Polska - Chile. Kontratak - najgroźniejsza broń Polaków na mundialu

Polska zremisowała z Chile 2:2. Mimo dwóch zdobytych bramek, kolejne treningi Adam Nawałka powinien wykorzystać na doskonalenie gry w ataku pozycyjnym. Gole strzelone przez Lewandowskiego i Zielińskiego tak, jak w marcowym meczu z Koreą Południową padły po szybkich kontratakach.
Polska - Chile 2:2 w Poznaniu. Robert Lewandowski, kapitan reprezentacji Polski, strzelił pierwszego gola spotkania z Chile w 30. minucie po pięknym strzale. Obok Arkadiusz Milik, który wszedł w drugiej połowie Polska - Chile 2:2 w Poznaniu. Robert Lewandowski, kapitan reprezentacji Polski, strzelił pierwszego gola spotkania z Chile w 30. minucie po pięknym strzale. Obok Arkadiusz Milik, który wszedł w drugiej połowie JĘDRZEJ NOWICKI

Po kontuzji Kamila Glika podstawowym problemem kadry stało się znalezienie odpowiedniego zastępcy dla obrońcy Monaco. Nie najlepsza dyspozycja w ofensywie podczas ostatnich meczów sparingowych została przez to zapomniana.

Jeszcze przed meczem z Chile i zanim kibice zaczęli drżeć o występ Glika na mundialu, uwagę na ten słabą skuteczność w ostatnich meczach towarzyskich zwrócił Robert Lewandowski: - Z obroną moim zdaniem jest bardzo dobrze, tak na przykład było w meczu z Koreą Południową, ale w ataku mamy za małą siłę rażenia. Strzeliliśmy bramki po kontrze i po strzale, kiedy pilnowany byłem przez trzech rywali - powiedział kapitan reprezentacji Polski.

Mecz w Poznaniu Polska rozpoczęła w ustawieniu z jednym napastnikiem - Robertem Lewandowskim. Bezpośrednio za jego plecami operował Piotr Zieliński. To zmiana względem poprzednich meczów towarzyskich, w których Nawałka decydował się na grę bez typowej "dziesiątki".

Gole po kontrach

Inne ustawienie nie przełożyło się jednak na znacząco lepszą grę Polaków w ataku pozycyjnym. Bramki ponownie zdobyliśmy po kontratakach. W pierwszej połowie Lewandowski często cofał się do drugiej linii i tam brał ciężar rozegrania na siebie. Po pół godzinie gry kolejnego podania już nie szukał. Zdecydował się na mocny strzał sprzed szesnastki i pokonał Gabriela Ariasa. Stadion eksplodował! Gol był niezwykle efektowny.

Już cztery minuty później Polacy podwyższyli prowadzenie. Zdumiała szybkość przeprowadzenia tego kontrataku. Kilka podań bez przyjęcia piłki sprawiła, że Kamil Grosicki miał bardzo dużo miejsca z lewej strony boiska. "Grosik" po raz kolejny zaimponował swoją szybkością, a następnie dobrze podał na piąty metr od bramki. Całą akcję wykończył Zieliński.

Inna formacja po przerwie

Po zmianie stron Polska przeszła na grę trzema napastnikami w ustawieniu 3-4-3. Lewandowski został otoczony Grosickim i wprowadzonym w przerwie Milikiem. Dobrze grających w pierwszej połowie skrzydłowych zastąpili wahadłowi - Błaszczykowski z prawej i Rybus z lewej.

Jakość polskiej ofensywy wzrosła tylko na papierze. Na murawie natomiast brakowało kontroli w środku pola. Nie było balansu między obroną, a atakiem. Zbyt dużo piłek było zagrywanych z pominięciem drugiej linii. W drugiej połowie po raz pierwszy udało się zagrozić Chile dopiero w 64. minucie. Znów była to zasługa dobrze rozegranej kontry. "Lewy" przemknął środkiem kilka metrów i wystawił piłkę Grzegorzowi Krychowiakowi. Ten jednak wyraźnie przestrzelił.

Polska - Chile 2:2 w Poznaniu. Piotr Zieliński, Maciej Rybus i Kamil Grosicki Polska - Chile 2:2 w Poznaniu. Piotr Zieliński, Maciej Rybus i Kamil Grosicki JĘDRZEJ NOWICKI

Ostatni kwadrans bez Lewandowskiego

W 74. minucie, przy wyniku 2-2, na murawie pojawił się Łukasz Teodorczyk. Już minutę później zaimponował Adamowi Nawałce, gdy dobrze zastawił się przed polem karnym rywala i prostopadłym podaniem zaprosił Arkadiusza Milika na spotkanie twarzą w twarz z bramkarzem Chile. Milik, dla którego była to pierwsza okazja do strzelenia gola, podciął piłkę nad Ariasem, ale nie trafił w bramkę.

Z kontry, jak z płatka

Od lat jak mantrę powtarzano, że reprezentacja Polski dużo lepiej czuje się w grze z kontrataku. Choćby Lewandowski kilka razy w tygodniu przypominał o konieczności lepszej gry w ataku pozycyjnym, pewnych barier nie pokonamy. Mimo zmiany ustawienia problem pozostał. W drugiej połowie brakowało lepszej kontroli gry w środku pola i wprowadzenia do strefy ataku większej liczby piłkarzy. Wydaje się, że testowane w pierwszej części gry ustawienie 4-2-3-1 przynosi większe zagrożenie pod bramką rywala. A co najważniejsze - przynosi gole. Strzelamy je po dobrze przeprowadzanych kontratakach. Przed mundialami w 2002 i 2006 roku jako największą siłę Polskiej reprezentacji wskazywano szybkie przejście z obrony do ataku. Wszystko wskazuje na to, że w Rosji będzie podobnie. Oby tylko rezultaty były inne.