Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

No, Adam, niesamowity wybór! Powiesz dwa słowa? Dlaczego tak? O powołaniach z trzęsieniami ziemi i arłamowskim spokoju

Niedawne powołania na MŚ łączy wspólny mianownik, z żalem, zaskoczeniem i brakiem komunikacji na czele. Absencje na mundialu Iwana, Dudka czy Frankowskiego były rozpamiętywane i szeroko komentowane. Teraz trzęsień ziemi nikt się nie spodziewa, a jeśli będą wątpliwości czy nieporozumienia, to raczej szybko przez Nawałkę zostaną rozwiane.
Paweł Janas Paweł Janas fot. Łukasz Głowala / Agencja Gazeta

- Artur Boruc, Tomasz Kuszczak i Łukasz Fabiański

- Naprawdę? - dopytywał prowadzący uroczystość Michał Olszański.

- No tak powiedziałem - przytakiwał tylko Paweł Janas.

- No, Paweł, niesamowity wybór! Powiesz dwa słowa? Dlaczego tak?

- Biorę na siebie odpowiedzialność, taką podjąłem decyzję.

Wymianę zdań między gospodarzem uroczystości ogłoszenia kadry na MŚ 2006, czyli rzecznikiem PZPN, a ówczesnym trenerem reprezentacji, pamiętają chyba wszyscy. Telewizyjna transmisja wydarzenia szła 15 maja na ogólnopolskiej antenie i zaczęła się  jak u Hitchcocka, trzęsieniem  ziemi, czyli odstrzeleniem z mundialu Jerzego Dudka. Potem napięcie rzeczywiście jeszcze tylko rosło.

Dudek przekazu z restauracji Champions na żywo nie śledził. Nie zobaczył jak trzy twarze rywali podświetlają się na pomarańczowo, a on wraz z Wojciechem Kowalewskim zostają zrobieni na szaro. O tym, że nie pojedzie na mundial dowiedział się potem, już z paska informacyjnego jednej ze stacji. Przypomnijmy, że Fabiański z Kuszczakiem w momencie tamtych powołań zagrali w biało-czerwonych koszulkach łącznie 144 minuty.  Dudek był przy nich kadrowym weteranem z wygraną Ligą Mistrzów w CV.

- No jak będzie tak dalej drogi trenerze, to emocje sięgną zenitu - żartował mocno zaskoczony Olszański. Zabrzmiał proroczo.

Tomasz Frankowski 15 maja wieczorem, podobnie zresztą jak Dudek, też nie siedział przed szklanym ekranem. Poszedł kąpać dzieci. Niepewności co do MŚ raczej nie miał. Maciej Skorża (wówczas asystent Janasa) na pożegnanie po meczu z Wyspami Owczymi - w którym Franek zagrał przez 24 minuty - dał mu znać, że niebawem znów zobaczą się na zgrupowaniu. 

Spokój Frankowskiego i kąpiel dzieciaków, agresywnie zakłócał jednak telefon komórkowy napastnika. Dzwonek, SMS, dzwonek i znów dzwonek. W końcu podszedł sprawdzić. Gratulacji nie zobaczył. Z pozytywnych rzeczy okazało się, że czasu dla rodziny będzie mieć w te wakacje więcej. Z negatywnych, że mundial zobaczy tylko w tv o czym donosili mu znajomi i rodzina.

Wśród powołanych na MŚ napastników zamiast Frankowskiego był np. wchodzący do kadry Paweł Brożek (3 mecze), który znalazł się tam obok Ireneusza Jelenia (wtedy zawodnika Wisły Płock). Frankowski był natomiast bohaterem mundialowych eliminacji, strzelcem 7 goli.

Selekcjoner tłumaczył absencję, jak się wtedy wydawało kluczowych graczy, ich gorszą formą, lub brakiem regularnej gry w klubie.

- Dudek i Frankowski, o których zrobiła się największa awantura, siedzieli w swoich klubach na ławkach - przypominał w rozmowie Janas.

Być może Janas wcześniej niż wszyscy inni, wyłapał początek końca Dudka i Frankowskiego jeśli chodzi o tzw."international level". Zresztą często używający tego właśnie hasła następca Janasa - Leo Beenhakker, tej dwójki też w kadrze nie widział.

Na autorskiej liście Janasa zaskoczeń było trochę więcej. W grupie mundialowych obrońców zabrakło np. Tomasza Rząsy czy Tomasza Kłosa, a byli na niej stawiający w kadrze pierwsze kroki Seweryn Gancarczyk czy Dariusz Dudka. Z pomocników bilet do Niemiec dostał Piotr Giza, choć na imprezie nie zagrał nawet minuty. Po niej w kadrze rozegrał zresztą już tylko jeden towarzyski mecz.

W XXI wieku za dużo wielkich imprez nie graliśmy, by zaskoczenia selekcjonerów przeżywać co dwa lata. Oczywiście wcześniej do Korei i Japonii powoływał i pomijał też Jerzy Engel. Do Azji nie wziął np. Tomasza Iwana, wtedy gracza PSV Eindhoven, postaci ważnej w szatni kadry. Znalazło się w niej natomiast miejsce dla Pawła Sibika z Odry Wodzisław, który na mundialu rozegrał trzeci i ostatni mecz w kadrze, a właściwie pobiegał na boisku przeciw USA przez 4 minuty.

