EkstraStats dla Sport.pl. Jak Lettieri przechytrzył Bjelicę

Lech Poznań po czterech bezbramkowych remisach na wyjeździe znów nie potrafił zdobyć bramki na stadionie rywala, przegrał 0:1 z Koroną Kielce. Tym razem jednak "Kolejorz" pozwolił przeciwnikom na znacznie więcej, bo Korona miała także kilka innych dogodnych sytuacji. Kielczanie potrzebowali dopiero niefortunnej interwencji i rykoszetu Roberta Gumnego, ale niepokoili najlepszą defensywę Ekstraklasy niemal przez całe spotkanie. W ostatniej akcji meczu rzut karny zmarnował Christian Gytkjaer.
Korona Kielce - Lech Poznań 1:0 Korona Kielce - Lech Poznań 1:0 MICHAŁ WALCZAK

Korona, jak przystało na gospodarza, zaczęła bardzo odważnie i już w drugiej minucie znakomitą szansę na gola zmarnował Jacek Kiełb. Akcja Niki Kaczarawy, której efektem było pudło Kiełba mogła już znamionować problemy, jakie Lech będzie miał z Koroną w tym spotkaniu. Lech nie pograł w Kielcach, ale za to gospodarze nie mieli z tym problemu. Szybkie przejście do ataku po odzyskaniu piłki pozwalało zaskakiwać rywali i stwarzać kolejne okazje. W grze Korony dużo było przyspieszeń, często nawet ryzykownych. Mając jednak gracza typu Kaczarawy w ataku można grać taki futbol, bo żadna akcja nie będzie stracona, a dużo łatwiej jest zawalczyć o drugą piłkę na połowie rywala. O dobrym spotkaniu w wykonaniu gospodarzy niech świadczy fakt, że najlepszym graczem Lecha był w niedzielę Jasmin Burić, który miał co robić w bramce i nie popełnił żadnego błędu, bo też ciężko obciążać go winą za bramkę.

Lech Korona
Screen z TV

obrazek 1 - Kiedy tylko było to możliwe, Korona atakowała Lecha wysokim pressingiem. Do tych sytuacji można także zaliczyć te po stałych fragmentach gry - rzutach wolnych czy z autu na połowie Lecha - wtedy gospodarze zawsze w pierwszej kolejności chcieli odzyskać piłkę.

Lech miał duży problem z narzuceniem własnych warunków gry, choć teoretycznie to właśnie goście byli częściej przy piłce. Co jednak z tego, skoro zdecydowana większość ich akcji przebiegała według charakterystycznego dla wielu spotkań Ekstraklasy schematu podanie-przyjęcie-faul. Piłkarze Korony przerywali akcje rywali nieprzepisowo aż 27 razy, a goście mieli przez to duży problem ze znalezieniem odpowiedniego rytmu. Pod nieobecność Łukasza Trałki na jego pozycji numer 6 zagrał Emir Dilaver. Na skrzydle zabrakło także Darko Jevticia, którego zastąpił Kamil Jóźwiak.

Lech Korona
Screen z TV

obrazek 2 - Jakub Żubrowski wychodzi bardzo wysoko za Maciejem Gajosem (praktycznie łamie linię pomocy). Kapitan Lecha jest zmuszony zagrywać do tyłu i zaraz będzie pod kryciem także na własnej połowie. Korona stawiała przede wszystkim na odcięcie rywali od podań.

Mecz Korona Kielce - Lech Poznań Mecz Korona Kielce - Lech Poznań MICHAŁ WALCZAK

Lechowi zabrakło umiejętnego zawiązania akcji w środku pola i przyspieszenia w odpowiednim momencie, na co złożył się pressing Korony i brak dwóch kluczowych zawodników w linii pomocy. Gospodarze grając trójką środkowych obrońców zawsze mieli tego dodatkowego zawodnika z tyłu i mogli łatwo asekurować przestrzeń za swoimi pomocnikami, a także boczne strefy - tu skrajny z trójki ma zawsze te kilka kroków bliżej do piłki niż grający w parze stoperów. Korona naciskając wysoko na Lecha powodowała większą nerwowość z każdym kolejnym podaniem w fazie budowy akcji i wymuszała szybszą decyzję na graczu przy piłce. W efekcie po wyjściu z linii obrony akcja Lecha "grzęzła" często w środku pola lub kończyła się na jednym ze stoperów asekurującym długie podanie.

W drugiej połowie Nenad Bjelica, widząc niemoc swojej drużyny, dwukrotnie zmieniał ustawienie, jednak bez pożądanego efektu. Najpierw po wejściu na boisku Mihaia Raduta goście przeszli z klasycznego dla siebie 1-4-3-3 na grę trójką środkowych obrońców (1-3-5-2) - do defensywy cofnął się Emir Dilaver, a Rumun dołączył do Majewskiego i Gajosa w środku pola. Potem na 15 minut przed końcem na placu gry pojawił się Christian Gytkjaer i Lech wrócił do czwórki z tyłu, natomiast wciąż miał w linii ataku dwóch typowych napastników (wcześniej w parze z Chobłenką grał Situm). Zmiany te przyniosły efekt w postaci większej aktywności Mario Situma względem pierwszej połowy. Chorwat odżył w środkowej strefie i pociągnął grę Lecha w kilku akcjach na początku drugiej połowy. To było jednak na tyle, bo Korona wciąż realizowała swój plan, a Lech wraz z upływającym czasem i kolejnymi ofensywnymi zmianami był coraz bardziej chaotyczny i nerwowy.

Lech Korona
Screen z TV

obrazek 3 - Trójka obrońców Lecha (linie) oraz wahadłowi Gumny i Kostewycz (kółka) grający wcześniej na bokach obrony. Emir Dilaver z pozycji półprawego środkowego obrońcy włączał się do rozegrania i stworzenia przewagi liczebnej w środku w tych nielicznych akcjach, w których Lechowi atakiem pozycyjnym udało się zepchnąć całą drużynę Korony na własną połowę.

Mecz Korona Kielce - Lech Poznań Mecz Korona Kielce - Lech Poznań MICHAŁ WALCZAK

Ostatecznie jedna szczęśliwie zdobyta bramka pozwoliła Koronie zgarnąć trzy punkty, ale goście nie powinni się obrazić na wyższą porażkę. Christian Gytkjaer mógł zapewnić Lechowi remis w ostatniej minucie, jednak jego jedenastkę świetnie wyczuł Zlatan Alomerović (jak sam przyznał w rozmowie z pracownikiem klubowej telewizji - przygotował się do karnych Gytkjaera). Trener Gino Lettieri rozpracował Lecha i odpowiednim planem gry pomógł swojemu zespołowi w odniesieniu zwycięstwa nad wyżej notowanym rywalem.

Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.