Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Transfery. Igor Lewczuk: Gdyby to była Barcelona, to bym się nie zgodził

- Ryzyko jest spore, nie mam żadnej gwarancji gry. Ale czułem, że to dla mnie ostatni moment, by sprawdzić, jak to jest w zagranicznej lidze i czy dam sobie tam radę - powiedział Igor Lewczuk, obrońca Bordeaux, który w środę przeszedł do francuskiego klubu z Legii Warszawa. - Gdyby Legia trafiła na Barcelonę, to bym się nie zgodził - dodał
Oferta z Bordeaux wpłynęła w ostatnim dniu okienka transferowego, choć wcześniej o francuskim klubie mówiło się w kontekście kupna innego polskiego obrońcy, Artura Jędrzejczyka. - Ktoś ładnie napisał na Twitterze, że muszę teraz coś Arturowi ładnego kupić, że z tej szansy transferu zrezygnował. Ale on tam w Rosji u siebie ma wszystko - śmiał się Igor Lewczuk. To na niego zdecydowało się Bordeaux, oferując kontrakt na dwa lata z możliwością przedłużenia o kolejny rok.

Ostatnie dwa lata w życiu obrońcy były niemal niespotykanym w Polsce wzlotem piłkarza. W 2014 roku grał jeszcze w Zawiszy Bydgoszcz, a gdy trafił do Legii Warszawa to wszyscy dziwili się, po co tak silnemu klubowi ten obrońca. Tymczasem on nie tylko ustabilizował swoją pozycję, ale stał się jednym z najważniejszych postaci drużyny, która awansowała po 20 latach do Ligi Mistrzów. Dobra forma zaowocowała również powołaniami do reprezentacji Polski, choć jeszcze bez gry u boku Kamila Glika.

- Bardzo żal mi tej Ligi Mistrzów. Dlatego to był bardzo trudny wybór. Miałem ogromny problem, przecież 20 lat czekaliśmy na drużynę w Lidze Mistrzów, a jeszcze Legia trafiła na rywali z najwyższej półki. Gdyby dostała Barcelonę, to na transfer bym się nie zgodził - powiedział dziennikarzom dzień po podpisaniu kontraktu z Bordeaux, jedenastej drużynie poprzedniego sezonu Ligue 1.

Lewczuk opowiadał, że na decyzję miał tylko kilka godzin, a konsultacje z najbliższymi wcale nie dały jednoznacznej odpowiedzi. - Mam 31 lat i to dla mnie ostatni dzwonek, by sprawdzić, jak to funkcjonuje w innej lidze. Ważne, że żona mnie wspiera - dodawał.

- Jest ryzyko, bo nikt nie daje żadnej gwarancji gry w pierwszym składzie. Rozmowa z trenerem (jest nim Jocelyn Gourvennec - red.) dopiero przede mną. To, czy pomoże to w mojej sytuacji w reprezentacji zależy wyłącznie od mojej formy i częstotliwości występów. Ten transfer to ryzyko - mówił.

- Już pytałem kolegów, którzy grają we Francji i pewnie jeszcze będę z nimi rozmawiał, jak to w tym kraju, lidze jest. Wiem, że to ryzyko. Ale ostatnio podejmowałem dobre decyzje i mam nadzieję, że tak będzie dalej - powiedział Lewczuk. Czy jego transfer zablokował możliwość odejścia z Legii Michałowi Pazdanowi? - Może, ostatnio krzywo na mnie patrzy, mamy słabszy kontakt - żartował obrońca Legii. - Ale jego czas trwa, gra w klubie i w kadrze, jestem pewien, że u niego źle nie będzie - skończył.

Grosicki jak de Gea. Transferu do Burnley nie było [MEMY]


Czy Lewczuk postąpił słusznie?
Więcej o: