Ekstraklasa. Najciekawszy mecz kolejki, czyli starcie drużyn z problemami

Jagiellonia Białystok i Górnik Zabrze w tym sezonie zachwycały, jednak ostatnio znalazły się kryzysie. Teraz oba zespoły bardzo potrzebują wygranej. Gospodarze, by nie stracić dystansu do prowadzącego Lecha Poznań. Goście, by wciąż realnie marzyć o awansie do europejskich pucharów.

Rok 2018 Jagiellonia rozpoczęła od pięciu wygranych. Zespół Ireneusza Mamrota ogrywał kolejno Piasta (1:0), Cracovię (2:0), Lechię (4:1), Legię (2:0) i Wisłę Kraków (2:0). Później w grze białostoczan coś się zacięło i w ostatnich czterech spotkaniach wyszarpali oni tylko trzy punkty. Wyszarpali, bo zwycięstwo z Arką (3:2) dały Jagiellonii dwa gole w doliczonym czasie gry.

Drużyna, która po 26 kolejkach ligi miała osiem punktów przewagi nad Lechem, do rundy mistrzowskiej przystępuje z jednopunktową stratą do poznaniaków. Zespół Mamrota potrzebuje przełamania tak samo jak Górnik, z którym zmierzy się w sobotę.

Zabrzanie, po rewelacyjnej jesieni, wiosną wygrali raptem dwa razy, z czego triumf z Piastem zawdzięczają przyznanemu walkowerowi. Ekipa Marcina Brosza z kandydata do mistrzostwa Polski stała się zespołem, który od awansu do europejskich pucharów dzieli aż siedem punktów.

Mecz Jagiellonia - Górnik w sobotę o godz. 18. Relacja na żywo w Sport.pl.

Zapaść lidera

Przez 26 kolejek Ekstraklasy Jagiellonia uchodziła za rewelację ligi. Chociaż białostoczanie już przed rokiem o mistrzostwo Polski bili się do ostatniej kolejki, to w tym sezonie chyba mało kto wierzył, że zespół Mamrota będzie w stanie powtórzyć ten wyczyn. Tymczasem Jagiellonia po zwycięstwie z Wisłą Kraków miała trzy punkty więcej od Legii, a Górnika i Lecha wyprzedzała kolejno o siedem i osiem punktów.

Lider doznał jednak poważnej zapaści, której zwiastunem była bolesna porażka w Poznaniu aż 1:5. Chociaż sześć dni później Jagiellonia wyszarpała zwycięstwo w starciu z Arką, to kolejne mecze z Zagłębiem i Wisłą Płock też przegrała. W efekcie białostoczanie stracili pozycję lidera tuż przed startem rundy mistrzowskiej, do której podchodzą z jednopunktową stratą do Lecha.

- Pod względem fizycznym nie ma problemu. Dużo rozmawialiśmy o tym. W ostatnim spotkaniu z Wisłą Płock mocno uderzyły w nas dwa stałe fragmenty gry. O ile pierwsza połowa w Lubinie była po prostu słaba, to w spotkaniu z "Nafciarzami" dwukrotnie zabrakło nam koncentracji. Wierzę, że w sobotę ta będzie na wyższym poziomie, ponieważ Górnik dużo strzela po dośrodkowaniach z rzutów wolnych i rożnych - powiedział przed sobotnim meczem Mamrot.

Do trzech razy sztuka?

- Jagiellonia złapała lekką zadyszkę. Ale powiedziałbym, że bardziej pod kątem skuteczności, niż gry w piłkę. I w meczu z Zagłębiem, i z Wisłą Płock niewykorzystanych sytuacji było sporo. Teraz, w sobotę, przyjeżdża Górnik. No i zobaczymy czy będzie do trzech razy sztuka, czy może problem jest większy, leży gdzie indziej. Na razie jednak głębiej bym go nie szukał - mówi nam były napastnik Jagiellonii, Tomasz Frankowski.

I dodaje: - Jagiellonia wciąż ma szansę na mistrzostwo. Takie same jak Lech czy Legia. No może trochę większe ma Lech, który mecze z obiema drużynami rozegra przed własną publicznością. 40 tysięcy widzów na trybunach to będzie jego bonus.

Lepsi tylko od Śląska i Sandecji

By nie stracić dystansu do Lecha i Legii, Jagiellonia musi w sobotę pokonać u siebie Górnika. Chociaż białostoczanie w ostatnich tygodniach nie zachwycają, to wydaje się, że w pierwszej kolejce rundy mistrzowskiej przyjeżdża do nich rywal idealny na przełamanie. Jeśli bowiem zespół Mamrota znajduje się w chwilowym kryzysie, to Górnik trwa w nim od końcówki minionego roku.

Zabrzanie byli rewelacją rundy jesiennej. Beniaminek ligi, który do Ekstraklasy wrócił z przytupem i przez kilka tygodni zajmował pierwsze miejsce w tabeli, dziś w niczym nie przypomina już zespołu, którym zachwycaliśmy się w pierwszych miesiącach obecnych rozgrywek. Zwiastunem nadciągających problemów Górnika były trzy ostatnie kolejki minionego roku. Wtedy to zespół Brosza zremisował z Lechią (1:1) oraz przegrał z Arką (0:1) i Cracovią (0:4). Mało kto chyba jednak spodziewał się, że wiosną zabrzanie będą aż tak rozczarowywać.

W 2018 roku Górnik wygrał tylko dwa mecze. 19 lutego pokonał on Bruk-Bet Termalicę Nieciecza (3:0), 3 marca w takim samym stosunku zwyciężył Piasta. Drugi triumf "zawdzięcza" jednak gliwickim kibicom, którzy wszczęli burdy na stadionie, przez co mecz, w którym Górnik do 81. minuty przegrywał, przerwano. Kilka dni później zabrzanom przyznano walkower.

Drużyna Brosza nie wygrała czterech ostatnich meczów ligowych, co jest trzecią najgorszą serią w lidze. W ostatnim czasie gorzej prezentują się tylko znajdujące się w grupie spadkowej Śląsk i Sandecja.

Euforia, która opadła

Przyczyn słabszej dyspozycji Górnika można wskazać kilka. Zabrzanie mieli i mają problemy zdrowotne - tylko w ostatnich tygodniach z gry wypadli Michał Koj i Łukasz Wolsztyński. Skuteczność zatracił zachwycający jesienią Igor Angulo. Hiszpan, który w poprzednim roku strzelił w Ekstraklasie aż 18 goli, wiosną do tego dorobku dorzucił tylko jedno trafienie. Na dodatek była to bramka z rzutu karnego (przeciwko Sandecji).

Wydaje się jednak, że najważniejszą przyczyną słabszej dyspozycji Górnika, jest opadnięcie euforii, która towarzyszyła zespołowi zaraz po awansie do Ekstraklasy, a o której w rozmowie ze Sport.pl opowiadał w listopadzie kapitan drużyny, Szymon Matuszek.

Zabrzanie przestali być dla rywali nowością, reszta stawki dobrze poznała mocne i słabe strony zespołu Brosza. Chociaż na solidnym poziomie wciąż grają m.in. Rafał Kurzawa, Damian Kądzior czy Szymon Żurkowski, to reszta przestała prezentować się powyżej oczekiwań. Wyjściu z dołka Górnikowi na pewno nie pomaga też krótka (przetrzebiona) kadra.

Jedna kolejka może wiele zmienić

Dla Jagiellonii i Górnika sobotnie starcie może być ostatnim dzwonkiem na przebudzenie się. Dla białostoczan, by nie stracić dystansu w walce o mistrzowski tytuł. Dla zabrzan, by wciąż realnie liczyć się w walce o europejskie puchary, do których awans dać może nawet czwarte miejsce w lidze (stanie się tak, jeśli po Puchar Polski sięgnie Legia).

- Nie możemy skupiać się wyłącznie na Lechu i Legii, ponieważ inne spotkania również zapowiadają się ciężko. Nie ma już sensu wracać do tego co było. Dzisiaj ścisk w czubie jest olbrzymi, a cała klasyfikacja może wywrócić się do góry nogami po jednej kolejce - mówi Mamrot.

Szkoleniowiec Jagiellonii przestrzegł też swoich piłkarzy przed lekceważeniem słabo punktującego ostatnio Górnika. - Postawili się Lechowi, stracili dwa gole w końcówce, statystyki mieli na przyzwoitym poziomie, a przecież grali bez Igora Angulo. Trzeba na nich uważać, ponieważ to oni strzelili najwięcej goli w lidze. Nie możemy łudzić się tym, że mają akurat słabszy okres. Musimy zagrać swoją dobrą piłkę, bo bardzo potrzebujemy zwycięstwa - zakończył.

Więcej o: