O'piłki Marciniaka. Dzielenie punktów jak pojedynek rewolwerowców

Sezon zasadniczy w Ekstraklasie zakończony, przed nami finałowa rozgrywka, która wyłoni mistrza, pucharowiczów i zespoły, które spadną z ligi. Po raz pierwszy od wprowadzenia systemu ESA37 na tym etapie nie ma dzielenia punktów. I bardzo dobrze! Ten przestrzelony pomysł jest już przeszłością i - jak widać po ligowej tabeli - nie odbiera to rozgrywkom dramaturgii.

Emocje. To słowo miało uzasadniać zabieranie połowy zgromadzonego dorobku w sezonie zasadniczym. Im więcej punktów zdobyłeś - tym więcej traciłeś. Taka pokręcona logika, która miała spowodować, że do końca sezonu piłkarze, trenerzy i kibice obgryzali nerwowo paznokcie. Chwilowa zadyszka, spadek formy, kontuzje kluczowych zawodników mogły ujść na sucho w październiku czy marcu. Gorsza dyspozycja w siedmiomeczowej dogrywce miała o wiele poważniejsze konsekwencje. Wszystko w imię emocji.

Jagiellonia Białystok - Podbeskidzie Bielsko-Biała 3:2. Robert Podoliński Jagiellonia Białystok - Podbeskidzie Bielsko-Biała 3:2. Robert Podoliński MARCIN ONUFRYJUK

- Równie dobrze można dać kapitanom drużyn ostrą amunicję i zorganizować pojedynek, jak na Dzikim Zachodzie. Wtedy dopiero byłyby emocje - gorzki humor Roberta Podolińskiego jest uzasadniony. Prowadzone przez niego Podbeskidzie Bielsko-Biała jest najbardziej jaskrawym przykładem absurdalności zapisu o dzieleniu punktów. W 2016 roku po 30 kolejkach jego zespół zajmował miejsce dające awans do grupy mistrzowskiej. Świetna postawa w meczach wiosennych została nagrodzona. Korki od szampanów jednak nie wystrzeliły. Po dwóch dniach przepychanek, negocjacji i lobbingu Lechia Gdańsk wycofała skargę do Trybunału Arbitrażowego przy PKOl, a układ tabeli zmienił się diametralnie. Do grupy mistrzowskiej wskoczył Ruch Chorzów, a Góralom pozostała walka o utrzymanie. Walka ostatecznie przegrana, bo podłamany psychicznie zespół, osłabiony kontuzją Mateusza Szczepaniaka nie zdołał się pozbierać i spadł z ligi. Co ciekawe, gdyby podziału punktów nie było jeden zdobyty punkt w fazie finałowej wystarczyłby Podbeskidziu do utrzymania!

Oczywiście nikt nie bronił wtedy Robertowi Demjanowi strzelać celniej, Damianowi Chmielowi lepiej dogrywać, a Emiljusowi Zubasowi bronić. Kilku ich kolegów znalazło sobie nowych pracodawców w Ekstraklasie, ale jest też grupa zawodników, która po tym sezonie zniknęła z ligi. Jest w nich pewnie żal, że regulaminowy eksperyment dotknął ich tak boleśnie. Tylko kto teraz o tym pamięta? Ważne były emocje.

Teraz na szczęście nie bawimy się w wyższą matematykę. Punktów nie dzielimy, nie pierwiastkujemy i nie całkujemy, ale nie ma to negatywnego wpływu na dramaturgię rozgrywek. Są trzej poważni kandydaci do mistrzostwa i na siłę nie musimy do tej grupy dokładać kolejnych zespołów. Sytuacja w Pucharze Polski sprawia, że także czwarte miejsce na koniec sezonu może dawać przepustkę do europejskich pucharów. W grupie spadkowej na brak wrażeń też nikt nie będzie narzekał. Między jedenastym Śląskiem a piętnastym Bruk-Betem są tylko dwa punkty różnicy. To zapowiedź meczów "z nożem na gardle" i spotkań "o sześć punktów" - jestem przekonany, że takie deklaracje będą padać z ust piłkarzy i trenerów. Gdyby podział punktów nadal obowiązywał najbardziej poszkodowane byłyby Arka i Cracovia Otarły się o górną ósemkę, ale na ostatniej prostej przegrały swoją szansę. Teraz ze względnym spokojem patrzą w przyszłość, bo 10-11 punktów przewagi nad miejscem spadkowym daje komfort pracy.

