Liga Mistrzów. Au revoir PSG! Paryż jeszcze jest za mały

Czytając wzniosły slogan zamieszczony na Parc des Princes "Revons Plus Grand" ("Sięgajmy marzeniami wyżej") można się uśmiechnąć. Znów kluczowe okazało się w nim słowo "marzenia". Podczas gdy w klubie chcą śnić o wielkości, Paryż wciąż okazuje się mały. Piłkarze zawodzą na boisku, zachowują się dziwnie poza nim, krytykują trenera, a paryski lud po ciuchu myśli o rewolucji.
Marco Verratti schodzi z czerwoną kartką Marco Verratti schodzi z czerwoną kartką Fot. Francois Mori / AP Photo

Au revoir! Tylko coraz wcześniej

Paryżanie z Ligą Mistrzów pożegnali się wcześnie jak rzadko kiedy. Od 2013 roku, czyli sezon po przejęciu ich przez Katarczyków właściwie przyzwyczaili kibiców do ćwierćfinałów Ligi Mistrzów. Co ważniejsze byli w tych ćwierćfinałach drużyną barwną. To po wyrównanym boju i dwóch remisach odpadli z Barceloną, to w następnym roku przez bramkę straconą na wyjeździe, lepsza okazała się od nich Chelsea. Innym razem w dwumeczu jednego gola więcej strzeliła im Manchester City. Nawet zeszłoroczna 1/8 finału z Blaugraną po 4:0 w pierwszym meczu, sprawiała wrażenie, że PSG wskoczyło na najwyższy piłkarski poziom.

Zresztą mecz rewanżowy na Camp Nou był spektaklem. Widowiskiem pełnym dramaturgii, obfitującym w szybkie akcje z dwóch stron. Meczem, w którym nikt nie wiedział co czeka nas na końcu.

We wtorkowy wieczór, nawet przy pierwszej, bezbramkowej połowie z Realem, nie było wiadomo czy na Parc des Princes jest na co czekać. Chyba, że na nowego trenera, który bardziej niż Unai Emery będzie potrafił zmotywować czy natchnąć swoich graczy. Co z tego, że Hiszpan ma nad Sekwaną lepsze statystyki niż Blanc czy Ancelotti (78,2 % zwycięstw przy odpowiednio 72,8% i 63,6% patrząc na wszystkie mecze). Przecież nie przychodził tu tylko po to by gromić Dijon, czy bawić się z Amiens. Teraz jego liczby przypominają, że trzy ostatnie mecze PSG w Champions League przegrało. Pożegnało się z nią najsmutniejszym "au revoir" jakie słyszeliśmy.

Rewolucja kwestią czasu

Wśród kibiców, przepytywanych po meczu pod stadionem o to co teraz czeka Paryż, mieliśmy jednomyślność. Zmiana trenera. Najczęściej w roli następcy Emery'ego pojawiały się dwa nazwiska - Antonio Conte i... Zinedine Zidane. Francuska rewolucje wydaje się kwestią czasu.

Zidana w Paryżu chcą nie tylko kibice. Zdaniem hiszpańskich mediów, także sami katarscy działacze PSG. Miałby on być ich "ostatnim elementem luksusowej układanki".

Tylko, że układanka na razie może i jest luksusowa, ale trudno ją poukładać. Poszczególne elementy jakby niekoniecznie do siebie pasują. Niby wydawało się, że bogaci działacze wykonali nieuchronny ruch ściągając na Parc des Princes gwiazdy za ponad 400 milionów euro, ale i Neymar i Mbappe byli w starciu z Realem nieobecni - pierwszy ciałem, przez kontuzję, drugi duchem. Po drobnym urazie, 19-latek jakby przeszedł koło spotkania z Hiszpanami.

Paryscy antybohaterowie

Słabsze występy się zdarzają, kontuzji nikt nie przewidzi, ale wydawało się, że siła PSG nie spoczywa tylko na Brazylijczyku i młodym Francuzie. Tylko, że w dwumeczu z "Królewskimi" zawodzili też inni, chociaż właściwszym słowem może byłoby "przeszkadzali".

