Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

576 meczów Villarrealu, fenomenalny Ben Arfa i wspaniała siódemka [WEEKEND W EUROPIE]

Niespodziewany lider w Hiszpanii, nagła zapaść Interu i wyśmienity Hatem Ben Arfa - to najciekawsze rzeczy, które działy się w ten weekend w Europie. Na co jeszcze warto było zwrócić uwagę?
Hatem Ben Arfa (z prawej) Hatem Ben Arfa (z prawej) LIONEL CIRONNEAU/AP

Fenomenalny Ben Arfa, niesamowite Nice

Najskuteczniejsze drużyny w czołowych pięciu ligach europejskich? Bayern Monachium - 23 gole. Borussia Dortmund - 21 goli. Nice - 20 goli. Zaraz, Nice?! Ta drużyna, która zajmuje siódme miejsce w lidze francuskiej? Tak, to o nich chodzi. W weekend Nice pokonało wicelidera z Saint Etienne, przerywając serię pięciu zwycięstw z rzędu. Bohaterem był Hatem Ben Arfa. Wielki i niespełniony talent francuskiego futbolu strzelił takiego gola. To trzeba obejrzeć.

 

 

Ben Arfa dorzucił też drugą bramkę, dzięki czemu wraz z Edinsonem Cavanim (PSG) jest najlepszym strzelcem ligi z sześcioma trafieniami. Już zapowiedział, że powalczy o powrót do reprezentacji Francji. W ostatnią środę również strzelił dwa gole, a Nice rozbiło Bordeaux aż 6-1! Podopieczni Claude'a Puela w ostatnich trzech meczach strzelili trzynaście goli, tracąc trzy. Powinni jednak popracować nad obroną, bo w ośmiu meczach jeszcze nie zachowali czystego konta ani razu. Pomyśleć, że pod koniec poprzedniego sezonu po porażce z Saint Etienne 0-5 Puel oraz jego piłkarze zostali zaatakowani przez kibiców po treningu...

Zdjęcie Lanki adidas (254907_51) Zdjęcie Lanki SPOKEY Lanka 1 Zdjęcie Lanki SPOKEY Lanka 2
Lanki adidas (254907_51) Lanki SPOKEY Lanka 1 Lanki SPOKEY Lanka 2
Sprawdź ceny ? Sprawdź ceny ? Sprawdź ceny ?
źródło: Okazje.info

Wyśmienity start Schalke

Takiego startu w Bundeslidze Schalke nie zanotowało od 1971 roku. W siedmiu meczach zdobyło szesnaście punktów i jest tylko jedno oczko za Borussią Dortmund zajmując trzecie miejsce. W Gelsenkirchen teoretycznie jest wszystko, czego potrzeba do zbudowania bardzo silnej drużyny - są fani, możliwości finansowe, to też drużyna z historią. Ale jednak w poprzednich latach bywało różnie; przygoda z Roberto Di Matteo nie zakończyła się najlepiej. Zaledwie dwa zwycięstwa w ostatnich dziesięciu meczach sprawiły, że Schalke nie powalczyło o miejsce w Lidze Mistrzów i zajęło dopiero szóste miejsce. Nawet za Augsburgiem, drużyną o znacznie mniejszym potencjale oraz możliwościach finansowych.

Latem zmienił się trener. Di Matteo zastąpił Andre Breitenreiter, który z Paderbornem zajął... ostatnie miejsce. Ale sam awans do Bundesligi był dla jego ekipy ogromnym sukcesem. Pod wodzą Breitenreitera Schalke prezentuje się zdecydowanie bardziej efektownie aniżeli za Di Matteo (narzekano nie tylko na jego wyniki, ale również nudny styl gry). Ostatnie cztery mecze to cztery wygrane i zaledwie jedna stracona bramka.

