Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Transfery. Gdzie może odejść Jeleń?

Najlepszy polski napastnik zapowiada odejście latem z Auxerre. - Priorytetem jest liga francuska. Bordeaux? Fajnie by było - mówi Ireneusz Jeleń Sport.pl i ?Gazecie"
W sobotę Ireneusz Jeleń grał 89 minut w Montpellier na stadionie niespodziewanego wicelidera francuskiej ligi. Bramki nie strzelił, marnując trzy wyborne sytuacje. Dziennik "L'Equipe" wystawił mu najgorszą notę w tym roku - 3. Ale nie zmienia to tego, że 29-letni piłkarz jest jednym z bohaterów sezonu. "Jeśli kibice Auxerre nie napisali jeszcze pieśni na cześć tego zawodnika, to najwyższa pora to zrobić" - pisał przed tygodniem "L'Equipe".

Polak strzelił w tej edycji Ligue 1 dziewięć goli w 20 meczach. W 2010 roku jego statystyki są jeszcze lepsze - dziewięć bramek (łącznie z tymi zdobytymi w Pucharze Francji) w 11 spotkaniach. Za każdym razem, kiedy pokonuje bramkarza rywali, jego zespół wygrywa. Auxerre, m.in. dzięki wyczynom Jelenia, było już liderem, dziś jest na podium i ma tylko punkt straty do prowadzącego, ale mającego jeden mecz zaległy do rozegrania Bordeaux. - Fajnie, że jesteśmy tak wysoko. Mistrzostwo? Chyba nie. Gramy jeszcze trudne mecze, choćby w Lyonie. Nie mamy długiej ławki rezerwowych, ciężko będzie zastąpić kogokolwiek w przypadku kontuzji. Uważam, że zakwalifikowanie się do europejskich pucharów będzie wielkim sukcesem - mówi Sport.pl Jeleń.

To właśnie dlatego w maju, po fantastycznym, najlepszym dla siebie sezonie, przedłużył do czerwca 2011 roku kontrakt z Auxerre. Jean-Claude Hamel, emerytowany prezes klubu, ale wciąż pociągający w nim za sznurki, gwarantował Jeleniowi wzmocnienie zespołu i walkę o czołowe lokaty. Słowa dotrzymał. W kontrakt Polaka wpisał też siedmiocyfrową pensję - 1,2-1,5 mln euro na rok. - To była oferta nie do odrzucenia - powiedział wówczas menedżer zawodnika Tomasz Kaczmarczyk.

W umowie jest też wpisana suma odstępnego - trzy miliony euro. Mało jak na warunki zachodnioeuropejskie, klasę zawodnika i liczbę goli, które strzela, ale adekwatna zważywszy na długość kontraktu. - Za rok mogę być wolnym zawodnikiem. Latem Auxerre będzie musiało mnie sprzedać, jeśli chce jeszcze na mnie zarobić - tłumaczy Jeleń.

Polak nie ukrywa, że latem chce zmienić klub. Nie marzy, jak większość piłkarzy, o lidze angielskiej, najprawdopodobniej ze względu na trapiące go kontuzje. Przestał też wspominać o wyjeździe do Hiszpanii, mrozi go myśl o wyjeździe do Rosji, nawet za duże pieniądze. Chce zostać we Francji. - Znam tę ligę, pasuje mi. Mnie również tutaj dobrze znają. Priorytetem jest więc dla mnie liga francuska - mówi.

A jeśli klub w Ligue 1, to który? Odpadają dwa - Olympique Marsylia i Paris Saint-Germain. Oba należą do najbardziej popularnych we Francji, ale presja mediów i kibiców jest w nich ogromna. Porażki oznaczają nie tylko odesłanie przez trenera słabiej spisujących się piłkarzy na ławkę rezerwowych, ale też "wizytę" w ośrodkach treningowych stadionowych chuliganów.

Dla Olympique Lyon trzy miliony euro to grosze, ale nie byłaby to dobra opcja dla Polaka. Konkurencja w zespole, który właśnie wyeliminował Real Madryt z Ligi Mistrzów, jest ogromna. Rezerwowymi w OL są dziś kupieni latem za grube miliony Bafetimbi Gomis (kosztował 14 milionów euro) i reprezentant Brazylii Bastos (18 milionów).

Może więc Bordeaux, któremu w minionym tygodniu Jeleń strzelił dwa gole. Latem zespół aktualnego mistrza Francji i wciąż lidera Ligue 1 opuszcza najskuteczniejszy strzelec zespołu Marouane Chamakh. Według francuskich mediów Marokańczyk podpisał już kontrakt z Arsenalem Londyn. David Bellion, a szczególnie Fernando Cavenaghi nie należą do ulubieńców trenera Laurenta Blanca. Z drugiej strony w Bordeaux nie ma aż takiej presji jak w Marsylii. - Bordeaux? - Fajnie by było, co roku walczą o mistrzostwo Francji, grają w Lidze Mistrzów. Chciałbym grać w takim zespole i o takie cele. Ale ofert mam naprawdę dużo - odpowiada Jeleń.