Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Sebastian Kowalczyk - krok po kroku. Młode pokolenie Portowców

W Szczecinie maj jest dla młodzieży. Prawie cały. Najpierw było utrzymanie, później - wraz ze spokojem - pojawiło się kilku młodzieżowców. Jakub Bursztyn trochę z konieczności, Sebastian Walukiewicz, Adrian Benedyczak i Sebastian Kowalczyk w sposób bardziej przemyślany. Średnia wieku tej czwórki - 18,5 roku. Pogoń Szczecin zremisowała z Lechią Gdańsk 1:1.
Sebastian Kowalczyk Sebastian Kowalczyk CEZARY ASZKIEŁOWICZ

Zachowane proporcje

Cały proces wprowadzania mniej doświadczonych graczy przebiega bardzo spokojnie. Trener Runjaić zaraz po zabezpieczeniu bytu w Ekstraklasie nie wymienił połowy składu na wyciągniętych z kapelusza piłkarzy poniżej 21. roku życia. Ci zawodnicy, którzy dostają szansę w końcówce sezonu, już wcześniej meldowali się w kadrze meczowej. Co jakiś czas, w miarę regularnie. Teraz nie było inaczej - wszyscy "na hurra"  nie zostali wrzuceni do drużyny.

Adrian Benedyczak (r. 2000) zaczął w marcu od ławki z Koroną Kielce, a Sebastian Walukiewicz (r. 2000) już w lipcu był w "osiemnastce" - niedługo po przenosinach z warszawskiej Legii. Po kilku "ogonach" rozegrał ostatnio pełne 90 minut przeciwko Śląskowi Wrocław.

Zupełnie inaczej wygląda przypadek Jakuba Bursztyna, który raczej nie spodziewał się debiutu w takich okolicznościach. Kiedy Pogoń miała już pewne utrzymanie, Łukasz Załuska zdecydował się odstawić silne leki i wyjechać na zabieg chirurgiczny do Monachium. Naturalnie w jego miejsce wskoczył Łukasz Budziłek, który po trzech rozegranych meczach dostał czerwoną kartkę w 13. minucie spotkania ze Śląskiem. Tym samym do składu wskoczył zaledwie 20-letni Bursztyn.

Młody zawodnik potrzebuje czasu, ogrania i spokojnego rozwoju. Przy trzech straconych bramkach (porażka 0:2 z wrocławianami i remis 1:1 z Lechią) mógł zachować się znacznie lepiej. Wielokrotnie interweniował nerwowo - a przez to zbyt szybko i na raty. W samej końcówce debiutu minął się z piłką po dograniu Koseckiego (Pich nie trafił), w następnym starciu było groźnie m.in. po tym jak "wypluł" futbolówkę i Peszko próbował ją dobijać. Poza niepewnymi interwencjami, Bursztyn ma problemy ze wznawianiem gry z własnego pola karnego. W konfrontacji z gdańszczanami kilkakrotnie wyleciała ona na aut (bez pressingu rywala).

Ponowna droga do wyjściowej jedenastki Sebastiana Kowalczyka (r. 1998) okazała się nieco dłuższa - w zeszłym sezonie zadebiutował w pierwszym składzie przeciwko Wiśle Kraków (cały mecz), ale drugą podobną szansę otrzymał dopiero teraz, prawie rok później.

Korzystna korekta

19-latek zaczął spotkanie z Lechią Gdańsk będąc ustawionym bezpośrednio za plecami Adama Buksy. Szybko jednak okazało się, że w formacji trzeba dokonać kilku roszad, żeby gra przebiegała nieco płynniej. Kowalczyk bardzo skorzystał na zmianach w ustawieniu.

Przez pierwsze 10 minut praktycznie nie miał kontaktu z piłką (poza stratą w centralnej strefie i przegranym pojedynkiem główkowym). W tym czasie inicjatywa w dużej mierze była po stronie przeciwnika, dlatego młody piłkarz nie był szczególnie przywiązany do pozycji - zwłaszcza że Pogoń starała się grać długim podaniem z pominięciem środka pola, w kierunku linii ataku, a młodzieżowiec ma zaledwie 169 centymetrów wzrostu. W takiej grze nie miał szans się odnaleźć.