Na Santiago Bernabeu był to m.in. Giovani Lo Celso, debiutujący wtedy w wyjściowym składzie Paryża w Lidze Mistrzów. Grał jak na szkolnym boisku. Gubił ważne piłki, faulował tuż przed swoim polem karnym, aż w końcu końcu dał gospodarzom jedenastkę. W rewanżu nie zagrał, ale ekipa ze stolicy i tak szybko poznała swego kolejnego antybohatera. Mecz po godzinie gry zabił Marco Veratti jeden z ważniejszych i dłużej grających w Paryżu piłkarzy. Głupie pretensje do arbitra, po faulu na nim w 66. minucie poskutkowały drugą żółta kartką. Zdarza się? Jednym mniej innym więcej. Włoch po raz trzeci w swej karierze w PSG został wyrzucony z boiska w meczu Ligi Mistrzów. Kiedyś z Olympiakosem i Arsenalem, teraz nie wytrzymał ciśnienia w najważniejszym meczu roku

Coś się sypie

Więcej można było się spodziewać też po Edinsonie Cavanim. Najskuteczniejszy strzelec Ligue 1 był jakby zahipnotyzowany przez Navasa. Zamiast zagrażać bramce gości, snuł się po polu karnym i denerwował, że znów mu coś nie wyszło. Cieszyć nie mógł się nawet z gola, bo to był duży przypadek.

Słabo zaprezentował się też Angel di Maria, w liczbach jeden z najpożyteczniejszych piłkarzy PSG w 2018 roku (12 goli i 6 asyst we wszystkich rozgrywkach). W meczu z Realem można powiedzieć, że po boisku tylko biegał.

Poza tym PSG nie funkcjonowało jako drużyna. Zresztą patrząc z dalszej perspektywy trudno ostatnio widzieć u wicemistrzów Francji kolektyw.

Kontuzjowany Neymar mecz sezonu oglądał ze swojej posiadłości w Rio. Oczywiście musi się rehabilitować, odpoczywać, ale dysponując prywatnym samolotem i dobrymi chęciami z pewnością mógł wesprzeć kolegów z trybun. Ty były wielki gest wielkiego piłakrza. Na Parc des Princes przysłał swojego tatę. Jako tako liczba da Silva Santosów w loży VIP się zatem zgadzała.

Ciekawy jest też przypadek Kurzawy, który mecze z Realem oglądał z trybun. Według relacji mediów, drugiego spotkania w całości nie obejrzał, bo upuścił trybuny przed końcowym gwizdkiem. Zawodnik na Twitterze szybko odpowiedział, że zawsze jest z drużyną do końca.

Uwagę zwrócił też na siebie Julian Draxler. Po porażce zdążył szybko skrytykować Emery'ego. Na antenie ZDF zarzucił mu zbyt późne wprowadzenie go na boisko. - To był brak jakiejś wrażliwości, to nie było logiczne. Wynik 1:1 nic nie zmieniał, nie wiem o co chodziło. Byłem zdziwiony i zdenerwowany - rzucił do kamery.

Zbierając tych kilka obrazków w jedną całość można mieć wrażenie, że na Parc des Princes coś zaczyna się sypać.

Też sobie poczekamy

Sześć lat od pojawienia się Katarczyków w Paryżu to dużo i mało.

- Stworzenie zespołu na miarę zwycięstwa w Lidze Mistrzów to proces. Nie dokona się tego w jedną noc - przyznaje prezes klubu Nasser Al-Khelaifi. Wie co mówi, zresztą kilka przykładów ma wokół siebie.

Nie tacy jak on próbowali szturmem podbić elitarne rozgrywki. Chelsea Romana Abramowicza  potrzebowała dziewięciu sezonów zanim okazały puchar mistrzów wygrała. Udało jej się to w okolicznościach trenerskich czy też kadrowych, które wielkiego sukcesu wcale nie wróżyły. Manchester City pod władzami Katarczyków odliczył dziesięć wiosen trudów i starań o triumf w LM. Wynik to na razie jeden półfinał tych rozgrywek. To specjalnie na Etihad Stadium nikogo nie zachwyca. Na wszystko potrzeba czasu, tyle że w Paryżu działacze mimo zrozumienia tematu, długo cierpliwi nie będą. To za pewne oznacza zmiany i kolejne pomysły na wydawanie petrodolarów. Katarski biznes często ma swoje zasady logiki. Zainwestowałeś w coś 400 mln euro? Nie ma efektów? Szybko dołóż jeszcze 400 i zobacz co będzie dalej. Kto bogatemu zabroni bawić się w kasynie?