Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Reprezentacja. Adrian Mierzejewski a sprawa polska

W piątkowym starciu Sydney FC z Melbourne Victory Adrian Mierzejewski zaliczył kolejną asystę. Po raz jedenasty w trwającym od października sezonie popisał się ostatnim podaniem, do tego dorzucił osiem bramek. W grudniu zgarnął nagrodę dla najlepszego zawodnika ligi.
Adrian Mierzejewski w Sydney FC Adrian Mierzejewski w Sydney FC Twitter/Adam_Kotleszka

Wszystkie te wyczyny sprawiły, że o piłkarskim obieżyświecie przypomniano sobie w kontekście powołań do reprezentacji. Sam zainteresowany nie ukrywa przy tym chęci powrotu do kadry. Kluczowa w takich okolicznościach jest ocena, w jaki sposób oszałamiające liczby, wykręcane przez Mierzejewskiego na antypodach, mogłyby znaleźć przełożenie w nieco bliższych geograficznie i silniejszych rozgrywkach.

Lider lidera


Ekipa Sydney FC, w której występuje Mierzejewski, jest absolutnym hegemonem rozgrywek. Po 18 kolejkach nad kolejnym zespołem wyrobiła sobie dziewięciopunktową przewagę. Sam zaś Polak jest wiceliderem klasyfikacji kanadyjskiej, w której ustępuje jedynie klubowemu koledze - Brazylijczykowi Bobo. To jedno z niewielu nazwisk, które mogą kojarzyć kibice rozgrywek europejskich. Bobo, podobnie jak Mierzejewski przez dłuższy czas występował w Turcji, miał także epizod w młodzieżowej kadrze swojego kraju.

Prawdziwych gwiazd w australijskiej lidze próżno jednak szukać. Ciężko za takie uznać Wouta Bramę, który przed laty dwukrotnie reprezentował Holandię, czy Diego Castro z przeszłością w lidze hiszpańskiej. Dla zawodników z Europy ekstraklasa Australii to kierunek egzotyczny, dobrze płatny, przy czym nie wymagający wielkiego poziomu piłkarskiego. Ruch tam w żaden sposób nie zbliża zawodnika do reprezentacji, o ile ona sama nie jest zbyt silna. Przykłady grających w A-League Besarta Berishy czy Daniela Georgievskiego, mających miejsce w kadrach odpowiednio Kosowa i Macedonii, potwierdzają tę regułę.

Adrian Mierzejewski Adrian Mierzejewski Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta

Bez przeszkód


Oznaczałoby to, że mimo zapewnień o podnoszącym się poziomie australijskiej piłki ligowej, nadal mimo wszystko jej najwyższa klasa pozostaje rozgrywkami w stosunku do Europy słabszymi. Owszem, Mierzejewski jest w tej lidze gwiazdą. Więcej, on potrafi wnieść do niej momenty prawdziwej magii. No-look pass do partnera wybiegającego zza jego pleców? Nie ma problemu. Ściągnięcie uwagi 2-3 rywali i posłanie dzięki temu piłki do niepilnowanego kolegi? Proszę bardzo! Cała jednak zabawa w tym, że Mierzejewski może sobie pozwalać na bardzo wiele nie tylko dzięki swoim umiejętnościom.

Tak naprawdę bowiem wiele z jego genialnych zagrań okazywałoby się znacznie trudniejszymi, gdyby przeciwnicy choć trochę starali mu się przeszkodzić. Tymczasem nawet będąc przy piłce w okolicy pola karnego Polak często nie jest atakowany. Jest mu jedynie zagradzana bezpośrednia droga do bramki, co przy jakimkolwiek wybiegnięciu na pozycję ze strony partnera, pozwala Mierzejewskiemu na zagranie podania kluczowego. Polak posyła je celnie średnio 3,2 na mecz i jest pod tym kątem zdecydowanym liderem ligi. Gdyby jego partnerzy wykorzystywali stwarzane przez niego sytuacje, asyst byłoby jeszcze więcej.

Czy są lepsi?

Zawodnika z takimi statystykami próżno tym samym szukać wśród kadrowiczów. Ciężko jednakże w porównać te liczby z osiąganymi przykładowo przez Piotra Zielińskiego, dla którego najbliższą alternatywą musiałby być Mierzejewski. Gracz Sydney FC nie jest na tyle uniwersalny, by móc grać bliżej środka pola i przykładać większą wagę do gry w defensywie. Podobnie na prawej flance, gdzie zazwyczaj gra w klubie, ma w kadrze sporą konkurencję, otrzaskaną z kadrą i bojach w europejskich ligach. Dodatkowo po obejrzeniu kilku meczów ligi australijskiej jeszcze ciężej sobie wyobrazić grę Mierzejewskiego w fizycznych bojach na Mistrzostwach Świata z Kolumbią czy Senegalem.

Adrian Mierzejewski Adrian Mierzejewski Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta

Testy

Szansą na zabłyśnięcie na wyższym poziomie mogłyby być zaczynające się w lutym rozgrywki azjatyckiej Ligi Mistrzów. Utrzymanie takiej skuteczności w starciu z silniejszymi rywalami mogłoby znacznie przybliżyć go do kadry, a przynajmniej pozwolić mu na pokazanie się w meczach towarzyskich. W innym przypadku może być o to ciężko. Nawet powołanie Krzysztofa Mączyńskiego, grającego w lidze chińskiej, budziło wiele kontrowersji, mimo, że był to zawodnik doskonale szkoleniowcowi znany ze wspólnej pracy. Nawet nie wyróżniając się tak spektakularnie na tle Ekstraklasy, Mierzejewski mógłby się prędzej znaleźć w orbicie zainteresowań selekcjonera. Wybranie bycia gwiazdą w dalekiej i egzotycznej lidze mu tego nie ułatwi.