Aplikacja Fotball LIVE
  POBIERZ

Jacek Masiota dla Sport.pl: PZPN sięgnął dna

Grzegorz Lato nie ma żadnych szans na reelekcję. Jeśli w środę prezes nie złoży wniosku o odwołanie Zdzisława Kręciny, zarząd PZPN może zwołać nadzwyczajne walne zgromadzenie i doprowadzić do przedwczesnych wyborów - mówi Jacek Masiota, członek zarządu PZPN
Dzisiejsze posiedzenie zarządu zwołano po ujawnieniu nagrań, w których Lato i Kręcina mówią o procentach, prowizjach i "bańkach" złotych. Ujawnił je w ubiegły piątek współpracujący z PZPN biznesmen Grzegorz Kulikowski, sugerując, że obaj mogli dopuścić się korupcji. Na wniosek minister sportu sprawę badają prokuratura i CBA. Większość członków zarządu związku jest za odwołaniem Kręciny z funkcji sekretarza generalnego, ale o to wnioskować może tylko Lato, na którego naciska opozycja.

Przemysław Iwańczyk: Jest pan jedynym z zarządu PZPN, który domaga się dymisji Zdzisława Kręciny i Grzegorza Laty?

Jacek Masiota: Nie, aż takim samobójcą nie jestem. Za odwołaniem Kręciny jest większość członków zarządu, właściwie wszyscy, z którymi rozmawiałem. Udzielili mi poparcia, możemy przegłosować jego odwołanie, jeśli prezes Lato zgłosi taki wniosek.

Z powodów formalnoprawnych inaczej ma się sprawa z prezesem. Choć jest najważniejszy w związku, nie jest jego etatowym pracownikiem, a w jego przypadku zarząd nie ma kompetencji, by go odwołać. Możemy jedynie wskazywać, że nie podoba nam się sposób, w jaki zarządza PZPN, i nakłaniać go, by podał się do dymisji. Nie jestem jedynym, który będzie go do tego namawiał. Powody są oczywiste.

Ilu członków zarządu chce odwołać Kręcinę?

- Dziesięciu jest za odwołaniem, jeden rozważał jego zawieszenie. Poza nimi jest tylko prezes i sześciu jego zastępców.

Jaką ma pan pewność, że Lato złoży wniosek o odwołanie Kręciny?

- Zarząd ma bardzo szerokie kompetencje. Może zwołać nadzwyczajne walne zgromadzenie delegatów i doprowadzić do wyborów. Trudno poza tym rządzić w trudnym czasie przed mistrzostwami Europy, nie mając poparcia większości. Mam wrażenie, że w sprawie pana Kręciny w zarządzie panuje jednomyślność.

Słuchał pan nagrań, w których Lato i Kręcina wspominają o procentach, prowizjach i "bańkach" złotych?

- Jestem z wykształcenia prawnikiem, wszyscy wiedzą, że istnieje w naszym prawie zasada domniemania niewinności. Nie ma znaczenia, kogo sprawa dotyczy - póki ktoś nie jest skazany przez sąd, pozostaje niewinny.

Czym inny jest jednak wymiar moralno-etyczny tej sprawy. Knajacki język i sposób procedowania jest niedopuszczalny w biznesie, o działalności społecznej nie wspominając. I to jest powód, dla którego chcę odejścia Laty i Kręciny.

Są też powody ekonomiczne. Jestem pracownikiem naukowym na Uniwersytecie Ekonomicznym i nie widzę możliwości zdyskontowania tak wielkiej imprezy jak Euro przy wizerunku, jaki zapewnili PZPN i w ogóle polskiej piłce Lato i Kręcina. A tego potrzebują kluby, które tkwią w koszmarnym wizerunku polskiego futbolu. Zresztą nie tylko PZPN jest temu winien, ale i kibole, korupcja etc. Bez personalnych zmian nie wyobrażam sobie, żebyśmy mogli zmienić to przyszłorocznymi mistrzostwami.

