Polska - Chile. Nowe życie Błaszczykowskiego, spokój Bednarka i niefrasobliwość w obronie. Po meczu z Chile Adam Nawałka ma tyle samo pytań, ile odpowiedzi

Nowe życie Jakuba Błaszczykowskiego i udane wejście do zespołu Jana Bednarka, ale też niefrasobliwość w obronie. Po zremisowanym 2:2 meczu z Chile selekcjoner Adam Nawałka ma tyle samo pytań, ile odpowiedzi.

Przed meczem z Chile dziennikarze i kibice zadawali sobie jedno pytanie: jak reprezentacja Polski zaprezentuje się bez Kamila Glika, który wciąż walczy o powrót do zdrowia. W jego miejsce od początku Adam Nawałka desygnował Jana Bednarka. Stoper Southampton na finiszu sezonu Premier League wskoczył do składu "Świętych" i nie tylko zdobył bramkę w meczu z Chelsea, ale pomógł też w utrzymaniu w lidze. Dobra gra w Anglii i ostra walka na treningach w Arłamowie pozwoliły Bednarkowi przeskoczyć w rankingu stoperów Thiago Cionka i to właśnie 22-latek wyszedł w piątek w podstawowym składzie naszej reprezentacji.

Bednarek zastąpił Glika

Bednarek nie zawiódł oczekiwań Nawałki. Paradoksalnie to właśnie on z dwójki stoperów grał pewniej. Chociaż młody stoper zamieszany był w stratę bramki na 1:2, kiedy nie zaasekurował Michała Pazdana, to i tak wypadł lepiej od legionisty.

W Poznaniu - mieście w którym Bednarek spędził aż cztery lata kariery - "Bedi" udowodnił, że istnieje życie bez Kamila Glika. Do poziomu piłkarza AS Monaco jest mu jeszcze bardzo daleko, ale doświadczenie zebrane w Premier League zaprocentowało. Jeżeli lekarze Monaco i reprezentacji Polski potwierdzą, że Glik nie zdąży się wykurować do rozpoczęcia mundialu, to Bednarek wydaje się naturalnym partnerem Michała Pazdana na środku polskiej obrony.

Polska - Chile Polska - Chile JĘDRZEJ NOWICKI

Niefrasobliwość w obronie

Mimo dobrego meczu Bednarka kolejny raz nie udało się uniknąć straty bramek. Kolejny raz reprezentacja pozwoliła rywalom także na strzelenie goli kontaktowych. Tak było w meczu z Danią w Warszawie (dwie stracone bramki), w zwycięskim starciu z Czarnogórą (dwie stracone bramki) czy w towarzyskim spotkaniu z Koreą Południową (dwie stracone bramki). Także w Poznaniu gościom z Ameryki Południowej dwukrotnie udało się pokonać golkipera.

I choć w ofensywie mamy siłę pozwalającą nam zwyciężać, to nonszalancja w obronie może okazać się pętlą, którą polscy piłkarze sami dla siebie zawiążą. W Rosji zacznie trudnej wyobrazić sobie scenariusz według którego w jednym meczu strzelamy trzy, czy nawet cztery bramki, jak w spotkaniach z Danią, Czarnogórą i Koreą. Wiele każe też sądzić, że problemy ze straconymi golami dotyczą nie umiejętności, a koncentracji. Oby na mistrzostwach nasi kadrowicze nie musieli już więcej gonić wyniku po straconym w kilka minut prowadzeniu.

Kuba żyje!

Przed mistrzostwami Europy Jakub Błaszczykowski stoczył walkę z czasem i samym sobą. Wygrał ją, strzelając na Euro 2016 dwie bramki i będąc jednym z najlepszych polskich piłkarzy. Jeszcze kilka tygodni temu zdawało się jednak, że kolejny pojedynek - ten przed mundialem - niekoniecznie musi zakończyć się podobnym happy endem. Zakończenie wciąż nie jest znane, ale mecz z Chile potwierdził, że Kuba żyje. W pierwszej połowie skrzydłowy Wolfsburga był wiodącą postacią naszej reprezentacji. Po kontuzji pleców nie było śladu - Kuba imponował zadziornością, walecznością i szybkością. Momentami przypominał siebie z najlepszych lat z Dortmundu, gdy trybuny Signal Iduna Park skandowały "Kuba, Kuba".

Błaszczykowski dobrze współpracował także z Łukaszem Piszczkiem, z którym kilkukrotnie rozgrywał swoje firmowe akcje. Gdyby więcej szczęścia - na przykład więcej odwagi Kamila Grosickiego, który nie uderzył z pierwszej piłki - Kuba zakończyłby mecz z co najmniej jedną asystą. Co istotniejsze jednak, 33-latek rozegrał całe spotkanie! Wszystko wskazuje na to, że Kuba kolejny raz zaśmiał się losowi w twarz i w ostatniej chwili wrócił do formy.

Karol w gazie

Formą zaimponował nie tylko Błaszczykowski, ale także Karol Linetty, który w końcu zagrał na miarę oczekiwań. I choć pomocnik Sampdorii Genua grał przez 45 min. to do przerwy był jednym z najlepszych piłkarzy reprezentacji Polski. W środku pola zagrał tak, jak Nawałka chciał - Karol zajął się przechwytami przyśpieszających podań Chilijczyków. Jednocześnie dodał też coś ekstra w ofensywie, kilkukrotnie włączając się do akcji zaczepnych. Gdyby nieco większa precyzja przy przyjęciu piłki, Linetty mógł w Poznaniu zdobyć nawet bramkę.

Linettemu należą się pochwały za wzięcie na swoje barki ciężaru gry. Chwilami piłkarz pozwalał sobie nawet na indywidualne rajdy, które przecież nie należą do jego specjalności. Jeżeli nawet na mundialu Karol nie wyjdzie w podstawowym składzie reprezentacji to z pewnością będzie pierwszym środkowym pomocnikiem z ławki do wejścia na murawę.

Z dwoma czy trzema?

W pierwszej połowie Adam Nawałka zdecydował się na grę dwoma stoperami. Po przerwie Łukasz Piszczek przesunął się z prawej strony do środka i reprezentacja Polski kolejny raz przetestowała taktykę z trzema obrońcami. Znacznie lepiej kadra zaprezentowała się przed przerwą, gdy - mimo kilku błędów Pazdana - kontrolowała grę i zdobyła dwie bramki. W drugiej połowie powietrze jakby zeszło z naszych piłkarzy. Ostatecznie reprezentacja zremisowała z Chile 2:2. A po meczu w Poznaniu selekcjoner ma tyle samo pytań, co odpowiedzi.