Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Sportowy weekend. Środkowe palce Robredo, kopiący po nogach Ronaldo

"Sportowy weekend" to tytuł cyklu w Sport.pl. Co tydzień w niedzielę wieczorem podsumowujemy weekend w światowym sporcie, pisząc o tematach niekoniecznie lądujących na czołówkach portali. Wybieramy: wydarzenie, bohatera, antybohatera, liczbę, wideo, zdjęcie, cytat i tweet weekendu.
Tommy Robredo i Andy Murray Tommy Robredo i Andy Murray twitter.com

Tweet weekendu

Finał turnieju ATP w Valencii był niesamowity. Andy Murray wygrał z Tommym Robredo 3:6, 7:6 (9-7), 7:6 (10-8). Szkot obronił 5 piłek meczowych! Hiszpan był tak zdesperowany i tak zniechęcony kolejnymi cudownymi obronami rywala, że aż... pokazał mu środkowe palce. Ale, co może trudno sobie wyobrazić, to pokazanie środkowych palców było tak naprawdę czymś miłym. Było uznaniem dla klasy rywala i pokazem swojej bezsilności. Na dowód zdjęcie obu tenisistów tuż po:

 

Andy Murray i Tommy Robredotwitter.com

Wydarzenie weekendu

Nie było to wydarzeni stricte sportowe. Wszak towarzyski pojedynek bokserski w którym nie wyłania się zwycięzcy, nie może być za takie do końca uznany. Ale to jednak Gołota. Andrzej Gołota, który mimo tego, że w najważniejszych momentach kariery przegrywał, to i tak jest legendą polskiego boku. I tak naprawdę wszyscy mają nadzieję, że zobaczymy jeszcze kolejną pożegnalną walkę Gołoty.

52 stoczonych pojedynków, 41 zwycięstw, 33 przed czasem, 9 porażek i jeden remis. Andrzej Gołota przez niemal ćwierć wieku rozpalał emocje polskich kibiców.

Jego rywalem w sobotę był Danell Nicholson. Nieprzypadkowo. Amerykaninowi pięknie zapowiadającą się karierę bokserską złamała właśnie porażka z Polakiem w 1996 roku.

W czterorundowym pojedynku zobaczyliśmy kilka ciekawych akcji z obu stron. Gołota starał się być aktywny, zadał kilka ciosów, przy okazji nieźle unikał uderzeń 47-letniego Amerykanina. Najciekawiej było w końcówce trzeciej rundy, kiedy obaj pięściarze poszli na wymianę ciosów. Dlatego że walka była pokazowa, zwycięzcy nie wyłoniono.

Czytaj więcej o pięknej, choć naznaczonej porażkami karierze Andrzeja Gołoty

Ronaldo po rzucie karnym w meczu Real - Barcelona Ronaldo po rzucie karnym w meczu Real - Barcelona SERGIO PEREZ/REUTERS

Wideo weekendu

El Clasico to nie tylko finezyjne akcje, piękne bramki i efektowne zagrania. Tradycją są już wzajemne uszczypliwości, nieczyste zagrania, brutalne faule. W sobotę nie było tego za dużo, ale jednak się zdarzyło. W jednej z akcji widać wyraźnie jak Cristiano Ronaldo kopie z premedytacją Daniego Alvesa, a ten nie zostaje dłużny i Portugalczyka uderza. Sędzia zdecydował się na pokazanie żółtej kartki jedynie graczowi Realu.

Trenerzy Luis Enrique i Carlo Ancelotti Trenerzy Luis Enrique i Carlo Ancelotti JUAN MEDINA/REUTERS

Bohater weekendu

Sobotnie El Clasico wygrał Real. trudno wyróżnić któregoś z zawodników, bo wszyscy zagrali świetnie. Więc wyróżniamy tego, który ich poustawiał, czyli Carlo Ancelottiego. Przed meczem blefował, że coś pozmienia, ostatecznie wystawił skład, którego spodziewała się większość ekspertów i przebieg meczu pokazał, że była to dobra decyzja. Ronaldo zrobił swoje, Isco bardzo udanie zastąpił kontuzjowanego Bale?a, Benzema znowu w tym sezonie imponował, a Modrić i Kroos byli rekordy celnych podań.