-Iwan zaraz po powołaniach był urażony, że na tej liście go nie ma. Początkowo na niej figurował, potem z tej listy zniknął. Gdybym jeszcze raz wybierał zawodników na te mistrzostwa, to on by się w grupie 23 znalazł - tłumaczył mi Engel gdy ostatnio go o trenerskie wybory i dylematy podpytywałem. Konkluzja była taka, że złoty wybór nie istnieje.

- Każda decyzja personalna jest bardzo trudna dla selekcjonera. Każdy trener ma swoje wątpliwościami i z nimi będzie żył do końca. Zawsze okazuje się, że można było coś jeszcze poprawić - tłumaczył. Zapewnia, że z Iwanem żyje do tej pory w dobrych stosunkach.

Swoje powołania miał też Franciszek Smuda. Choć być może część kibiców bardziej pamięta tych, których na EURO 2012 chciał wziąć niż tych, których na turnieju zabrakło.

- Adamiak Adam, Adamiak Adrian, Adamiak Albert, Adamiak Aldona - wygłaszał w  jednej z reklam sieci sklepów. Do litery "G" jednak w tych spotach nie doszedł, bo musiałby pominąć Glika Kamila. W telewizji wszyscy byli przez niego powołani, ale selekcjoner, w prawdziwym wyborze, musiał skreślić podczas austriackiego zgrupowania trójkę piłkarzy. Nazwiska Jodłowca i Kucharczyka przy Gliku tak bardzo nie dziwiły. Ten ostatni zrozumiał wybór Smudy. Obrońca Torino nie dostał od selekcjonera żadnych argumentów, prócz krótkiej informacji, że padło na niego, podczas szybkiej rozmowy przy barze w hotelowym lobby.

Wszystkie te historie łączy wspólny mianownik z żalem, zaskoczeniem i brakiem komunikacji na czele. Iwan jeszcze po latach wspominał, że o swym odstawianiu dowiedział się z mediów. Że nikt z PZPN się z nim nie skontaktował, a nawet jak próbował (Engel ponoć miał się mu nagrać potem na sekretarkę) to żadnego konkretnego komunikatu nie miał.

-  Prowadziliśmy rozmowy z każdym zawodnikiem, wiadomo było jednak, że ostateczna decyzja będzie należała do głównego trenera - próbował wyjaśniać ostatnio Sport.pl Edward Klejndinst.

On akurat jako asystent miał możliwość uczestniczyć w wyborach Engela i Janasa. Przynajmniej po części. Janas przyznał, że wziął omówioną ze sztabem listę zawodników do domu i "naniósł na niej poprawki sam", ale nic nikomu nie mógł przekazać.

-Adam ma ten komfort, że może się naprawdę konsultować ze swoimi asystentami, a już po wybraniu kadry może porozmawiać z odrzuconymi zawodnikami, wytłumaczyć im swoje decyzje. Ja nic nie mogłem. PZPN podpisał umowę z Polsatem, działacze wzięli pieniądze i obiecali, że dopiero na transmitowanej przez tę telewizje konferencji wszyscy się dowiedzą. Gdybym wcześniej pogadał z chłopakami, z których postanowiłem zrezygnować, to moje powołania mogłyby wyciec, bo któryś z niezadowolonych mógłby coś powiedzieć dziennikarzom. Nie mówiłem więc o swoich decyzjach nikomu, a później to się obróciło przeciwko mnie, wyszedłem na winnego i dziwaka - tłumaczy Janas.

Na decyzję Engela wpływ miał z kolei ponoć ówczesny prezes PZPN Michał Listkiewicz i jego zastępca... Zbigniew Boniek, a w formie oficjalnej, listę 23 zatwierdzał po prostu zarząd PZPN.

Trening piłkarzy reprezentacji Polski Trening piłkarzy reprezentacji Polski Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Czasy się zmieniły, obyczaje i warunki trochę też, a obecny trener kadry zaskoczeń i nieporozumień nie lubi. Po ustaleniu ze sztabem listy graczy na MŚ 2018, Nawałka najpierw, prawdopodobnie w poniedziałek rano, porozmawia z 9 zawodnikami, którym podziękuje za grę. W kilku słowach zmobilizuje do dalszej pracy i zapewni o otwartych drzwiach do kadry. O swoich wyborach porozmawia też z resztą piłkarzy, których do Rosji zabierze. Następnie przekaże kartkę z 23 nazwiskami Tomaszowi Iwanowi. Dyrektor reprezentacji musi do południa zgłosić szczęśliwców do systemu FIFA. Polska i Świat dowiedzą się o nich o 14:00, na specjalnej prezentacji, którą pokażą wszystkie informacyjne telewizje w kraju.

Teraz wszystko, przynajmniej pod względem planowania i komunikowania, wydaje się mocno poukładane. Pewnie nie bardzo zaskoczy też sam Nawałka.

Jakoś trudno wyobrazić sobie obecnego rzecznika PZPN, Jakuba Kwiatkowskiego, który musiałby na konferencji dopytywać: Naprawdę? No, Adam, niesamowity wybór! Powiesz dwa słowa? Dlaczego tak?

Więcej o: