Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

"Starcia z policja to część kultury", a "większość prezesów nosi broń przy sobie". Oto grecka tragedia piłkarska. Znów ruszyła jej liga

W listopadzie kibice PAOKu zaatakowali muzułmańskich imigrantów, w lutym w twarz dostał trener Olympiakosu, w marcu na boisku z bronią pojawił się prezes Salonik, rozgrywki zawieszono. To kalendarium sportowej, greckiej tragedii z kilku ostatnich miesięcy. - To są południowcy, mają inna mentalność - komentują nam piłkarze. W Grecji zaostrzono zatem kary i zadecydowano by grać dalej, z promykiem nadziei, że będzie normalniej.
Ivan Savvidis, PAOK Saloniki - AEK Ateny Ivan Savvidis, PAOK Saloniki - AEK Ateny Uncredited / AP / AP

Na początku był Chaos. "Sam nie wiem w jaką stronę to może pójść. Najpierw mieliśmy wolne. Nikt nic nie mówił" - pisał nam po dramatycznym weekendzie w Grecji Krystian Nowak, zawodnik Panioniosu. Po kolejnych dniach informacje były lepsze. "Najbliższej kolejki co prawda nie będzie, ale zaczęliśmy normalnie trenować, przygotowujemy się do kolejnego meczu, który jest zaplanowany na 31 marca i czekamy na rozwój wydarzeń" - zakomunikował obrońca grający w greckiej Superlidze. Wyglądało to trochę tak jakby klubowe władze już kilka dni po zawieszeniu  rozgrywek wiedziały, że za moment wszystko wróci do normy. Oficjalne informacje w tej sprawie media przekazały dopiero 25 marca.

Przed wznowieniem rywalizacji ogłoszono jeszcze kary dla krewkiego prezesa PAOK, Ivana Savvidisa i jego klubu. Działacz został zawieszony na trzy lata. Musi zapłacić też 100 tys. euro. Klub został ukarany odjęciem trzech punktów i grzywną w wysokości 63 tys. euro, oraz trzema meczami u siebie bez publiczności. Do tego doszedł też kolejny sezon z dwoma ujemnymi punktami. Żadnej sugerowanej degradacji nie było. Kara jest, ale trudno przypuszczać, że grecki futbol nagle ozdrowieje. Można się jedynie zastanawiać, kto, kiedy i jak przebije biegającego po murawie z pistoletem i grożącego sędziemu Savvidisa.   

Grecka tragedia

Awantury i wykroczenia greckiego futbolu z ostatnich kilku lat to materiał na obszerne wydawnictwo. Taką grecką tragedię, tyle że nie antyczną a współczesną. Dość przypomnieć, że rozgrywki ligowe w 2015 roku zawieszane były trzy razy. Przez śmierć kibica podczas starć między fanatycznymi grupami Ethnikosu Pireus i Irodotosu, po pobiciu asystenta dyrektora komisji sędziowskiej, czy dość "pospolicie" wypadające na tym tle zamieszki na trybunach podczas krajowego pucharu. Dołóżmy zatem jeszcze kilka obrazków z Grecji.

Znajdziemy na nich puszczenie z dymem ateńskiej kafeterii, która należała do gracza PAOKu (przeszkadzała ona pseudokibicom Olympiakosu), czy napaść fanatyków PAOKu na pakistański pochód z okazji urodzin Mahometa - to też wydarzenia z Aten. Pech chciał, że kibole z Salonik akurat mieli tam mecz. Policja musiała użyć gazu łzawiącego i granatów hukowych.

Zresztą burdy na ulicach mieliśmy też w lutym tego roku w Salonikach. Były one konsekwencją odwołania spotkania PAOKu z Olympiakosem Pireus. To z kolei efekt rzucenie na boisko niezidentyfikowanego przedmiotu, który ranił w twarz trenera Olympiakosu, Oscara Garcię. Hiszpan trafił do szpitala. Więcej piłkarskich grzechów Grekom przypominać nie będziemy. Na ich tle widać jednak, że prezes klubu z pistoletem na stadionie, wpisuje się w szerszą, czarną rzeczywistość tamtejszego futbolu.

