Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Napastnik kilku podań. Pierwsze kroki Duncana w Pogoni

Lekko wycofany, zabłąkany gdzieś między obrońcami rywala i pozornie oderwany od gry. Morten Rasmussen nie był bezproduktywny w meczu z Wisłą Płock (2:1). Poświęcił mnóstwo uwagi na korygowanie swojego ustawienia.
Pogoń Szczecin 2:1 Wisła Płock Pogoń Szczecin 2:1 Wisła Płock KRZYSZTOF HADRIAN

Brak płynności

Buksa wychodzi znacznie wyżej, Duncan stara się pilnować swojej pozycji. Efekt? Duńczyk przez pierwsze 10 minut nie ma żadnego kontaktu z piłką. Najbliżej jest chwilę wcześniej, gdy podejmuje próbę jej odbioru w pojedynku główkowym.

A jednak nie jest to do końca od niego zależne. Pogoń ma spore problemy z przeniesieniem ciężaru gry w okolice pola karnego przeciwnika. Duński napastnik znajduje się wówczas między młotem a kowadłem. Może zejść znacznie niżej i wspomóc drużynę  w zawiązaniu ataku, ale musi liczyć się z tym, że na niewiele się to zda w obliczu ciasno ustawionej w obronie Wisły Płock. Na tym problemy się nie skończą - nie będzie zawodnika od wykończenia. W tej wewnętrznej bitwie wygrywają rozsądek i cierpliwość.

Morten Rasmussen nie rzuca się rozpaczliwie do gry. Kontroluje ruch kolegów, gdy akcja toczy się przynajmniej kilkanaście metrów niżej. Zmienia swoje położenia o zaledwie kilka kroków w jedną albo w drugą stronę, rzadko gwałtownie. Nic więc dziwnego, że na pierwszy rzut oka sprawia wrażenie zagubionego.


screen

Goście całkiem sprawnie odcinają możliwości zagrania, ale Pogoń nie zawiesiła poprzeczki zbyt wysoko. Brakuje konsekwentnego wyjścia do podania, niekonwencjonalnych rozwiązań. Zamiast tego akcje przeprowadzane są powoli i po obwodzie, często brakuje dokładności (samo przyjęcie także pozostawia wiele do życzenia).

Jednym z niewielu sposobów na rozwiązanie tej patowej sytuacji jest podejście bliżej, rozegranie na małej przestrzeni. Tutaj rola Rasmussena zostaje aktywowana. 

screen screen screen

Szczególne zadania

Duet Buksa-Duncan. Krycie od razu zostało podwojone, ale Duńczyk był na tyle blisko, że udało się utrzymać piłkę w posiadaniu. W efekcie ten pierwszy był w stanie wyjść na czystą pozycję, ale ostatecznie wyrzucił się za bardzo na bok i akcja spaliła na panewce.

Dość szybko okazało się, że to wieczne korygowanie ustawienia przez Duncana nie jest tak do końca pozbawione sensu. Mógł z powodzeniem wbiec w pole karne i oczekiwać na podanie, które prawdopodobnie nigdy by do niego nie dotarło i co zapewne zrobiliby inni napastnicy. Futbolówka ugrzęzłaby w niższym sektorze boiska, a Wisła Płock wyszłaby z kontratakiem. Nie była to jego jedyna dobra decyzja w tym spotkaniu.

screen screen screen

Przebłyski

Duncan przenosi ciężar gry na Delewa, który może tym samym kontynuować akcję skrzydłem. Po udanym zagraniu nie patrzy biernie na dalszy rozwój sytuacji, a stara się go jakoś kontrolować. Kilka sekund później nie doczeka się podania zwrotnego, choć mogłoby to być całkiem niezłe rozwiązanie.

Z czasem okazało się, że ten wyraźny podział obowiązków jest umowny i zależy od wyczucia duńskiego napastnika. Rasmussen rzadko kiedy schodził niżej, do środkowego sektora boiska. Zdarzało mu się to w dwóch przypadkach: jeśli chodziło o pojedynek główkowy (przegrywał je w przeważającej większości przypadków) lub gdy przydałyby się jego umiejętności indywidualne. Uruchomienie Bułgara nie było najbardziej oczywistym rozwiązaniem zwłaszcza, że pozycja w jakiej znalazł się napastnik nie należała do najprostszych.

screen screen screen

Kontrola

Rasmussen nie doskoczył bezpośrednio do Vareli, a skupił się na przejęciu piłki w drugim tempie. Oddał pole gry kolegom, a sam zajął się asekuracją - jak się okazało, bardzo skuteczną. Kontratak został przerwany.   

Spokojne balansowanie między obrońcami przeciwnika nie oznacza, że Duncan nie jest w stanie szybko zareagować. Wręcz przeciwnie - duński napastnik nie traci czasu na ocenę sytuacji w czasie trwania akcji, bo robi to znacznie wcześniej. Uważnie śledzi rozwój wydarzeń. Myślenie na kilka kroków do przodu sprawdzało się nie tylko w kontekście jego nominalnych obowiązków, ale także gdy chodziło o odbiór (jak powyżej) i defensywę. Duńczyk miał wracać do własnego pola karnego i pomagać w obronie stałych fragmentów gry. 

screen screen screen

Intuicja

Duncan potrafił wyczuć moment na oderwanie się od obrońców przeciwnika. To nie on ustalał warunki. Wychodził na pozycję wtedy, gdy najbardziej tego od niego oczekiwano. Od samego początku dwójkowej akcji z Delewem śledził jego ruch. Wszystko było przemyślane.

Morten Rasmussen nie wbiega bezwiednie w pole karne. Nie traci energii na zbędne rajdy, których jedynym plusem jest robienie wiatru i wpływanie na optykę. Sama kwestia postrzegania duńskiego napastnika również może nastręczać sporo trudności. Nie jest to zawodnik, którego wszędzie będzie pełno. Pracuje w ciszy, można odnieść wrażenie, że jest dość bezproduktywny. W tym czasie dzieje się trochę więcej. Duncan szykuje sobie miejsce, gdy piłka jest nawet te kilkanaście metrów od niego.

Idealnie było to widoczne przy akcji bramkowej na 2:1. Od rzutu z autu, przez rozegranie w bocznym sektorze i uruchomienie Buksy, Rasmussen raczej nie zmieniał swojej pozycji. Utrzymywał się w świetle bramki między defensorami rywala. Gwałtowny ruch miał miejsce w ostatnim możliwym momencie. 

Właśnie to charakteryzowało jego grę przez 70 minut, które dostał od trenera Runjaicia. Sytuacja za każdym razem ulegała zmianie dopiero, gdy chodziło o kluczowe podanie lub rozegranie na małej przestrzeni. Wówczas łatwo odrywał się od obrońców i był przy tym dość nieprzewidywalny. Nie było wiadomo czy chce ściągnąć na siebie ich uwagę po czym zagrać "w uliczkę", czy jednak wziąć na siebie ciężar odpowiedzialności. Na tym etapie największą trudnością jest komunikacja. Drużynie brakuje dokładności, akcje pozbawione są odpowiedniego tempa i wreszcie, wiele decyzji jest zupełnie niezrozumiałych. Sam Morten Rasmussen potrzebuje czasu - taka rola w zespole wymaga sporo cierpliwości i wzajemnego zrozumienia.