Sport.pl
  
Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Ekstraklasa. Legia (na jeden kontakt) Warszawa, Śląsk (bez kontaktu) Wrocław [SPOSTRZEŻENIA]

Legia grała całkiem nieźle. A momentami nawet lepiej niż nieźle. Na pewno dużo lepiej niż Śląsk, który w piątek poległ w Warszawie 1:4 - pisze w pomeczowych spostrzeżeniach Bartłomiej Kubiak ze Sport.pl.
Jan Urban podczas meczu Śląska Wrocław z Arką Gdynia Jan Urban podczas meczu Śląska Wrocław z Arką Gdynia MIECZYSŁAW MICHALAK

Urban dobry chłop, ale...

- Szkoda tego Janka [Urbana], fajny chłop, ale jak przegra, to pewnie go pogonią - rozmawiali kibice Legii, których mijaliśmy w drodze na mecz.

Pewnie mieli rację. Bo po pierwsze, Urban to faktycznie fajny chłop (jako taki dał się poznać przez kilka lat pracy w Legii). Po drugie, ciemne chmury wiszą nad nim nie od wczoraj, o jego zwolnieniu mówi się od końcówki poprzedniego roku. A teraz mówić się będzie jeszcze więcej.

Ale trudno, by po takim meczu było inaczej.

Śląsk bez kontaktu

Piątkowa porażka Śląska była wysoka i bolesna. Ale chyba też spodziewana. Jeszcze przed meczem Urban mówił, że jeśli w ogóle jego drużyna myśli o wywiezieniu z Warszawy choćby punktu, musi zagrać wyśmienicie. Przekonania, że to jej się uda, w jego głosie słychać jednak nie było. Widać też nie. Urban w piątek stanął przy bocznej linii, od razu włożył ręce do kieszeni i biernie się przyglądał. Nie żył meczem - nie krzyczał, nie machał rękami, ani tym bardziej nie skakał, nie biegał. Jakby z góry wiedział, jak się skończy.

Jego piłkarze też sprawiali wrażenie pogodzonych z losem. Byli wręcz zagubieni. Nie tylko nie potrafili odebrać piłki, ale momentami nawet nie wiedzieli, gdzie ona jest.

Legia na jeden kontakt

- Mamy grać szybciej, dużo szybciej. Najlepiej cały czas na jeden kontakt - mówili legioniści, gdy w styczniu pytaliśmy ich, czego na treningach wymaga od nich Romeo Jozak.

Tę szybszą grę momentami było już widać tydzień temu w meczu z Zagłębiem (3:2). Ale w piątek, w meczu ze Śląskiem, było jej jeszcze więcej. Zdecydowanie więcej. I co najważniejsze: była udana, skuteczna. By nie napisać, że nieziemska, co akurat można byłoby zrobić, gdyby wziąć pod uwagę reakcje kibiców, którzy momentami łapali się - i to dosłownie! - za głowy.

Tak było choćby po pierwszym golu Kaspra Hamalainena. Za głowę złapał się wtedy m.in. prezes Dariusz Mioduski, ale też wiele osób siedzących na lożach tuż pod trybuną prasową. Gol Fina był piękny. A nawet nie tyle gol, ile cała akcja. 10 szybkich i dokładnych podań - wszystkie na połowie Śląska, większość z nich na jeden kontakt - które do tego gola doprowadziły.

Bernhard Heusler i Dariusz Mioduski - Bernhard Heusler i Dariusz Mioduski - Jacek Prondzynski/legia.com

Kibice na podglądzie

Gdy w 64. minucie Hamalainen opuszczał boisko w loży centralnej, jako pierwszy wstał bić mu brawo wiceprezes Jarosław Jankowski. Po chwili to samo zrobił Dariusz Mioduski. Oklaskiwać piłkarza zaczęli też inni - wśród nich Bernhard Heusler, były prezes FC Basel, który w piątek  został oficjalnie doradcą zarządu Legii.

Heusler całe spotkanie oglądał w towarzystwie Mioduskiego. To znaczy może nie całe. W dosłownym znaczeniu na pewno nie, bo np. na samym początku Szwajcar znacznie częściej niż na boisko zerkał na trybuny. Momentami wyglądało to wręcz zabawnie, bo kiedy wszyscy siedzący obok niego przekręcali głowy w prawo, on - jako jedyny - patrzył w lewo. Zerkał na 'Żyletę' i podglądał kibiców.

Wciąż dystans

Legioniści na przerwę schodzili prowadząc 4:1. I choć po przerwie nie strzelili (ani nie stracili) więcej goli, to kibice - a przyszło ich na stadion nieco ponad 23 tys. - do samego końca głośno ich wspierali. Piłkarze po ostatnim gwizdku podziękowali im za doping, ale nie były to podziękowania powszechnie znane na Łazienkowskiej.

Jeszcze kilka miesięcy temu regułą było to, że Legia po meczu (wygranym, zremisowanym, przegranym - bez znaczenia) całą drużyną podchodziła pod 'Żyletę'. Od jesiennego incydentu, do którego doszło po porażce z Lechem w Poznaniu, zwyczaje trochę się jednak zmieniły.

W piątek po meczu znowu nie było wspólnych śpiewów, zdjęć, przybijania piątek, rozdawania koszulek czy autografów.

Legia - Śląsk 4:1

Legia Warszawa - Śląsk Wrocław 4:1 (4:1)

Bramki: Hamalainen (23., 30., 33.), Niezgoda (45.) - Pich (36.)

Legia: Malarz - Broź, Remy, Pazdan, Jędrzejczyk - Mączyński, Philipps (55. Radović Ż), Antolić - Eduardo, Niezgoda (83. Vesović), Hamalainen (64. Kucharczyk)

Śląsk: Słowik - Pawelec, Celeban, Rieder, Lewandowski Ż - Kosecki (46. Pałaszewski), Chrapek (81. Łyszczarz), Vacek, Riera, Pich - Bergier (63. Łuczak)

Więcej o:
Komentarze (4)
Ekstraklasa. Legia (na jeden kontakt) Warszawa, Śląsk (bez kontaktu) Wrocław [SPOSTRZEŻENIA]
Zaloguj się
  • kszs2

    0

    Napisaliście artykuł o tym że kibice powiedzieli ku...?

  • zerozer52

    0

    Co to jest ta Legia?

  • eberhard_mock_breslau

    0

    W Polsce nikt normalny nie ogląda ekstraklasy i tych pseudo klubików. Drzeć na trybunach mogli się tylko kibole. To zapewne ci „bohaterowie”, którzy w grupie strzelali liście piłkarzom. Dno

  • rownowaznik

    0

    Jak to mówił Jasiu przed meczem - każdą drużynę da się ugryźć ;)

Aby ocenić zaloguj się lub zarejestrujX