Trochę jak z mitologii

Jak na to wszystko spojrzeć z dystansu można mieć wrażenie, że współczesne greckie historie momentami przypominają fragmenty tamtejszej krwawej mitologi i to właściwie od jej pierwszych stron. Kto miał w ręku Parandowskiego wie, że grecki świat rodził się w ogniu i walce. Współczesna wersja mitologi potrzebowałaby właściwie tylko innych imion bohaterów.

Niegdyś to Kronos "uzbrojony w stalowy sierp, zaczaił się na Uranosa, okaleczył go haniebnie i strącił ze świetlistego tronu niebios", teraz Savitis "ze stalowym orężem, co zionie płomienną kulą, wkroczył na arenę niesprawiedliwego boju, by przepędzić stamtąd rozjemcę rywalizacji i oznajmić, że to jego koniec" - tak mogłaby brzmieć współczesna wersja.

Uzbrojeni prezesi

Obraz prezesa klubu z pistoletem za pazuchą, niektórych specjalnie nie dziwi. - Może wcześniej po prostu nie było to pokazywane, ale większość prezesów greckich klubów po prostu nosi broń przy sobie - mówi Arkadiusz Malarz, który w Grecji grał przez 7 lat, z czego sezon bronił w Panathinaikosie Ateny.

- W niektórych rejonach Grecji posiadanie pistoletu jest czymś normalnym - dodaje doktor Przemysław Kordos z filologi nowogreckiej na UW. - Na Krecie ma go niemal każdy, od kierowcy autobusu zaczynając. Znaki drogowe są tam często podziurawione. Ludzie sobie w ramach ćwiczeń  do nich strzelają. Na różne święta zamiast petard też używają pistoletów - opisuje.

Być może prezes z pistoletem, który zaszokował świat, dla Greków nie jest jakąś anomalią? Tam zawsze było specyficznie. Tylko kiedyś świat o wszystkim nie słyszał.

Maciej Bykowski, przed kilkunastu laty gracz m.in Panathinaikosu, przyznaje, że spora liczba głośnych greckich afer, to wynik współczesnych mediów.

- Jak ja grałem, też często było różnie. Na wyjazd ze stadionu gospodarzy trzeba było czekać dwie, trzy godziny, bo wokół trwały zamieszki. Czasem nawet musieliśmy na tych wyjazdach nocować i lecieć czarterem następnego dnia - wspomina napastnik, który w tamtejszej lidze spędził 5 lat. Teraz każda bijatyka czy przerwany mecz jest chwytliwym i wartym zaznaczenia newsem.

Ciekawe też jest samo podejście Gregów do konfliktów z policją, które nie są domeną tylko wydarzeń sportowych. Przyczynkiem do rozrób jest właściwie każda okazja.

- Starcia z policją, to część swoistej kultury. W pewnych społecznościach to nawet rodzaj tradycji. Zawsze znajdą się jacyś zadymiarze, którzy lubią wyjść na ulicę - nakreśla problem doktor Kordos.

Agresja werbalna

Grecy przeciętnemu Kowalskiemu, pewnie kojarzą się z wakacyjną serdecznością i rozleniwieniem. Miły naród - można by rzec. No może trochę porywczy, trzeba by dodać po niewiele dłuższej obserwacji.

- Oni są agresywni, ale tylko werbalnie. Mają wulgarny język gestów. Przy stłuczce samochodowej jeden kierowca drugiemu chętnie nawrzuca, ale do rękoczynów nie dochodzi - opisuje swoje spostrzeżenia dr. Kordos.

Może gdy do tego dochodzi oddziaływanie tłumu, sportowe emocje, hamulce nieco puszczają? Stadion to przecież miejsce specyficzne.

- Na stadionowych korytarzach zwykle ktoś kogoś przepchnął, popchnął. Sporo było dziwnej, niepotrzebnej niechęci, rzeczywiście sporo agresji słownej. Oni rzeczywiście mają gorące głowy. Nie wiem czy wpływa na nich klimat, czy jakiś dziwny rodzaj zżycie się z klubem - zastanawia się Malarz. Być może obecny bramkarz Legii idzie dobrym tropem.

Specyficzne przywiązanie

- Tam jest bardzo silnie rozwinięty patriotyzm lokalny. Oni mają swoje ojczyzny. Grecy jak mówią skąd są, to nie podają że np. z Aten, gdzie mieszkają. Jeden jest ze Smyrny, bo tam ma dziadków, drugi jest ze Sparty, itd. Być może te przywiązanie lokalne, wpływa potem na przywiązanie do barw klubowych - zastanawia się Kordos.

