Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Euro 2012. Polscy piłkarze odrzuceni muszą zmienić kluby

Są kandydatami na Euro 2012, ale w swoich zagranicznych klubach grają rzadko albo wcale. Czy zimą zmienią barwy, by trener reprezentacji Franciszek Smuda nie musiał z nich rezygnować?
Ludovic Obraniak (z prawej) Ludovic Obraniak (z prawej) Fot. STEPHANE MAHE REUTERS

Ludovic Obraniak, 27 lat, Lille

Ludovic Obraniak nie zamierza być dłużej rezerwowym. W styczniu prawdopodobnie opuści klub, z którym przed kilkoma miesiącami zdobył mistrzostwo i Puchar Francji. Jedną nogą jest już w Bordeaux. - Porozumieliśmy się z nim. Teraz trzeba porozmawiać z jego klubem - stwierdził tuż przed sylwestrem prezes Jean-Louis Triaud.
W Lille dali zielone światło 27-letniemu reprezentantowi Polski. - Potrzebujemy go, ale musimy liczyć się też ze zdaniem zawodnika - powiedział trener Rudi Garcia. Już przed miesiącem powiedział, że na transfer Obraniaka zezwoli, jeśli znajdzie kogoś na jego miejsce. I w tym problem - na razie nie znalazł.
Na transferze do Bordeaux Obraniak wcale by nie stracił. Żyrondyści są co prawda dopiero na 10. miejscu w Ligue 1, ale u nich kadrowicz Smudy grałby regularnie. Dzięki temu mógłby liczyć na pewne miejsce w polskiej jedenastce na Euro.
W tym sezonie Obraniak wystąpił w 12 ligowych meczach, tylko w pięciu w podstawowym składzie. Strzelił dwa gole, miał dwie asysty. Podobnie było w poprzednim sezonie. Również miał status rezerwowego, grał w lidze równie rzadko (26 meczów, z czego pięć w jedenastce). Pogodził się jednak z tą rolą dla dobra drużyny. O ile jednak w Lille potrafił zagrać wspaniałe mecze, strzelać ważne gole (zdobył zwycięskiego w finale Pucharu Francji na Stade de France), to w reprezentacji przez cały rok zawodził.
Przenosiny do Bordeaux, stałe występy w klubie, który ostatnio zaczyna grać coraz lepiej i ma zamiar włączyć się do walki o miejsce w pierwszej szóstce Ligue 1, mają umożliwić Obraniakowi powrót do formy i do pierwszej jedenastki polskiej reprezentacji na Euro. - To jest mój cel nadrzędny na resztę sezonu - powiedział we francuskim radiu Obraniak.

Łukasz Fabiański Łukasz Fabiański Fot. Piotr Skórnicki / Agencja Gazeta

Łukasz Fabiański, 26 lat, Arsenal

Jeśli do zimy nic się nie zmieni, mocno się zastanowię nad zmianą klubu - mówił w październiku zmiennik Wojciecha Szczęsnego w Arsenalu. Jesienią zagrał tylko w czterech meczach, ani razu nie wystąpił w Premier League. - Kiedyś brak regularnych występów nie wpływał na jego rozwój, wystarczały mu treningi w Londynie. Ten czas się skończył, musi grać regularnie. Nie wiem, czy powinien odejść już zimą, ale jeśli nic się nie zmieni, będę go namawiał do transferu po sezonie - uważa Andrzej Dawidziuk, były trener bramkarzy reprezentacji Polski i wychowawca Fabiańskiego. Problem w tym, że Polak wciąż jest Arsenalowi potrzebny. Trzeci golkiper Vito Mannone często leczy kontuzje i ma małe doświadczenie w seniorskim futbolu. Manuela Almunię londyńczycy chętnie by sprzedali, ale zainteresowanych nie widać. - Byłbym bardzo zaskoczony, gdyby zimą pozwolono Fabiańskiemu odejść. Arsenal nie ma w tym żadnego interesu. Gdyby Łukasz był juniorem, można by się zastanawiać nad wypożyczeniem, żeby nabrał doświadczenia. Ale jest ukształtowanym piłkarzem. Poza tym klub potrzebuje kogoś, kto mógłby stanąć w bramce, gdyby stało się coś Szczęsnemu. Pozbycie się Fabiańskiego byłoby ryzykowne - uważa angielski dziennikarz piszący o zespole z Emirates Stadium.
Ostatni raz Polak zagrał na początku grudnia, w Lidze Mistrzów z Olympiakosem. Zszedł z boiska w pierwszej połowie, bo rozciął kolano. Na boisko wróci za kilka dni. Czy ma szansę na więcej grania? - Pierwszym bramkarzem jest Szczęsny i mało prawdopodobne, by to się zmieniło. Ale Fabiański będzie pewnie grał w Pucharze Anglii, być może pod koniec sezonu wystąpi też w lidze - mówi angielski dziennikarz.
9 stycznia, w III rundzie Pucharu Anglii Arsenal zmierzy się z drugoligowym Leeds. Gdyby londyńczycy dobili do finału tych rozgrywek, Polak zagrałby wiosną przynajmniej sześć razy.

