Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Jagiellonia Białystok - Górnik Zabrze 1:2. Bramki zamiast manny z nieba

W meczu Jagiellonia - Górnik zobaczyliśmy trzy gole równo rozłożone w czasie - co cztery minuty od momentu, gdy do końca pozostało nieco ponad dziesięć minut. Nie wiadomo, czy stało się tak przez wzgląd na emocje, czy suche statystyki. Z tych drugich wiadomo, że w meczu zabrzan w Ekstraklasie średnio padają ponad trzy gole.
Jagiellonia Białystok - Górnik Zabrze Jagiellonia Białystok - Górnik Zabrze Aleksandra Sieczka

Strzelanie niekontrolowane

Jeśli ktoś zdecydował się obejrzeć tylko ostatni kwadrans tego spotkania, to tak naprawdę niewiele stracił. O jakimkolwiek zalążku dobrej gry można było mówić dopiero po pierwszej bramce Angulo (81. minuta). Jedynym punktem wspólnym, który mógłby wskazywać na jakąś powtarzalność albo przyczynę takiego rezultatu, była postawa Grzyba - ostatnia zmiana trenera Mamrota, wszedł za Bartosza Kwietnia.

Ten manewr warto odnotować choćby ze względu na dwie zbiegające się w czasie kwestie: Górnik otworzył się nieco bardziej, a Jagiellonia zaczęła popełniać coraz więcej błędów w obronie. Jedną z centralnych postaci, w negatywnym tego słowa znaczeniu, był właśnie Grzyb, który miał czynny udział przy obu trafieniach dla przeciwnika (patrz zdjęcie).

Jagiellonia Białystok - Górnik Zabrze 1:2 Jagiellonia Białystok - Górnik Zabrze 1:2 AGNIESZKA SADOWSKA

Górnik też bez reakcji

Problemy dla gospodarzy zaczęły się jeszcze na chwilę przed podaniem Kurzawy do Angulo (pierwszy gol). Grzyb i Bodvarsson byli ustawieni za daleko zarówno od siebie, jak i napastnika zabrzan. Nie wiedzieć czemu, ten pierwszy odskoczył od Hiszpana, a Runje (będący o krok od niego) również nie zareagował. Wcale nie lepiej wyglądao to przy drugiej bramce (85. minuta), gdy aż trzech zawodników (tj. Bodvarsson, Runje i Frankowski) skupiło się na bocznym sektorze i Wietesce zagrywającym w kierunku dobrze wychodzącego
Żurkowskiego. W tym momencie Islandczyk nie podążył za akcją, a Grzyb pozostał daleko w tyle (centralna strefa) i zakręcił się wokół własnej osi - ogólne rozproszenie i te dwie postawy pozwoliły Angulo na swobodny dostęp do pola karnego przeciwnika.


Podobnym brakiem reakcji wykazali się zabrzanie przy golu kontaktowym (89. minuta). Świderski nie miał najmniejszych problemów, żeby ułożyć sobie piłkę przy nodze i znaleźć idealne miejsce do oddania strzału. Próbował powstrzymać go Matuszek, ale jego doskok był niezdecydowany. Podobnie wyglądały próby zatrzymania Runje (asysta).

Błędne koło

Ta niechlujność z ostatniej fazy meczu ani nie pojawiła się nagle, ani nie była rezultatem szybszej i bardziej otwartej gry. Towarzyszyła zawodnikom obu drużyn od samego początku spotkania. Problemy były nie tylko powtarzalne, ale przede wszystkim bliźniacze. Chociaż Jagiellonia i Górnik starały się zawiązywać akcje w nieco inny sposób, to na około 25. metrze pojawiał się punkt wspólny. Brakowało wykończenia. Dlatego tak często w pierwszej połowie decydowano się na długie podania - gospodarze zagrywali na (dosłownie) wolne pole, a goście dośrodkowywali w kierunku dalszego słupka. Było to błędne koło. Właśnie przez dalekie zagrania nie było mowy o jakiejkolwiek płynności.

Jagiellonia Białystok - Górnik Zabrze 1:2 Jagiellonia Białystok - Górnik Zabrze 1:2 AGNIESZKA SADOWSKA

Lustrzane odbicie

Trudno także doszukiwać się bardziej kreatywnych wariantów uderzeń ze stałych fragmentów gry. Jedyny raz, gdy faktycznie można było w jakiś sposób zaskoczyć przeciwnika, po rzucie rożnym Kurzawy z końcówki pierwszej połowy, Liszka oderwał się od przeciwnika i zajął miejsce na dalszym słupku (piłka przekornie uderzana na bliższy).

Typowe dla Jagiellonii rozegranie w środkowej strefie również stanowiło towar deficytowy. Wpływ miało nie tylko całkiem dobre ustawienie zabrzan, ale także brak dynamiki. Podopieczni trenera Mamrota przesuwali strefy w sposób bardzo czytelny - jedynym zawodnikiem, który starał się szybciej organizować ofensywę był Frankowski. Poza tym ataki były konstruowane mozolnie, nawet pomimo prób na jeden kontakt. Mimo wszystko to właśnie białostoczanie wykazywali się większą łatwością w przenoszeniu ciężaru gry. Wydawało się, że w pierwszej części spotkania oba zespoły najbardziej koncentrują się na zagęszczaniu pola. Najwyraźniej było to widoczne w bocznych sektorach, gdzie trio Liszka Gryszkiewicz-Kurzawa/Żurkowski próbowało wyjść spod presji, ale szybko kapitulowało pod naporem rywala. Podobnie było po drugiej stronie.

Mało piłki w piłce

W pierwszej części meczu można było odnieść wrażenie, że to Jagiellonia ustawia się bardziej konsekwentnie - nawet pomimo powolnych ataków. Jej ustawienie było ciasne, strefy zwykle przesuwały się odpowiednio w stosunku do ofensywnych prób przeciwnika. Nie przekładało się to na jakiekolwiek konkrety. Tymczasem Górnik także starał się zachowywać odpowiednie odległości, ale wystarczyło pograć nieco szybciej, żeby drużyna się pogubiła. Bardzo wyraźnie było to widoczne po stronie Gryszkiewicza, gdzie kilkakrotnie Wójcicki i Kwiecień mogli spróbować na jeden kontakt i wypuścić Frankowskiego.

Dodatkowo zabrzanie w ostatniej fazie ataku bardzo często schodzili głęboko we własne pole karne zapominając o pilnowaniu 16. metra. W ten sposób odpuścili krycie Pospisila w 18. minucie. Całkiem dobrze w ofensywie radził sobie także Bodvarsson, który przyspieszał na około 30.-35. metrze. Potem pojawiały się "typowe" trudności z wykończeniem.

Po przeciwnej stronie najwięcej problemów sprawiał Żurkowski. Podopieczni trenera Mamrota bardzo często pozostawiali mu dużo miejsca. Nie był to jedyny grzech gospodarzy. Od kilku kolejek widać, że zatracili to, czym imponowali na początku roku - pęd i dynamikę w środkowej strefie, od której wszystko się zaczynało.