O antycznych Grekach i ich miłości do swej polis słyszeliśmy. Może ci współcześni, polis znaleźli w klubowych strukturach. Walkę o państwo zamienili na walkę o klub. Narzędzia i metody niespecjalnie się zmieniły.

Niechęć i wrogość do innych co jakiś czas odżywa. Powoduje nawet paradoksy. Dlaczego fani Panioniosu zdemolowali własny stadion? By w europejskich pucharach z Dundee nie mógł zagrać na nim AEK. Najpierw zrobią potem pomyślą?

- To są południowcy, mają inna mentalność. Często się podpalają. Pamiętam jak po gorszym meczu prezes naszej drużyny zszedł do sędziów i trochę im nawtykał. Potem wchodził do nas i również robił porządek. Kolejnego dnia wracał i niemal przepraszał, że się zagotował - wspomina Bykowski.

Awantura na stadionie PAOK Saloniki podczas meczu Ligi Europy Awantura na stadionie PAOK Saloniki podczas meczu Ligi Europy UNCREDITED/AP

Korupcyjne wrażenia

Bycie arbitrem na Półwyspie Apenińskim to ciężki kawałek chleba. Tyle, że winne same sobie jest ich tamtejsze środowisko. Rękę do problemów greckiej piłki przyłożyli też działacze i piłkarze.

W Salonikach prezes PAOK-u, Ivan Savvidis pojawił się z pistoletem na murawie właśnie po anulowaniu przez arbitra gola dla jego drużyny. Wytłumaczenia nie ma dla niego żadnego, ale problem z obiektywnym prowadzeniem zawodów jest i to od dawna. Były właściciel Olympiakosu Evangelos Marinakis, przez lata korumpował rozjemców zawodów czy nawet samych piłkarzy. Chociaż został dożywotnio wykluczony ze struktur piłkarskich, atmosfery wokół tamtejszej piłki to nie oczyściło.

Z przeprowadzanych kilka lat temu wśród greckich piłkarzy ankiet wynika, że 64% graczy ma wrażenie brania udziału w ustawianych meczach. Jeśli przeczucia nie przekonują, to skonkretyzujmy. 14% piłkarzy przyznało że występowało w ustawionym meczu, 13% dostało korupcyjną  propozycję. W czystość tamtejszych zawodów nieco wątpią też nasi rozmówcy.

- Te kluby, których właściciele maja więcej gotówki, a może przez to większą władze w związku, rzeczywiście mają łatwiej. Zawsze wydawało mi się, czy to z perspektywy boiska, ławki rezerwowych czy trybun, że sędziowie patrzyli na nich przychylniejszych okiem - mówi nam Bykowski.

- Jak grałem w Larisie czy OFI Kreta rzeczywiście zdarzało się, że nie rozumieliśmy decyzji sędziego. Tak było właśnie w meczach z silniejszymi rywalami. Pamiętam karne z kapelusza, czy dziwne kartki. To było frustrujące. Oczywiście nikt nikogo za rękę nie złapał - przytakuje Malarz.

Apogeum kar

Grecka piłka, która jeszcze niedawno straszyła Europę siłą sportową (zdobyte przez reprezentację ME w 2004 roku, 6. miejsce w rankingu UEFA tamtejszej Super League), teraz odstrasza. Na trybunach jest coraz mniej kibiców, kluby mają mniejsze budżety, o ćwierćfinale Ligi Mistrzów pomarzyć może nawet najmocniejszy tam Olympiakos.

Coraz większe są za to kary. Wspominany PAOK, w ciągu ostatnich trzech lat stracił w ich wyniku 14 punktów. W tym sezonie zagra rekordowe 10 meczów przy zamkniętych trybunach (1/3 sezonu).

Wraz ze wznowieniem rozgrywek greckie ministerstwo sportu zakomunikowało, że za trzykrotne złamanie przepisów porządkowych zespoły mogą zostać automatycznie zdegradowane do niższej ligi. Kary mają być nakładane również w przypadku, gdy przedstawiciele klubów będą swoimi wypowiedziami lub zachowaniem podburzać do przemocy. Kluby przyjęły rozporządzenie do wiadomości. Czas odłożyć pistolety i grecką mitologię. Zamiast o "war" na stadionach zacząć myśleć o VAR dla arbitrów.