mieli prawo nie kojarzyć tego nazwiska. Najwyższy poziom na jakim grał do sierpnia? Rezerwy Valencii w trzeciej lidze hiszpańskiej. Sezon zaczynał jako czwarty bramkarz. Więc jak to możliwe, że ten 25-latek to obecnie to jeden z najlepszych "Nietoperzy"?

Przypadek? Przeznaczenie? Pod koniec poprzedniego sezonu poważnej kontuzji doznał Diego Alves, niekwestionowany numer 1. Zastąpić go miał sprowadzony z Club Brugge Matthew Ryan, ale w ostatnim dniu okna transferowego doznał poważnej kontuzji. Klub nie ściągnął nikogo w jego miejsce i trener stanął przed trudnym wyborem - Yoel Rodriguez albo Jaume Domenech. Faworytem był ten pierwszy, bo grał już w Primera Division w Celcie Vigo. Ale Nuno Espirito Santo postawił na Jaume Domenecha. I w debiucie ze Sportingiem Gijon uratował zwycięstwo 1-0. Od razu ogłoszono podpisanie nowego kontraktu wygasającego w 2018 roku. I cały czas pokazuje, że było warto na niego postawić. - Jaume uratował Valencię przed "goleadą" - napisała "Marca" po porażce 0-2 z Lyonem. Porażka mogłaby być boleśniejsza gdyby nie właśnie Domenech. - Jaume uratował Valencię przed katastrofą - to tytuł relacji "El Pais" po remisie 1-1 z Las Palmas. W ten weekend mierzył się z drugim rzutem karnym w lidze w swojej karierze. I znowu go obronił. Ale jeszcze bardziej imponująca była ta interwencja jedną ręką. W ten sposób uratował fatalną Valencię w ligowym debiucie Gary'ego Neville'a w roli trenera. Anglik z początku miał spory dylemat - dalej stawiać na Jaume czy dać szansę Matthew Ryanowi, który już wrócił po kontuzji - ale Domenech sprawił, że na tę chwilę jakakolwiek zmiana numeru jeden byłaby niewytłumaczalnym szaleństwem.