Piast Gliwice - futbol oddał to, co wcześniej zabrał

Pełna mobilizacja. Ponad pół roku bez zwycięstwa na własnym stadionie, problemy z celnością i nieustanne zmiany w wyjściowej jedenastce. Patrząc na samą grę wyniki powinny być znacznie lepsze. Presja nie związała nóg - do odblokowania doszło w kluczowym momencie sezonu. Gliwiczanie wygrali z Bruk-Betem 4:0 i utrzymali się w Ekstraklasie w ostatniej kolejce tego sezonu.

Niemoc przełamana

19.05.2018 Gliwice. Radosc Piasta  podczas meczu Lotto Ekstraklasa, Piast Gliwice - Bruk-Bet Termalica Nieciecza. Fot. Jan Kowalski / Agencja Gazeta
JAN KOWALSKI

W rundzie finałowej typowy Piast Gliwice świetnie radził sobie w środkowej strefie, ale nijak nie mógł zamienić tej dobrej dyspozycji na sytuacje bramkowe. W ciągu sześciu spotkań zaledwie dwukrotnie w rubryce strzałów niecelnych widniała liczba jednocyfrowa. Tylko raz udało się zakończyć mecz z więcej niż czterema celnymi uderzeniami (siedem; zwycięstwo 5:1 z Arką Gdynia) - gdy rywal praktycznie całkowicie oddał pole gry i popełniał kuriozalne błędy w obronie.

Gliwiczanie starcie z Bruk-Betem rozpoczęli w "normalny" dla siebie sposób. Dobrze utrzymywali się przy futbolówce w centralnym sektorze boiska, ale od około 20. metra zaprzepaszczali wszystko, co tak konsekwentnie budowali. Ich gra idealnie odzwierciedlała wyniki w lidze - w większości przypadków nie były odbiciem formy, jaką dysponują poszczególni zawodnicy i cała drużyna rozumiana jako jeden organizm.

Szczególnie zwracała uwagę postawa dwóch piłkarzy - Zivca (4 gole i 2 asysty), który stanowił najważniejszy punkt ofensywy w decydującej fazie sezonu i Bukaty. Słowak ze względu na swoją bardzo nierówną dyspozycję podlegał rotacji i dopiero na trzy ostatnie konfrontacje wyszedł w wyjściowym składzie.

Już na tej podstawie można było przypuszczać, że będzie inaczej - Piast Gliwice był zdeterminowany. Tym razem wygrana była konieczna. Za wszelką cenę, nie zwracając uwagi na mizerne statystyki.

Mobilizacja

19.05.2018 Gliwice.   Sasa Zivec podczas meczu Lotto Ekstraklasa, Piast Gliwice - Bruk-Bet Termalica Nieciecza. Fot. Jan Kowalski / Agencja Gazeta
JAN KOWALSKI

Podopieczni trenera Fornalika robili wszystko, co w ich mocy, żeby zepchnąć przeciwnika na jego połowę. Do dobrej organizacji w środkowej strefie dołożyli świetnie funkcjonujący pressing. Był najbardziej widoczny po bramce na 2:0 (Bukata).

Gospodarze faktycznie oddali pole gry, ale nadrabiali szybkim odbiorem. Do piłki momentalnie wyskakiwał duet Dziczek-Jodłowiec, starając się wygarnąć ją rywalowi, gdy ten zabierał się do wprowadzenia jej z linii obrony. Podobnie Zivec starał się naciskać Purece, dzięki czemu na początku drugiej połowy mógł wyjść sam na sam z bramkarzem. Zawiodła decyzyjność - na około 20. metrze Słoweniec zawahał się i stracił możliwość oddania czystego strzału.

Gliwiczanie mogli sami narobić sobie kłopotów przez mniej więcej kwadrans między 60. a 75. minutą. Wówczas najmocniej się cofnęli i gdyby nie dobra postawa stoperów (Sedlar-Czerwiński), to Bruk-Bet mógłby złapać kontakt.

Szkoleniowiec postawił na najczęściej, niezależnie od formacji (przynajmniej 4 różne wyjściowe warianty) występujące w rundzie finałowej zestawienie obronne: Konczkowski-Sedlar-Czerwiński-Pietrowski. Zwykle (6/7) zamiast Pietrowskiego pojawiał się Kirkeskov.

Mimo wszystko Piast bardzo dobrze reagował i wychodził z groźnymi kontratakami. Przeciwnik, który w tej fazie spotkania rzucił wszystkie siły na ofensywę, odsłonił całą środkową strefę i pozostawiał mnóstwo miejsca w okolicach 16.-20. metra. Gliwiczanie strzelili trzy bramki z praktycznie takiego samego miejsca, od metra do dwóch przed polem karnym - Bruk-Bet nie uczył się na własnych błędach. Schemat w drugiej połowie też był całkiem podobny. Ataki opierały się na odbiorze w centralnym sektorze i wypuszczeniu długim, przygotowanym podaniem (sporo miejsca w środku pola) któregoś z wysuniętych piłkarzy.

