EkstraStats dla Sport.pl. Jednowymiarowy Lech znowu przegrał u siebie

Górnik postawił Lechowi trudne warunki, chociaż przez większość meczu trudno było nie odnieść wrażenia, że głównym problemem "Kolejorza" jest on sam. Brak płynności w grze, niepotrzebne i ostre faule czy brak koncentracji w obronie sprawiły, że Lech przegrał drugi mecz z rzędu przy Bułgarskiej, po ponad roku bez porażki na własnym stadionie.

Nenad Bjelica może mieć pretensje tylko do siebie po sobotniej porażce z Górnikiem. Kiedy w początkowych minutach gospodarze ruszyli do ataku, to Lech wyglądał bardzo dobrze. Huraganowe ataki, strzały czy Łukasz Trałka odbierający piłkę na czterdziestym metrze połowy Górnika, zwiastowały bardzo ofensywne nastawienie gospodarzy. Problemem była jednak jednowymiarowość ich gry, którą szybko "przeczytał" Górnik. Lech chciał atakować skrzydłami i tu stwarzać przewagę przez współpracę bocznych obrońców i pomocników. Wyżej grający środkowi pomocnicy (Majewski i Gajos) mieli szansę na zbieranie tzw. drugich piłek w obrębie pola karnego Górnika i ponawianie akcji z tej strefy. Problemy zaczęły się jednak, kiedy w fazie budowy akcji przez gospodarzy Górnik wcześniej i wyżej atakował bocznych obrońców.

Pułapki pressingowe Górnika były ich znakiem rozpoznawczym w tym sezonie - atakowanie stoperów rywali w trudnej pozycji lub przewadze liczebnej stworzyły zabrzanom wiele okazji w obecnych rozgrywkach. Także przeciwko Lechowi zdało to egzamin, bo będąc pod presją Wołodymyr Kostewycz i Mario Situm nie potrafili utrzymać rytmu ataku pozycyjnego czy też nawet piłki we własnym posiadaniu. Wiele budowanych od tyłu akcji Lecha "kończyło się" gdy boczny obrońca był w posiadaniu piłki zbyt daleko od bramki rywali, żeby kombinacyjnie zagrać ze skrzydłowym, a krycie Łukasza Trałki w środku uniemożliwiało płynną zmianę strony. W takiej sytuacji bocznym obrońcom pozostawało tylko przegranie akcji przez stoperów, co wiązało się z utratą tempa i zachętą gości do wyższego pressingu w przypadku niedokładności (pułapki pressingowe), lub próba zagrania bezpośredniego, na walkę z przodu, co zazwyczaj kończyło się stratą piłki.


EkstraStats.pl

Być może przeciwko takiej drużynie jak Górnik, chcąc grać pozycyjnie, lepszym pomysłem byłoby jak najczęściej zmieniać stronę, przegrywać piłkę przez środek pola, żeby rozrzucić formacje rywali. Tam gdzie przeciwnicy wychodzą wyżej i naciskają na gracza z piłką powstają między nimi luki lub przestrzeń za plecami, które można wykorzystać zbiegnięciem bez piłki i prostopadłym podaniem. Żeby jednak tak grać to środkowi pomocnicy (a przynajmniej jeden więcej niż Trałka) muszą schodzić głębiej do rozegrania i zachęcać rywali do wyższego podejścia. Taką grę pokazała tydzień temu w Krakowie Legia z głęboko schodzącym Cristianem Pasquato. Lechowi zabrakło takiego pomysłu i wobec nastawienia na grę skrzydłami jego zagrożenie sprowadzało się tylko do walki w powietrzu w polu karnym. Najpierw jednak trzeba było tę centrę wykonać dokładnie.


EkstraStats.pl

Najlepszej do tej pory defensywie ligi (najmniej stworzonych przez rywali okazji, najniższy procent wykorzystanych, najmniej straconych goli) nie przystoi popełnianie takich błędów jak przy bramkach Górnika w sobotę. Przy pierwszej Marcin Urynowicz miał miejsce na obrót i strzał w polu karnym. Przy drugiej i czwartej dwa razy dobijał uderzenie zawodnik zbiegający za plecami ze słabej strony (bez piłki). Przy trzeciej najpierw na boku dał się ograć Maciej Gajos, a Szymon Matuszek bez przeszkód wbiegł między obrońców i wykończył akcję po wrzucie z autu. Wszystkie niemal bezbłędne mecze w defensywie, jakie miał Lech w tym sezonie, wróciły negatywnie w tym najważniejszym momencie sezonu.


EkstraStats.pl

Pomysłem Nenada Bjelicy na odwrócenie losów meczu było wprowadzenie drugiego napastnika Ołeksija Chobłenki do pary z Christianem Gytkjaerem. Taka zmiana nie poprawiła w żaden sposób gry Lecha, bo temu najbardziej brakowało stabilności i kontroli w środku pola. Wprowadzenie kolejnego zawodnika do walki w polu karnym w takiej sytuacji wzmaga chaos na boisku i przy odrobinie szczęścia może przynieść korzystny rezultat. Pytanie czy na chaosie i szczęściu należy opierać walkę o mistrzostwo Polski.

Lech Poznań - Górnik Zabrze 2:4 (0:2)

Bramki: Chobłenko (75.), Gajos (90.) - Urynowicz (18.), Wieteska (35.), Matuszek (69.), Kądzior (73.)

Lech: Putnocky - Situm, Dilaver Ż, Vujadinović Ż, Kostewycz - Trałka, Majewski Ż (73. Makuszewski), Gajos - Klupś (46. Chobłenko), Gytkjaer, Jóźwiak

Górnik: Loska - Wieteska Ż, Suarez, Bochniewicz Ż, Gryszkiewicz Ż (90. Wolniewicz) - Kądzior, Matuszek Ż, Żurkowski, Kurzawa - Smuga (80. Pawłowski), Urynowicz (87. Koj)