Massimiliano Allegri przyszedł do Juventusu jako wróg, ciało obce z Milanu. Kibice krzyczeli do niego, że jest "kawałkiem g.", pluli na jego samochód, obrzucali jajkami. W sobotę może być drugim trenerem po Jose Mourinho, który zdobył z włoskim klubem potrójną koronę.
Jest znakomity w analizowaniu meczów z ławki i reagowaniu na wydarzenia. W tym sezonie grał siedmioma różnymi ustawieniami, żonglując bardzo płynnie tym, co wypracowali na treningach, przestawiając elementy w biegu. Stworzył drużynę bardzo wszechstronną. I zupełnie odmienioną kadrowo w porównaniu do Juve -finalisty sprzed dwóch lat.
To nie jest tylko Juventus obrony, choć ona mu zapewnia najwięcej statystycznych rekordów. I oczywiście pozostaje jego największą siłą. Juventus stracił w Lidze Mistrzów ledwie trzy gole, przy 17 straconych Realu. Nie pozwolił na strzelenie ani jednego gola nawet trójce Messi-Suarez-Neymar, przez 180 minut. Pozwala rywalom na oddawanie strzałów na swoją bramkę dwa razy rzadziej niż Real. Ale Juventus to też ogromna siła w ofensywie, zabójcze kontrataki, bardzo efektywny atak. Tu niektóre statystyki obalają stereotyp: to mistrz Włoch miał statystycznie częściej piłkę w obecnej Lidze Mistrzów niż Real (56,8 do 53,4 procent), wprawdzie oddawał strzały rzadziej niż rywal, ale częściej to były strzały celne. Juventus to nie bliźniak Atletico Madryt, rzadziej mu się zdarza bronić dla samego bronienia, z reguły starał się bardzo szybko wypracować sobie przewagę, tak właśnie było w ćwierćfinałach z Barceloną i Monaco.
Może i Juventus nie ma, w przeciwieństwie do Realu, niemal równorzędnych drużyn A i B, ale też nie jest w takiej sytuacji jak dwa lata temu, gdy ostatni raz grał w finale, że właściwie każda strata piłkarza z podstawowego składu była dużym problemem. W tym sezonie radził sobie w ważnych meczach choćby bez Samiego Khediry. To Allegri wystawił w tym sezonie więcej piłkarzy w pucharach niż Zidane: 25 przy 23 Realu.
Jeśli już trzeba wybierać, to czasem bronienie dośrodkowań i stałych fragmentów gry.
Czy zagra Andrea Barzagli, pilnujący prawego boku pola karnego, czy jednak Juan Cuadrado, który da w pomocy jeszcze więcej przebojowości w atakach przy linii.
Jak napisał jeden z angielskich komentatorów, Buffon w bramce jest jak Chanel na wybiegach. Niby nigdy nie jest najmodniejszy w sezonie, ale też nigdy z mody nie wychodzi. Idol całego pokolenia bramkarzy, wciąż na topie, nawet w czasach gdy u bramkarzy zaczęto bardziej cenić grę nogami niż niektóre typowo bramkarskie cechy. On jest ze starej szkoły. I nadal jest bez Pucharu Europy.
Ma szansę zostać pierwszym piłkarzem, który zdobył trzy razy po trzy najważniejsze trofea w sezonie. Widział w piłce wszystko, zdobył w klubowej piłce wszystko, a co najważniejsze: ciągle mu się chce. Jego przyjście dało Juve kolejny gen zwycięstwa. I wszechstronność. Alves może być przy linii i obrońcą, i pomocnikiem. I uciec dalej od linii, jak w najważniejszych meczach Ligi Mistrzów, gdy był kluczową postacią w atakach Juventusu. Massimilano Allegri mówił wtedy o jego asystach: zobaczcie, on podawał piłkę jak rozgrywający, a nie boczny obrońca. Gdy odchodził z Barcelony, zapowiedział jej szefom, że jeszcze za nim zatęsknią. Był taki moment, że to on tęsknił, miał problemy z odnalezieniem się w Juve. Ale okazały się przejściowe, w najważniejszych momentach był gotowy. Gra setny mecz w Lidze Mistrzów, a naprzeciw siebie będzie mieć jedynego bocznego obrońcę, który dorównywał mu przez ostatnie lata fantazją w ofensywie: Marcelo.
Najmniej doceniany z obronnego tria BBC. Nie tak dobry w obrzydzaniu życia rywalom jak Chiellini, nie tak dobry w wyprowadzeni piłki jak Leonardo Bonucci. Ale jednak świetny i zaskakująco zwrotny jak na swoją budowę. Często to właśnie jemu przypadają najtrudniejsze zadania. To on w starciach z Monaco miał trzymać Kyliana Mbappe jak najdalej od bramki Juve.
Długo czekał na uznanie. Dziś jest uważany za najlepszego pomocnika wśród obrońców. W przeszkadzaniu nadal jest znakomity. Ale uwagę zwraca to, jak wyprowadza piłkę z obrony. Elegancki, opanowany, z przeszłością w pomocy. Chce go mieć u siebie Pep Guardiola, ponoć chciałby też Zidane. Bonucci mówi: mogłem odejść, ale zostałem w Juve, żeby wygrać Ligę Mistrzów.
Z lekarskiej rodziny, świetnie wykształcony, poza boiskiem inteligentny i rozbrajający, na boisku - diabeł. Specjalista od akcji ratunkowych, człowiek wślizg, człowiek blok, czasami przesadzający z rozpychaniem się łokciami i z innymi chwytami, ale też na tyle sprytny, by unikać kłopotów z sędziami.
Przewidywalny w najlepszym sensie tego słowa: przez cały sezon w równej formie, bardzo wszechstronny taktycznie, silny i szybki, z wyczuciem momentu na dobre podanie w ataku. Ma dużo udanych wślizgów, dużo przechwytów, ale też dużo wspomnianych ważnych podań w ofensywie.
Odszedł z Romy w poszukiwaniu tytułów i się nie zawiódł, nawet jeśli pierwsze miesiące w Turynie bywały dla niego trudne. Od lat jeden z najlepszych na świecie specjalistów od rzutów wolnych, i od kluczowych podań. Trener Allegri czasem jest na niego zły, że nie wykorzystuje pełni możliwości. Że zdarzy mu się zdekoncentrować, a potem niepotrzebnie przeżywa błąd.
Był najlepszym ochroniarzem Toniego Kroosa w mundialu 2014, w drodze po mistrzostwo świata. Miał robić to samo w Realu, ale tam jego kariera utknęła z powodu kontuzji. Nadal ma do nich pecha, ale kolejni trenerzy są gotowi czekać na niego z miejscem w składzie (tak robił Carlo Ancelotti w Realu), bo bywa niezastąpiony na boisku. A do tego jest dobrym duchem drużyn, kapitanem bez opaski. W Juventusie odnalazł pewność siebie, której mu brakowało w ostatnim sezonie w Realu, odzyskał wigor. To jedno z najważniejszych wzmocnień Juve od czasu gry w finale w 2015.
Piłkarz z iskrą bożą i obsesją doskonałości, ale taki, który nie narzuca się ze swoją grą, z popisami. Wyszukuje słabe punkty rywala, gra bardzo mądrze. - Słyszę cały czas te porównania w Argentynie i Europie, czy to jest nowy Maradona, czy może nowy Messi, ale moim zdaniem to pomyłka. On jest nowym Mario Kempesem, gwiazdą, która nie musi mieć przywilejów gwiazdy, nie musi być przywódcą stada - mówi argentyński dziennikarz Sergio Levinsky.
- To jest twarz Juventusu w obecnym sezonie - mówi o nim Massimiliano Allegri. Wiele schematów Allegriego wyglądałoby ładnie tylko w notesie, gdyby nie gotowość Mandżukicia do pracy w obronie i w ataku. To on gra czasami jak trzeci boczny obrońca drużyny, tylko przesunięty kilka metrów dalej od linii, i z takim zakresem działania, że w kilkanaście sekund może się zmienić z obrońcy w drugiego napastnika. Pep Guardiola mówił, że gdyby szedł na wojnę, to wziąłby ze sobą Mandżukicia, ale gdyby szedł grać w piłkę, to już niekoniecznie. Allegri nigdy na niego nie narzekał, a Chorwat odpłaca mu za to poświęceniem.
Czy będzie jak Fernando Morientes i wpisze się w tradycję piłkarzy, których Real się pozbywał, by potem cierpieć za ich sprawą? Wyśmiewany od Europy po Argentynę za nadwagę i tremę, która go dopada w finałach, a jednak strzela wytrwale gola za golem. Mógł mieć już miejsce w historii gdyby trafił do siatki w doskonałych sytuacjach: w finale mundialu 2014, w finale Copa America 2015, w finale Copa America 2016. Nie trafił, Argentyna nadal czeka na tytuł. A Higuain na ten finał, który zdejmie z niego klątwę. Był niesamowity w meczach z Monaco, otworzył Juve drogę do Cardif
Znakomity w ataku, ale czasami toczy swoje pojedynki w oderwaniu od drużyny.
Massimiliano Allegri ANTONIO CALANNI/AP
Gianluigi Buffon LAURENT CIPRIANI/AP
Dani Alves już trzykrotnie wygrywał finał Ligi Mistrzów. W sobotę jego Juventus Turyn zmierzy się z Real Madryt Antonio Calanni (AP Photo/Antonio Calanni, File)
Andrea Barzagli LUCA BRUNO/AP
Leonardo Bonucci ANTONIO CALANNI/AP
Giorgio Chiellini ANTONIO CALANNI/AP
Alex Sandro ANTONIO CALANNI/AP
Rewanżowy mecz Ligi Mistrzów pomiędzy Barceloną a Juventusem Manu Fernandez (AP Photo/Manu Fernandez)
Sami Khedira
CESARE ABBATE/AP
Paulo Dybala ANTONIO CALANNI/AP
Mario Mandzukic ANTONIO CALANNI/AP
Gonzalo Higuain CLAUDE PARIS/AP
Juan Cuadrado Alessandro Di Marco / AP