Paweł Brożek, 29 lat, Trabzonspor

- W połowie stycznia powinienem już być w nowym klubie - mówi piłkarz, który musi odejść z Trabzonsporu, znaleźć nowe wyzwanie i - przede wszystkim - zacząć grać, strzelać gole. Selekcjoner reprezentacji Polski Franciszek Smuda szykuje Pawłowi rolę zmiennika Roberta Lewandowskiego podczas Euro 2012. Jeśli wciąż będzie rezerwowym, kadra będzie bez drugiego wartościowego snajpera. Dwanaście miesięcy wystarczyło, by Brożek stał się zbędny w Trabzonie. Przegrał konkurencję z innymi napastnikami, nigdy na stałe nie przebił się do podstawowego składu. Wyjeżdżał jako dwukrotny król strzelców polskiej ligi i sześciokrotny mistrz Polski z Wisłą. Miał opinię zdolnego lenia, ale wydawało się, że w Turcji wszystko mu sprzyja - leciał tam z bliźniakiem Piotrem, na miejscu czekał na nich inny były wiślak Arkadiusz Głowacki, którego Trabzonspor kupił pół roku wcześniej, czyli w czerwcu 2010 roku. Brożek miał świetne warunki do aklimatyzacji.
Początek miał dobry: w debiucie w Pucharze Turcji zaliczył efektowną asystę piętą. W lidze w pierwszym występie w podstawowym składzie też podawał przy zwycięskiej bramce. Gola strzelił 1 maja i do końca sezonu grał. Skończył z dwoma bramkami i wicemistrzostwem Turcji.
W tym sezonie w Trabzonie gra epizody. W sześciu meczach (trzy w podstawowym składzie) zdobył jednego gola. Obie strony są sobą zmęczone. Problem w tym, że Turcy chcą odzyskać jak najwięcej pieniędzy z kwoty 2,2 mln euro, które w styczniu 2011 roku zapłacili Wiśle. Nikt nie wykosztuje się na rezerwowego ze średniaka tamtejszej ligi.
Propozycję Polonii Warszawa traktuje jako ostateczność. W Wiśle podobno już go nie chcą. - Istnieje obawa, że miałbym zły wpływ na atmosferę w szatni - powiedział Brożek na stronie Wislalive.pl Obecnie przygotowuje się w Turcji do wiosny, którą spędzi nie wiadomo jeszcze gdzie.

Eugen Polanski Eugen Polanski Fot. Mieczysław Michalak / Agencja Gazeta

Eugen Polanski, 26 lat, FSV Mainz

Jego notowania w FSV Mainz stopniowo spadają. I możliwe, że stanie się niepotrzebny - szczególnie że klub zmienił taktykę i nie odczuwał braku Polanskiego w spotkaniach, w których ten był poza składem.
Jesienią reprezentant Polski stracił bardzo pewne dotychczas miejsce w drużynie. Grał coraz słabiej, w listopadzie za brutalny faul został zawieszony na trzy mecze. Doceniany zwykle za wielkie zaangażowanie, waleczność i pracowitość znalazł się w cieniu innych pomocników Mainz. Kiedy po odpokutowaniu kary za kartkę mógł już wrócić do składu, nie wszedł do gry nawet jako rezerwowy.
Trener Mainz Thomas Tuchel był zwolennikiem umiejętności Polanskiego, ale teraz jego entuzjazm jest znacznie mniejszy. Narzekać na pomocnika zaczął jesienią - miał przede wszystkim zastrzeżenia do jego skupienia na boisku. Wytykał mu proste straty piłki, krytykował też, że Polanski nie gra z tak dużą energią jak przed rokiem, kiedy był liderem środkowej linii zespołu. Na dodatek fakty świadczyły przeciwko Polanskiemu. Kiedy zaczął się kryzys jego formy, Tuchel postawił na innych pomocników i nieznacznie zmienił ustawienie drużyny. To się opłaciło - środkowa linia Mainz bez Polanskiego nie grała gorzej niż z nim w składzie. Zauważyły to media, które ostatnio zazwyczaj oceniały Polaka bardzo nisko.
Polanski spokojnie podchodzi do ograniczania jego roli w Mainz. Z zawodnika pierwszego planu stał się dublerem, który nawet, gdy jest zdrowy, nie może liczyć na grę. Nie mówi o zmianie klubu, ale być może będzie do tego zmuszony.
Sytuację komplikuje mu kontrakt. W 2010 r. podpisał go na cztery lata. FSV najpierw wypożyczył go do hiszpańskiego Getafe, ale szybko zdecydował się na wykupienie uniwersalnego pomocnika. Działacze wierzyli, że będzie liderem drużyny. A od października w Mainz rozegrał ledwie 155 minut.

Yann M'Vila i Adam Matuszczyk Yann M'Vila i Adam Matuszczyk Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Adam Matuszczyk 23 lata, Köln

Żaden z Polaków w Bundeslidze nie jest w tak dziwnej sytuacji. W reprezentacji traktuje się go jako potencjalnego lidera linii pomocy. W klubie najpierw był nadzieją na przyszłość, by w zaledwie kilka miesięcy zostać zepchniętym na margines. FC Köln najpierw nie chciało się z nim rozstawiać, na początku grudnia zgodziło się na ewentualne wypożyczenie, a później nawet na definitywną sprzedaż. Trener Stale Solbakken wstępnie takie rozwiązanie zaakceptował, lecz tuż przed świętami Bożego Narodzenia zmienił decyzję. Zgodził się na pożegnanie innego pomocnika, Kevina Pezzoniego, i uznał, że ryzyko związane ze stratą dwóch pomocników jest zbyt duże.
Matuszczyk znalazł się między młotem a kowadłem. Chce przed Euro 2012 odejść i grać. Ma niewielkie szanse na występy w Kolonii - może być najwyżej dublerem, i to pod warunkiem, że przekona do siebie raczej sceptycznego Solbakkena. Ten traktuje Matuszczyka jak polisę na wypadek kontuzji podstawowych graczy. Chce, by Polak pogodził się z rolą rezerwowego - nawet kosztem tego, że straci miejsce w kadrze narodowej. Szkoleniowiec Köln twierdzi, że 22-latek ?musi zrozumieć, iż najważniejszy jest klub, a nie własne plany?. Z Solbakkenem nie zgadza się dyrektor klubu Volker Finke, który jest zwolennikiem tego, by Matuszczyka wypożyczyć na pół roku - właśnie pod kątem gry w Euro. Najbardziej prawdopodobne jest to, że pomocnik polskiej kadry trafi do jednego ze słabszych zespołów Bundesligi.
To najbardziej prawdopodobne rozwiązanie. Klub zakłada, że Euro 2012 może korzystnie wpłynąć na Matuszczyka, więc nie chce go pochopnie pożegnać. Wartość Polaka na rynku transferowym spadła do 2,5 mln euro, ale udane mistrzostwa Europy mogą to zmienić - wtedy ewentualna sprzedaż Matuszczyka będzie bardziej opłacalna niż teraz.

