Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Masłowski w wywiadzie Staszewskiego: Złapałem go za gardło i zacząłem dusić. Bo wcześniej dostałem z główki. Tak walczy się w Chorwacji.

Jeszcze niedawno Legia Warszawa zapłaciła za niego 800 tys. euro. Ostatnie miesiące Michał Masłowski spędził jednak w drugiej lidze chorwackiej. - Mam tam mniej miejsca, niż w Ekstraklasie. Jest też brutalniejsza walka. Raz nawet dusiłem rywala! - mówi Sebastianowi Staszewskiemu w rozmowie z cyklu "Wywiadówka Staszewskiego" były reprezentant Polski.

Masłowski w wywiadzie Staszewskiego

Sebastian Staszewski: Jak bardzo trzeba być zdesperowanym, aby zdecydować się na grę w drugiej lidze chorwackiej?

Michał Masłowski: A trzeba?

Wielu tak uważa.

Nie traktuję tej decyzji jako aktu desperacji. A jeżeli nawet byłby to taki akt, to spowodowała go chęć regularnego grania, a nie tylko trenowania z rezerwami. Czyli piłkarska ambicja.

Zaplecze chorwackiej ekstraklasy to jednak kierunek nietypowy.

Moja sytuacja też była nietypowa. Kontrakt z Legią Warszawa rozwiązałem w ostatnich godzinach okna transferowego. Kolejne decyzje musiałem podejmować szybko. Trenowałem indywidualnie i czekałem na oferty, ale odpowiednich propozycji nie było. W końcu dostałem informację, że jest klub w którym mogę grać.

Czyli HNK Gorica. Długo zastanawiał się pan nad tą propozycją?

Z trzy godziny.

Tak krótko? Zakładam, że nawet nie wiedział pan, gdzie jest ta Gorica.

Nie wiedziałem, ale szybko sprawdziłem. Poza tym nie miałem czasu na wątpliwości. Rano trenowałem w rodzinnym Strzelinie. Później zadzwonił telefon. "Chcą cię Chorwaci, ale trzeba szybko decydować" - usłyszałem. Miałem chwilę na zastanowienie się. Mogłem czekać, albo mogłem jechać. Pomyślałem, że spróbuję. Poszedłem do domu i zacząłem się pakować. - Gdzie jedziesz? Do Warszawy? - zapytał tata. - Nie, do Chorwacji - odpowiedziałem. Rodzice myśleli, że robię sobie jaja. Ale nie żartowałem. Zabrałem najpotrzebniejsze rzeczy i poleciałem do Zagrzebia. Wszystko działo się tak szybko, bo działaczom HNK zależało na zgłoszeniu mnie do rozgrywek. Dzięki temu, że podjąłem ryzyko, jestem dziś w dużo lepszej sytuacji, niż ligowcy, którzy siedzą na ławce, a po murawie biegają wyłącznie na treningach. Ja w Goricy zagrałem we wszystkich meczach w podstawowym składzie.

"Chciała mnie Hertha Berlin, ofertę złożyło Club Brugge, dzwoniło pół Holandii"

Może warto było zostać w Warszawie? Niedługo po pana odejściu w Legii zjawił się trener Romeo Jozak.

Już na starcie sezonu wylądowałem w rezerwach, zagrałem tam trzy mecze. Później dostałem sygnał, że mój powrót do pierwszej drużyny jest niemożliwy. Mogło być więc tak, że zostałbym i dostałbym zakaz gry. To ja dziękuję za taki plan. Wolałem zrezygnować z kasy, rozwiązać umowę i pójść do klubu w którym ktoś we mnie wierzy.

Ma pan do Legii żal?

Tylko za to, że nie dostałem szansy po obozach przygotowawczych. A dostali ją wszyscy.

Bez przesady. Wystąpił pan w 33 meczach.

Ale zazwyczaj ustawiano mnie na różnych pozycjach.

Henning Berg widział w panu skrzydłowego.

