Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Jacek Zieliński dla Sport.pl o pracy w Bruk-Bet Termalice Nieciecza: Czego ja mam się obawiać?

- Konflikty w Termalice? Wydaję mi się, że to sprawa wyolbrzymiona. Media dołożyły swoje. Byłem tu na miejscu mocno zbudowany postawą drużyny, zaangażowaniem piłkarzy na zajęciach - mówi Sport.pl Jacek Zieliński po pierwszym dniu pracy w Niecieczy. - Teraz trzeba obudzić ten zespół, który jest jak uśpiony wulkan - dodaje.
Jacek Zieliński Jacek Zieliński JAKUB ORZECHOWSKI

Jacek Zieliński pracował m.in. w Polonii Warszawa, Ruchu Chorzów, Cracovii i Lechu Poznań, z którym zdobył mistrzostwo Polski. 20 lutego 2018 roku został trenerem Bruk-Bet Termaliki Nieciecza.

Kacper Sosnowski: Złapać pana na rozmowę można dopiero późnym wieczorem. Gorące początki pracy w klubie?

Jacek Zieliński: Miałem sporo zajęć. Byłem w klubie właściwie od rana. Trening, dużo rozmów. Zresztą właściwie cały czas wraz z moim asystentem Pavolem Stano ustalamy szczegóły następnych dni.

Zmieni się sztab szkoleniowy w Niecieczy? Będzie pan współpracował ze swoimi ludźmi?

- W klubie został Waldemar Piątek trener bramkarzy, którego znam od dawna. Mój asystent Pavol Stano nie jest obcy dla tutejszych kibiców. Pamiętają go jako piłkarza, a teraz to fajny, obiecujący szkoleniowiec. Szukamy jeszcze trenera przygotowania fizycznego, ale na to potrzeby jest czas, nie spieszymy się.

Nie ma pan obaw obejmując Termalikę? Klub, broni się przed spadkiem, właściciele oczekują walki o wyższe cele. Medialna atmosfera wokół sposobu funkcjonowania Niecieczy też nie jest ostatnio najlepsza...

- Osądy, że właściciele chcą tu jakiś mistrzostw i cudów trochę mijają się z prawdą. Oczywiście pewnie byśmy wszyscy najwyższych celów sobie życzyli, ale każdy zna swoje miejsce w szeregu.  To teraz nie te realia. Postawiono przede mną cel normalny i realny czyli utrzymanie w ekstraklasie. Nie było żadnego science-fiction.

Czy się tej pracy nie obawiam? Zawód trenera wiążę się z ryzykiem. Czego ja mam się obawiać? Gdyby tu wszystko szło dobrze, to nie byłoby wymiany trenera, a ja siedziałbym w domu. Podjęto jednak pewne decyzje, podziękowano trenerowi i zadzwoniono do mnie. Podjąłem to ryzyko, ale jestem przekonany, że dam sobie radę.

Rozumiem, że jak brakuje adrenaliny i emocji ławki trenerskiej, decyzje podjąć łatwiej. Od czerwca poprzedniego roku mecze oglądał pan raczej w telewizji.

-  Jestem trenerem od 25 lat. To jest coś co kocham. To też zawód, który chcę wykonywać. Skoro nadarzyła się okazja, podjąłem wyzwanie. Zdaję sobie sprawę, że sytuacja jest ciężka i trochę niewdzięczna, ale kto nie ryzykuje nie pije szampana.

Miał Pan kilka dni na przemyślenie tej decyzji?

- Rozmowy ze mną rozpoczęły się po zwolnieniu trenera Bartoszka. To nie jest tak, że coś w tej kwestii działo się wcześniej. Toczyły się jednak bardzo szybko. Znam się z właścicielami Termaliki więc nie było jakiegoś problemu. Na rozmowy przyjechałem tu we wtorek. W nocy wróciłem do domu do Tarnobrzega, spakowałem walizki, przespałem się trzy godziny i w środę rano byłem już w Niecieczy.

Patrząc na pana trenerskie CV, to w Niecieczy, chyba niewiele może pana zaskoczyć. Pracował pan przecież w Polonii Warszawa, Ruchu Chorzów, gorąco było też w ostatnim okresie trenowania Cracovii...

- Dlatego proszę też pamiętać moje w Cracovii początki, gdy utrzymaliśmy się w Ekstraklasie, a potem zajęliśmy miejsce premiujące grą w pucharach.

Pamiętam. Sukcesów w Lechu czy Groclinie też nie wspominałem...

- Samego złota w piłce nigdy nie ma, zawsze są też i ciemniejsze kolory.

W Niecieczy pracę rzeczywiście trzeba zacząć od gaszenia pożaru w szatni? Mówię tu o rzekomym konflikcie między Słowakami, a sztabem. 

- Wydaję mi się, że to sprawa wyolbrzymiona. Media dołożyły swoje. Ja byłem tu na miejscu mocno zbudowany postawą całej drużyny, zaangażowaniem na zajęciach. Oby tak było dalej. My sobie ze wszystkim poradzimy. Zawsze jak idzie gorzej, to w prasie robią się ze wszystkiego wielkie problemy. Na tę nagonkę właściciele Termaliki na pewno sobie nie zasłużyli. To porządni ludzie, którzy w małej miejscowości zrobili rzecz wielką. Ja na to też patrzę inaczej, bo pracowałem w mniejszych ośrodkach - w Grodzisku Wielkopolskim, w Łęcznej, gdzie piłka była dla wszystkich wielkim świętem. Tu w Niecieczy wszystko było budowane od podstaw.   

Na infrastrukturę w Niecieczy nikt raczej nie narzekał.

Bo to trzeba docenić, oprócz głównego stadionu z całym zapleczem są dwa boiska treningowe, jedno trawiaste, drugie sztuczne, oba oświetlone. To nie koniec inwestycji, myślimy jeszcze o porządnej siłowni. Warunki do pracy są znakomite, teraz tylko trzeba obudzić ten zespół, który jest jak uśpiony wulkan. Jak to się uda, wszystko będzie ok.

A czy w tym wulkanie nie przeszkadza trochę spora liczba piłkarzy z różnych części Europy? W ostatnim meczu w wyjściowym składzie Termaliki było trzech Polaków.

To może być jakiś problem, ale głównie na płaszczyźnie bariery językowej. Futbol lubi szybkie komendy i szybki przekaz, a w tej sytuacji niektóre rzeczy trzeba tłumaczyć. Szczególnie jeśli chodzi o odprawy i treningi taktyczne. Z tym będziemy musieli sobie poradzić, ale to jest do zrobienia. Piłka na szczęście ma też swój język.

Ma pan jakieś życzenia co do ewentualnych wzmocnień Termaliki?

- Kadrę mamy bardzo szeroką. Na każdą pozycję jest praktycznie po dwóch piłkarzy. Ciężko teraz o zawodników, o których moglibyśmy ze stuprocentową pewnością powiedzieć, że będą wzmocnieniem drużyny. Jak się ktoś taki trafi na pewno o nim poważnie pomyślimy. Na razie mam do pracy i do uformowania ludzi, którzy tu są i z nimi postaram się utrzymać ekstraklasę dla Niecieczy.

A co z Krzysztofem Baranem, z którym klub z powodu niesportowego prowadzenia się na zgrupowaniu na Cyprze, chciał zakończyć współpracę?

- Jesteśmy po rozmowach, mam nadzieję, że sprawa się szybko rozwiąże i wróci do normy. Ja nie szukam sensacji, staram się raczej wprowadzać do drużyny spokój,

Po dwóch porażkach 0:3, w Niecieczy ostatnio spokoju za wiele nie było. Oglądał pan ich mecz z Górnikiem?

- Oglądałem jeszcze siedząc w fotelu mieszkania w Tarnobrzegu.

I co?

- Na pewno nie budowało to dobrej atmosfery, ale powiem, że o tym spotkaniu właśnie sobie z zawodnikami rozmawialiśmy. Treść tych przemyśleń niech zostanie w szatni, ale najważniejsze, że zdajemy sobie sprawę w czym był problem i jakie były błędy. Postaramy się w meczu z Sandecją Nowy Sącz udowodnić, że potrafimy szybko wyciągać wnioski.

Dobrze, że na początek pana pracy trafiła się właśnie Sandecja, a nie ligowy mocarz?

- Zdania są podzielone. To niewdzięczny przeciwnik, w dodatku na stałe grający w Niecieczy. Z Koroną powalczył do końca, wyszedł z opresji (było 3:3 - przyp. red). Ja nie robię podziału na mecze łatwe i trudniejsze.

Z trenerem Bartoszkiem się pan w korytarzach minął. Porozmawialiście ze sobą?

- Wymieniliśmy kilka SMSów, umówiliśmy się na dłuższą rozmowę. Na pewno się spotkamy i porozmawiamy, wymienimy kilka uwag. Takie jest nasze piłkarskie życie - jeden prace traci, drugi ją dostaje. Nie można się w tym jednak zatracić, czy pogubić w normalnych międzyludzkich relacjach.

Związał się pan z Niecieczą, zmienia pan też miejsce zamieszkania?

- Zamieszkam parę kilometrów od Niecieczy w cichym i ustronnym miejscu.

Codzienne przejazdy po 100 kilometrów z Tarnobrzega byłyby uciążliwe. Tym bardziej, że zakłada pan z Termaliką dłuższą współpracę.

- Umowę mam do końca sezonu 2018/19, czyli na półtora roku. Jak wszystko będzie się układało to będzie opcja jej przedłużenia. Myślę, że na razie nie ma co robić dalekosiężnych planów. Życie mnie już nauczyło, że długość umowy nie ma większego znaczenia.

Mimo wszystko życzę jej wypełnienia

- Do tego spokoju i cierpliwości.