Regularność

19.05.2018 Gliwice.   Michal Papadopulos podczas meczu Lotto Ekstraklasa, Piast Gliwice - Bruk-Bet Termalica Nieciecza. Fot. Jan Kowalski / Agencja Gazeta
JAN KOWALSKI

Chociaż goście byli przed tym spotkaniem w lepszej sytuacji (dwa punkty przewagi), a ich skład był do pewnego stopnia powtarzalny, to trudno mówić o jakiejkolwiek jakości.

Szkoleniowiec miał nieszczególnie duże pole manewru, dlatego zmiany w wyjściowym składzie były niewielkie. Toivio dwukrotnie w rundzie finałowej zajął miejsce obok Putiwcewa, wówczas Kupczak został przesunięty na pozycję defensywnego pomocnika. Największej rotacji podlegała strona Szeligi, gdzie pojawiali się m.in. Gergel, Śpiączka czy Matei (wtedy Szeliga wyżej).

Ostatni mecz w Ekstraklasie był swoistym krzykiem rozpaczy podopiecznych trenera Zielińskiego. Brakowało jakiegokolwiek pomysłu na rozmontowanie defensywy gliwiczan. Po około godzinie gry w centralnej strefie zrobiło się znacznie więcej miejsca. Piast wycofał się i stał się dość łatwym celem.

Wówczas do środka pola został przesunięty Szymon Pawłowski, który od tego momentu - gdy faktycznie mógłby napędzić kilka ataków flanką - miał się skupić na rozegraniu. W tym czasie Kupczak i Jovanović zbierali futbolówki przed polem karnym przeciwnika.

Brakowało nie tylko lidera, a jakiegoś konkretnego pomysłu na tę ekipę. Wyeksponowania atutów prostymi środkami takimi jak stałe fragmenty gry albo lepszą komunikacją na linii boczne sektory-atak. Atmosfery na pewno nie poprawiała sytuacja w klubie. Goście znaleźli się na równi pochyłej po zwolnieniu (koniec marca 2017 r.) Czesława Michniewicza i od tego czasu trudno było wypatrywać na horyzoncie ratunku. Marcin Węglewski i Mariusz Rumak łącznie nie pracowali nawet 200 dni, a "przygoda" Macieja Bartoszka zakończyła się po zaledwie pięciu miesiącach.

W międzyczasie pojawiły się m.in. kuriozalne wpisy na oficjalnej stronie o "piłkarskim pokerze", głosy o tym, że szkoleniowiec nie ma wpływu na transferu i oświadczenia na temat relacji Bruk-Bet - Maciej Bartoszek, w których nazwa klubu pojawiała się w skróconej wersji jako "B-B Termalica".

Decyzyjność

19.05.2018 Gliwice.   Michal Papadopulos podczas meczu Lotto Ekstraklasa, Piast Gliwice - Bruk-Bet Termalica Nieciecza. Fot. Jan Kowalski / Agencja Gazeta
JAN KOWALSKI

To wszystko w kluczowym momencie wykorzystali gliwiczanie. Presja nie spętała im nóg w najważniejszym meczu tego sezonu, chociaż teoretycznie można było to obstawiać. Piast w poprzednich spotkaniach miał ogromne trudności ze strzelaniem bramek - jeśli odliczyć Arkę (5:1), to miałby ich na swoim koncie zaledwie trzy od startu rundy finałowej (Cracovia, Sandecja, Śląsk - same porażki) i ujemny bilans (10 straconych).

Tymczasem motywacja była tak ogromna, że problemy zniknęły jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki. Najważniejsza była decyzyjność.

Podopieczni trenera Fornalika reagowali znacznie szybciej i w trakcie starcia bardzo sprawnie zmieniali taktykę. Od konsekwentnej dominacji w środku pola aż po nastawienie na kontrataki. Szczególnie rzucało się w oczy wyjście do podania, które mocno kulało w poprzednich konfrontacjach i w wielu przypadkach było gwoździem do trumny. Głównym napędowym centralnej strefy był Bukata, natomiast Zivec nic sobie nie robił z obecności Szeligi. Zawodnik Bruk-Betu w ogóle nie miał wsparcia, chociaż przeciwnik bardzo często organizował szybkie ataki właśnie z wykorzystaniem skrzydła. W efekcie Słoweniec do gola dołożył rzut wolny, po którym Mak strzelił bramkę.

Wraz z ruchem na flance natychmiast pojawiała się reakcja w polu karnym. Wymienność pozycji w środkowym sektorze nie była tylko pozorna, nie ograniczała się do podań do tyłu i wszerz, a faktycznie odegrała ogromną rolę w zwycięstwie.

Wcześniej na drodze stała nieskuteczność - i chociaż tym razem wcale nie było idealnie pod wieloma względami, to właśnie dla Piasta Gliwice lepiej być nie mogło. Przełamanie strzeleckie, przełamanie na własnym stadionie i utrzymanie w Ekstraklasie. Teraz pozostaje "tylko" tego nie zmarnować.

Więcej o: