Aplikacja
Aplikacja Sport.pl LIVE
  POBIERZ

El. MŚ 2018. Najgorszy mecz Polaków pod wodzą Nawałki, ale sytuacja w grupie wciąż korzystna

Reprezentacja Polski przegrała z Danią aż 0:4 w meczu eliminacji do mistrzostw świata w 2018 roku. Gole dla gospodarzy strzelili Thomas Delaney, Andreas Cornelius, Nicolai Jorgensen oraz Christian Eriksen. To pierwsza porażka zespołu Adama Nawałki w tych eliminacjach. Spostrzeżeniami po spotkaniu dzieli się Konrad Ferszter ze Sport.pl.
Dania - Polska 4:0. Adam Nawałka Dania - Polska 4:0. Adam Nawałka Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

El. MŚ 2018. Najgorszy mecz Polaków pod wodzą Nawałki, ale sytuacja w grupie wciąż korzystna

Reprezentacja Polski przegrała z Danią aż 0:4 w meczu eliminacji do mistrzostw świata w 2018 roku. Gole dla gospodarzy strzelili Thomas Delaney, Andreas Cornelius, Nicolai Jorgensen oraz Christian Eriksen. To pierwsza porażka zespołu Adama Nawałki w tych eliminacjach. Spostrzeżeniami po spotkaniu dzieli się Konrad Ferszter ze Sport.pl.

Dania - Polska 4:0 Dania - Polska 4:0 Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Najgorszy mecz o punkty

To był najgorszy mecz kadry pod wodzą Nawałki w meczach o punkty. W piątek wieczorem w Kopenhadze, naszej drużynie nie wychodziło absolutnie nic. Błędy popełniała obrona, niewidoczni byli pomocnicy, a bezradni napastnicy. Nie mieliśmy pomysłu na zatrzymanie Duńczyków, ani tym bardziej na zagrożenie ich bramce.

W Kopenhadze zawiedli wszyscy. Nawałka i jego plan taktyczny zostali przeczytani i oszukani przez selekcjonera Age Hareide. Na boisku błędy popełniali liderzy. Łukasz Fabiański do spółki z Michałem Pazdanem zawiedli przy bramce Jorgensena. Przez błąd Kamila Glika straciliśmy gola na 0:2. Schowany, niedokładny był Piotr Zieliński. Nic drużynie nie dali Krzysztof Mączyński, Karol Linetty, Jakub Błaszczykowski. Nieudolnie szarpać na skrzydle próbował Kamil Grosicki, do frustracji doprowadzony został Robert Lewandowski. Klęska. Mecz do zapomnienia.

Jedyny pozytyw? Nasza sytuacja w grupie, mimo kopenhaskiego dramatu, wciąż jest bardzo dobra.

Osaczony Lewandowski

- W Warszawie nas zaskoczył, nastrzelał nam szybko goli, załamał się nasz plan - mówił Hareide o meczu sprzed roku, w którym Polska wygrała 3:2, a Lewandowski strzelił wszystkie gole. Duńczycy zgodnie podkreślali, że kluczem do pokonania drużyny Nawałki w Kopenhadze będzie powstrzymanie snajpera Bayernu Monachium. I w piątek ten plan im się powiódł.

Nasz napastnik ani przez chwilę nie miał centymetra wolnego miejsca w strefach pod bramką gospodarzy. Polacy, w obliczu beznadziejnej postawy drugiej linii, próbowali dotrzeć do naszego najlepszego piłkarza długimi podaniami, ale ten był pod polem karnym Danii osamotniony. Chociaż Lewandowskiemu zdarzało się wygrywać pojedynki główkowe, to jego praca najczęściej szła na marne, bo nie miał żadnego wsparcia.

Lewandowski nie miał żadnej okazji do zbycia bramki, nie mógł też szans kolegom kreować, bo po prostu nie miał z kim grać. Bierny był Błaszczykowski, chaotyczny Grosicki, żadnego wsparcia nie dała druga linia.

Słabość polskich pomocników

Pod nieobecność Grzegorza Krychowiaka, Nawałka w Kopenhadze w linii pomocy wystawił dokładnie tych samych piłkarzy, których do boju posłał na czerwcowe spotkanie przeciwko Rumunom w Warszawie. I totalnie się rozczarował. Linetty, Mączyński i Zieliński zagrali poniżej jakiejkolwiek krytyki.

Dwaj pierwsi byli niewidoczni w odbiorze, bezużyteczni w rozegraniu. Najbardziej zawiódł jednak Zieliński. Pomocnik Napoli, który kilka dni temu zachwycił pięknym golem w Serie A, w Kopenhadze był cieniem samego siebie. Nie brał na siebie odpowiedzialności, kiedy już próbował odważniejszych podań, robił to bardzo źle i niecelnie. Nasz reprezentant był tylko tłem dla Eriksena, który w piątek udzielił mu solidnej lekcji. Zresztą jak wszyscy Duńczycy naszej drużynie.

Przegrane pojedynki, przegrane drugie piłki

Plan Duńczyków na mecz z Polską, zwłaszcza przed przerwą, był momentami niezwykle prosty. Nasi rywale używali długich podań od linii obrony do Jorgensena. Mierzący 190 cm napastnik Feyenoordu wygrywał pojedynki główkowe, tworząc zagrożenie pod bramką Fabiańskiego.

Zagrożenie to wynikało nie tylko z przegranych pojedynków, ale też bierności piłkarzy, którzy mieli walczyć o drugie piłki. Brakowało nam ruchu, asekuracji, poświęcenia. Wszystkiego. Jeszcze raz należy podkreślić słabość, wieczne spóźnienie Artura Jędrzejczyka, Pazdana, Mączyńskiego, Linettego...

Późne, słabe zmiany

Oprócz pytań o przyczyny złej postawy Polaków w Kopenhadze, należy też zadać to o zmiany, których dokonał Nawałka. Przy wyniku 0:1, w miejsce narzekającego na problemy ze zdrowiem Łukasza Piszczka, nasz selekcjoner do gry wprowadził stopera - Thiago Cionka, kiedy do dyspozycji byli boczni, lubiący grać ofensywnie, obrońcy, czyli Maciej Rybus i Tomasz Kędziora.

Do przerwy było 0:2, a mimo to, Polacy na drugą połowę wyszli bez zmian. W jej trakcie Nawałka wprowadził Arkadiusza Milika, ale nie zdjął z boiska ani Linettego, ani Mączyńskiego, tylko Błaszczykowskiego. Ofensywniej było kilka chwil później, kiedy zawodnika Sampdorii zastąpił debiutant - Maciej Makuszewski.

Nie wiemy, czy bardziej zdecydowane decyzje Nawałki pomogłoby w osiągnięciu lepszego rezultatu, jednak po zakończeniu spotkania trudno oprzeć się wrażeniu, że nasz selekcjoner w piątek drużynie nie pomógł. Przed poniedziałkowym starciem z Kazachstanem wnioski wyciągnąć muszą wszyscy. Póki sytuacja w grupie wciąż jest korzystna.

Więcej o: