Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Błędy sędziowskie wypaczyły skład finału Ligi Mistrzów? Kibice tylko o tym mówili

Już 26 maja na stadionie w Kijowie odbędzie się finał Ligi Mistrzów. Zmierzą się w nim ze sobą Real Madryt oraz Liverpool FC. Kibice już teraz ostrzą sobie zęby na tą potyczkę. Czy jednak skład finału mógł być inny? Mógł! Faza pucharowa, a w szczególności spotkania półfinałowe obfitowały w wiele błędów sędziowskich. Czy po takich sytuacjach powróci temat wprowadzenia systemu VAR od sezonu 2019/2020?

3:1 w karnych dla Romy

W rewanżowym spotkaniu pomiędzy AS Romą, a Liverpoolem dwukrotnie poważnie pokrzywdzeni zostali rzymianie.

Romie w drugiej połowie należały się trzy rzuty karne. Najpierw przy stanie 2:1 dla gości w szesnastce sfaulowany został przez Lorisa Kariusa Edin Dżeko, a kilkanaście minut później, kiedy był już remis 2:2, piłkę ręką w polu karnym zagrał Trent Alexander-Arnol. W pierwszej sytuacji niesłusznie arbiter liniowy odgwizdał spalonego, a w drugiej prowadzący zawody Damir Skomina nie dostrzegł nieprzepisowej interwencji obrońcy Liverpoolu. Na jedenasty metr wskazał dopiero w 93. minucie po zagraniu ręką Ragnara Klavana.

Nie oznacza to jednak, że sędzia mylił się wyłącznie na korzyść "The Reds". W pierwszej połowie powinien być rzut karny dla Liverpoolu, za faul na Sadio Mane. Gwizdek słoweńskiego sędziego jednak milczał.

Bayern powinien być w finale?

Doliczonym czasie gry pierwszej połowy meczu rewanżowego pomiędzy Realem Madryt, a Bayernem Monachium po centrze w pole karne Joshuy Kimmicha ręką w obrębie własnej szesnastki zagrał Brazylijczyk Marcelo. Zagranie wydawało się ewidentne, ale Cuneyt Cakir nie odgwizdał jedenastki. Schodząc do szatni, piłkarze Bayernu mocno protestowali, pokazując arbitrowi, że kontakt z ręką był ewidentny.

Gdyby Cuneyt Cakir zdecydował się wskazać na wapno, a goście wykorzystali by ten stały fragment gry, to byłoby 2:1 i w efekcie Bawarczycy mogli dowieźć zwycięstwo do końca rewanżu.

Pierwszy mecz też mógł wyglądać inaczej

Już w pierwszym meczu doszło do dwóch kontrowersyjnych sytuacji. W 1. minucie pierwszego spotkania pomiędzy Bayernem Monachium, a Realem Madryt na Allianz Arenie, Robert Lewandowski został popchnięty w polu karnym Realu przez Daniego Carvajala. Polak jeszcze zdołał dośrodkować piłkę do Thomasa Muellera, a za chwilę zaczął domagać się podyktowania rzutu karnego. Bjorn Kuipers nie zauważył przewinienia i nakazał grać dalej. Na filmie widać, że napastnik Bayernu był popychany przez hiszpańskiego obrońcę.

Druga sytuacja miała miejsce w doliczonym czasie gry pierwszej połowy. W walce o górną piłkę kolejny raz Lewandowskiego nieprzepisowo powstrzymywał Carvajal, opierając się na Polaku. Sędzia jednak i tym razem postanowił nie używać gwizdka. Co ciekawe wszystko z bliska widział sędzia bramkowy.

A może Juventus?

Wiele kontrowersji wywołał rewanżowy pojedynek ćwierćfinału pomiędzy Realem, a Juventusem (3:1 dla Juventusu). W 93. minucie spotkania Juve prowadziło z "Królewskimi" 3:0. W takiej sytuacji zwycięzcę dwumeczu miała wyłonić dogrywka. Miała, ale do niej nie doszło, bo sędzia Michael Oliver podyktował rzut karny za faul Mehdiego Benatii na Lucasie Vazquezie.

Zawodnicy Juventusu nie zgadzali się z taką decyzją, a efektem ich protestów była czerwona kartka dla Gianluigiego Buffona, którego w bramce turyńczyków zastąpił Wojciech Szczęsny, Polak nie zdołał jednak obronić jedenastki. Rzut karny wykorzystany przez Cristiano Ronaldo wzbudził wiele kontrowersji.

City okradzione z gola

Liverpool zagra w finale, ale zdaniem wielu kibiców, nie powinien przejść nawet ćwierćfinału. Wszystko ze względu na błąd sędziego, który nie uznał prawidłowo zdobytej bramki Manchesteru City. 

W 42. minucie drugiego meczu ćwierćfinałowego pomiędzy Manchesterem City a Liverpoolu, Mateu Lahoz nie uznał prawidłowo zdobytej bramki strzeloną przez Leroy'a Sane, mimo że arbiter bramkowy widział wszystko jak na dłoni. Za protesty trener Pep Guardiola został odesłany na drugą połowę na trybuny.

Juventus' Miralem Pjanic receives a yellow card from referee Szymon Marciniak during the Champions League, round of 16, second-leg soccer match between Juventus and Tottenham Hotspur, at the Wembley Stadium in London, Wednesday, March 7, 2018. (AP Photo/Frank Augstein) Juventus' Miralem Pjanic receives a yellow card from referee Szymon Marciniak during the Champions League, round of 16, second-leg soccer match between Juventus and Tottenham Hotspur, at the Wembley Stadium in London, Wednesday, March 7, 2018. (AP Photo/Frank Augstein) FRANK AUGSTEIN/AP

Nie zabrakło polskiego akcentu

Pośród błędów sędziowskich w fazie pucharowej LM nie zabrakło polskiego akcentu. Szymon Marciniak sędziował spotkanie Tottenhamu Hotspur z Juventusem (1-2, 3-4 w dwumeczu) w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Polski sędzia niestety nie ustrzegł się błędów. W meczu rewanżowym pomiędzy Anglikami, a Włochami doszło do kilku kontrowersyjnych sytuacji. Pierwsza miała miejsce już w trzeciej minucie. Medhi Benatia wybijał piłkę głową, a ta zahaczyła o jego rękę. Czy w tej sytuacji należał się rzut karny? Ta sytuacja podzieliła kibiców, podobnie jak i inne tego typu zdarzenia, które są potem interpretowane na różne sposoby.

W 13. minucie piłki ręką w polu karnym dotknął Giorgio Chiellini, ale było to przypadkowe zagranie po kopnięciu futbolówki przez Harry'ego Kane'a. Tutaj polski sędzia spisał się dobrze. Na minus trzeba jednak zaliczyć przeoczenie sytuacji z 33. minuty, gdy Andrea Barzagli zdeptał Heung-Min Sona.

O ile pierwsza sytuacja była bardzo kontrowersyjna, o tyle w drugiej trzeba napisać wprost: Marciniak popełnił błąd. W 17. minucie Jan Vertonghen faulował w swoim polu karnym Douglasa Costę i Juventus powinien dostać rzut karny. Gwizdek Marciniaka jednak milczał.

Więcej o: