Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Wiceprezes PZPN zabrał sędziemu gwizdek i poprowadził mecz swojej drużyny: "Nie radził sobie, postąpiłem dobrze"

Piętnastolatkom buzuje w głowach. Zabrałem sędziemu gwizdek? Widziałem dużo gorsze rzeczy w piłce. Jestem charyzmatyczny, ale trochę w tym wszystkim przesady. Gdybym nie uspokoił sytuacji, ekscytowalibyśmy się bijatyką na boisku i na trybunach - tłumaczy się Roman Kosecki, poseł PO i wiceprezes PZPN, który zabrał sędziemu gwizdek i poprowadził mecz Kosy Konstancin, drużyny, której jest właścicielem i prezesem.
Kosecki był gościem Przemysława Iwańczyka w audycji Radia TOK FM "Przy niedzieli o sporcie". Sam poprosił o rozmowę, bo twierdzi, że nikt dotąd nie wysłuchał jego argumentów.

O sprawie napisał portal Weszlo.com, zdaniem jego dziennikarzy wiceprezes PZPN w trakcie meczu Kosy z KS Piaseczno w bezpardonowy sposób wygonił arbitra z boiska słowami "Wyp...j z boiska, jak nie umiesz sędziować". Dokończył spotkanie i napisał w protokole, że sędzia nie dotarł na zawody. - Jestem kontrowersyjny, dostałem parę czerwonych kartek w karierze, więc mnie teraz za to atakują. Mam żal, że nikt nie zadzwonił do rodziców chłopaków z Kosy, bo oni uważają, że swoją decyzją nie doprowadziłem do bijatyki - tłumaczył w audycji wiceprezes PZPN.

Kosecki opowiadał w audycji także o swoich stosunkach z prezesem PZPN Zbigniewem Bońkiem, szansach selekcjonera Waldemara Fornalika na zachowanie posady oraz Ludoviku Obraniaku, który zrezygnował z gry w reprezentacji. - Niech ten chłopak nie płacze, trzeba być facetem, trzeba pokazać cojones [jaja - red.] - mówił w Radiu TOK FM.



Oto fragmenty rozmowy z Koseckim.

Chciał pan z nami porozmawiać. O czym?

Roman Kosecki: Zacząłem sędziować mecz piętnastolatków między Kosą Konstancin a KS Piaseczno.

Kosa to klub, którego jest pan prezesem i właścicielem.

- Piętnastolatkom buzuje w głowach. Nie był wyznaczony sędzia, piętnaście minut przed meczem przyjechał jakiś człowiek na zastępstwo, nie miał nawet gwizdka. Dałem mu strój i gwizdek. Okazało się, że to wychowanek KS Piaseczno, 19-latek, na dodatek grający w drużynie innego naszego rywala - Skrze Konstacin. Trenerem tego sędziego w Skrze jest prowadzący 15-latków w KS Piaseczno. Sytuacja była bardzo nerwowa, podyktował dwa karne przeciwko naszej drużynie, chłopaki go nie słuchali, dochodziło do małych bijatyk. Wszedłem na boisko i powiedziałem sędziemu, że dokończę to spotkanie, bo sobie nie radzi. Od razu wyrzuciłem na dwie minuty po jednym zawodniku z każdej drużyny. Uspokoiłem sytuację, Piaseczno wygrało 3:1.

Nie powinienem wchodzić na boisko. Przepraszam, ale przypuszczam, że gdybym nie wszedł, ekscytowalibyśmy się bijatyką na boisku i na trybunach. Wie pan, jestem osobą medialną, dlatego mi się teraz tak dostaje.

Dostaje się panu, bo to rzecz nie do pomyślenia.

- Budowałem swój klub od podstaw, wyłożyłem 1,5 mln zł, mam w szkółce około 120 dzieciaków. Ale w tej całej sprawie wysłuchano tylko rodziców chłopaków KS Piaseczno, moich - nie.

Portal weszlo.com relacjonował, że wygonił pan sędziego w niewybrednych słowach.

- Powiedziałem: "Daj gwizdek człowieku, bo nie radzisz sobie kompletnie. Zejdź z boiska". Z trenerem drużyny przeciwnej podpisaliśmy na koniec protokół, że sędziego od 45 minuty po prostu nie było. Kocham swoją szkółkę i wolałem to, niż wzywać policję lub karetkę.