Trzy z czterech ostatnich ligowych goli strzelił zaledwie 19-letni Leroy Sane. Po raz pierwszy zachwycił świat w marcu tego roku, gdy na Santiago Bernabeu zdobył bramkę przeciwko Realowi Madryt. Schalke wygrało 4-3 i było o krok od wyeliminowania "Królewskich". - Leroy zachowuje zimną krew pod bramką rywala, ma piekielnie mocny strzał. Na tę chwilę jest dla nas niezbędny, to klasa światowa - chwali go kolega z drużyny Johannes Geis.

Problem dla Schalke stanowią kontuzje. W pierwszej kolejce urazu doznał Matija Nastasić i będzie pauzował jeszcze przez kilka miesięcy. Z Hamburgerem SV więzadło krzyżowe w lewym kolanie zerwał Marco Hoeger i nie zagra przez co najmniej pół roku.

Lee McCulloch (Glasgow Rangers) Lee McCulloch (Glasgow Rangers) Fot. DAVID MOIR REUTERS

Rangersi wrócą do najwyższej ligi?

To już czwarty sezon bez Rangersów w szkockiej Premier League. Ale czy ostatni? Wiele na to wskazuje. Rangersi wygrali wszystkie osiem spotkań w First Division (odpowiednik polskiej pierwszej ligi), strzelając 28 goli (prawie trzy razy więcej od rywali) i tracąc tylko cztery. Sam Martyn Waghorn - sprowadzony z Wigan - zdobył aż jedenaście bramek. Czy to oznacza, że Rangersi są gotowi do gry w Premier League? Niekoniecznie. W Pucharze Ligi przegrali z Saint Johnstone - zajmuje siódme miejsce - 1-3. Awansować do Premier League Rangersi mogli już w poprzednim sezonie, ale przegrali w barażach z Motherwell aż 1-6.

Klub upadł w 2012 roku po tym, jak na jaw wyszły jego przekręty finansowe. Już w latach 90. każdy zawodnik przychodzący do klubu podpisywał dwa kontrakty. Jeden oficjalny, dla urzędu podatkowego, drugi prawdziwy - z firmą zarejestrowaną w raju podatkowym. Zadłużenie względem brytyjskiego fiskusa wynosiło ok. 130 mln funtów. Nazwę klubu zmieniono na Rangers Football Club. Nowy twór mógł kontynuować grę w najwyższej lidze, ale na takie rozwiązanie nie zgodziły się inne kluby. Wobec tego Rangersi trafili na zesłanie - do czwartej ligi. Więcej o historii ich upadku oraz podnoszeniu się z kolan w tym tekście.

Który Inter jest prawdziwy?

W pierwszych pięciu meczach Inter odniósł komplet zwycięstw. Ale kto oglądał mecze ten wiedział, że podopieczni Roberto Manciniego nie zachwycali. Wygrywali zdawało się minimalnym nakładem sił, dwukrotnie po golach w samych końcówkach. Za każdym razem tylko jedną bramką. Narzekano na nudny styl gry. - Ludzie którym nie podoba się nasz styl gry mogą pójść oglądać Barcelonę. Staramy się stworzyć historię, a to nigdy nie jest łatwe - odpierał zarzuty krytyków Felipe Melo. Ale z Fiorentiną ?Nerazzurri? zagrali fatalnie. W 23 minuty stracili trzy gole, niedługo później stracili Joao Mirandę. Ostatecznie przegrali 1-4 i stracili pozycję lidera. Fatalny mecz ma za sobą Samir Handanović, który sprokurował karnego i powinien lepiej zachować się przy drugim golu.

Zawodnicy Fiorentiny raz po raz wykorzystywali fakt, że Inter grał bardzo wysuniętą linią obrony. To samo powinien zrobić Inter w derbach, ale Luiz Adriano zmarnował wtedy trzy dobre okazje. Nikola Kalinić był o wiele skuteczniejszy - zaliczył hat-tricka. - Nic dla nas się nie zmienia. Nie fruwaliśmy w przestworzach, ta porażka nie zmienia niczego - stwierdził Mancini. Wydaje się, że jeszcze nie widzieliśmy prawdziwego Interu. Nie jest nim ten, który wymęczał kolejne zwycięstwa i z pewnością nie jest nim ten, który dał się rozbić Fiorentinie. Może odpowiedź przyniosą mecze z Sampdorią oraz Juventusem.

