Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Romanczuk dobija się do kadry Adama Nawałki. 'Rodzina jest dumna, że wracam do korzeni'

Przyjęcie polskiego obywatelstwa, wygrana z Legią w Warszawie i mnóstwo pytań o kadrę. Ostatnie dni Tarasa Romanczuka to wielka fala pozytywnych emocji. Fala, która jeszcze większa może być już niebawem, kiedy zawodnik otrzyma powołanie do reprezentacji Polski. Jego nazwisko z pewnością jest już w notesie selekcjonera, pytanie brzmi, czy znajduje się w rubryce 'powołania na mecze z Nigerią i Koreą Płd'?

Romanczuk jak Makelele

Wiele lat temu, znakomity defensywny pomocnik Claude Makelele, pytany o swoją świetną formę i wydolność fizyczną tłumaczył, że zna on po prostu najkrótsze ścieżki na boisku. Wie, jak odpowiednio się ustawić, aby maksymalnie uprzykrzyć życie drużynie przeciwnej. Niemal identycznie swój sposób gry mógłby scharakteryzować Taras Romanczuk, zawodnik Jagiellonii, którego nazwisko od kilkunastu dni najprawdopodobniej znajduje się w notesie Adama Nawałki.

Dlaczego? Romanczuk pod koniec lutego oficjalnie przyjął polskie obywatelstwo, o które zaczął starać się w 2014 roku, tuż po transferze do białostockiej ekipy. Zgodnie z ukraińskimi przepisami, może mieć jedynie jedno obywatelstwo, więc zdecydował się na zwrócenie ukraińskiego paszportu. Ukraińskiego, bo właśnie na Ukrainie przyszedł na świat, a w drużynie FK Kowel-Wołyń stawiał swoje pierwsze piłkarskie kroki.

- Moi bliscy wiedzieli o tym, że złożyłem wniosek o polski paszport. I wiedzieli, że jeśli go dostanę, będę musiał zrzec się ukraińskiego obywatelstwa. Nikt nie robił mi z tego powodu wyrzutów. Wszyscy byli dumni, że wracam do korzeni - mówił z zadowoleniem Romanczuk na łamach Sport.pl.

Jagiellonia Białystok - Podbeskidzie Bielsko-Biała 3:2. Taras Romanczuk Jagiellonia Białystok - Podbeskidzie Bielsko-Biała 3:2. Taras Romanczuk MARCIN ONUFRYJUK

Polskie korzenie

O obywatelstwo zaczął starać się wspomniane cztery lata temu. Od razu po przenosinach z Legionovii Legionowo do Jagiellonii poprosił prezesów białostockiego klubu o pomoc w załatwianiu potrzebnych dokumentów. Było o tyle łatwiej, że babcia Tarasa urodziła się w Polsce. Zawodnik odszukał dokumenty, które mogły to potwierdzić, i złożył wniosek, który został pozytywnie rozpatrzony.

- W 2014 roku wspomniałem, że mam polskie korzenie. Że moja babcia urodziła się w Polsce. Opowiedziano mi wtedy historię Thiago Cionka, który też grał w Białymstoku, i też dostał polski paszport. Trochę to trwało, zanim w archiwach odszukałem dokumenty, ale w końcu się udało. Od kilku dni jestem Polakiem - przyznaje zawodnik.

353 - tyle kilometrów miał do przejechania Romanczuk, kiedy po raz pierwszy opuszczał Ukrainę i obrał kierunek na zachód. W lutym 2013 roku trafił do Legionovii Legionowo. Początkowo trenera Marka Papszuna (obecnie Raków Częstochowa) do siebie nie przekonał. W pierwszej rundzie rozgrywek 2. ligi po transferze wystąpił bowiem jedynie w dwóch spotkaniach - z Siarką Tarnobrzeg (3:2) i Świtem Nowy Dwór Mazowiecki (0:4). W międzyczasie (mecz z Siarką w 10. kolejce, ze Świtem w 31.) próżno było szukać go w podstawowej jedenastce.

Dopiero podczas okresu przygotowawczego przed sezonem 2013/14 Romanczuk pokazał, że zasługuje na regularną grę. I jak już do jedenastki wskoczył, to utrzymał w niej miejsce do końca sezonu, opuszczając zaledwie dwa spotkania ligowe. W 32 pozostałych zaprezentował się na tyle dobrze, że przyciągnął uwagę klubów z ekstraklasy, przede wszystkim Jagiellonii Białystok.

W Białymstoku na debiut czekał do piątej kolejki sezonu 13/14. Wówczas Michał Probierz rzucił go na bardzo głęboką wodę. Najpierw Romanczuk zagrał bowiem w meczu Legią Warszawa (0:3), a następnie ze Śląskiem Wrocław (1:3). Później było już jednak z górki, i do lipca 2015 roku uzbierało się 29 występów.

