Piłka kleiła się im do rąk. Legendarne występy bramkarzy

Człowiek, który zatrzymał Anglię, Książę Paryża, Król Sevilli, Gumowe Ręce, klej w rękawicach, prezydent USA i inni. Lubimy rajdy, dryblingi, strzały i piękne bramki, ale piękne parady bramkarskie i heroiczne obrony lubimy, hmm, co najmniej tak samo, ten tekst będzie więc poświęcony bramkarzom i ich legendarnym występom.

Ricardo Zamora w meczu z Włochami, MŚ 1934

Ricardo ZamoraCommons.wikimedia.org/wiki/File:Ricardo_Zamora_Espanyol.jpg

To nie były piękne mistrzostwa - przypomnijmy, rok 1934 nie był też najprzyjemniejszym rokiem w dziejach świata, a Włochy najmilszym na tym świecie miejscem. Jako gospodarze Włosi korzystali hojnie ze wszystkich "przywilejów" gospodarzenia, a więc głównie z wybiórczej ślepoty sędziów. Grali też bardzo brutalnie, a już popisem anty-fair play był mecz z Hiszpanią. Zresztą Hiszpanie też nie byli w tym meczu niewiniątkami, odpłacając pięknym za nadobne i tak, trup ścielił się gęsto, stawy trzeszczały, kości pękały.

Bramki Hiszpanii bronił, już wtedy owiany legendą, Ricardo Zamora i to właśnie jemu oberwało się najbardziej. Giovanni Ferrari faulował go przy bramce na 1:1 (taki wynikiem zakończyło się spotkanie), sędzia początkowo nie uznał bramki, ale zmienił decyzję na korzyść gospodarzy, potem słynny Giuseppe Meazza uderzył Zamorę łokciem w twarz, potem stanął mu na nodze i bramkarz opuszczał boisko z wstrząśnieniem mózgu, urazami kostki, nadgarstka i żeber. Opuszczał jednak niepokonany (nie licząc nieprawidłowo zdobytej bramki), i po pełnych 90 minutach - wtedy nie było jeszcze zmian, więc dzielny i poturbowany Zamora musiał dograć do końca, dokazując przy tym cudów męstwa.

To zresztą nie nowina dla Zamory - w 1929 roku grał w meczu z Anglią ze złamanym mostkiem.

Jan Tomaszewski na Wembley, eliminacje MŚ 1974

Znamy, więc posłuchamy. Jan Tomaszewski, człowiek, który zatrzymał Anglię, na Wembley, tę niedobrą, butną Anglię, która stanęła na naszej drodze w eliminacjach pamiętnych i sławetnych mistrzostw świata 1974. Stanęła, a my ją zmietliśmy. Ominęliśmy. Pokonaliśmy i zatrzymaliśmy. A Właściwie Jan Tomaszewski ją zatrzymał.

Najpierw jednak był mecz w Chorzowie, który wygraliśmy 2:0, ku pewnemu zaskoczeniu Anglików. Rewanż na Wembley miał być dla nich srogą pomstą, a okazał się popisem bramkarskich umiejętności Tomaszewskiego, które, oprócz wielu innych opiewań, opiewał też swą kreską słynny rysownik Grzegorz Rosiński w komiksie "Od Walii do Brazylii" drukowanym w odcinkach w czasopiśmie Relaks. O, patrzcie jaki piękny - i komiks i Janek.

Od Walii do BrazyliiOd Walii do Brazylii

Od Walii do BrazyliiOd Walii do Brazylii

Od Walii do BrazyliiOd Walii do Brazylii

A tak to wyglądało z perspektywy angielskiej - fajnie czasem posłuchać o futbolowych traumach innych, zwłaszcza, jeśli się było ich przyczyna ;)

Helmuth Ducadam, Steaua Bukareszt - Fc Barcelona, finał Pucharu Mistrzów 1986

Zaraz przejdziemy do Księcia Paryża, na razie Król Sevilli. Finał Pucharu Mistrzów w 1986 należał (podobno) do nudniejszych w historii - 120 minut bez bramek, a potem konkurs karnych. I wtedy zrobiło się ciekawie, bowiem bramkarz Steauy, niejaki Helmuth Ducadam, zaopatrzony nie tylko w przepisowego wąsa Wszystkich Szanujących Się Bramkarzy Krajów Układu Warszawskiego, ale także w gumowe ręce i niezwykłe umiejętności, obronił cztery rzuty karne z rzędu! Czyli wszystkie, jakie mu strzelano. Do dziś pozostaje to rekordem europejskich rozgrywek.

Ale poza Europą wyczyn Ducadama pobił niedawno Salomon Libman z peruwiańskiego Universidad Cesar Vallejo. W meczu 1/8 Copa Sudamericana najpierw obronił trzy strzały w konkursie rzutów karnych, potem sam poszedł i strzelił, a potem wrócił do bramki i znów obronił karnego.

