Premier League. Najlepsza jedenastka sezonu

Za nami kolejny sezon Premier League. Manchester City może cieszyć się z czwartego w historii mistrzostwa Anglii. Jednak jaka była najlepsza jedenastka sezonu?
Tim Howard Tim Howard Fot. PHIL NOBLE REUTERS

Bramka: Tim Howard (Everton)

W ostatnich dyskusjach o najlepszym bramkarzu tego sezonu w Premier League najwięcej mówiło się o rywalizacji Wojciecha Szczęsnego z Petrem Cechem, nie tylko przez wzgląd na liczbę zachowanych "czystych kont" przez tych bramkarzy. Ostatecznie przez kontuzję golkipera Chelsea i wybór Fabiańskiego na mecz z Norwich obydwaj pozostali na liczbie szesnastu, więc rozstrzygnięcia nie było. Jednak po cichu do tej dwójki dołączył Tim Howard z Evertonu, którego zespół w ostatniej kolejce nie stracił gola z Hull City i dzięki temu on także na część "złotych rękawic" zasłużył. Może nawet na najwyższe uznanie? Weźmy pod uwagę, że Amerykanin jest trzecim spośród najczęściej broniących strzały golkiperów - z czego każdy z czołowej piątki był uwikłany w walkę o utrzymanie, a nie o Ligę Mistrzów. Dodatkowo dwa razy zatrzymał "jedenastki" rywali, osiągnął czwarty wynik wyłapanych dośrodkowań. Nie popełniał też tak wielu błędów jak Szczęsny (choćby w meczach z czołówką) czy Cech (np. z West Bromem) - chociaż jego czerwona kartka z Sunderlandem na pewno będzie przypomniana. Nic dziwnego, że Everton widzi w nim bramkarza na lata i, co jest ewenementem w lidze angielskiej, w wieku 35 lat Amerykanin dostał kontrakt do końca 2018 roku. O takim komforcie nie może mówić ani Szczęsny, ani Cech.

Warci wspomnienia: Artur Boruc (Southampton), Petr Cech (Chelsea)

Pablo Zabaleta Pablo Zabaleta Fot. NIGEL RODDIS

Prawa obrona: Pablo Zabaleta (Manchester City)

Nie Aguero czy Dżeko, też nie Toure czy Silva najlepiej obrazują ofensywny styl Manchesteru City, a ich... prawy obrońca, Pablo Zabaleta. To piłkarz, który nie marnuje żadnej okazji, by dołączyć do ataku swoich kolegów, choćby chwilę wcześniej zabierał piłkę rywalom pod swoją bramką. Przypomnijcie sobie ten przedostatni mecz sezonu z Aston Villą i z jakim trudem "Citizens" przebijali się przez mur (autobus?) rywali - to właśnie Zabaleta dwukrotnie w tym samym stylu ruszył do prostopadłych podań Davida Silvy, płaskimi dośrodkowaniami stwarzając kolegom świetnie okazje. Pod względem liczby asyst to jego najlepszy sezon w Premier League (sześć), ale też zagrał najwięcej kluczowych piłek. Argentyńczyk to jeden z tych najmniej spektakularnych transferów "Citizens", bo... trafił do klubu dokładnie dzień przed tym, jak ze swoimi pieniędzmi wkroczyli ludzie z Abu Dhabi United Group. Jamie Carragher w jednym z poniedziałkowych programów Sky Sports żartował, że żaden adept futbolu nie chce być bocznym obrońcą. Nie w wypadku błękitnej części Manchesteru - tam pasja i umiejętności Zabalety są wysoko cenione, a on sam jest idolem kibiców. Trudno się dziwić, zwłaszcza po takim jego sezonie.