Nawet pan prof. Wojciech Przybylski, rzecznik etyki PZPN, przyznał, że związek sięgnął dna. Sądziłem, że dna sięgnął już przy aferze z orzełkiem, ale jak się okazało, byłem w błędzie. Dziś brakuje mi już wyobraźni, co gorszego może się stać. Odpowiedzialnością za to obarczam Kręcinę i Latę.

Już wcześniej zgłaszałem swój sprzeciw. Przy podpisywaniu przez Latę kontraktu na sprzedaż praw telewizyjnych, później przy powstaniu oficjalnego klubu kibica reprezentacji, gdzie umowa została podpisana w sposób równie skandaliczny. Co jeszcze gorszego można zrobić?

Najgorsze jest to, że są to indywidualne decyzje Laty, ale odpowiedzialność za nie ponosi cały zarząd. Na to nie ma mojej zgody.

Przecież to wy wybraliście Latę na prezesa.

- Ja nie. Szanowałem wybór kolegów z PZPN, przez trzy lata regularnie wskazywałem na patologie, jakie kwitły w związku. Nagłaśniałem umowy, jakie szkodziły wizerunkowi i finansom. Taśmy, które teraz zobaczyliśmy, są potwierdzeniem tego, o czym mówi się od dawna. Ten sposób zarządzania PZPN prowadzi prostą drogą do jego upadku.

Jeśli sami nie wyrzucicie Kręciny i Laty, nikt wam w tym nie pomoże. Ustawa zabrania już ministrowi sportu wprowadzenie do związku kuratora.

- Z tego akurat jestem zadowolony, że kuratora może wprowadzić sąd, a nie politycy. Mam o nich złe zdanie, bo bardzo instrumentalnie traktują związki, choćby do promocji własnego wizerunku przy okazji imprez sportowych, starają się władczo w nie ingerować. A nie powinni tego robić, nawet jeśli PZPN jest do niczego.

Pan jako jedyny grzmi tak ostro w sprawie Kręciny i Laty?

- Nie jestem jedyny. Zbigniew Lach zadeklarował, że jeśli Kręcina utrzyma się na stanowisku, większość członków zarządu poda się do dymisji. W sprawie prezesa Laty chyba tylko ja tak ostro się wypowiadam.

Robi to pan bez obaw?

- Nie jest to mój jednorazowy wyskok, działam konsekwentnie od trzech lat, ale dopiero teraz jest o sytuacji w PZPN naprawdę głośno. Nie mam obaw, bo popiera mnie większość członków zarządu. Są to wytrawni politycy, więc nie ujawniają swoich wszystkich poglądów. W PZPN wszyscy powinni ze sobą współpracować, ale akurat w tym przypadku nie.

Macie jakiegoś asa w rękawie? Może kolejne taśmy?

- Z panem Kulikowskim, który ujawnił taśmy, nie jestem w kontakcie, sprawy karne zostawiam prokuraturze, CBA i innym organom. My chcemy działać w oparciu o statut PZPN.

Dziennikarze, a zauważyłem to kolejny raz, nie doceniają możliwości zarządu. Dla was istnieje tylko Lato i on jednoosobowo wszystkim kieruje. A to nieprawda.

Sam pan powiedział, że podejmuje decyzje jednoosobowo, nie licząc się z nikim.

- Jak mawia Lato, trafił pan w sedno tarczy. Moja pozycja w zarządzie jest silniejsza niż na początku kadencji, nie jestem samotnym jeźdźcem, bo prezes wielokrotnie nas lekceważył. Wszyscy chcą zmian i Lato nie ma żadnych szans na reelekcję. Działacze warunkowo, dla świętego spokoju, pozwolą mu zostać do końca kadencji.

Brzmi to tak, jakby to pan chciał stanąć na czele PZPN.

- Jestem rok przed habilitacją, mam na głowie karierę naukową i dzieci, dlatego zdecydowałbym się kandydować tylko i wyłącznie mając pewność wygranej.