Teraz na szczęście nie bawimy się w wyższą matematykę. Punktów nie dzielimy, nie pierwiastkujemy i nie całkujemy, ale nie ma to negatywnego wpływu na dramaturgię rozgrywek. Są trzej poważni kandydaci do mistrzostwa i na siłę nie musimy do tej grupy dokładać kolejnych zespołów. Sytuacja w Pucharze Polski sprawia, że także czwarte miejsce na koniec sezonu może dawać przepustkę do europejskich pucharów. W grupie spadkowej na brak wrażeń też nikt nie będzie narzekał. Między jedenastym Śląskiem a piętnastym Bruk-Betem są tylko dwa punkty różnicy. To zapowiedź meczów "z nożem na gardle" i spotkań "o sześć punktów" - jestem przekonany, że takie deklaracje będą padać z ust piłkarzy i trenerów. Gdyby podział punktów nadal obowiązywał najbardziej poszkodowane byłyby Arka i Cracovia Otarły się o górną ósemkę, ale na ostatniej prostej przegrały swoją szansę. Teraz ze względnym spokojem patrzą w przyszłość, bo 10-11 punktów przewagi nad miejscem spadkowym daje komfort pracy.

Nenad Bjelica Nenad Bjelica PIOTR SKÓRNICKI

Michał Probierz w trakcie sobotniej Multiligi po raz kolejny poruszył wątek wprowadzania młodych piłkarzy do zespołu. I bardzo dobrze, bo wystawianie przeciętnych obcokrajowców to droga donikąd. Szkoleniowiec Cracovii mówił o potrzebie rozgrywania meczów "o pietruszkę", o mniejszym ciężarze gatunkowym, bo w takich spotkaniach łatwiej mu postawić na niedoświadczonych zawodników. Probierz dawał w tym sezonie szansę 21-letniemu Wilkowi, 20-letniemu Pestce czy 22-letniemu Wdowiakowi. Szansę dostawali też inni nastoletni: Lusiusz czy Kanach. Trzymam za słowo i mam nadzieję, że w następnych meczach w pasiastej koszulce zobaczymy więcej młodzieżowców, których trener będzie pielęgnował jak zasadzoną w grudniu roślinkę. Bo na ostatni mecz fazy zasadniczej Cracovia wyszła z dziewięcioma obcokrajowcami, a z ławki  pojawiło się dwóch kolejnych.

Tym większe słowa uznania należą się Nenadowi Bjelicy, który w decydującym momencie sezonu, gdy ważyły się losy pole position przed finałowym wyścigiem, nie bał się postawić na trzech żółtodziobów. Robert Gumny (rocznik 1998) jest podstawowym zawodnikiem Kolejorza, ale Tymoteusz Klupś (rocznik 2000) i Kamil Jóźwiak (rocznik 1998) dopiero o taki status walczą. Trener Lecha dał im szansę w trudnym momencie i się nie zawiódł. Jóźwiak strzelił bardzo ważnego gola, a przecież jeszcze kilka miesięcy temu wydawało się, że jego dni w klubie są policzone. Menedżer zawodnika przy Bułgarskiej był traktowany jak intruz, a piłkarza odsunięto od pierwszego zespołu. Strony konfliktu doszły jednak do porozumienia, sprawa rozeszła się po kościach, a Jóźwiak coraz mocniej puka do bram pierwszej jedenastki. Oby więcej takich przykładów!