Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Liga Mistrzów. Legia spiesząca. Legia walcząca. I Legia czarująca, ale szkoda, że tylko na trybunach [SPOSTRZEŻENIA]

Przed meczem kazachskich dziennikarzy i analityków Astany oczarowała warszawska publiczność. W trakcie meczu zresztą też. Szkoda, że nie oczarowali ich piłkarze Legii, którzy co prawda walczyli, starali się, ale nie zdołali odrobić dwubramkowej straty z pierwszego meczu. W rewanżu wygrali tylko 1:0 i odpali z Ligi Mistrzów w III rundzie eliminacji. Spostrzeżeniami z meczu Legia - Astana dzielą się Bartłomiej Kubiak i Konrad Ferszter ze Sport.pl.
Mecz Legia Warszawa - FK Astana Mecz Legia Warszawa - FK Astana Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Liga Mistrzów. Legia spiesząca. Legia walcząca. I Legia czarująca, ale szkoda, że tylko na trybunach [SPOSTRZEŻENIA]

Przed meczem kazachskich dziennikarzy i analityków Astany oczarowała warszawska publiczność.

W trakcie meczu zresztą też. Szkoda, że nie oczarowali ich piłkarze Legii, którzy co prawda walczyli, starali się, ale nie zdołali odrobić dwubramkowej straty z pierwszego meczu. W rewanżu wygrali tylko 1:0 i odpali z Ligi Mistrzów w III rundzie eliminacji. Spostrzeżeniami z meczu Legia - Astana dzielą się Bartłomiej Kubiak i Konrad Ferszter ze Sport.pl.

Mecz Legia Warszawa - FK Astana Mecz Legia Warszawa - FK Astana Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

"Żyleta" oczarowała Kazachów

I to już na rozgrzewce. Kiedy na boisku pojawili się bramkarze Legii, grupka kazachskich dziennikarzy i siedzący pod nami analitycy Astany, najpierw otworzyli buzie, a po chwili wyjęli telefony i zaczęli nagrywać doping na "Żylecie".

Kazachowie z telefonami nie rozstawali się praktycznie przez cały mecz. Choć akurat meczu lepiej chyba w to nie mieszać, bo ten w ich wypadku - nawet dla siedzących pod nami analityków (do 76. minuty) - nie był aż tak istotny. A na pewno nie porwał ich tak, jak "Żyleta" i atmosfera panująca na stadionie.

Mecz Legia Warszawa - FK Astana Mecz Legia Warszawa - FK Astana Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Oprawa powodująca CIARY, nie ciarki

We wtorek obchodziliśmy 73. rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego. W związku z tym kibice Legii, jak zresztą co roku, zaprezentowali oprawę. Tym razem wzbudziła ona jednak niespotykane emocje. W trakcie jej prezentacji po ciele dosłownie przechodziły ciarki. A nawet nie ciarki, tylko ciary.

Ale może słowo o samej oprawie. Na trybunach zaprezentowana została biało-czerwona kartoniada, na której widniał rok wybuchu Powstania. Przed nią, z dachu, zrzucone zostało płótno, które przedstawiało niemieckiego żołnierza, przykładającego pistolet do głowy chłopca, Powstańca Warszawy.

Na oprawę składał się też transparent, na którym w języku angielskim widniał napis: "During the Warsaw uprising Germans killed 160 000 people thousands of them were children" ("Podczas Powstania Warszawskiego Niemcy zabili 160 000 ludzi, tysiące z nich były dziećmi").

Do tego w czasie minuty ciszy poprzedzającej spotkanie wybrzmiała syrena, a po niej kibice odśpiewali hymn Polski.

Mecz Legia Warszawa - FK Astana Mecz Legia Warszawa - FK Astana Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Spiesząca się Legia

Spiesząca się Była 14. minuta spotkania. Iwan Majewskij oddał niecelny strzał. Arkadiusz Malarz tak się spieszył, że nawet nie ustawił dobrze piłki, a już ją podał w kierunku Adama Hlouska. Po chwili musiał podać jeszcze raz, bo sędzia przerwał grę.

Ta sytuacja doskonale obrazuje to, jak Legia podeszła do tego spotkania. Nie chciała stracić z niego ani sekundy. Kiedy w 14. minucie sędzia na chwilę przerwał mecz, bo na boisku leżał poturbowany Majewskij, piłkarze Legii ruszyli do arbitra z pretensjami, że leży za długo, opóźnia grę, choć przypomnijmy: była dopiero 14. minuta.

Mecz Legia Warszawa - FK Astana Mecz Legia Warszawa - FK Astana Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Legia walcząca

O ile za walkę w meczu z Astaną pochwalić można cały zespół, o tyle na szczególną uwagę zasługuje postawa Guilherme. Brazylijczyk już w 5. minucie pobudzał do walki drużynę, a chwilę później do jeszcze bardziej fanatycznego dopingu nakłaniał kibiców.

Ustawiony nominalnie na pozycji ofensywnego pomocnika Guilherme był wszędzie. W środku, na lewej i na prawej stronie. Zawsze walczył do końca, bił się o każdą piłkę nawet wtedy, gdy była ona z góry przegrana.

Najlepiej obrazuje to sytuacja z 15. minuty, kiedy Brazylijczyk najpierw odebrał piłkę, potem podał ją do skrzydła napędzając atak, a przy okazji dał się jeszcze sfaulować, za który rywal obejrzał żółtą kartkę.

Mecz Legia Warszawa - FK Astana Mecz Legia Warszawa - FK Astana Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Duet nierozłączny

Jednym z zaskoczeń w podstawowej jedenastce Legii było to, że na środku obrony obok Michała Pazdana zagrał Jakub Czerwiński, a nie jak w ostatnich miesiącach bywało - Maciej Dąbrowski.

Dlaczego Magiera zdecydował się na zawodnika, który w ostatnim czasie grał nieporównywalnie rzadziej? Ano dlatego, że były stoper Pogoni Szczecin miał być receptą na Juniora Kabanangę. Rosłego napastnika z Demokratycznej Republiki Kongo, z którym legioniści w Astanie sobie nie poradzili.

A Czerwiński sobie poradził. Stworzył z napastnikiem gości nierozłączną parę, nie odstępował go na krok. I choć mecz rozpoczął od błędu, to z upływem minut był coraz pewniejszy. Co prawda często faulował Kabanangę, ale tym razem najlepszy piłkarz Astany krzywdy mistrzom Polski nie zrobił.

A Czerwiński Astanie już tak, bo nie tylko upilnował Kababangę, ale też w 76. minucie strzelił gola, który dał Legii nadzieję, do samego końca utrzymał ją w grze o awans.

Mecz Legia Warszawa - FK Astana Mecz Legia Warszawa - FK Astana Fot. Kuba Atys / Agencja Gazeta

Spokojna Astana

Plan mistrza Kazachstanu na pierwsze spotkanie był prosty - wyczekiwać błędów Legii i zaskakiwać ją szybkimi atakami, zwłaszcza poprzez podania do Kabanangi i Patricka Twumasiego. W Warszawie zobaczyliśmy jednak inną, zdecydowanie bardziej wyważoną grę Astany.

Kazachowie, kiedy tylko znajdowali się przy piłce, nie szukali zbyt często długich i bezpośrednich podań do szybkich napastników. Spokojnie rozgrywali w środku pola, a kiedy było trzeba rozgrywali przez obrońców, a nawet bramkarza. Spokój Astany frustrował spieszącą się Legię i kradł bezcenny dla niej czas.