A ja skrzydłowym nie jestem i nie będę. Nie mam do tego predyspozycji. W rezerwach zagrałem nawet na stoperze. A przecież od zawsze byłem ofensywnym pomocnikiem. Skoro nie mogłem grać tam, czekałem na trenera, który przyjdzie i powie mi czego oczekuje, co robię źle i jak powinienem to robić, aby był ze mnie zadowolony. I się nie doczekałem. Kiedy w Zawiszy pozwolono mi być sobą, zostałem odkryciem sezonu. Trafiłem do reprezentacji Polski. Chciała mnie Hertha Berlin, ofertę złożyło Club Brugge, dzwoniło pół Holandii. W Ekstraklasie wybijają się ci, którzy nie słuchają trenerów, ci, co łamią schematy. Ale aby pokazać coś ekstra, trzeba grać na swojej pozycji. Ja tej okazji w Warszawie nie miałem. Ktoś powie, że to łatwa wymówka. OK. Niech Michał Kucharczyk zagra jako defensywny pomocnik. Myślę, że nie pokaże pełni swoich umiejętności.

. . FOT. KUBA ATYS

"Jozak? Dobry dyrektor sportowy. I tyle. Nie znają go tu jako trenera"

Świat jest mały. W Goricy spotkał pan trenera Deana Klafuricia, który chwilę później trafił do Legii.

Trenowałem u niego tylko dwa razy. Później zaczęto mówić, że Klafurić może pracować w Polsce. Byłem pewny, że chodzi o klub z drugiej części tabeli Ekstraklasy. A on poszedł do Legii. Szok. Ściągnął go Romeo Jozak.

Co mówi się o nim w Chorwacji?

Że to dobry dyrektor sportowy. I tyle. Nie znają go jako trenera.

W klubie gra pan także z innym byłym legionistą, Henrikiem Ojamaą.

Przez kilka miesięcy występowaliśmy na lewej stronie. Fajny chłopak. Często wspomina Legię. I to, jak Dušan Kuciak biegł przez pół boiska, żeby go ochrzanić.

Chorwacja czymś pana zaskoczyła? Z największego i najlepiej zorganizowanego klubu w Polsce, przeniósł się pan do drugoligowego klubiku z 60-tysięcznego miasteczka.

Przeskok był ogromny, ale byłby bardziej odczuwalny dla kogoś, kto wychował się w Legii czy Lechu Poznań, kto całe życie wszystko miał podane na tacy. Ja nie miałem. Zdarzało mi się przecież pracować nie tylko na boisku, ale na przykład jako dozorca w hotelu. Nie wszyscy piłkarze mają takie doświadczenia. Nie jestem więc bardzo wymagający. Chociaż oczywiście organizacji w Legii i Goricy nie da się porównać. Nie mogłem za to narzekać na infrastrukturę.

Legia ma do dyspozycji dwa boiska treningowe, w tym tylko jedne z naturalną nawierzchnią. A Gorica?

Tak samo. Jedna płyta naturalna, druga - sztuczna. Obie zadbane, regularnie trenowały tam młodzieżowe reprezentacje Chorwacji. To miła odmiana, bo na kilku wyjazdach widziałem takie boiska, że szok. Piach, żwir, błoto po kostki. Trawę znali tam tylko z opowieści najstarszych górali. Raz byłem pewny, że mecz odwołają, bo całe boisko było zalane wodą. Ale przyszedł sędzia, gwizdnął i trzeba było pływać. Dokładne kopnięcie piłki było praktycznie niemożliwe.

Czytałem, że Gorica ma nawet akademię młodzieżową.

Dla mnie to kosmos. Akademii z prawdziwego zdarzenia nie ma wiele polskich klubów, a tu drugoligowiec posiada szkółkę, którą obserwują zagraniczni skauci. Gorica cały czas jest penetrowana przez poszukiwaczy talentów z Dinama Zagrzeb czy Hajduka Split, ale trener pokazał mi też maile z Włoch, czy z Niemiec. Juniorzy nie trenują może w super warunkach, ale mają do dyspozycji swoje boiska, budynek, kilku opiekunów. Niczego im nie brakuje. W Chorwacji akademia Goricy ma dużą renomę.

"Wkurzyłem się i jak wstałem, dorwałem go"

Jak poziom prezentuje 2.HNL? W tabeli Gorica zajmuje drugie miejsce, tuż za rezerwami Dinama.

Dużo do życzenia pozostawia przygotowanie taktyczne. Myślę, że jest na podobnym poziomie, co w Nice 1 lidze. Czasem koledzy biegną gdzie chcą, zmieniają sektory bez składu i ładu. Przez to rywale wyskakują tam, gdzie teoretycznie nie powinno ich być. Jest tam dużo mniej czasu na reakcję, niż w Ekstraklasie. I dużo ostrzejsza walka. Raz zdarzyło mi się nawet dusić rywala.

