Sevilla-Bayern 1:2 w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Bayern blisko awansu. Robert Lewandowski daleko od centrum wydarzeń

Bayern rykoszetami torował sobie drogę do półfinału. Męczył się, ale wygrał z Sevillą 2:1. W przypadku Roberta Lewandowskiego nie było "ale" - on po prostu się męczył

Cel wypełniony, hiszpańska klątwa rund pucharowych Ligi Mistrzów zdjęta, Bayern wprawdzie dał się wytrącić z równowagi w pierwszej połowie, ale w drugiej trzymał rywala w garści jak swoich przeciwników z Bundesligi. Zostaje w rewanżu tylko mądrze przypilnować przewagi z Sewilli i czekać na półfinał. Ale to i tak był bardzo deprymujący wieczór dla Roberta Lewandowskiego.

Spain Soccer Champions League Spain Soccer Champions League Fot. Miguel Morenatti / AP Photo

Robert sobie, piłka sobie

Rzadko się zdarzają mecze, w których drogi podań kolegów z drużyny omijają Polaka aż tak bardzo.  Lewandowski przesuwał się, pokazywał się, próbował robić miejsce sobie i innym. A piłka była gdzie indziej. - W pierwszej połowie nie stwarzaliśmy sytuacji, trudno mi było wejść w grę, poczuć mecz. Takie mecze się zdarzają. Wiele rzeczy nie funkcjonowało, traciliśmy tempo - mówił Lewandowski po meczu w rozmowie z nc+. Dopiero w 83 minucie Polak doczekał się miejsca na strzał (niecelny), ale  tylko dlatego, że rywale zawahali się, sugerując sędziemu spalonego. Wcześniej miał też jeden strzał zablokowany. W drugiej połowie zdarzyło się, że kwadrans czekał na piłkę. Środkowi obrońcy Sevilli mieli go pod kontrolą, a gdy cofał się po piłkę, obrzydzali mu życie pomocnicy rywala. Nie dostawał podań. Więcej pojedynków przegrał, niż wygrał. Patrzył, jak do sytuacji bramkowych dochodzą koledzy ustawieni za jego plecami. Ribery, Thiago, nawet Javi Martinez.

Gola nie strzelił tego wieczoru żaden z nich, wyręczyli ich piłkarze Sevilli: gol na 1:1 padł po tym jak Jesus Navas zmienił lot piłki po uderzeniu Francka Ribery'ego, a na 2:1 po tym jak Escudero pechowo zareagował przy uderzeniu głową Thiago. Głową. Thiago. Jednego z najniższych piłkarzy na boisku. I dlatego Thiago miał miejsce, a Lewandowski miał zwykle Simona Kjaera na ramieniu. Choć akurat w tej sytuacji czekał na środku pola karnego na odbitą piłkę, a Kjaer gonił za Thomasem Muellerem.

Wynik świetny dla Bayernu, wrażenia mieszane

Jupp Heynckes odniósł kolejne zwycięstwo w Lidze Mistrzów, jest pierwszym trenerem Bayernu od czasów. Heynckesa, który wygrał mecz rundy pucharowej w Hiszpanii. Poprzednie zwycięstwo to było 3:0 w Barcelonie, na paradzie Bayernu finalisty, po wcześniejszym rozbiciu u siebie Barcy 4:0. Teraz parad nie było, Bayern ma świetny wynik, ale też bardzo mieszane wrażenia z pierwszej połowy, gdy po wspaniałym początku dał się zdominować w pomocy i na lewej stronie obrony. Akcje zaczęły się rwać, podania na dobieg zaczęły lądować na autach. Bayern stracił gola po strzale Pablo Sarabii, mógł stracić kolejne, choćby niedługo wcześniej gdy Sarabia miał miejsce i czas, by przymierzyć z bliska, i strzelił obok słupka. A świetny w drugiej połowie Javi Martinez w ostatniej chwili zatrzymał wślizgiem Franco Vazqueza. Ale akurat w drugiej połowie ten groźny atak Sevilli był wyjątkiem. Wtedy już Bayern przejął rządy. Pomogła zmiana Juana Bernata na Rafinhę w obronie i wymuszone urazem Arturo Vidala wejście Jamesa Rodrigueza jeszcze przed przerwą. Kolumbijczyk brał udział w obu akcjach bramkowych, wyrównanie dla Bayernu padło już minutę po jego wejściu na boisko - i po jego podaniu do Ribery'ego, który wymusił rykoszet. Niewiele decyzji Carlo Ancelottiego z drugiego sezonu w Monachium się obroniło. Ale akurat przejęcie Jamesa od Realu, dla którego stawał się zbędny, było znakomitym wyborem. 

Duma musi boleć, ale bark i Real bolały bardziej

Bayern jest o krok od półfinału. W czterech ostatnich latach kończył Ligę Mistrzów na hiszpańskich przeszkodach: Realu, Barcelonie, Atletico, Realu. Teraz wszystko wskazuje, że nie odpadnie, ale też trudno, żeby ze zwycięstwa w starciu, którego był zdecydowanym faworytem, robił sobie wizytówkę. - Cieszymy się ze zwycięstwa, bo ostatnio nam na wyjazdach w Hiszpanii nie szło. Ale nie było rewelacyjnie, graliśmy momentami zbyt wolno. Z drugiej strony, może to też coś pokazuje, że mimo słabszego dnia wygraliśmy na wyjeździe - mówił Lewandowski.

Naprawdę trudne próby są dopiero przed nimi. Przed Heynckesem, ostatnim trenerem który wygrał z Bayernem Ligę Mistrzów. Jedynym, który zdobył z nim potrójną koronę. Przed Jamesem, który w ostatnim finale LM był zesłany na trybuny. Przed Lewandowskim, który wypatruje finału Ligi Mistrzów od czterech lat i ciągle coś go zatrzymywało. W obecnym sezonie LM jeszcze nie miał meczu do długiego wspominania, w klasyfikacji strzelców jest daleko. Ale nadal jest w grze. Mecz w Sevilli musiał nieco zranić dumę, ale kończenie poprzedniego ćwierćfinału LM po porażce z Realem i z niedoleczonym barkiem - to był prawdziwy ból.