39 występów było w sezonie następnym, w którym doszły również mecze w kwalifikacjach Ligi Europy. Wtedy Romanczuk po raz pierwszy zwrócił na siebie uwagę klubów zagranicznych. Było bardzo blisko do tego, aby pomocnik przeniósł się do Turcji, konkretnie do Konyasporu. Transfer ostatecznie nie wypalił, a negocjacje przerwano na ostatniej prostej.

- Jestem ambitny, chciałem więc spróbować czegoś nowego. Nie udało się, trudno, trzeba dalej ciężko pracować i czekać na kolejne okazje - mówił wówczas zawodnik.

Wygrywa najwięcej pojedynków

Forma tak naprawdę eksplodowała dopiero w ubiegłym sezonie. Jagiellonia zdobyła wicemistrzostwo Polski, a Romanczuk został zawodnikiem, który wygrał najwięcej pojedynków w Lotto Ekstraklasie (487), a w klasyfikacji piłkarzy z największą liczbą odbiorów był trzeci (więcej tylko Jacek Góralski i Rafał Grzelak). M.in. dzięki niemu dobrze prezentował się Konstantin Wassiliew, który mając za sobą tak znakomitą "szóstkę" mógł spokojnie zająć się zadaniami ofensywnymi.

Obecne rozgrywki białostoczanie rozpoczęli z nowym trenerem, Ireneuszem Mamrotem. Odejście Michała Probierza spowodowało, że notowania Jagiellonii u bukmacherów i ekspertów drastycznie spadły. Jednak zamiast pogorszenia, forma, dyspozycja i styl zespołu uległy znacznej poprawie. A to również ogromna zasługa Romanczuka, który jeden ze swoich najlepszych występów w ostatnim czasie zaliczył w Warszawie, w wygranym meczu z Legią (2:0).

12 - tyle kilometrów przebiegł w trakcie spotkania z mistrzami Polski, 36 - tyle szybkich biegów/sprintów wykonał. Dodatkowo 26-latek średnio w każdym meczu wdaje się w niemal 30 pojedynków, i wygrywa ponad połowę z nich. Poza tym, ma średnio 5 udanych odbiorów w meczu (na 7 prób). Takimi statystykami może pochwalić się mało kto, szczególnie w ekstraklasie.

"Gra dla Polski będzie zaszczytem"

- Romanczuk jednoznacznie powiedział, że jest gotów grać wyłącznie dla Polski, jeśli tylko będzie to widział selekcjoner Adam Nawałka - przyznał Zbigniew Boniek na łamach portalu "Łączy Nas Piłka".

Wydaje się, że bez względu na plany trenera Nawałki, Romanczuk jest w tej chwili kandydatem idealnym. Poza Grzegorzem Krychowiakiem biało-czerwoni nie dysponują obecnie klasowym defensywnym pomocnikiem, co dobitnie pokazał październikowy mecz z Danią (0:4). W Kopenhadze Krychowiaka zabrakło, a bez niego zabrakło również jakiegokolwiek pomysłu na zdominowanie środka pola. Mączyński, który był wspomagany przez Linettego, kompletnie nie poradził sobie z rozbijaniem ataków rosłych i silnych Duńczyków, a do ofensywy nie wniósł kompletnie nic. Przy dobrze ustawionych rywalach jego prostopadłe podania, a więc jeden z najmocniejszych punktów, po prostu nie istniały.

Zawodników walczących o rolę zmiennika Krychowiaka jest kilku. Wspomniany Mączyński w tym sezonie znajduje się jednak w bardzo słabej formie, Jacek Góralski od dłuższego czasu pozostaje niewiadomą, a Karol Linetty to piłkarz usposobiony bardziej ofensywnie.

Dlatego wręcz logiczne wydaje się powołanie Romanczuka na marcowe mecze towarzyskie (23.03 z Nigerią, 27.03 z Koreą Płd.) i sprawdzenie go w warunkach meczowych na wyższym szczeblu, niż ten ligowy. Silni i świetnie przygotowani pod względem fizycznym Nigeryjczycy pokażą nam to, czego będziemy mogli spodziewać się po Senegalczykach na mundialu w Rosji, a Koreańczycy będą "symulacją" starcia z Japonią. Można więc przypuszczać, że jeżeli Adam Nawałka weźmie pod uwagę jedynie stronę sportową, jak miało to miejsce w przypadku Thiago Cionka, to pomocnik Jagiellonii do kadry niebawem trafi.

- Dotychczas nie było żadnego sygnału. Ale jeśli się pojawi, to się ucieszę - gra dla Polski będzie dla mnie dużym zaszczytem. Na razie jednak o tym nie myślę. Łatwo sobie narobić nadziei, a potem się zawieść, dlatego spokojnie czekam na to, co przyniesie los - mówi piłkarz.

A los może sprawić, że Romanczuk już niebawem będzie śpiewał hymn Polski. Co, jak sam przyznaje, nie będzie dla niego problemem. - Znam hymn od dawna. W zeszłym roku, w Święto Wojska Polskiego, grano hymn przed każdym meczem ligowym. Już wtedy go znałem i śpiewałem - kończy 26-latek.