Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Krótki "Sen o Warszawie", czyli jak Jagiellonia grała w piłkę, a Legia jej przeszkadzała [SPOSTRZEŻENIA]

"Mistrzem Polski jest Legia" - zaśpiewali głośno kibice, przerywając tym samym w połowie swój "Sen o Warszawie". Ale Legia we wtorek jak mistrz nie zagrała, zasłużenie przegrała z Jagiellonią 0:2 - pisze w pomeczowych spostrzeżeniach Bartłomiej Kubiak ze Sport.pl.

Rozpalona Jagiellonia

Łukasz Burliga, Przemysław Frankowski, Arvydas Novikovas, Taras Romanczuk. To czterej piłkarze Jagiellonii, którzy mecz z Legią zaczęli w koszulkach z krótkim rękawem. - Wolę grać przy takiej pogodzie niż 40-stopniowych upałach. Zupełnie mi nie przeszkadzają te mrozy - mówił po meczu Romanczuk.

I faktycznie, nie przeszkadzały. Nie tylko Romanczukowi i wspomnianej czwórce, ale całej Jagiellonii, która we wtorek na Łazienkowskiej rozpalała swoją grą. Ostatnią drużyną, która tak stłamsiła Legię na jej stadionie była... No właśnie, aż trudno sobie przypomnieć, ale chyba Borussia Dortmund (!).

Zresztą sami zobaczcie, porównajcie sobie:

Bezradna Legia

Jagiellonia we wtorek grała w piłkę, Legia próbowała jej przeszkadzać. Z akcentem na "próbowała", bo wychodziło jej to raczej średnio. Nie tylko słabo kopała piłkę, ale też bezmyślnie rywali. Nie minęło dziesięć minut, a Marko Vesović brutalnie potraktował przy linii bocznej Guilherme. Sędzia spojrzał na niego przychylnie - pokazał tylko żółtą kartkę (drugą w samej końcówce spotkania), ale gdyby wyjął czerwoną, nikt nie miałby do niego pretensji. 

Ale to nie było jedyne bezmyślne przewinienie. Bo mistrz Polski w dziesiątkę grał już od 14. minuty - czerwoną kartkę (po analizie VAR) za brutalny faul na Przemysławie Frankowskim zobaczył Domagoj Antolić. Ostatni piłkarz Legii, który tak szybko wyleciał z boiska to Junior (brazylijski pomocnik), a było to w 2006 r., w meczu przeciwko Widzewowi (1:0).

Ale jeśli oceniać brutalność zagrania, trzeba cofnąć się jeszcze dalej (kartka dla Juniora została wtedy pokazana niesłusznie - tak uznała Komisja Ligi). Do sezonu 2003/04 i przewinienia Marka Jóźwiaka na Bartoszu Ślusarskim w meczu z nieistniejącym już Groclinem Grodzisk Wielkopolski (2:2).

Wściekły Mamrot

- Wiem, że jako jedyna drużyna wygraliśmy w tym roku wszystkie mecze, ale twardo stąpam po ziemi - mówił przed meczem Ireneusz Mamrot. - Nie możemy odlecieć - dodawał po. W trakcie też był spokojny. Nie denerwował się, kiedy legioniści kopali jego piłkarzy. Nie miał pretensji do sędziego, kiedy ten w 18. minucie - po analizie VAR - anulował ich bramkę.

Ale do czasu, bo w 62. minucie wyskoczył jak poparzony. Do piłki - mimo że wydawało się, iż jest na spalonym - nie ruszył wtedy Guilherme. Wściekły był też kilkadziesiąt sekund później, kiedy Novikovas trafił w słupek. Ale chyba bardziej na Guilherme, bo wrzasnął na piłkarza tak, że ten od razu spuścił głowę.

Kibice Legii Warszawa zerwali zgodę z fanami Juventusu Turyn Kibice Legii Warszawa zerwali zgodę z fanami Juventusu Turyn Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

Krótki "Sen o Warszawie"

"Gdybyś ujrzeć chciał
Nadwiślański świt
Już dziś wyruszaj ze mną tam
Zobaczysz, jak
Przywita pięknie nas
Warszawski dzień"

W środę piłkarzy i kibiców Legii warszawski dzień pięknie raczej nie przywita. Ale we wtorek wieczorem nikt go nie zapowiadał. A dokładniej - nie wyśpiewał. Bo tym razem "Sen o Warszawie" (dla niewtajemniczonych: utwór Czesława Niemena ceremonialnie śpiewany przed meczami Legii przez kibiców) skończył się szybciej niż zwykle.

Coś zwyczajnie nie zagrało, bo przed zacytowanymi wyżej słowami organizatorzy wyciszyli podkład muzyczny, a kibice też przestali śpiewać. Tzn. od razu zmienili repertuar - dostosowali go do okoliczności, czyli widząc wychodzących z tunelu piłkarzy, usłyszeliśmy rytualne "mistrzem Polski jest Legia".

Zrezygnowany Jozak

- Jesteśmy mistrzem i nim będziemy, obiecuję. Przegraliśmy bitwę, nie wojnę - powiedział na pomeczowej konferencji Romeo Jozak. Trener Legii próbował być optymistą, ale prawdę mówiąc, przez całe spotkanie zachowywał się tak, jakby sam w to mistrzostwo nie do końca wierzył. A przynajmniej nie w trakcie meczu z Jagiellonią.

Zresztą nie tylko on, jego piłkarze również. - No, nie byliśmy drużyną - stwierdził Chorwat. A wymownie jego słowa obrazuje sytuacja z końcówki pierwszej połowy, kiedy legioniści stracili gola z rzutu karnego. Wszyscy - no może poza Arkadiuszem Malarzem - spuścili głowy. Nikt z nikim nie rozmawiał - nawet nie próbował, tylko ze wzrokiem wbitym w murawę wolnym krokiem ruszył w kierunku środka boiska.

Legia - Jagiellonia 0:2 (0:1)

Bramki: Novikovas (44. - karny), Świderski (88.)

Legia: Malarz - Vesović ŻCZ, Remy, Pazdan, Jędrzejczyk - Mączyński - Philipps, Antolić CZ - Eduardo (37. Broź (66. Hlousek)), Niezgoda, Hamalainen (83. Kucharczyk)

Jagiellonia: Pawełek - Burliga, Runje, Mitrović, Guilherme - Wlazło - Frankowski, Romanczuk, Pospisil (90. Grzyb), Novikovas (79. Sheridan) - Bezjak (83. Świderski)