 

Warty wspomnienia: Bacary Sagna (Arsenal), Nathaniel Clyne (Southampton)

John Terry John Terry Fot. DYLAN MARTINEZ / REUTERS

Środek obrony: Gary Cahill i John Terry (obydwaj Chelsea)

- Łatwo jest nauczyć bronienia całym zespołem - powiedział Brendan Rodgers po porażce Liverpoolu z "podwójnym autobusem" Jose Mourinho. Jednak nawet jeśli w tym sezonie gra Chelsea opierała się głównie na defensywie to postęp ich duetu środkowych obrońców i tak jest niewyobrażalny. John Terry w poprzednim sezonie był głównie rezerwowym, gdy Gary Cahill nie mógł ustabilizować współpracy ani z ryzykownie grającym Davidem Luizem, ani wystawianym też po prawej stronie Ivanoviciem. Tymczasem wystarczyło, by Mourinho zestawił dwóch Anglików i Chelsea po kilku latach znów została drużyną z najmniejszą liczbą straconych goli. Oczywiście nie grają tak ryzykownie jak choćby Vincent Kompany, czy nie są tak "odsłonięci" przez zawodników ofensywnych jak Skrtel czy Sakho, ale ze wszystkich defensorów popełnili najmniej błędów. Cahill i Terry najlepiej radzą sobie z dośrodkowaniami, świetnie kierują zespołem i dzielą się obowiązkami - co jest konieczne choćby ze względu na wiek i szybkość kapitana Chelsea. Zresztą o konieczności wystawienia ich w drużynie sezonu świadczą niedoskonałości innych, a zwłaszcza rywali z czołówki ligi. Kompany z Demichelisem wielokrotnie popełniali szkolne błędy, a wpadki Skrtela z Sakho w dużej mierze wpłynęli na losy tytułu. Z kolei Mertesacker i Koscielny mieli kilka naprawdę fatalnych występów - choćby z Liverpoolem, Chelsea czy Manchesterem City. Na Terrym czy Cahillu zespołu przyszłości pewnie nikt by nie chciał budować, ale w tym sezonie na ich poświęceniu i umiejętnościach najrzadziej się zawodzono.

 

Warci wspomnienia: Sylvain Distin (Everton), Jose Fonte (Southampton).

Leighton Baines i Per Mertesacker z Arsenalu Leighton Baines i Per Mertesacker z Arsenalu Fot. CLINT HUGHES AP

Lewa obrona: Leighton Baines

Gdy odmówił Davidowi Moyesowi podążenia do Manchesteru United wielu kwestionowało jego ambicję - przecież zostanie w Evertonie z dużym prawdopodobieństwem oznaczało brak gry w Lidze Mistrzów czy walki o mistrzostwo kraju. Tymczasem po świetnych sezonach u Szkota to pod wodzą Roberto Martineza angielski lewy obrońca się rozwija i niewykluczone, że wkrótce zostanie... środkowym pomocnikiem. Hiszpański menedżer raz zabrał Bainesa na mecz Bayernu Monachium, by na żywo zobaczył jak gra Phillip Lahm, który przecież przeszedł podobną "drogę" na boisku. Powiązania między Martinezem i Guardiolą są oczywiste, zwłaszcza patrząc na przemianę Evertonu w porównaniu do ich kilku ostatnich lat pod wodzą Davida Moyesa. Teraz ten zespół nie ma obawy w dominacji posiadania, gdy w poprzednich sezonach zwykł zagrażać wyłącznie po szybkich kontrach. Fakt, że Leighton Baines - u Moyesa głównie "maszyna" do dośrodkowań i strzałów ze stałych fragmentów gry - się w tym odnalazł i jego rola ma być rozwijana może świadczyć o wcześniejszym niepełnym wykorzystaniu jego talentów. Dla niego ważniejsze, że w roku mundialu wyszedł z cienia Ashleya Cole'a i skutecznie odparł atak młodego Luke'a Shawa. Nawet jeśli dla niego był to ostatni rok na boku obrony, Baines rozegrał go w wielkim stylu.

 

Warci wspomnienia: Cezar Azpilicueta (Chelsea), Luke Shaw (Southampton).

Oliviera Giroud próbuje powstrzymać Mile Jedinak Oliviera Giroud próbuje powstrzymać Mile Jedinak Fot. Sang Tan AP

Defensywny pomocnik: Mile Jedinak (Crystal Palace)

Zespół, który gra ofensywnie i ma świetnych zawodników w ataku potrzebuje również piłkarza "czyszczącego" wszelkie zagrożenie. Nie w stylu Lee Cattermole'a, który raczej robi to faulami, ale właśnie Mile Jedinaka z Crystal Palace. Niewielu zdaje sobie sprawę, że z defensywnych pomocników on jest tym najbardziej efektywnym - ma najwięcej odbiorów (131!) i najwięcej przechwytów (137!) i średnio mniej niż dwa faule na mecz. To ta ostatnia statystyka jest najbardziej imponująca, pokazująca dyscyplinę taktyczną, odpowiedzialność Australijczyka i to jak zwykle inteligentnie, skutecznie interweniuje. Nie angażuje się w rozegranie (gdyby pod tym względem szukać to pewniakiem byłby Steven Gerrard), nie jest też tak dynamiczny jak Fernandinho, ale to niczego nie zmienia - Australijczyk idealnie pasuje do przypisanej mu przez Tony?ego Pulisa roli. I pomyśleć, że to jego pierwszy sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej w Anglii, że osiem lat temu wracał z Europy po niepowodzeniu w Chorwacji i grę w Central Coast Mariners łączył z pracą w biurze swojego wujka...

Warci wspomnienia: Steven Gerrard (Liverpool), Fernandinho (Manchester City), Morgan Schneiderlin (Southampton), Nemanja Matić (Chelsea).

Środkowy pomocnik: Yaya Toure (Manchester City)

Nie może być innego wyboru jak Yaya Toure, chociaż Aaron Ramsey do czasu odniesienia kontuzji wydawał się pewniakiem w każdym takim zestawieniu. Zresztą oglądając gola, jakiego Walijczyk strzelił z Norwich City jego brak boli. Jednak to Toure był siłą Manchesteru City, liderem, ale też po trochu fenomenem. Przecież on czasem gra jakby w zwolnionym tempie, ze znudzeniem prowadząc czy kopiąc piłkę, by następnie z niczego stworzyć koledze świetną sytuację lub samemu strzelić w samo okienko bramki. Jego postęp w ofensywie jest niewiarygodny - przecież pięć lat temu w Barcelonie grał jako defensywny pomocnik, jeśli już to występując też raczej w roli środkowego obrońcy. Tymczasem w tym sezonie dwudziestoma golami przebił swój dorobek ze zsumowanych poprzednich trzech! Czy Manuel Pellegrini po prostu uwolnił - u trzydziestolatka! - te talenty do gry w ofensywie? Bo Yaya Toure to pełen przekrój umiejętności: od samotnych rajdów od połowy boiska (patrz: ostatni mecz z Aston Villą), przez kapitalne podania (patrz: dośrodkowanie do Dżeko przeciwko Crystal Palace) i do przepięknych uderzeń z dystansu (patrz: finał Pucharu Ligi z Sunderlandem). To już nie jest defensywny pomocnik - może nawet nigdy nie powinien nim być?

 

Warci wspomnienia: Aaron Ramsey (Arsenal), Jordan Henderson (Liverpool).

David Silva cieszy się z bramki David Silva cieszy się z bramki Fot. Jon Super

Ofensywny pomocnik: David Silva (Manchester City)

Chociaż czasem ustawiany na boku pomocy, Hiszpan nigdy nie pozwalał, by to go ograniczało. Tak naprawdę bardzo rzadko zdarzało się, by David Silva został w pełni zatrzymany przez przeciwnika. Jego zaletą jest właśnie to, że nawet, gdy przeciwnik "zamknie" jedną strefę w swojej obronie to on znajdzie przestrzeń gdzie indziej, czy to tam wbiegając i otrzymując podanie, czy samemu zagrywając piłkę do kolegi. On nie zaliczył spadku formy jak Mesut Özil, niemal zawsze kontrolując spotkania. Jego gra jest prosta - zawsze przyjęcie, które otwiera mu nowe możliwości i szybko następujące podanie. Bez zbędnego "wożenia" piłki, przesadnej gry kombinacyjnej. Wspaniały był zwłaszcza w ostatnich derby Manchesteru, gdy na Old Trafford zdominował show od pierwszych sekund. Niektórzy narzekają, że jako bardzo ofensywny zawodnik nie strzela zbyt wielu goli - akurat w Manchesterze City jest już i tak wielu piłkarzy za to odpowiedzialnych, a przecież ktoś musi im podawać. Im dłużej z taką gracją będzie to robił David Silva, tym lepiej dla całej ligi - chociaż jego rywale pewnie myślą inaczej.

