Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga Mistrzów. Maciej Szczęsny: Barcelona z ochotą na piwo, ale bez sił, by je otworzyć

- Zawodnicy Barcelony wyglądali jak ludzie, którzy mieliby ochotę na piwo, ale nie mieliby siły, żeby zdjąć kapsel otwieraczem - mówi uczestnik Ligi Mistrzów w barwach Legii i Widzewa, Maciej Szczęsny, po wtorkowych rewanżowych meczach ćwierćfinałowych. Roma sensacyjnie wyeliminowała Barcelonę, pokonując ją 3:0 (pierwszy mecz przegrała 1:4), a Manchester City odpadł z Liverpoolem (przegrał 1:2, a sześć dni temu "The Reds" wygrali u siebie 3:0). W środę spotkania Bayern - Sevilla i Real - Juventus. Relacje na żywo w Sport.pl o godz. 20.45
Roma - Barcelona Roma - Barcelona GREGORIO BORGIA/AP

Łukasz Jachimiak: Wtorek z Ligą Mistrzów spędził Pan oglądając bitwę o Anglię czy mecz Romy z Barceloną?

Maciej Szczęsny: Wybrałem opcję tzw. Multiligi, więc widziałem, że sprawiedliwości stało się zadość. W tym sensie, że w poprzednim sezonie Barcelona wyeliminowała Paris Saint Germain niezgodnie z przepisami, a teraz dostała lanie bez większych kontrowersji. Szwindel był w Manchesterze, w Rzymie nic takiego się nie wydarzyło.

Jest Pan kibicem Barcelony, ale i Romy, prawda? Wiem, że ma Pan sentyment do drużyn, w których występował pański syn, Wojciech Szczęsny.

- Tak, ale gdyby dzisiaj był mecz Juve - Roma, to zwycięstwa życzyłbym Juve. Generalnie to ja jestem Katalończyk. I od pewnego czasu też liverpoolczyk. To się stało bardzo szybko po przyjściu Juergena Kloppa. Na dobre liverpoolczykiem zostałem od meczu z Borussią Dortmund w Lidze Europy [ćwierćfinał z sezonu 2015/2016], w którym oni dostawali straszne bęcki [przegrywali 1:3], a jednak wygrali 4:3 [gola na wagę zwycięstwa i awansu do półfinału "The Reds" zdobyli w doliczonym czasie gry].

Dlatego jeśli chodzi o charakter, to ja jestem od pewnego czasu liverpoolczyk, a jeśli chodzi o piękno gry, o polot, o docenienie umiejętności pojedynczych zawodników i o to, jak ładnie one uzupełniają siłę zespołu, to jestem Katalończyk. Bo można powiedzieć, że Messi jest indywidualistą, ale nikt nie powie, że bierze piłkę pod pachę i nie daje grać zespołowi. Można powiedzieć, że Suarez jest indywidualistą, można nawet powiedzieć, że jest egoistą, ale czy kiedykolwiek ktoś mógł Suarezowi zarzucić - nawet jeśli go bardzo nie lubi, jak ja - że nie pasuje do zespołu? Powiedzieć "nie no, ten facet powinien grać w grę indywidualną"? No nie. Jestem barcelonistą, ale doceniam sukces Romy. Nie było tak, że jej kibicowałem, że ściskałem kciuki. Widziałem i widzę w Romie pewną przeciętność. Nadal się jej spodziewam. Ale doceniam, że mimo swoich ograniczeń wygrała dwumecz Barceloną.

Chyba nikt nie powie, że Roma stała się gigantem, bo wyeliminowała Barcelonę.

- Oczywiście. Ale we wtorek rzymianie byli nieprawdopodobnie mądrzy taktycznie. I co ciekawe, zdając sobie sprawę z tego, ile bramek Dżeko strzela, jak dobry ma drugi sezon z rzędu, ja nadal uważam, że to jest drużyna bez napastnika.

Aż tak?

- Chodzi mi o takiego klasycznego napastnika, może ze starych, dawnych czasów. Tęsknię za takimi. Włodzimierza Lubańskiego to oni nie mają. Albo Zygfryda Szołtysika. Okej, można się ze mnie śmiać i ja to zrozumiem. Ale jestem przekonany, że choć nadal ten Dżeko będzie strzelał tyle, ile strzela albo nawet jeszcze o 20 procent więcej, to i tak Romie niczego wielkiego to nie przyniesie. Ona teraz ma swój wielki moment, bo zagrała na świetnym poziomie jeśli chodzi o destrukcję. Nie tylko we własnym polu karnym, gdzie zawodnicy mieli dużo szczęścia i momentami byli nadspodziewanie spokojni, dzięki czemu uniknęli kiksów.

Roma Roma ANDREW MEDICHINI/AP

Kiedy jeszcze w bramce Romy grał pański syn, wiele razy zżymał się Pan na defensywę Romy, wyliczał Pan kiksy poszczególnych zawodników. Zrobili postęp, mieli szczęście?