Co innego trener Barcelony Luis Enrique. On postanowił zaryzykować. Co prawda wystawienie Suareza w pierwszym składzie raczej błędem nie było (Urugwajczyk pokazał się z dobrej strony), o tyle zawrócenie Javiera Mascherano do obrony z pozycji defensywnego pomocnika, gdzie w ostatnich meczach spisywał się świetnie, błędem już chyba było. Zupełnym nieporozumieniem było postawienie na Mathieu zamiast Alby na lewej obronie. Francuski obrońca był najsłabszy na boisku.

Jan Kocian Jan Kocian ŁUKASZ WĄDOŁOWSKI

Antybohater weekendu

Pogoń Szczecin wygrała z Cracovią 2:1, a na ławce trenerskiej zadebiutował Jan Kocian. Ale czy na pewno zadebiutował? No właśnie. Oficjalnie nie. Oficjalnie jest drugim trenerem szczecinian, pierwszym jest Maciej Stolarczyk. A dlaczego tak się dzieje. Dlatego, że według przepisów PZPN, jeden trener nie może pracować w dwóch klubach ekstraklasy w trakcie jednej rundy. Kocian do niedawna był szkoleniowcem Ruchu Chorzów. i co z tego, że są przepisy, skoro działacze klubów robią co chcą? Dlatego właśnie antybohaterem weekendu zostali ci ze Szczecina.

Ale nie tylko oni są winni. Robert Warzycha z Górnika prowadzi drużynę nie mając licencji (oficjalnie trenerem jest Józef Dankowski), w zeszłym sezonie Michał Probierz po rozstaniu z Lechią, natychmiast został trenerem Jagiellonii. PZPN musi przymykać oko, bo kluby omijają przepisy i formalnie nie ma się o co przyczepić. Dopóki związek nie poprawi prawa, kluby mogłyby się zachowywać bardziej honorowo.

Cytat weekendu

Skromność też jest czasem w cenie. Dzięki temu łatwiej spełniać marzenia. Zrobił to w niedzielę Sergiusz Prusak, bramkarz Górnika Łęczna po porażce 0:1 z Lechem w Poznaniu. - Nie marzyłem o Lidze Mistrzów. Marzyłem tylko o tym, by zagrać na stadionie Lecha przy takich kibicach. Teraz mogę umierać - powiedział stacji NC+ po meczu 35-letni bramkarz łęcznian.

Liczba weekendu

3,5 - tyle goli w meczu z Lechią strzelił pomocnik Śląska Wrocław Flavio Paixao. Dlaczego pół? Bo, pierwsza bramka została zaliczona ostatecznie jako samobój Tiago Valente, ale całą akcję przeprowadził Portugalczyk ze Śląska. Potem dołożył jeszcze trzy trafienia i w tym sezonie ma już 10 trafień. W tabeli strzelców ustępuje tylko Mariuszowi Piątkowskiego z Jagiellonii.

Dobra forma Paixao może zwrócić uwagę selekcjonerowi Portugalii Fernando Santosowi, który oprócz Cristiano Ronaldo raczej nie ma nadmiaru bramkostrzelnych piłkarzy. Do jego drużyny byli już przymierzani Orlando Sa z Legii, czy brat Flavio - Marco, ale być może niespodziewanie, to właśnie będący w świetnej formie pomocnik Śląska jako pierwszy doczeka się na powołanie?

Koszulki Mario Balotellego Koszulki Mario Balotellego Koszulki Mario Balotellego

Zdjęcie weekendu

Następca Suareza? Dobre sobie. Mario Balotelli w Liverpoolu zagrał już 10 meczów. Na boisku spędził 747 minut i strzelił jednego gola. Nie dość, że mało bramek, to jeszcze sama gra Włocha jest fatalna. W meczu z Hull (0:0) znowu zmarnował doskonałą sytuację.

Nie dziwne, że na Anfield Road przed stadionem Liverpoolu pojawił się stragan (zdjęcie powyżej) na którym można wymienić swoją koszulkę Balotellego na inną, z nazwiskiem któregoś z byłych gwiazdorów The Reds

Więcej o: