Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Oby nie zaspał na mecz i dogadał się z trenerem. Oto William Remy, francuska myśl szkoleniowa w ekstraklasie i nowy nabytek Legii

Konflikt z trenerem, zaspanie na ligowy mecz, konieczność opuszczenia ukochanego, macierzystego klubu i fatalne pożegnanie z Ligue 1. Piłkarska historia nowego nabytku Legii Warszawa - Williama Remy'ego przynosi kilka ciekawostek. Daje też jednak przekonanie, że obrona mistrza Polski, z Francuzem w składzie, może być mocniejsza i... bardziej uniwersalna.
William Remy piłkarzem Legii William Remy piłkarzem Legii Fot. Legia.com

Marsylskie pożegnanie i samolotowa wpadka

Z Ligue 1 pożegnał się 27 stycznia 2017 roku. Wtedy William Remy zagrał ostatni mecz w barwach pierwszej drużyny Montpellier. Pożegnanie było słabe. Jego ekipa przegrała z Marsylią 1:5. Remy nie popisał się przy kilku trafieniach. Apogeum tego występu było zagranie piłki ręką w polu karnym. Sędzia pokazał mu drugą żółtą kartkę i wyrzucił z boiska. Po tych wydarzeniach ówczesny trener drużyny - Frederic Hantz nie myślał, by dalej wstawiać go do składu. Zresztą nie miał wielu okazji, bo sam szybko stracił pracę. Z zachowaniem Remy'ego małe problemy miał zresztą wcześniej. Piłkarz podpadł mu, gdy nie przyjechał na samolot, który zabierał piłkarzy na mecz z Bastią. Przyczyną miało być... zaspanie i nocne problemy żołądkowe. Na Korsykę Montpellier poleciało bez niego.

 

Problemy z...rezerwą

Następcy Hantza,  Jean-Louisowi Gassetowi, Remy też do gustu nie przypadł. Czasem łapał się jedynie do meczowej osiemnastki. Oddać trzeba jednak, że miał wtedy dużo większą konkurencję. Do Montpellier zimą dołączyło kilku nowych defensorów, w tym za 1,5 mln euro Lukas Pokorny i młodziutki Nordi Mukiele, a w następnym okienku m.in. Pedro Mendes. Klub też sumiennie wprowadzał do pierwszej drużyny swoich wychowanków.

- We francuskiej lidze, niemal w każdym klubie, co sezon do pierwszego zespołu wchodzi formacja pięciu czy nawet więcej zawodników z najstarszego rocznika. To agresywna selekcja wśród tych najzdolniejszych. Jak się nie wykorzysta w klubie swojej szansy, to potem robi się problem. Przychodzą młodsi, bardziej perspektywiczni, chcący się pokazać, a do tego dochodzą jeszcze gracze z transferów - wyjaśnia nam trener Stefan Białas, komentator Ligue 1 w Eleven Sports.

Ostatni rok nowego nabytku Legii na piłkarskich murawach ograniczał się zatem do występów w 5. lidze, w drugiej ekipie klubu. Z tym też jednak bywał problem. Jednego z wyjazdów (do Mont-de-Marsan ), odmówił mu trener pierwszej drużyny. Remy nie do końca rozumiał tłumaczenie decyzji i po fakcie obwiniał sztab szkoleniowy, iż ten nie pozwalał mu grać nigdzie. Nie pomagało to w budowaniu dobrych relacji. Zresztą obrońca miał też pecha.

W 2017 przytrafiła się mu się jeszcze kontuzja uda, rok wcześniej, w październiku wypadek samochodowy, który też na kilka tygodni wyłączył go z gry. Gorsze okazało się jednak obolałe udo, które mogło wpłynąć na to, że z Montpellier nie wyjechał latem 2017 roku. To, że chciano się go wtedy pozbyć, otwarcie mówił nawet kolejny szkoleniowiec ekipy ze Stade de la Mosson, Michel Der Zakarian. Na grę w pierwszej jedenastce nie dawał mu bowiem większych szans. Sezon 2016/17 Remy zakończył z bilansem 17 meczów na koncie, w tym 10 w podstawowym składzie, a przyszłość nie wyglądała różowo.

Interesowało się nim co prawda m.in. angielskie Leeds, hiszpańskie Levante czy turecki Akhisar, ale niewiele z tego wynikało. W Montpellier spędził kolejne pół roku. Zimą pytał o niego też m.in Sivasspor, Nottingham Forest czy Vitoria Guimaraes i Moreirense. W staraniach o piłkarza najskuteczniejsza okazała się Legia. Czym Remy mógł przekonać warszawskich działaczy?

Francuska szkoła i bajka w Lens

Remy to z pewnością piłkarz uniwersalny. W Dijon grał głównie jako defensywny pomocnik, sporadycznie ustawiany był też na prawej stronie pomocy. W Montpellier zaczął od  występów jako defensywny pomocnik, czasem znajdował się na prawej obronie, by następnie grać na środku defensywy - czyli jego nominalnej i jak przyznaje ulubionej pozycji. Uniwersalność to plus, choć w pewien sposób niebezpieczny. Być może lepiej dla kariery Remy'ego byłoby trzymanie się na boisku jednego miejsca. Mierzący 1,85 Remy jest szybki i zwrotny, to przydawało się gdy grał z boku. Dysponuje dobrą siłą, która była z kolei atutem w środku pola, ale z jakiś powodów trenerzy szukali dla niego różnych rozwiązań.

 Najczęściej we Francji kwestionowano jego czytanie gry, które przekładało się na boiskową nieporadność i brak zdecydowania. Gdy naprzeciw ciebie jest Lemar, Lacazette, Cavani czy Gomis pół sekundy spóźnienia, czy minimalnie nawet złe ustawienie mogą być opłakane w skutkach.

To co nie do końca dobrze funkcjonowało we Francji w polskich realiach może być niezauważalne. Tym bardziej, że w przypadku Remy'ego nie ma co się martwić o jego technikę.

Zawodnik piłkarskich szlifów nabierał w RC Lens, w bardzo dobrych dla tego klubu czasach. Gdy w 2002 roku pierwsza drużyna zdobywała wicemistrzostwo Francji i grała w europejskich pucharach, on jako nastolatek mógł biegać i trenować na zachwycających na ten czas i supernowoczesnych klubowych obiektach.

- To była inna bajka. Lens skopiowało niemal jeden do jednego ośrodek treningowy Liverpoolu. Wydało na to 20 mln euro, jest tam 12 boisk, część krytych i cały kompleks sal do ćwiczeń i odnowy biologicznej - wspomina nam Jacek Bąk, były reprezentant Polski, który grał w Olympique Lyon i RC Lens (notabene w tym samym czasie, kiedy trenował tam Remy). Klubowa młodzież mogła korzystać tam z zakwaterowania, siłowni, basenu, saun, masaży wodnych, amfiteatru czy restauracji. Warunków do trenowania można było pozazdrościć. Kolegów, z perspektywy czasu też. Przez La Gaillette przewinęli się pzrecież m.in Raphael Varane, Serge Aurier, czy Geoffrey Kondogbia.
 

O to, co po francuskiej szkole wniesie Remy do Lotto Ekstraklasy Bąk jest spokojny.  

- Myślę, że będzie przewyższał polskich zawodników kulturą gry, techniką i taktyką. Po prostu wiem jak we Francji wygląda szkolenie - chwali obrońca. 

- Francuzi, jeśli o to chodzi zachwycają całą Europę, nawet Anglików czy Hiszpanów. Pierwsze pytanie przy kupowanych z Francji zawodnikach dotyczy zwykle tego czy byli szkoleni właśnie tam - dodaje trener Białas.

Kontraktowy błąd młodości

Remy we Francji spędził całe życie. Zawodnikiem Lens był do 2012 roku, chociaż klub wypożyczył go po drodze do US Creteil. Potem defensor na własne życzenie przeniósł się do drugoligowego Dijon, chociaż jego macierzysty klub oferował mu 4-letnią umowę. Jak przyznał po latach był to do tej pory "największy błąd  młodości". Do walki z Lens o lepszy kontrakt podburzał go jego były agent. Skończyło się tak, że szybko nie było czego i z kim negocjować.

W najwyższej, francuskiej klasie rozgrywkowej Remy zadebiutował dopiero w sierpniu 2015 roku już w Montpellier. W Ligue 1 rozegrał w sumie 43 mecze, w Ligue 2 niemal dwa razy tyle. Warto wspomnieć też, że grał reprezentacji Francji do lat 17, 18 i 19. Z tą pierwszą drużyną doszedł nawet do finału ME.

Miłośnik PSG i Ronaldinho

Remy w Polsce będzie miał coś do udowodnienia. Z pewnością zdaje sobie sprawę, że dobra gra w LOTTO Ekstraklasie i regularnie występującej na europejskiej arenie Legii, przybliży go do większej piłki.

Marzeń nie ma wybujałych. Jak stwierdził w jednym z wywiadów w 2016 roku, chętnie zagrałby jeszcze dla Lens. Oczywiście najlepiej w Ligue 1 (obecnie ten klub gra w drugiej lidze). Remy ciągle śledzi jego wyniki i jak tylko może ogląda mecze. Drugą miłością gracza jest PSG. Francuz zachwycał się nimi jeszcze w dzieciństwie (urodził się na przedmieściach Paryża). Jego ulubionym piłkarzem był biegający wtedy po Parc des Princes Ronaldinho.

Do piłki nożnej namówił go jego brat, ale Remy uprawiał też futbol amerykański i lubił koszykówkę. Najbardziej denerwuje go gdy wszyscy pytają, czy jego bratem jest Loic Remy. Ponoć zdarza się to często. "Willi Boy"- bo taki  pseudonim nadano mu w Lens po zakończeniu piłkarskiej kariery mógłby zostać szefem własnej restauracji. Na razie jednak najważniejszy jest futbol i pokazanie, że francuska szkoła zda w Polsce egzamin.