Mateusz Klich Mateusz Klich Fot. Mateusz Skwarczek / Agencja Gazeta

Mateusz Klich, 22 lata, Wolfsburg

Kilka miesięcy wystarczyło, by Wolfsburg był skłonny definitywnie się z nim pożegnać. Zderzenie z trudnym we współpracy trenerem Feliksem Magathem było dla Polaka bolesne. Trener szybko oświadczył, że Klich może zimą szukać nowego pracodawcy.
Według planów szefów klubu miał dostać rok na przystosowanie się do nowych realiów. Ich cierpliwość wyczerpała się szybko. Na rozwój Klicha nikt nie ma zamiaru już czekać. Ten trzy miesiące temu miał nadzieję, że przebije się chociażby do grona rezerwowych. Kilka dobrych treningów spowodowało, że Magath oceniał go pozytywnie. Raz włączył Klicha do 19-osobowego składu na spotkanie ligowe, ale ostatecznie Polaka nie było w meczowej osiemnastce.
W listopadzie trener obserwował jego grę w sparingu przeciwko Energie Cottbus. Wpuścił Klicha na boisko w drugiej połowie - m.in. ze względu na wcześniejsze komentarze Polaka, który przekonywał dziennikarzy, że jest w stanie grać w pierwszym składzie. Magath - nie cierpiący piłkarzy, którzy się tak zachowują - dał mu szansę, by później stwierdzić, że ?są w zespole zawodnicy, którzy nie umieją pokazać, na co ich stać, kiedy dostają szansę?. Rozczarowani grą Polaka byli dziennikarze. Szans na karierę w Wolfsburgu Klich nie ma. Problem w tym, że VfL wydane na niego 1,5 mln euro traktował jak inwestycję w przyszłość - stąd kontrakt do 2014 r. Teraz Polak nie mieści się już nawet w szerokiej kadrze. Po odsunięciu od pierwszej drużyny trenował z drugą - złożoną z juniorów i piłkarzy niechcianych przez Magatha.
Zimą VfL chce zatrudnić kilku nowych graczy, więc Klich nie ma żadnych szans na grę. Wolfsburg chce się go pozbyć za wszelką cenę - wypożyczyć lub sprzedać nawet taniej niż 1,5 mln euro. Szanse na to, że Polak trafi do klubu w Niemczech, są niewielkie. Jest nieznany, a po nieudanym epizodzie w Wolfsburgu zainteresowanie nim będzie bliskie zera.

Artur Sobiech Artur Sobiech Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Artur Sobiech, 22 lata, Hannover

Z jednej strony w klubie ciągle tli się nadzieja, że talent Polaka może wybuchnąć. Z drugiej - coraz mniej osób ma zamiar czekać, by się o tym przekonać.
Sytuacja wyglądałaby inaczej, gdyby nie kontuzja kolana. Uraz najpierw wykluczył Sobiecha z treningów i gry, a później spowodował, że Polak długo wracał do formy. Dopiero w grudniu przekonywał, że czuje się dobrze. Efekt: jest jednym z najmniej eksploatowanych piłkarzy Hannoveru. Ani razu nie wyszedł w podstawowym składzie zespołu, od sztabu szkoleniowego dostał ledwie 51 minut jako rezerwowy.
Oczekiwania wobec niego były większe - w najbardziej optymistycznej wersji Sobiech był kreowany na gracza o potencjale zbliżonym do Roberta Lewandowskiego. Przed miesiącem w Hanowerze pisano, że klub jest nim zawiedziony. Zbiegło się to z - czego nie krył trener Mirko Slomka - poszukiwaniami nowego napastnika. Dziennikarze ?Hannoversche Allgemeine Zeitung? twierdzili wtedy, że zimą klub pozyska gracza już sprawdzonego w Bundeslidze, bo szanse na to, że Sobiech wiosną przejdzie metamorfozę, są minimalne. Na dodatek w Hannoverze już jest kilku niezłych napastników, którzy mają znacznie wyższe notowania niż Polak skazywany na wypożyczenie.
W ostatnich tygodniach sytuacja nieco się zmieniła. W listopadzie Slomka mówił tabloidowi ?Bild?, że ?klub nie planuje transferów, ale jeśli Sobiech nie zrobi postępów, będzie do tego zmuszony?. W grudniu dyrektor klubu chwalił Polaka w komentarzu na stronie internetowej klubu. ?Można zauważyć w nim coś wyjątkowego? - ocenił Jörg Schmadtke.
Sobiech niedawno przekonywał dziennikarzy, że nie ma zamiaru niczego w swojej karierze zmieniać i chce wiosną grać w Bundeslidze. Nie ma jednak pewności, że nadal w Hannoverze, który dalszą współpracę z Sobiechem uzależnia od innych decyzji kadrowych.