Z tej prostej przyczyny coraz częściej było go widać niżej, w okolicach koła środkowego. W 10. minucie bardzo dobrze ocenił sytuację i wypatrzył Frączczaka na przeciwległej flance (nie opanował niezłego przerzutu). Poza tym kilkakrotnie podawał do tyłu (5 razy przez całą połowę), bezpośrednio do linii obrony.

Sytuacja uległa zmianie mniej więcej po 20.-25. minucie. Kowalczyk przesunął się bliżej lewego skrzydła, gdzie mógł wykorzystać swoje atuty. 

Im dłużej, tym lepiej

Pogoń - Lechia
screen Eurosport

Okazało się jednak, że nawet po tej delikatnej korekcie formacji, 19-latek notuje bardzo sprawne powroty w niższe strefy boiska. Nieustannie pilnował linii pola karnego w obliczu ataków przeciwnika i dzięki temu zanotował bardzo ważny odbiór w 24. minucie, a akcja Lechii spaliła na panewce.

Istotne także, że po tym przechwycie Pogoń wyszła z kontrą. Murawski bezpośrednio długim podaniem uruchomił Delewa, Frączczak znalazł się w świetnej sytuacji, ale przestrzelił. 

Bliżej bocznego sektora był znacznie częściej pod grą. Po jednym z takich rajdów - bardzo dobrze wypadł w pojedynku biegowym - dwukrotnie w jednej akcji dośrodkowywał przed bramkę rywala (20. i 21. minuta). Za pierwszym razem futbolówka została wybita, więc ją zebrał i posłał centrę na głowę Tomasza Hołoty.

Całkiem nieźle radził sobie pod presją. Wiedział, kiedy zwolnić, zrobić jedną kółko więcej i podać dopiero po ocenie sytuacji. Tym samym bardzo sprawnie potrafił wywalczyć sobie wolną przestrzeń. Chociaż kilkakrotnie podał do najbliższego na skrzydle, to przede wszystkim starał się poszukiwać innych rozwiązań.

Trzy kartki na cztery

Pogoń - Lechia
screen Eurosport

Im lepiej radził sobie Kowalczyk, tym ściągał na siebie większą uwagę lechistów. Podopieczni trenera Stokowca zobaczyli w spotkaniu z Pogonią cztery żółte kartki z czego aż trzy po faulach właśnie na 19-latku (42., 45., 49. minuta - odpowiednio Borysiuk, Peszko, Chrzanowski). Dwukrotnie był faulowany na flance, raz w środkowej strefie.

Przyzwoita ocena sytuacja odgrywała sporą rolę szczególnie pod bramką rywala. W 44. minucie młody piłkarz świetnie wypatrzył Rapę po przeciwległej stronie pola karnego. Ostatecznie futbolówka pomknęła trochę za wysoko i obrońca Portowców tylko musnął ją głową.

Pięć minut wcześniej podjął próbę strzału po bardzo dobrej akcji przeprowadzonej skrzydłem. Wygrał pojedynek biegowy z Nunesem, minął go, ściął do środka i uderzył z narożnika pola karnego. Mógł zamiast tego podawać do dobrze ustawionego Delewa, ale zdecydował się na bezpośrednie uderzenie.

Ostatecznie trener Rafałowicz, który zastępował kontuzjowanego Kostę Runjaicia (uraz rzepki na treningu, konieczna była operacja), zdjął 19-latka po 54. minutach i w jego miejsce wpuścił Duncana. W tym czasie zawodnik zaprezentował się bardzo solidnie - bez jakichś błędów i większych przestojów.

Sztab szkoleniowy nie zdecydował się na większą rewolucję w składzie pomimo pewnego utrzymania. Ze Śląskiem cały mecz dostał Walukiewicz, więc teraz został na ławce, a prawie godzinę rozegrał właśnie Kowalczyk. Ponownie na "ogony" wszedł Benedyczak. Dzięki temu znacznie łatwiej o dobre funkcjonowanie piłkarza w drużynie - nie wkracza do całkowicie przemeblowanego i niezgranego zespołu, a dostaje równą szansę. Krok po kroku.