Ekstraklasa. Limit błędów wyczerpany. Legia musi zrewanżować się Wiśle, jeśli chce marzyć o mistrzostwie

Debiut Deana Klafuricia w roli pierwszego trenera Legii przyniósł klubowi awans do finału Pucharu Polski. Warszawiacy muszą jednak zacząć grać lepiej, jeśli marzą o obronie mistrzowskiego tytułu. Pierwsza okazja do tego już w niedzielę, kiedy w Krakowie zmierzą się z Wisłą.

Dla gospodarzy pozornie to "tylko" prestiżowe spotkanie o kolejne trzy punkty. Pozornie, bo mimo że zespół Joana Carrillo zajmuje ostatnie miejsce w grupie mistrzowskiej, to wciąż może jeszcze nawiązać walkę o udział w europejskich pucharach. Co prawda "Biała Gwiazda" traci do podium dziewięć punktów, jednak od czwartej obecnie Wisły Płock dzieli ją pięć punktów. A właśnie czwarta pozycja da awans do eliminacji Ligi Europy, jeśli po Puchar Polski sięgnie Legia.

Dla drużyny Deana Klafuricia spotkanie w Krakowie to zaś kolejny przystanek w drodze po mistrzostwo Polski. Warszawiacy na kolejną wpadkę nie mogą już sobie pozwolić, bo w piątek kolejne zwycięstwo odniósł Lech, a w sobotę wreszcie przełamała się Jagiellonia. Dla Legii to też okazja na rewanż za bezdyskusyjną porażkę, którą poniosła z wiślakami przed miesiącem na własnym stadionie.

Mecz Wisła Kraków - Legia w niedzielę o godz. 18. Relacja na żywo w Sport.pl.

Brakowało energii, pomysłu, pasji

Była 26. minuta marcowego meczu w Warszawie, kiedy rzut karny na gola pewnie zamienił Carlitos. Nie minęło nawet pięć minut, a Hiszpan przy linii bocznej ośmieszył Eduardo, by później perfekcyjnie dośrodkować na głowę Frana Veleza, który z bliska wbił piłkę do siatki. Wisła wygrała przy Łazienkowskiej po raz pierwszy od ośmiu lat i jedenastu ligowych meczów. Legionistów pożegnały gwizdy, a prezes Dariusz Mioduski miał zacząć zastanawiać się, czy dalsza współpraca z Romeo Jozakiem ma sens.

- Brakowało nam energii, pomysłu, pasji. Szybkości w podejmowaniu decyzji, a co za tym idzie: dobrych okazji. Jestem bardzo, ale to naprawdę bardzo zawiedziony postawą mojego zespołu - powiedział Chorwat po spotkaniu.

"Legia miała piłkę, ale nic z tego nie wynikało"

"Wisła świetnie zaprezentowała się w Warszawie pod względem planu na mecz i jego wykonania. Trener Carrillo chciał by jego zespół pozornie oddał inicjatywę, ale jednocześnie by był bardzo aktywny po przejęciu piłki. W efekcie Wisła pozwalała Legii na rozgrywanie ataku pozycyjnego z wyprowadzeniem od obrońców, ale doskakiwała agresywnie w środku pola i znakomicie kontratakowała. Tercet środkowych pomocników - Pol Llonch, Tomasz Cywka i Nikola Mitrović - zupełnie nie dał pograć gospodarzom. Żaden z wiślaków nie odstawiał nogi w stykowych sytuacjach, ale to właśnie w przechwytach i odzyskanych piłkach w środkowej strefie leżał klucz do szybkiego ataku Wisły. Szybkie wyjście rywali z własnej połowy było dla Legii niemal zawsze zaskakujące, bo Carlitos czy Jesus Imaz mądrze atakowali przestrzeń pomiędzy rozciągniętymi w ataku pozycyjnym graczami gospodarzy lub wykorzystywali wolne pole za ich plecami" - pisał po meczu dla Sport.pl portal EkstraStats.pl.