 

Warci wspomnienia: Mesut Özil (Arsenal), Philippe Coutinho (Liverpool)

Eden Hazard Eden Hazard Fot. ANDREW WINNING / REUTERS

Skrzydłowy: Eden Hazard (Chelsea)

Przed tym sezonem sam Belg miał wiele uwag na temat własnej gry. - Muszę ciężej pracować w trakcie spotkań, moja forma musi być bardziej stabilna - tłumaczył Hazard zaznaczając też, że u tak wymagającego trenera tylko to pozwoli zachować mu miejsce w składzie. Jak to wypada w kontekście ostatnich publicznych uwag Jose Mourinho na temat mentalności belgijskiego skrzydłowego? Nie zapominajmy jednak, że Hazard to wciąż ledwie 23-letni piłkarz, który u szczytu kariery dopiero będzie. Tymczasem w Anglii już zgarnia prestiżowe nagrody (w tym sezonie został najlepszym "młodym" zawodnikiem ligi według piłkarzy), nawet jeśli według Mourinho był wielokrotnie pomijany przy rozdawaniu tytułu najlepszego w danym miesiącu rozgrywek. Znacząco poprawił swój dorobek strzelecki w porównaniu do pierwszego roku na Wyspach, również z całej Premier League najczęściej dryblując (132 razy!) - drugiego w tej klasyfikacji Suareza dzieliło aż czterdzieści udanych zwodów. Stąd kolejny kontekst tej niedawnej (i niezakończonej?) wymiany zdań Hazarda z Mourinho - Belg twierdził, że zbyt często gra Chelsea po prostu opierała się na tym, co on z piłką wyczaruje. A zdarzało mu się wykombinować wiele, wszak świetnie trzyma się na nogach pod presją rywala, fantastycznie drybluje, dużo widzi (92 kluczowe podania w tym sezonie!) i nie gra samolubnie. Zdecydowanie jest jeszcze trochę do poprawy, nawet jeśli wyłącznie według Mourinho - a że Hazard otwarcie aspiruje, by być wymienianym jednym tchem z Cristiano Ronaldo, Belg i jego menedżer mogą jeszcze znaleźć wspólny temat do rozmów...

 

Warci wspomnienia: Adam Lallana (Southampton), Ross Barkley (Everton)

Luis Suarez Luis Suarez Fot. PHIL NOBLE

Skrzydłowy: Luis Suarez (Liverpool)

Może i najbardziej kontrowersyjny zawodnik w lidze - nawet jeśli przez obecny sezon przeszedł raczej bez rozgłosu na miarę gryzienai rywali - ale też zdecydowanie ten najbardziej kompletny. Fenomenalny pod bramką rywala, czy to szukając uderzenia, czy kolegów w lepszej pozycji. Dynamiczny, nigdy nie odpuszczający, kapitalnie dryblujący i w tym wszystkim uniwersalny. Jedną z najlepszych decyzji Brendana Rodgersa była ta o wystawianiu Urugwajczyka także w bocznych strefach. Tam zwykle miał mniej rywali do minięcia, stwarzał sobie więcej sytuacji (aż 181 strzałów w tym sezonie!) i bardziej wpływał na grę Liverpoolu. Lubi grać kombinacyjnie, choć często zbyt kombinuje, by wygrać stały fragment gry pod polem karnym przeciwnika. To zresztą największy zarzut w jego kierunku - efektowne, ale coraz mniej efektywne pady, nurki i przewroty, którymi Suarez stara się dać sędziemu sygnał o faulu rywala. O ile przez większość sezonu arbitrzy jego zachowaniem się sugerowali, tak pod koniec nawet przy oczywistych przewinieniach na Urugwajczyku Liverpool nie dostawał "jedenastek". To jednak nie jest jedyna jego wada - kolejnym zarzutem jest to, że żadnemu rywalowi z czołowej czwórki nie strzelił w tym sezonie gola. Chociaż ze względu na grę w Lidze Mistrzów okazji do testowania najlepszych w Europie bramkarzy będzie miał jeszcze więcej.

 

Warci wspomnienia: Kevin Miallas (Everton), Samir Nasri (Manchester City).

Edin Dżeko cieszy się z gola strzelonego MU Edin Dżeko cieszy się z gola strzelonego MU Fot. PHIL NOBLE

Napastnik: Edin Dżeko (Manchester City)

Jak słusznie zauważył Michael Cox w swoim blogu dla ESPN, żaden inny świetny napastnik (van Persie, Rooney, Suarez czy Aguero) nie może się pochwalić osiągnięciem Dżeko. W każdym z ostatnich trzech sezonów on strzelał przynajmniej czternaście goli. Ciekawe, że za każdym razem Bośniak był raczej przewidywany jako rezerwowy zawodnik - w tym roku miał stracić miejsce na rzecz Alvaro Negredo. Jednak jako rezerwowy nie spisywał się dobrze (ledwie jeden gol), a dopiero na przełomie roku i po odzyskaniu miejsca w pierwszym składzie wróciła też jego strzelecka forma. W drugiej części sezonu był nieobecny w pierwszym składzie tylko trzy razy - i to wtedy Manchester City tracił punkty z Norwich i Sunderlandem. Brak bardziej samolubnego Aguero również okazał się kluczowy dla losów Bośniaka i jego drużyny. Dzięki temu Silva grał za jego plecami, a skrzydłowi częściej wyłącznie do niego kierowali swoje podania. Dżeko tej odpowiedzialności się nie bał, kapitalnie grając w derby Manchesteru czy ostatnio przeciwko Evertonowi. Chociaż jego dorobek asyst jest nikły (ledwie jedna) to na pewno nie jest samolubny czy nie uczestniczy w rozegraniu akcji - on po prostu często znajduje się w sytuacjach bez innego rozwiązania niż tylko strzał. Czasem właśnie takiego snajpera najlepsza jedenastka sezonu potrzebuje. Świetnie grającego w powietrzu, umiejętnie uciekającego rywalowi, dostrzegającego szanse w polu karnym. To go różni od choćby bardziej samolubnego i lepszego w grze z kontry Daniela Sturridge'a, czy ciężko pracującego w innych strefach Wayne'a Rooneya - i to sprawiło, że w najważniejszych momentach sezonu on był bohaterem Manchesteru City.

 

Warci wspomnienia: Daniel Sturridge (Liverpool), Wayne Rooney (Manchester United), Sergio Aguero (Manchester City), Romelu Lukaku (Everton)

Brendan Rodgers Brendan Rodgers Fot. PHIL NOBLE REUTERS

Menedżer: Brendan Rodgers (Liverpool)

Oczywiście ostatecznie to Manuel Pellegrini świętował tytuł, a jego raczej spokojny styl pracy (o dziwo) nie stawiał go w kontekście faworytów do nagrody menedżera sezonu, to mimo wszystko postęp, jaki Liverpool przeszedł pod wodzą Brendana Rodgersa jest bardziej imponujący. Zresztą nie tylko droga klubu, z siódmego na drugie miejsce, ale samego Irlandczyka. Szkoleniowiec, który od początku swojej kariery stawiał na futbol polegający na dominowaniu posiadania piłki w tym sezonie najlepiej ze wszystkich reagował na różne sytuacje i okoliczności. Liverpool płynnie zmieniał ustawienia, częściej też rezygnował z tego, co w Rodgers wpajał im w pierwszym sezonie na rzecz szybszych ataków i bardziej indywidualnych rozwiązań. We współczesnym futbolu tej uniwersalności oczekuje się już nie tylko od piłkarzy, ale też trenerów - Irlandczyk w stosunkowo młodym wieku potrafił zmienić swój własny profil na rzecz wyniku i ten osiągnął zdecydowanie pozytywny. I chociaż prawdą jest, że stawia wyłącznie na grę ofensywną to nie wypada go szufladkować. Jego wypowiedzi są może odrobinę irytujące, bo Rodgers zawsze stara się nadać im wyższe znaczenie i ton to jednak pozostaje on osobą dosyć skromną, świadomą ograniczeń swojego zespołu. Tym ciekawiej zapowiada się jego kolejny sezon pracy na Anfield Road, gdy postęp będzie jeszcze trudniejszy, zwłaszcza przy dodatkowym obciążeniu grą w Lidze Mistrzów i z prawdopodobnie wymienionym środkiem obrony. Jednak jeśli jest w Premier League menedżer, który byłby zdolny odnaleźć się w takiej sytuacji to już wiemy, że na pewno byłby nim Brendan Rodgers.

 

Warci wymienienia: Manuel Pellegrini (Manchester City), Tony Pulis (Crystal Palace), Gustavo Poyet (Sunderland).