- Zagrali super, chociaż momentami nie grali spokojnie, tylko meganerwowo. Ale o dziwo mieli znacznie więcej energii od zawodników Barcelony, nawet start do piłki mieli lepszy. W ostatnich minutach Manolas ze cztery razy wybijał piłkę a to na rzut rożny, a to na aut i w zasadzie za każdym razem był na straconej pozycji, bo a to nie powinien wyprzedzić piłkarza Barcelony, bo był gorzej ustawiony, a to był w takiej pozycji, że normalnie kopiąc w niej piłkę dziewięć na 10 razy nie wybiłby nad poprzeczką na rzut rożny, tylko trafiłby idealnie w okienko własnej bramki. Roma pokazała zespołowość, konsekwencję, siłę, ale to było jednak trochę tak: przypadek incredibile, przypadek incredibile, przypadek incredibile i zrobiło się 3:0. Wiem, będą tacy, którzy się do mnie przyczepią. Oczywiście Roma była w rewanżu znacznie lepszym zespołem od mistrza, ale nie na tyle, żeby go ograć 3:0 i po przegranej 1:4 awansować do kolejnej rundy Ligi Mistrzów.

Trudno winić Romę za to, że wykorzystała nijakość wielkiej Barcelony.

- Oczywiście można by się zastanawiać, co piłkarze Barcelony przyjęli przed meczem. To mnie strasznie dziwi, że Barcelona, która wymęcza każdego rywala grając podaniami, grając piłką, tym razem od 65. minuty wyglądała fatalnie. Jej zawodnicy wyglądali na ludzi, którzy mają dosyć wszystkiego, a już na pewno piłki nożnej. Jakby mieliby ochotę na piwo, ale brakowało im sił, żeby kapsel zdjąć otwieraczem.

To dotyczy również Messiego. Zwłaszcza kiedy zestawi się go z Cristiano Ronaldo, który dopiero co błysnął przewrotką w meczu z Juventusem. Jestem fanem talentu Messiego, uważam go za najlepszego piłkarza świata, ale muszę przyznać, że coraz bardziej doceniam to, co robi Ronaldo. Pan też?

- Kiedyś zwykłem o nim mówić "Krystyna", bo się kładł przy byle okazji, najczęściej o własne nogi, bo miał pretensje do wszystkich - do sędziego, do przeciwnika i do swoich kolegów. Ale już dawno się zapiął. Nie wiem, czy z psychologiem pracuje, czy dojrzał, czy mu jakiś trener coś przetłumaczył, w każdym razie przeszedł przemianę, o którą bym go w życiu nie podejrzewał.

Oczywiście, że wolę wirtuozerię Messiego, szybkiego, sprawnego kurdupla, którego nawet nikt ubić nie potrafi. W dzisiejszym futbolu to jest sztuka - nie dać się ubić. Ale jeśli chodzi o Ronaldo, to powiem tak: gdybym miał pójść na występ któregoś ze sztukmistrzów, to poszedłbym na występ Messiego. Ale gdyby miał szczerze powiedzieć, kto mnie bardziej oczarowuje, bo na przykład przeszedł większą odmianę, bo z całą pewnością bardziej po nim widać coś, co zawsze bardzo ceniłem, czyli pracowitość, pracę nad sobą, to wybrałbym Ronaldo.

Oczywiście, to może być niesprawiedliwe wobec Messiego. Myślenie, że Messiemu wszystko samo przyszło, to bzdura oczywista. Ale skala odmiany Ronaldo jest wielka. Umówmy się: on nie musi strzelać takich bramek jak ta przewrotką. Mógłby wtedy trafić w trybuny albo mógłby w ogóle nie próbować tego zrobić, żebym miał o nim takie zdanie, jakie mam po tej bramce. To jest mistrz, wzór. O! Wzór. Powiem tak: Messi - mistrz, Ronaldo - wzór.

Co Pan powie o naszym mistrzu i naszym wzorze? Myśli Pan, że Robert Lewandowski i jego Bayern Monachium mogą nie awansować do półfinału po wygranej w Sewilli 2:1? Bo o Real Madryt po zwycięstwie nad Juventusem w Turynie aż 3:0 nawet nie pytam.

- Wydaje się, że ani Bayernowi, ani Realowi nie stanie się nic złego. Pytanie tylko, czy to nie jest ten moment w sezonie, kiedy bohaterowie nagle są zmęczeni. Oczywiście do takiego domniemywania skłania to, co w tydzień stało się z Manchesterem City. Coś takiego przychodzi, że nagle ci, którzy grali fenomenalnie w piłkę, przestają być maszynkami do strzelania, do kreowania goli. Może przyjść trudny moment i dla kolejnych, ale oczywiście nie postawiłbym orzechów przeciwko dolarom, że Bayern albo Real nie awansuje.