Mario Gomez, Besiktas 3-2 Fenerbahce Mario Gomez, Besiktas 3-2 Fenerbahce x

Pojedynek snajperów w Stambule

Pięć goli obejrzeli kibice w Stambule podczas meczu Besiktasu z Fenerbahce (3-2). Dwa z nich to samobóje, dwa strzelił Mario Gomez, a jednego Robin van Persie. Holender jest niezadowolony ze swojej pozycji w zespole, bo ostatnimi czasy jest głównie rezerwowym i wchodzi do gry dopiero z ławki. - Nie jestem szczęśliwy. Jestem w pełni zdrowy i fizycznie gotowy do gry przez 90 minut - narzekał ostatnio. Trener Vitor Pereira stara się obrócić sytuację na swoją korzyść, twierdzi, że ?byłoby źle, gdyby van Persie był zadowolony z roli rezerwowego?. Holender w lidze strzelił trzy gole, tyle samo co Nani. Fenerbahce przegrywając z Besiktasem straciło pozycję lidera; oba kluby mają po 13 punktów po sześciu kolejkach.

Bardziej zadowolony ze swojej roli w zespole jest Mario Gomez. Gra częściej i w derbach strzelił dwa gole. W Superlidze zdobył cztery bramki z jedenastu strzałów (dziewięć celnych). Nie zatracił swojej skuteczności!

576 meczów Villarrealu

Nie Barcelona, nie Real, nie Atletico. I nawet nie Valencia ani Sevilla. To Villarreal jest liderem Primera Division po sześciu kolejkach. Awansował na pierwsze miejsce po pokonaniu Atletico Madryt. Jedyną bramkę zdobył Leo Baptistao, napastnik wypożyczony z... Atletico właśnie. - To nagroda za nasz wysiłek i ciężką pracę. Wiemy, że ciężko będzie rywalizować z innymi zespołami, ale musimy się cieszyć z obecnej sytuacji - stwierdził Bruno Soriano. "Żółta Łódź Podwodna" przewodzi tabeli w pojedynkę po raz pierwszy w swojej 16-letniej historii występów w Primera Division. To dokładnie 576 meczów.

Jak podaje "Marca", w przeszłości Villarreal już zajmował pierwsze miejsce, lecz zawsze z innym zespołem - np. razem z Betisem po pięciu kolejkach sezonu 2001/02 czy przed tym weekendem z Realem i Celtą Vigo. To najlepszy początek sezonu od siedmiu lat; wtedy również po sześciu kolejkach mieli 16 punktów. Ale to była ekipa, której przewodził Manuel Pellegrini, a grali w niej Marcos Senna (czołowa postać reprezentacji Hiszpanii podczas wygranego Euro 2008), Santi Cazorla czy Robert Pires.

Wspaniała siódemka

Siedem drużyn w pięciu czołowych ligach europejskich jeszcze nie przegrało żadnego meczu. W tym gronie nie ma żadnej ekipy z Anglii. Aż trzy są z Hiszpanii (Villarreal, Real Madryt i Celta Vigo), dwie z Niemiec (Bayern Monachium i Borussia Dortmund) oraz po jednej z Francji (Paris Saint-Germain) i Włoch (Sassuolo). Sassuolo mogło zostać wiceliderem, lecz w kontrowersyjnych okolicznościach straciło zwycięstwo z Chievo Weroną.

Są też drużyny, które do tej pory nie wygrały ani jednego meczu. To Newcastle i Sunderland, Malaga (nie strzeliła gola w sześciu meczach!) i Levante, Hannover 96, Troyes i Gazelec Ajaccio, oraz Frosinone, Carpi i Hellas Werona.