"Legia miała piłkę przez większą część spotkania, ale też zupełnie nic z tego nie wynikało. Niecodzienne ustawienie Wisły z tercetem środkowych pomocników broniących w linii oraz dwójką Imaz - Halilović przed nim powodował, że jakakolwiek próba zawiązania akcji w środku pola graniczyła z niemożliwością. Skrzydłowi w osobach Sebastiana Szymańskiego i Miroslava Radovicia w fazie ataku ustawiali się wysoko i wąsko, więc spełniali praktycznie rolę napastników. W związku z tym boczni obrońcy, jak zwykle w Legii usposobieni ofensywnie, byli osamotnieni w bocznych strefach, często też podwajani przez schodzących do asekuracji pomocników."

"Limit błędów się wyczerpał"

Legia przed miesiącem była bezradna, Carrillo i jego zespół przechytrzyli rywali i zasłużenie wygrali w Warszawie. W niedzielę na kolejną porażkę mistrzowie Polski pozwolić sobie już nie mogą, jeśli nie chcą pogorszyć swojej sytuacji w tabeli. Przed tygodniem drużyna prowadzona jeszcze przez Jozaka przegrała 0:1 z Zagłębiem Lubin, a dystansu do Lecha i Jagiellonii nie straciła tylko dlatego, że jej rywale też zawiedli. Teraz jest inaczej, bo poznaniacy i białostoczanie swoje mecze wygrali.

- Do końca rundy musimy robić swoje, nie narzekać i nie dywagować, tylko grać najlepiej, jak potrafimy. Nie ma już miejsca na błędy, ich limit się wyczerpał. Ostatnio wydarzyło się dużo złych rzeczy, jak najszybciej trzeba o tym zapomnieć i dalej walczyć o dublet - powiedział w rozmowie z serwisem Legia.com obrońca zespołu, Michał Pazdan.

Odwaga i stabilizacja niezbędne do zwycięstwa

Warszawiacy muszą nawiązać do październikowego spotkania w Krakowie, które wygrali 1:0 po golu Jarosława Niezgody. Wtedy to legioniści sprytnie się cofnęli i czekali na kontrataki. Po jednym z nich padła decydująca bramka.

- Pogratulowałem moim zawodnikom piłkarskiej inteligencji, odwagi oraz stabilizacji, co było niezbędne do zwycięstwa. Widać, że zawodnicy walczą za Legię na boisku, ale i poza nim. Poprawiamy się z meczu na mecz, coraz lepiej funkcjonujemy jako zespół - mówił wtedy Jozak.

Legia (nie) odmieniona

Jeśli Legia chce wygrać w Krakowie to na pewno będzie musiała zaprezentować się dużo lepiej niż w ostatnich tygodniach. A powodów, by w to wierzyć, wielu nie ma. Klafurić miał bardzo mało czasu, by odmienić zespół i brak pozytywnych efektów widać było w środowym meczu Pucharu Polski z Górnikiem Zabrze (2:1).

Chociaż Legia to spotkanie wygrała, to do 74. minuty wyglądała identycznie jak za kadencji Jozaka. Mistrzowie Polski grali wolno, przewidywalnie, nieskutecznie, w obronie popełniali błędy. Można zaryzykować tezę, że gdyby z boiska za zagranie ręką poza polem karnym nie wyleciał Tomasz Loska, to w finale na Stadionie Narodowym prawdopodobnie zagraliby piłkarze Marcina Brosza.

Na piątkowej konferencji prasowej Klafurić jak i Artur Jędrzejczyk zgodnie podkreślali, że triumf z Górnikiem scali zespół i doda mu pozytywnej energii przed meczem w Krakowie. O planie na starcie z Wisłą obaj panowie nie mówili. Czyli tak jak za kadencji Jozaka, dziennikarze znów słuchali przede wszystkim o odpowiednim nastawieniu i motywacji.

W kontaktach z mediami Legia się nie zmieniła. Czy zmieni się na boisku? Na razie nie wiemy, ale pewne jest to, że metamorfoza jest niezbędna warszawiakom do zwyciężania i walczenia o mistrzowski tytuł. Innej opcji przy Łazienkowskiej wciąż nikt nie bierze pod uwagę.