Jestem kontrowersyjny, dostałem parę czerwonych kartek w karierze, więc mnie teraz za to atakują. Mam żal, że nikt nie zadzwonił do rodziców chłopaków z Kosy, bo oni uważają, że swoją decyzją nie doprowadziłem do bijatyki.

Wyobraża pan sobie salę rozpraw w sądzie powszechnym, gdzie strona sporu zabiera sędziemu togę?

- Ale to nie była sprawa sądowa.

Jakie poniósł pan konsekwencje?

- Dostałem upomnienie od prezesa okręgowego związku, rozmawiał ze mną Zbigniew Boniek. Denerwuje mnie, że w tej zadymie patrzy się tylko na zdanie jednej strony. Mam pełne poparcie wszystkich z mojej szkółki.

Tak czy owak wywołał pan skandal.

- Gdyby był pan na meczu, miałby pan inne zdanie. Moi przeciwnicy mówią, że w tej sytuacji padały wulgaryzmy, było stronnicze sędziowanie. Ale przecież wygrała drużyna przeciwna. Moją intencją było, żeby chłopcy się nie pozabijali.

Co panu powiedział Zbigniew Boniek?

- Że taka sytuacja nie powinna mieć miejsca, z czym się zgadzam, ale powiedział również, żebym uważał, bo jestem wiceprezesem do spraw szkolenia młodzieży. Trzeba tę sprawę zakończyć, nie chcę już być sędzią. Wiem, że dałem podstawy do żartów na mój temat, ale uważam, że zrobiłem dobrze.

Jest pan bardzo zdenerwowany.

- Uważam, że powinienem przedstawić swoją wersję. Widziałem dużo gorszych rzeczy w piłce, choć to mnie nie usprawiedliwia. Ale dziwi mnie, że niektórzy, jak szef sędziów w PZPN Zbigniew Przesmycki, zaczęli wypowiadać się na ten temat.

Powiedział, że to było z pana strony karygodne zachowanie.

- Łatwo się jest wypowiadać, tylko trzeba najpierw wysłuchać wszystkich wersji. Jestem charyzmatyczny, ale trochę w tym wszystkim przesady. Pytania, co zrobić z Romanem i tak dalej. Jeśli ktoś chce mi wymyślać jakąś karę, niech wymyśla. Dalej będę żył i działał, nawet jeśli ktoś będzie uważał, że jestem już niepotrzebny.

A jeśli zrobi to Boniek? Dobrze się wam współpracuje?

- Każdy wie, że on ma dużą charyzmę. Ale i ja mam swój charakter, nie jestem człowiekiem, który się na wszystko zgadza. Z reformą ekstraklasy na przykład się nie zgadzam.

Mam wrażenie, że w PZPN wszyscy świetnie się dogadują, a pan jest poza nawiasem. A sytuacją z sędziowaniem dał pan powody, by pana odsunąć.

- Wszędzie jest dobry i zły. Na mnie wypadło, że będę zły. Wolę wywołać dyskusję, niż przytakiwać wbrew woli. Widział pan mecz Śląsk - Legia w finale Pucharu Polski? Tam race leciały w dzieci, a przed rundą rewanżową Boniek pisał na Twitterze, że race są OK, stwarzają świetne widowisko. Ja się z tym nie zgadzam, sam zresztą pracowałem nad Ustawą o bezpieczeństwie imprez masowych.

Też chyba założę Twittera i będę pisał różne rzeczy.

Wspiera pan trenera kadry, bo prezes chyba nie do końca jest zadowolony?

- Mamy nadal szanse na awans na mundial, ale jeśli w meczu z Mołdawią stracimy punkty, nie mamy co myśleć o Brazylii, i wtedy może będą rozmowy o trenerze. Dopóki jest szansa, trzeba dawać mu pełne wsparcie.

Z prezesem na pewno zgadzacie się w jednym - nie przepadaliście za Ludovikiem Obraniakiem. To pan powiedział o nim, że zachowuje się jak panienka.

- Niech ten chłopak nie płacze, trzeba być facetem, trzeba pokazać cojones [jaja - red.]. Kiedy ja grałem w piłkę, musiałem być dwa razy lepszy od zagranicznych zawodników. Jeśli Obraniak myśli, że każdy będzie mu przyklaskiwał, a w gorszych momentach klepał po plecach, to tak nie ma. Nie żałuję swoich słów.