Dusić rywala?

Tak wyszło. Graliśmy z NK Sesvete. Przyjąłem piłkę i minąłem przeciwnika. A on był tak zdesperowany, że. walnął mnie z główki. W policzek. Aż mnie zamroczyło. Wkurzyłem się i jak wstałem, dorwałem go. Złapałem gościa za szyję i powiedziałem mu kilka chorwackich słów, których się nauczyłem.

"Sąd sądem, a sprawiedliwość musi być po naszej stronie". Co na to sędzia?

Dostałem żółtą kartkę. A on nic.

Jak więc ocenia pan pracę arbitrów?

Niestety, ale sędziowanie w drugiej lidze jest na niskim poziomie. Jak graliśmy w Pucharze Chorwacji z Rijeką, mecz prowadził arbiter z pierwszej ligi. I gwizdał świetnie. Nawiasem mówiąc, w tym spotkaniu ostro rywalizowałem z Mate Malešem, kapitanem Rijeki, który jest przymierzany do Legii. Nie był technikiem, ale to bardzo inteligentny gość, którego ciężko było przejść. Mogę go polecić. A wracając do sędziowania, na zapleczu jest dramat. Sędziowie robią, co chcą.

Czuć korupcję?

Słyszałem kilka historii i podobno wciąż zdarzają się dziwne mecze. A kiedyś było tego dużo więcej. Chociaż na własnej skórze się jeszcze o tym nie przekonałem.

Zostanie pan w Chorwacji? Tamtejsza liga staje się coraz bardziej atrakcyjna dla piłkarzy z Ekstraklasy. Ciekawą ofertę z Rijeki miał niedawno Fiodor Cernych z Jagiellonii Białystok, bliski gry w tym klubie był także młodzieżowy reprezentant Polski Patryk Lipski.

Pięć pierwszych zespołów ma pieniądze. Dinamo, Hajduk, Rijeka. Ale pozostałe drużyny ledwo przędą. Myślę, że lepiej jest nawet w Goricy. Tu od lat są plany, aby awansować do ekstraklasy. Raz się nawet udało, ale na stadionie. nie było oświetlenia. Teraz infrastruktura ma być gotowa. Dlatego nie wykluczam, że zostanę w HNK i powalczę o awans.

Michał Masłowski Michał Masłowski JAN KOWALSKI

Powrót

Nie chce pan wrócić do Polski?

Chcę. Ale do Ekstraklasy. Jestem piłkarzem, który poradzi sobie na najwyższym szczeblu rozgrywek. W Legii wszyscy dostali kredyt zaufania, tylko nie ja. Takie życie. Ale nie jestem jeszcze dziadkiem, żeby grać w niższych ligach. W Goricy jestem liderem, gra ustawiana jest pode mnie. I idzie mi nieźle. To daje mi świadomość, że wciąż mogę być piłkarskich dowódcą. Potrzebuję tylko wiary.

Nie dokuczają panu już problemy zdrowotne, które zatrzymały pana karierę?

Od miesięcy na nic nie narzekam. Czuję się lepiej, niż w czasach, gdy grałem w Zawiszy. Nawet wtedy byłem pospinany, z boiska schodziłem zmęczony. Ale nie przez brak sił, tylko przez napięcia mięśniowe. Brakowało luzu. Teraz go mam. Regeneruję się dużo szybciej, nic mnie nie boli.

Piast Gliwice - Nieciecza 2:1.  Michał Masłowski Piast Gliwice - Nieciecza 2:1. Michał Masłowski JAN KOWALSKI

Krok do tyłu, aby zrobić dwa do przodu

Psychicznie też czuje się pan dobrze? W maju 2016 r. w "Wywiadówce Staszewskiego" przyznał się pan do depresji. Po tamtych problemach nie ma już śladu?

Jest bardzo dobrze. Okazało się, że trzeba było mi jedynie zdrowia i troszkę zaufania. Tylko tyle i aż tyle. Dziś cieszę się każdym dniem, każdą minutą spędzoną na boisku. Jestem pełen optymizmu. Wiem, że wyjazd do Chorwacji nie był dla mnie końcem, a jedynie małym krokiem do tyłu, dzięki któremu zrobię dwa do przodu. Oby już w najbliższych tygodniach.