Andrzej Woźniak, Francja - Polska, eliminacje Euro 1996

Jan Tomaszewski zatrzymał Anglię, a niejaki, nieco mniej pamiętany z nazwiska, Andrzej Woźniak, zatrzymał Francję - nawet wynik był taki sam - 1:1. No właśnie, mniej pamiętany z nazwiska, ale bardzo dobrze pamiętany z szlachetnego pseudonimu operacyjno-bojowego "Książę Paryża", którego to pseudonimu nabawił się (a raczej - zasłużył nań) właśnie podczas meczu z Francją w Paryżu, 16 sierpnia 1995. Oprócz heroicznych interwencji przez cały mecz Woźniak zapisał się też obroną rzutu karnego wykonywanego przez Bixente Lizarazu.

Francesco Toldo, Włochy - Holandia, Euro 2000

Lubimy takie historie: nie dość, że Toldo obronił w tym meczu milion karnych*, w tym dwa podczas regulaminowych 90 minut, ale także dlatego, że w ogóle powinno go tam nie być, bo powinien być Buffon, ale Buffon kontuzjował się tuż przed mistrzostwami i Toldo został bohaterem z przymusu.

*No dobra, milion to taka figura retoryczna, tak naprawdę trzy.

Ricardo, Portugalia - Anglia, Euro 2004 i MŚ 2006

'Do you know what nemezis means?' to pytanie, na które jeszcze do niedawna kibice Realu odpowiadali "Olympique Lyon",  kibice reprezentacji Polski "poślizg Wawrzyniaka", a kibice reprezentacji Anglii "rzuty karne i bramkarz Ricardo".

Anglicy i rzuty karne to w ogóle długa i bolesna historia, ale bramkarz Ricardo jest tej historii skisłą śmietanka skisłych śmietanek - z perspektywy angielskiej, oczywiście. Z perspektywy portugalskiej jest zapewne bohaterem. W ćwierćfinale Euro 2004 zdjął rękawice, obronił decydującego karnego, a potem strzelił decydującego karnego...

...a dwa lata później, również w ćwierćfinale, również w meczu z Anglią, obronił trzy rzuty karne w decydującej o awansie strzelaninie.

Jerzy Dudek, finał Ligi Mistrzów 2005

Kolejna historia znana i opowiadana na tysiąc i zawsze ten sam sposób - od 0:3 do 3:3 i dudek Dance. No więc tak, Jerzy Dudek najpierw wpuścił trzy gole, potem nie puszczał i patrzył jak strzelają jego koledzy, a potem wpadł na tyleż kuriozalny, co genialny sposób odstawienia tańca w bramce i obronił dwa rzuty karne.

Tim Howard, Belgia - USA, MŚ 2014

Wprawdzie reprezentacja USA przegrała z Belgią 1:2 i wyleciała z mistrzostw świata na poziomie 1/8 finału, ale wcześniej podbiła nasze serca determinacją, walką, zaangażowaniem, wyjściem z trudnej grupy i Timem Howardem. Którego pokochali wszyscy, nie tylko Amerykanie, a jego występ w meczu z Belgią uczynił go Królem Internetów.

Zaczęła się licytacja na "Rzeczy, Które Mógłby Obronić Tim Howard", i rzeczywiście - świat byłby wtedy lepszy (gdyby je obronił).

Przemysław Tytoń, Polska - Grecja, Euro 2012

Przemysław Tytoń, człowiek, który zatrzymał Grecję, tylko trochę co z tego, skoro Polska zatrzymała się tam, gdzie zwykle, czyli na trzech meczach w grupie i lotnisku. Ale nie bądźmy złośliwi, bo dzięki Tytoniowi, zamiast zwyczajowych trzech punktów mieliśmy... dwa. Ok, no ale dobra, zamiast zwyczajowych dwóch porażek i zwycięstwa w meczu o złote kalesony, mieliśmy dwa dumne i wyszarpane przeciwnikom z gardła remisy i jedną porażkę. A kiedy Przemysław Tytoń zostawał bohaterem to zostawał nim dlatego, że dawał nadzieję.

Przypomnijmy - w drugiej połowie meczu otwarcia z Grecją, przy stanie 1:1, z boiska wyleciał Szczęsny, a nierozgrzany Tytoń musiał wejść i bronić rzutu karnego. I obronił!

Wojciech Szczęsny, Polska - Niemcy, eliminacje Euro 2016

Wojciech SzczęsnyAgencja Gazeta

Ach, cóż to był za mecz! Historyczne zwycięstwo, trzy punkty na wagę złota, ale nie, powtórzmy to jeszcze raz, bo może nie wszyscy słyszeli, HISTORYCZNE ZWYCIĘSTWO, i choć do legendy przechodzą raczej Milik, Mila i Lewandowski, to przecież gdyby nie świetne parady Wojciecha Szczęsnego, moglibyśmy nie wygrać tego meczu, a przynajmniej nie do zera.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.